Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Triduum dzień ostatni

Czwartek, 19 listopada 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
6 146 1495
Data
19 listopada 2020
Czw. 12:58 15:47
Rower
Ridley Helium SLX
6 72 155
Kalorie
1360kcal
Czas
2:39:46
38
497
0:50 0:28 0:00
Dystans
71.44km
43
474
18.30 15.00
Prędkość
26.83km/h
68
530
21.9 31.9 58.1
Kadencja
88rpm
122
Tętno
138bpm
162
Moc
178W
62
346
142 175 763
TSS
181
51
216
Przewyższenia
616m
12
283
       399
Nachylenie
+ 3.4% - 4.1%
+ 8.3 - 15.2
Temperatura
13.5°C
11.0 15.0

Rzadko w tym roku zdarzało się, abym jeździł na rowerze przez trzy kolejne dni. To w ogóle raczej rzadko się zdarzało, a już na pewno nie w listopadzie, który z reguły nie jest miesiącem wyjątkowo sprzyjającym rowerowym eskapadom. Jednak tym razem musiałem skorzystać z przychylności aury, tym bardziej, że chodzą słuchy, potwierdzone wróżbami meteorologów, iż nadciąga mroczny czas chłodu.

Tak więc, dnia trzeciego wybrałem się byłem na kolejną przejażdżkę i wbrew logice tudzież zdrowemu rozsądkowi, nie zdecydowałem się na zaliczenie bezpłciowej, płaskiej, łatwej trasy, ale postanowiłem zmusić mój pozbawiony formy organizm, do wykrzesania ostatniego ognia w tym sezonie, zanim na dobre pogrąży się w zimowym marazmie. A gdzież są lepsze miejsca do krzesania kolarskiego ognia od rejonów położonych na południe od Krakowa? W ten oto sposób zaliczyłem Świątniki Górne, Mogilany, Buków, a na koniec zawitałem do Skawiny, aby „machnąć” jeszcze jeden mały „hopek” na drodze do Tyńca. Tamże skończyły się wyzwania, nie licząc krótkiego, poprzedzonego miłą pogawędką, ścigania z trzykrotnie młodszym ode mnie człowiekiem.

Ech, młodość…

„(…) Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy:
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła! (…)”

I tak oto zakończyła się moja rowerowa przygoda A.D. 2020, a przynajmniej wiele na to wskazuje. Wkrótce przesiądę się na trenażer, aby wyruszyć w kilkumiesięczną wirtualną podróż w „poszukiwaniu straconego czasu”, czyli starając się odzyskać kondycji raj utracony.

A może jeszcze nie?

Opactwo Benedyktynów w kolorach jesieni.
Opactwo Benedyktynów w kolorach jesieni.
Pod słońce.
Pod słońce.
Wisła w Tyńcu.
Wisła w Tyńcu.
Ridley Helium SLX w promieniach jesiennego słońca.
Ridley Helium SLX w promieniach jesiennego słońca.



Mocy! Gdzieś ty?

Środa, 18 listopada 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
5 145 1494
Data
18 listopada 2020
Śr. 14:01 15:59
Rower
Ridley Helium SLX
5 71 154
Kalorie
1019kcal
Czas
1:48:36
66
1069
0:20 0:14 0:06
Dystans
51.52km
67
898
9.38 6.99
Prędkość
28.46km/h
48
306
27.2 28.4 50.0
Kadencja
91rpm
115
Tętno
140bpm
156
Moc
184W
49
289
157 162 635
TSS
132
64
278
Przewyższenia
246m
64
947
       243
Nachylenie
+ 2.6% - 3.6%
+ 8.6 - 9.5
Temperatura
11.3°C
9.0 14.0

Powoli kończy się ten przedziwny rok. Na jego podsumowanie przyjdzie jeszcze czas, a póki co, korzystam z jedynego pozytywu globalnego ocieplenia, jakim jest wydłużenie sezonu aktywności typu outdoor. Zmierzch zapada nazbyt wcześnie, mrok króluje nazbyt długo...
Zmierzch zapada nazbyt wcześnie, mrok króluje nazbyt długo...
Zakładając, że pierwszą wiosenną przejażdżkę zaliczam w kwietniu, czas rowerowej posuchy na świeżym powietrzu skrócił się do 4 miesięcy. Niestety moja słabość trwa i nic nie wskazuje na to, żeby w tym temacie szybko zaszła jakaś istotna zmiana. Dzisiejsza trasa była przecież płaska jak pewna część ciała enerdowskich sprinterek (młodszym wyjaśniam, że kiedyś było takie państwo NRD), warunki do jazdy były idealne, a ja nawet nie potrafiłem osiągnąć średniej 30 km/h. Przecież kiedyś taką średnią, to ja miałem nawet w górach! Ktoś powie, że prędkość nie jest miarodajnym parametrem, opisującym kondycję. Oczywiście, że nie, ale wystarczy spojrzeć na średnią lub nominalną moc i tam widać dokładnie, że bywało lepiej, znacznie lepiej. A jeśli wierzyć dokładności wyliczeń Garmina, to moje VO2Max w przeciągu roku spadło z 47 ml/kg/min do… 38 ml/kg/min. Nie ma rady, „trza” się za siebie zabrać. Na szczęście wciąż mam frajdę z jazdy i nawet mam pewne, bardzo ostrożne plany na przyszły rok. Wkrótce o tym napiszę.



Zdążyć przed zmierzchem

Wtorek, 17 listopada 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
4 144 1493
Data
17 listopada 2020
Wt. 13:59 16:24
Rower
Ridley Helium SLX
4 70 153
Kalorie
1229kcal
Czas
2:10:41
53
801
0:21 0:19 0:30
Dystans
61.26km
54
640
9.81 8.95
Prędkość
28.13km/h
56
359
27.4 27.7 44.0
Kadencja
90rpm
120
Tętno
145bpm
166
Moc
187W
37
249
157   687
TSS
163
58
240
Przewyższenia
274m
58
871
       248
Nachylenie
+ 2.8% - 3.1%
+ 6.7 - 8.0
Temperatura
11.0°C
9.0 12.0

W myśl zasady „spieszmy się kochać pogodne jesienne dni – tak szybko odchodzą”, zwiałem z pracy tuż przed czternastą, licząc, że zdążę wykręcić sensowny dystans przed zachodem słońca. A nawet gdyby się nie udało, to przecież zmrok nie zapada natychmiast po zachodzie, prawda? Otóż, nieprawda! O tej porze roku ciemność pojawia się niepokojąco szybko po zniknięciu ostatniego promienia słońca. Dobrze, że nie zapuściłem się gdzieś dalej, bo jazda szosówką po zmroku nie należy do moich ulubionych wyzwań, pomimo tego, że zestaw lampek Bontrager Ion 200 RT / Flare RT zapewnia mi względne bezpieczeństwo. Sama trasa nie była specjalnie ambitna, ale nie jest to czas na realizację wymagających wyzwań. Trzeba się cieszyć, że jest w miarę ciepło i pogodnie, a na wyzwania przyjdzie czas wiosną. Póki co, muszę przygotować jakiś sensowny plan na zimę, bo moją aktualną kondycję dzielą lata świetlne od poziomu, który uznałbym za satysfakcjonujący. Na szczęście powoli zbliżam się do optymalnej wagi, co nieco poprawia mój rowerowy nastrój.



A miało być płasko…

Sobota, 14 listopada 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
3 143 1492
Data
14 listopada 2020
Sob. 11:56 14:51
Rower
Ridley Helium SLX
3 69 152
Kalorie
1491kcal
Czas
2:39:37
39
498
0:44 0:34 0:00
Dystans
71.26km
44
478
16.74 16.61
Prędkość
26.79km/h
69
537
22.5 29.1 51.0
Kadencja
89rpm
123
Tętno
150bpm
168
Moc
194W
26
155
156 152 774
TSS
216
27
154
Przewyższenia
577m
14
314
       342
Nachylenie
+ 3.4% - 3.5%
+ 10.8 - 20.0
Temperatura
10.9°C
10.0 13.0

Plan był, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Jak w życiu – planujemy jedno, wychodzi drugie. Różnica jest taka, że w życiu przeważnie nie mamy wpływu na zdarzenia, które dzieją się wokół nas. Natomiast trasy rowerowych przygód wybieramy sobie sami. A mój plan na dzisiaj był prosty, żeby nie powiedzieć – prymitywny. Jesienny spleen.
Jesienny spleen.
Chciałem spokojnie sobie pojeździć, bez żadnych wyzwań, bez spiny, bez sprintów i podjazdów, po płaskim, aby zwyczajnie uciec od szarej, covidowej rzeczywistości. Taki zwykły rowerowy relaks w oderwaniu od wszystkiego – tylko ja, rower i pusta przestrzeń dookoła.

Początkowo to nawet tak było, dopóki nie zawitałem na Rondzie Ofiar Katynia. Tamże wpadłem na pomysł, aby po raz pierwszy od dawien dawna, skierować się w stronę ulicy Katowickiej, a potem, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, skręcić w znaną każdemu miłośnikowi Młodej Polski ulicę, czyli Tetmajera. Ulica ta ma dwa oblicza. Pierwszym jest zjazd, a drugim – uwaga, niespodzianka – podjazd. Nie, żeby jakiś szczególny, mega stromy, czy coś z tych rzeczy. Zwyczajny, nawet niezbyt długi, ale to wystarczyło, aby mentalnie przestawić się z trybu jazdy płaskiej na urok pagórków. Potem poszło już z górki, czyli pod górkę. Przejechałem przez Rząskę, a tam podkusiło mnie, aby pojechać do Modlniczki, a następnie do Tomaszowic. Jak pomyślałem, tak uczyniłem i dorzuciłem do kolekcji kolejne metry przewyższeń. Potem było fajnie, bo raczej z góry, co niestety o tej porze roku jest nierozerwalnie związane z mniejszym lub większym wychłodzeniem organizmu, ale dałem radę.

Wieża radarowa w Zabierzowie.
Wieża radarowa w Zabierzowie.
I tak oto pojawiłem się w Zabierzowie z mocnym postanowieniem poprawy, czyli myślą, że teraz już będzie naprawdę spokojnie. Ale gdzie tam?! Stojąc na jednym ze skrzyżowań ulic Kolejowej i Krakowskiej, na którym zamierzałem skręcić w stronę Grodu Kraka, zauważyłem naprzeciwko siebie, że droga ślicznie wznosi się w górę. Hmm, nigdy tam nie byłem, a więc… Tak, to dobry pomysł – pomyślałem i ruszyłem w górę. Początek był dość przykry, bo kolejny raz mijałem żałobników – owe świadectwo naszych czasów, przykry dowód na to, że wbrew słowom pewnej Edyty, w szpitalach nie leżą statyści udający chorych. Mozolnie piąłem się coraz bardziej stromą drogą, której nachylenie sięgało miejscami 12%. Wokół mnie był las mieniący się wszystkimi kolorami jesieni. Widok ten niewątpliwie wynagradzał wszelkie trudy wspinaczki. W ten oto sposób dotarłem do wieży radarowej górującej ponad Zabierzowem. W zamierzchłych czasach zapewne obowiązywałby zakaz robienia zdjęć w tym miejscu, ale dzisiaj nie ma z tym żadnego problemu. Uwieczniłem więc to miejsce, przy okazji uświadamiając sobie, że ostatni raz byłem tutaj jeszcze w czasach, gdy jeździłem na rowerach MTB, a konkretnie w maju 2012.

Okolice wieży radarowej.
Okolice wieży radarowej.
Kolejnym punktem eskapady były Balice, ale żeby tam dotrzeć, musiałem przejechać cudowną drogą przez las. To z góry, to pod górę, a wokoło romantyczno-nostalgiczne barwy, połączone z aromatycznym zapachem drzew. Bajka. Pozytywny matrix. Alternatywna rzeczywistość. Za Balicami było już dość rutynowo, czyli Kryspinów, Bielany, wały wiślane, Salwator, Wawel i ulica Krakowska, ale gdy dotarłem do Rynku Podgórskiego, pomyślałem, że mały akcencik na koniec, czyli podjazd ulicą Parkową, a potem pod Bonarkę, a potem jeszcze Łużycką, to będzie całkiem dobry pomysł na zakończenie dzisiejszej przejażdżki.

Wypadałoby zakończyć jakimś podsumowaniem, które zacznę od narzekania. Pod względem parametrów wydolnościowych, było raczej słabo, co trochę mnie dołuje, bo pokazuje, że czas nie stoi w miejscu i przepaść dzieląca mnie od młodości powiększa się z każdą chwilą. Zauważyłem jednak, że zdecydowanie łatwiej pokonuję podjazdy, co zapewne jest związane z redukcją wagi o prawie 4 kilogramy, a to dopiero początek. No i wreszcie najważniejsze. Dzisiaj naprawdę cieszyłem się jazdą, niemalże tak, jak kiedyś, gdy każdy trasa była dla mnie odkryciem. I niech tak pozostanie…



Mostly Autumn

Niedziela, 8 listopada 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
2 142 1491
Data
8 listopada 2020
Niedz. 12:22 14:47
Rower
Ridley Helium SLX
2 68 151
Kalorie
1291kcal
Czas
2:12:47
52
768
0:30 0:23 0:00
Dystans
62.53km
52
619
12.81 12.05
Prędkość
28.25km/h
55
344
24.9 30.4 50.0
Kadencja
91rpm
120
Tętno
146bpm
171
Moc
189W
33
221
162 179 753
TSS
171
53
229
Przewyższenia
366m
37
647
       265
Nachylenie
+ 2.9% - 3.1%
+ 7.4 - 7.3
Temperatura
12.9°C
12.0 15.0

Tytuł wpisu nie oznacza, że nagle przerzuciłem się na tytułowanie rowerowych wyczynów w języku Szekspira, ale dowodzi, że rower nie jest moim jedynym pomysłem na życie. „Mostly Autumn” to nazwa brytyjskiego zespołu rockowego, który odkryłem dopiero niedawno, a muzyka którego okazała się idealnie dostrojona do mojej duszy. Mocno progresywne, nostalgiczne klimaty, rozbudowane kompozycje, no i nazwa sama w sobie, pasują jak ulał do aktualnej pory roku.

Listopad to chyba najbardziej depresyjny miesiąc w roku. Jeszcze nie nadeszła zima, a ostatnie spadające liście ogłaszają, że właśnie kończy się czas złotej jesieni. Zamglone poranki, słońce, które budzi się późno i wcześnie zasypia, chłodne wieczory, zimne noce. Apokaliptyczne wizerunki zasłoniętych twarzy dodatkowo pogłębiają ten irracjonalny obraz rzeczywistości. Wczoraj, gdy przemierzałem okolice Krakowa, na każdym mijanym cmentarzu odbywał się pogrzeb, a z każdego kościoła dobiegały smutne zawodzenia ostatnich pożegnań. Jakże bolesna jest ta lekcja dla cywilizacji, która zachłysnęła się swoimi osiągnięciami, a została pokonana przez niewidzialnego wroga. Zapewne wcześniej czy później uda się wygrać z COVID’em, ale póki co, jedyną obroną są średniowieczne środki ochrony.

Niech jednak nikt nie myśli, że powyższe rozważania o lekkim zabarwieniu depresyjno-nostalgicznym z nutą katastrofizmu sprawiły, że dzisiejsza przejażdżka była radosna niczym stypa. Bynajmniej. Synergia pięknej pogody i barw jesieni sprawiły, że jechałem w nadzwyczaj optymistycznym nastroju. Wszakże ten świat jest piękny, a życie cudowne.

Na moście w Avignon? Nie - w Zelczynie.
Na moście w Avignon? Nie - w Zelczynie.
Zelczyna.
Zelczyna.



Unplugged

Sobota, 7 listopada 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
1 141 1490
Data
7 listopada 2020
Sob. 12:40 15:06
Rower
Ridley Helium SLX
1 67 150
Kalorie
1236kcal
Czas
2:09:20
54
820
0:13 0:15 0:00
Dystans
61.16km
55
644
6.11 6.93
Prędkość
28.37km/h
52
331
26.6 27.4 45.8
Kadencja
91rpm
123
Tętno
151bpm
166
Moc
186W
43
262
159 169 845
TSS
164
57
239
Przewyższenia
201m
67
1071
       241
Nachylenie
+ 3.3% - 3.0%
+ 6.1 - 5.0
Temperatura
10.7°C
10.0 12.0

Słoneczna listopadowa sobota to świetny czas, aby uciec z domu i zaszyć się w przestrzeni swojego własnego, wewnętrznego, niczym nie ograniczonego świata. Planu trasy nie miałem, ale nie miało to większego znaczenia. Po dłuższym okresie rowerowego bezruchu, każde, nawet najbardziej banalne krajobrazy widziane z perspektywy rowerowego siodełka, nabierają zupełnie innych kształtów. Cieszyłem się więc jazdą, zupełnie nie przejmując się faktem, że mój idealnie czysty rower już po kilkunastu kilometrach przestał być idealnie czysty, a po kolejnych kilkunastu w ogóle przestał być czysty. Cóż, pomimo słonecznej pogody, każde zacienione miejsce było mokre lub przynajmniej wilgotne. Ta pora roku po prostu tak ma i trzeba zwyczajnie to zaakceptować, dostrzegając piękno w mijanych krajobrazach i skupiając się na lepszej stronie życia. Ho, ho, zdaje się, że powoli zanurzam się w oceanie nostalgii, więc kończę, przechodząc do bardziej przyziemnego wątku…

Jakoś wyleciało mi z głowy, że po ostatniej przejażdżce, poziom naładowania baterii Di2 spadł do 10%. A to wcale nie jest tak, że jeśli 100% wystarcza na przejechanie ponad 2000 km, to 10% wystarczy na 200 km. Z technicznego punktu widzenia, proces rozładowania nie jest liniowy. Musiałem zatem oszczędzać na przełożeniach, czyli raczej unikać podjazdów, które wymuszałyby na mnie zrzucenie łańcucha na mniejszą zębatkę z przodu. Dlaczego? Ano dlatego, że gdy poziom naładowania spada do 5%, Di2 blokuje przednią przerzutkę, aby oszczędzić resztkę energii na zasilania tylnej przerzutki. Nie byłem więc w pełni panem swojego rowerowego losu, ale dobrze jest zbierać takie doświadczenia na łatwych trasach, zanim następnym razem człowiek wybierze się w góry z rozładowanym akumulatorem. Gdy już zatrzymałem się pod domem, wskaźnik naładowania pokazywał 5%. Eksperymentalnie spróbowałem użyć przedniej przerzutki. Udało się zrzucić łańcuch na małą tarczę, ale powrót w drugą stronę nie był już możliwy. Dobrze, że nie zrobiłem tego podczas jazdy. Ale bym się „nakręcił” – jak chomik w karuzeli.

Most na Wiśle w Niepołomicach.
Most na Wiśle w Niepołomicach.
Duet nagich drzew na trasie.
Duet nagich drzew na trasie.



Wśród barw jesieni

Wtorek, 27 października 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
8 140 1489
Data
27 października 2020
Wt. 12:50 15:48
Rower
Ridley Helium SLX
8 66 149
Kalorie
1524kcal
Czas
2:48:27
34
446
0:21 0:19 0:00
Dystans
82.22km
29
365
9.60 9.69
Prędkość
29.29km/h
32
184
26.7 30.4 46.2
Kadencja
90rpm
119
Tętno
139bpm
161
Moc
177W
65
356
151 168 759
TSS
189
43
201
Przewyższenia
300m
53
813
       252
Nachylenie
+ 3.1% - 3.2%
+ 7.5 - 5.9
Temperatura
18.6°C
17.0 22.0

Prawdopodobnie to ostatnia październikowa przejażdżka. Co prawda jutro też ma być pogodny i ciepły dzień, ale obawiam się, że nie będę miał czasu. Pomyślałem więc, że warto zakończyć ten jesienny miesiąc nieco dłuższą trasą, aby móc w pełni nacieszyć się barwą najbardziej nostalgicznej pory roku. W związku z tym zrobiłem sobie przerwę od pracy zdalnej i już przed trzynastą wsiadłem na rower. Pierwsza część trasy była średnio ciekawa, co w moim przypadku oznacza, że poruszałem się po drogach, które znam lepiej niż własną kieszeń. Mimo to starałem się pełnymi garściami czerpać przyjemność z jazdy, bo dobrze wiem, jak będą wyglądały kolejne miesiące – człowiek będzie tęsknił nawet za tak banalnymi szlakami. Dotarłem do Szarowa, a stamtąd pojechałem w stronę Niepołomic, by w końcu skręcić w Drogę Królewską. Na tej spokojnej drodze ukrytej w Puszczy Niepołomickiej zawsze czuję się dobrze i jest to jedno z moich miejsc magicznych, gdzie mogę bezpiecznie oderwać się od powszedniości dnia i patrzeć na świat oczami duszy. Po kilku kilometrach skręciłem na północ, przejechałem przez Wolę Batorską, by ostatecznie, zaliczywszy kilkuset metrowy odcinek szutrowy, dotrzeć do Wiślanej Trasy Rowerowej. Rozpocząłem powrót. Słońce powoli zbliżało się do linii wyznaczającej horyzont, a ja mogłem podziwiać feerię jego promieni odbijających się w królowej polskich rzek. Mijał kilometr za kilometrem, z każdą chwilą przybliżając mnie do zakończenia tegorocznego sezonu. Czy była to ostatnia plenerowa przejażdżka? Nie wiem, ale na pewno jedna z ostatnich. Wkrótce za oknem nastanie szarość, powoli otulając odarte z liści drzewa, a nieustający czas przeniesie kolejne obrazy do albumu wspomnień.

Wisła z dosłownym przymrużeniem oka.
Wisła z dosłownym przymrużeniem oka.
Fragment Wiślanej Trasy Rowerowej.
Fragment Wiślanej Trasy Rowerowej.



Na znak solidarności

Poniedziałek, 26 października 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
7 139 1488
Data
26 października 2020
Pon. 14:06 16:36
Rower
Ridley Helium SLX
7 65 148
Kalorie
1336kcal
Czas
2:19:47
48
676
0:41 0:26 0:08
Dystans
63.76km
51
587
15.23 14.46
Prędkość
27.37km/h
63
440
22.1 32.5 60.1
Kadencja
88rpm
117
Tętno
148bpm
171
Moc
202W
17
86
159 188 748
TSS
203
39
184
Przewyższenia
561m
15
326
       367
Nachylenie
+ 3.7% - 3.9%
+ 15.3 - 10.0
Temperatura
15.9°C
12.0 19.0

Znowu nie miałem pomysłu na trasę, więc pojechałem do… Swoszowic. A potem podkusiło mnie, aby skierować się do Lusiny. Drogę wybierałem na bieżąco, zerkając co jakiś czas na mapkę, wyświetlaną na ekranie mojego Garmina. Problem w tym, że na niewielkim dwuwymiarowym obrazku, trudno zauważyć coś tak istotnego, jak nachylenie podjazdów. Migawka czasu jesieni w okolicy Lusiny.
Migawka czasu jesieni w okolicy Lusiny.
No i stało się. Skręciłem w jakąś boczną drogę, która optymistycznie rozpoczynała się zjazdem, ale wkrótce z niedowierzaniem zacząłem patrzeć na cyferki, pokazujące nachylenie. 25%, 20%, 16%... Podjazd nie był długi – jakieś 300 metrów – ale średnie nachylenie wynosiło około 14%. W tym momencie przypomnę, że po pierwsze, moja forma daleka jest od optymalnej, a po drugie, od początku pandemii przybyło mi jakieś 7 kilogramów. Na takim podjeździe 7 kilogramów naprawdę robi różnicę. Na szczęście ta wspinaczka nie okazała się finałowym podjazdem mojego żywota i mogłem kontynuować jazdę. Wkrótce okazało się, iż nie wyciągnąłem żadnych wniosków z opisanego doświadczenia i kolejny raz wpakowałem się w podjazd, a raczej w serię podjazdów od ulicy Krzyżańskiego aż do Sierczy. Może nie były już tak spektakularne, ale od czasu do czasu wskaźnik nachylenia przekraczał 10%, a przecież nadal wiozłem ze sobą, a raczej w sobie, te 7 nadmiarowych kilogramów. Na szczęście potem było już z górki, a następnie płasko, więc mogłem bezstresowo rozkoszować się jazdą. Zmierzch zapadł szybko, zdecydowanie zbyt szybko i do domu wróciłem już po zachodzie słońca. Ostatnie kilometry pokonywałem równolegle do rozpoczynającej się właśnie samochodowej blokady Krakowa z cyklu „***** ***”. Kierownicę trzymałem wyłącznie lewą ręką. Prawą miałem podniesioną w geście zwycięstwa na znak solidarności…

 



Do ZOO

Piątek, 23 października 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
6 138 1487
Data
23 października 2020
Pt. 13:47 16:55
Rower
Ridley Helium SLX
6 64 147
Kalorie
1615kcal
Czas
2:51:49
29
429
0:34 0:25 0:00
Dystans
79.25km
35
397
12.39 12.82
Prędkość
27.68km/h
60
398
21.4 30.6 56.1
Kadencja
89rpm
121
Tętno
145bpm
163
Moc
187W
37
249
157 193 715
TSS
214
29
157
Przewyższenia
492m
21
412
       353
Nachylenie
+ 4.0% - 3.9%
+ 10.0 - 12.2
Temperatura
14.8°C
13.0 17.0

Lasek Wolski w jesiennych barwach.
Lasek Wolski w jesiennych barwach.
Dzisiaj najpierw ruszyłem przed siebie, a dopiero potem zacząłem szukać odpowiedzi na tradycyjne pytanie: „dokąd pojechać?”. Jakoś nie miałem ochoty na byle rutynę w ten przedostatni dzień czasu letniego. Wodząc oczami wyobraźni po wirtualnej mapie ulokowanej w sieci moich neuronów, zauważyłem, że jest takie miejsce w Krakowie, o którym zdaje się, że zapomniałem.

Jesienne korony drzew.
Jesienne korony drzew.
Droga do ZOO to jeden z najbardziej popularnych krakowskich podjazdów. Można by wręcz powiedzieć, że jest kultowy. Tymczasem z zupełnie nieznanych mi powodów ostatni raz zaliczyłem go – uwaga – 22 stycznia 2016 roku! To prawie 5 lat temu. Zapewne ktoś mógłby pomyśleć, że widocznie jest wymagający, stromy, trudny, ale nie do końca tak jest. Owszem, to jakieś 1800 metrów wspinaczki o średnim nachyleniu około 6,5% z kilkoma fragmentami 12%, ale przecież nie są to wartości wykraczające poza moje możliwości, nawet teraz, gdy kondycja uleciała w bliżej nieznanym kierunku.

A zatem pomysł się narodził i pozostawało już tylko go zrealizować. Standardowo popołudniowe godziny szczytu oznaczały konieczność skanowania oczami całej przestrzeni wokół siebie, aby przedwcześnie nie zakończyć eskapady w sposób nagły i przykry, co być może wiązałoby się z koniecznością odwiedzenia szpitala, a tamże – dzięki „perspektywicznej” polityce władz naszych umiłowanych – miejsc wolnych brak. Jechałem więc uważnie, ale na tyle dynamicznie, że wkrótce zameldowałem się na Woli Justowskiej i mogłem pokonywanie rzeczonego podjazdu rozpocząć.

Nie mogę powiedzieć, że tryskałem energią i dziarsko piąłem się w górę, ale źle też nie było. Jechałem swoim, spokojnym tempem i wkrótce zameldowałem się na górze. Góra to pojęcie nieco względne, bo kontynuowałem jazdę Aleją Żubrową i zatrzymałem się dopiero na jej końcu. To nie był specjalnie szczęśliwy pomysł, bo na podjeździe wylałem sporo potu i teraz zwyczajnie zacząłem marznąć. No, ale trzeba było przecież „cyknąć” kilka fotek.

Ridley Helium SLX odpoczywa na szczycie podjazdu.
Ridley Helium SLX odpoczywa na szczycie podjazdu.
Potem zaliczyłem szybki i stromy zjazd Aleją Wędrowników, co wychłodziło mnie jeszcze bardziej, ale już wkrótce mogłem się rozgrzać na ulicy Orlej. Zjechałem do ulicy Chełmskiej i rozpocząłem drogę powrotną, a przynajmniej taki miałem zamiar. W okolicy Wawelu doszedłem jednak do wniosku, że jedzie mi się na tyle fajnie, że może szkoda wracać tak wcześnie. Dojechałem więc aż do Mostu Wandy, przejechałem na drugi brzeg Wisły, a następnie skręciłem na wschód i pojechałem do Brzegów. Skierowałem się na południe, przemknąłem kawałeczek obwodnicą Wieliczki, zawróciłem na północ, aby po kilku minutach pojawić się na ulicy Bieżanowskiej. Zanim ostatecznie zameldowałem się pod domem, dokręciłem jeszcze kilka kilometrów.

I tak oto pożegnałem letni czas.



W czerwonej

Środa, 21 października 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
5 137 1486
Data
21 października 2020
Śr. 14:08 16:53
Rower
Ridley Helium SLX
5 63 146
Kalorie
1531kcal
Czas
2:31:54
43
563
0:18 0:14 0:00
Dystans
76.85km
38
409
8.95 6.86
Prędkość
30.35km/h
9
56
28.5 29.4 48.8
Kadencja
91rpm
117
Tętno
145bpm
163
Moc
190W
32
210
168 175 660
TSS
193
41
194
Przewyższenia
260m
61
908
       244
Nachylenie
+ 2.9% - 3.8%
+ 6.1 - 9.3
Temperatura
15.6°C
13.0 17.0

Pogoda nareszcie się poprawiła, więc po dłuższej przerwie mogłem znów wsiąść na rower. A wiele się zmieniło przed te jedenaście dni. Chociażby to, że Kraków „awansował” do czerwonej strefy, więc musiałem założyć maskę na twarz. Już to samo w sobie jest wystarczająco frustrujące, bo jakkolwiek nie mam żadnych zastrzeżeń co do konieczności zasłaniania ust i nosa oraz zachowania dystansu w przestrzeni publicznej, to wymóg ten dla osób niezawodowo uprawiających sport, Zachód.
Zachód.
uważam za pozbawiony sensu. Ale, czy mogę oczekiwać sensownych i przemyślanych działań ze strony rządu i parlamentarnej większości, które zmarnowały pół roku na walkę z LGBT i przepychanki we własnych szeregach? Czy mogę spodziewać się rozsądnej polityki zdrowotnej w państwie, którego nieudolny i niesamodzielny premier ogłosił kilka miesięcy temu, że wirus jest w odwrocie? Czy mogę liczyć, że zgraja nieudaczników, którzy rozpieprzyli publiczne pieniądze na maseczki bez certyfikatów, respiratory, których nie było, że o 70 milionach na wydrukowanie niepotrzebnych kart wyborczych już nie wspomnę, zacznie nagle postępować w sposób logiczny i uczciwy? Nie, nie mogę. Kolejny raz muszę liczyć sam na siebie, bo państwo ma mnie w nosie i zauważyłoby, że istnieję, wyłącznie wówczas, gdy przestałbym płacić podatki lub składki ZUS. A obawiam się, że to dopiero początek kłopotów, bo nic nie wskazuje na to, że wirus zniknie tak samo szybko, jak się pojawił.

A miało być o rowerze, o przejażdżce, o urokach jesieni. Może następnym razem? Dzisiaj jestem sfrustrowany tym, co widzę. Do tego stopnia, że jadąc doskonale sobie znanym ciągiem pieszo-rowerowym wzdłuż ulicy Wielickiej, zapomniałem, że znajduje się na nim „niespodzianka” w postaci kilku schodów. Pomijam fakt, że w ogóle nie powinno być tam czegoś takiego, ale w sumie dotychczas mi to nie przeszkadzało, bo zjeżdżałem pochylnią dla wózków. Ale dzisiaj coś mnie zaćmiło i zjechałem… po schodach. Czaicie? Rowerem szosowym po schodach! Na pełnej prędkości! Na szczęście nic się nie stało, chociaż najadłem się trochę strachu, bo to jednak dziwne uczucie, gdy człowiek nagle uświadamia sobie, że droga, którą jedzie, właśnie się kończy.