Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

W pocie czoła

Środa, 1 lipca 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
1 109 1458
Data
1 lipca 2020
Śr. 14:21 16:31
Rower
Ridley Helium SLX
1 35 118
Kalorie
1055kcal
Czas
2:05:47
26
827
0:24 0:19 0:00
Dystans
60.73km
26
635
10.57 9.43
Prędkość
28.97km/h
24
225
25.9 29.3 50.5
Kadencja
90rpm
120
Tętno
128bpm
149
Moc
167W
67
413
140 143 634
TSS
126
32
252
Przewyższenia
289m
29
812
       258
Nachylenie
+ 2.7% - 3.1%
+ 8.0 - 8.4
Temperatura
32.8°C
31.0 34.0

Dzisiaj byłem zupełnie bez formy. Jechało mi się wyjątkowo ciężko, mało dynamicznie, a nawet najmniejszy podjazd stawał się wielkim wyzwaniem. Było gorąco i duszno. Miałem wrażenie, że w powietrzu jest wszystko z wyjątkiem… tlenu. Dość szybko przeszedłem więc w coś, czemu bliżej było do rekreacyjnej przejażdżki niż do szybkiej i dynamicznej jazdy. Mimo to, każdy z kilometrów dzisiejszego, dość skromnego dystansu, był wywalczony, wyrwany przeciwnościom, zdobyty w dosłownym pocie czoła. Jednak najważniejsze, że pomimo tych trudności, cieszyłem się jazdą, co być może jest zapowiedzią, że mój rowerowy kryzys powoli się kończy.

Spotkała mnie też mała i niezbyt przyjemna przygoda. Lecący szerszeń uderzył w mój kask, odbił się od niego, spadł na moją nogę i brutalnie ukąsił w udo. Jestem raczej dość odporny na ból, ale jazda z piekącym i puchnącym udem nie należała do przyjemności.

Ot, taki sobie widoczek ze Staniątek.
Ot, taki sobie widoczek ze Staniątek.



Do Łączan i z powrotem

Wtorek, 30 czerwca 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
11 108 1457
Data
30 czerwca 2020
Wt. 6:15 9:39
Rower
Ridley Helium SLX
11 34 117
Kalorie
2004kcal
Czas
3:21:22
12
290
0:32 0:29 0:00
Dystans
100.81km
10
250
14.90 15.16
Prędkość
30.04km/h
11
82
27.1 30.9 48.3
Kadencja
91rpm
117
Tętno
133bpm
157
Moc
191W
24
193
166 188 761
TSS
262
9
58
Przewyższenia
442m
13
467
       264
Nachylenie
+ 3.0% - 3.0%
+ 8.7 - 6.0
Temperatura
20.5°C
17.0 26.0

Po krótkiej przerwie znów wybrałem się na poranną przejażdżkę. Zamierzałem pokonać 100 kilometrów, czyli psychologiczną granicę, oddzielającą dystans „taki sobie” od „zacnego”. Teraz nie jest to dla mnie żadnym wyczynem, ale pamiętam czasy, kiedy nawet nie marzyłem o zbliżeniu się do tej wartości. Prawdę mówiąc, nie dystans jest obecnie moim problemem, ale coś w rodzaju „chwilowego wypalenia rowerowego”. Ten rok miał być zupełnie inny i wszystko szło dobrze do momentu pandemii. Potem coś się zmieniło i nie mam już tego błysku w oku, co kiedyś i tego zapału, co przedtem. Miast planować ekscytujące trasy, ograniczam się do banalności znanych szlaków. Och wróć moja pasjo na swe właściwe ścieżki! – chciałoby się zawołać.



10000 Ridleya Helium SLX

Sobota, 27 czerwca 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
10 107 1456
Data
27 czerwca 2020
Sob. 11:16 15:06
Rower
Ridley Helium SLX
10 33 116
Kalorie
1940kcal
Czas
3:28:02
6
244
0:37 0:32 0:00
Dystans
100.37km
11
268
16.20 16.44
Prędkość
28.95km/h
25
227
26.0 30.4 50.8
Kadencja
92rpm
117
Tętno
144bpm
171
Moc
185W
33
259
157 183 765
TSS
256
11
71
Przewyższenia
494m
9
395
       265
Nachylenie
+ 3.1% - 3.0%
+ 8.9 - 6.7
Temperatura
31.6°C
27.0 35.0

Właśnie dzisiaj pokonałem ostatnie kilometry, które dzieliły mojego Ridleya Helium SLX od granicy 10000 kilometrów. Jest to dystans, po którym mogę już obiektywnie ocenić, czy sprzęt z dość wysokiej półki spełnił moje oczekiwania, czy jest raczej kosztowną pomyłką. Moja ocena jest jednoznaczna – Ridley Helium SLX to nadal rower moich marzeń. Pytanie, czym w ogóle jest rower marzeń? To bardzo nieprecyzyjne pojęcie i odpowiedzi na nie jest zapewne tak wiele, jak wielu jest rowerzystów. Ja powiem tylko tyle, że jeśli nadal wsiadam na rower z tym samym błyskiem w oczach, co 10000 kilometrów wcześniej, to ten rower na pewno nie jest banalny.

Ridley Helium SLX po 10000 kilometrów.
Ridley Helium SLX po 10000 kilometrów.
Na rynku w Skawinie.
Na rynku w Skawinie.
W sobotni upał trzeba było być twardym...
W sobotni upał trzeba było być twardym...



Ślady żywiołu

Wtorek, 23 czerwca 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
9 106 1455
Data
23 czerwca 2020
Wt. 14:07 17:38
Rower
Ridley Helium SLX
9 32 115
Kalorie
2088kcal
Czas
3:22:38
10
283
1:01 0:47 0:00
Dystans
101.35km
8
229
26.77 26.36
Prędkość
30.01km/h
13
85
26.0 33.5 56.1
Kadencja
92rpm
125
Tętno
143bpm
159
Moc
209W
10
49
172 183 760
TSS
313
2
13
Przewyższenia
846m
2
145
       333
Nachylenie
+ 3.2% - 3.3%
+ 9.3 - 9.7
Temperatura
24.5°C
22.0 28.0

Wiem, że raczej trudno to zauważyć, ale jest już lato. Tymczasem rower wisi na ścianie, a ja siedzę w domu i tęsknie spoglądam za okno, czekając na wiatr, co rozgoni ciemne skłębione zasłony. Oczywiście mógłbym jeździć w deszczu, ale… nie lubię. Dobrze, że mam jeszcze inne pasje, bo pewnie zupełnie „sfiksowałbym” z powodu rowerowej bezczynności.

Dzisiaj pracowałem sobie spokojnie i nagle zorientowałem się, że coś się zmieniło. Moje uszy przestały rejestrować szum padającego deszczu, a do oczu dotarły promienie słońca. Łapanów. Z tego miejsca nie widać wielu śladów nawałnicy.
Łapanów. Z tego miejsca nie widać wielu śladów nawałnicy.
Takiej szansy nie mogłem zmarnować, zwłaszcza, że prognoza pogody nie pozostawia złudzeń – w najbliższych dniach nie będzie wielkiego przełomu. Decyzja była więc szybka i w ekspresowym tempie byłem gotowy do wyjścia. Pozostawało jedynie znaleźć odpowiedź na pytanie: dokąd jechać? Nad tym także długo się nie zastanawiałem. Postanowiłem pojechać w okolice, przez które przepływa rzeka Stradomka, ta sama, za sprawą której głośno było ostatnio w mediach. Spokojna na co dzień, leniwie płynąca, dwa dni temu okazała się nieokiełznanym żywiołem, niszczącym wszystko na swojej drodze, pochłaniającym ludzki dobytek, spychającym na dalszy plan pandemię i inne problemy.

Pojechałem na wschód. Jechało mi się wyjątkowo szybko i sprawnie, ale raczej nie z powodu wyjątkowej mocy, lecz dzięki silnym podmuchom wiatru. W okolicy, która była celem eskapady pojawiłem się więc dość szybko. Początkowo nie widziałem znaczących śladów żywiołu, ale z każdym kilometrem krajobraz zmieniał się. Podtopione pola i łąki, połamane drzewa, ślady wody na niżej położonych zabudowaniach. Ale nie to było najgorsze. Przed prawie każdym domem leżały mniejsze lub większe sterty mebli, urządzeń RTV i innego sprzętu, zniszczonego przez wodę. Apogeum ludzkich dramatów zobaczyłem w Łapanowie. Raba w Gdowie.
Raba w Gdowie.
Początkowo chciałem zatrzymać się i uwiecznić to na zdjęciach, ale rozmyśliłem się. Wokół było zbyt wiele smutku, aby spokojnie się temu przypatrywać, a potem ruszyć przed siebie, by ostatecznie wygodnie usiąść w przytulnym i suchym mieszkaniu, z dala od problemów. Na krótki postój pozwoliłem sobie dopiero przy wyjeździe z wioski, tuż przed długim podjazdem. Podjazd pokonywałem w jakiejś nieokreślonej zadumie, powoli oddalając się od krajobrazu naznaczonego brunatnym szlamem. Wkrótce pojawiłem się w Gdowie, a widząc nienaturalnie wysoki stan Raby, zafundowałem sobie na jej brzegu niezbyt długą chwilę odpoczynku.

Do drogi krajowej 94 dotarłem w Brzeziu i właśnie tą drogą zamierzałem wrócić do Krakowa. Patrząc na ekran komputerka, wpadłem jednak na pomysł, aby delikatnie skorygować trasę, aby ostatecznie zaliczyć 100 kilometrów. Już dawno nie przejechałem takiego dystansu, więc czemu nie? Słowa w czyn zamieniłem tuż przed Wieliczką. Skręciłem do Tomaszkowic, przejechałem przez Wieliczkę, a następnie pokonałem ostatni tego dnia podjazd na ulicach Krzemienieckiej, Kuryłowicza i Drodze Rokadowej. Potem były już zjazdy aż do samego domu.

Chciałbym jakoś podsumować dzisiejszą przejażdżkę, ale chyba nie potrafię…



Wilgotna miejska aura

Czwartek, 18 czerwca 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
8 105 1454
Data
18 czerwca 2020
Czw. 6:47 8:24
Rower
Ridley Helium SLX
8 31 114
Kalorie
969kcal
Czas
1:31:30
33
1147
0:22 0:16 0:00
Dystans
45.44km
33
1011
9.92 8.36
Prędkość
29.80km/h
16
118
25.9 30.6 59.0
Kadencja
91rpm
128
Tętno
135bpm
157
Moc
215W
2
26
176 178 739
TSS
152
31
229
Przewyższenia
318m
26
734
       331
Nachylenie
+ 3.2% - 3.8%
+ 7.9 - 9.3
Temperatura
18.7°C
18.0 20.0

100% wilgotności i 100% zachmurzonego nieba. Kościół w Kosocicach.
Kościół w Kosocicach.
Taki był dzisiejszy poranek. Wydawało się, że lada moment spadnie deszcz. Co prawda prognoza pogody nie przewidywała opadów, ale chodzę po tym świecie już wystarczająco długo, aby zauważyć, że meteorologia ma więcej wspólnego ze Szkołą Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, niż z nauką ścisłą. Długo wahałem się, czy w ogóle wyjść na rower. Rozważanie „za” i „przeciw” trwało prawie godzinę, czego konsekwencją było trafienie na poranne godziny szczytu. Starałem się jak najszybciej uciec gdzieś na boczne drogi, ale okazało się, iż rzesze obywateli spieszących do pracy nadciągają zewsząd. Nie było więc mowy o odprężeniu, czy ucieczce we wszechświat własnych myśli. Zamiast tego musiałem mieć przysłowiowe oczy dookoła głowy i wzmożoną czujność. Mogłem co prawda uciec z miasta, ale trochę gonił mnie czas, więc jedyne co mogłem zrobić, to okrasić miejską łatwiznę odrobiną trudu na kilku podjazdach tudzież zaliczeniem siermiężnie ułożonej kostki brukowej.

Czuję niedosyt, ale… taki mamy klimat.



I znów szare niebo

Poniedziałek, 15 czerwca 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
7 104 1453
Data
15 czerwca 2020
Pon. 14:02 16:43
Rower
Ridley Helium SLX
7 30 113
Kalorie
1589kcal
Czas
2:34:48
18
512
0:22 0:22 0:00
Dystans
80.82km
17
366
10.29 11.44
Prędkość
31.33km/h
3
15
27.7 31.1 46.0
Kadencja
93rpm
128
Tętno
135bpm
153
Moc
196W
22
132
171 174 723
TSS
210
21
153
Przewyższenia
325m
25
718
       251
Nachylenie
+ 3.2% - 2.9%
+ 7.6 - 5.8
Temperatura
20.8°C
19.0 23.0

Rano obudziłem się z mocnym postanowieniem, że tuż po pracy wskakuję na rower i jadę przed siebie. Oczywiście pod warunkiem, że nie będzie lało, a to wcale nie było takie pewne, biorąc pod uwagę smętną szarość panującą na niebie. Czym bliżej popołudnia, tym bardziej robiło się ponuro, a mnie zaczynała ogarniać senność, bo ostatniej nocy jakoś kiepsko spałem. Niewiele brakowało i rozmyśliłbym się… W końcu zebrałem się w sobie i przekonany, że wykręcę góra 40 km, wsiadłem na rower. Jednak już po pierwszych kilku kilometrach poczułem taki głód jazdy, że podwoiłem ten dystans. I chociaż trasa nie była spektakularnie ciekawa, to cieszyłem się jej każdym kilometrem.

Zawitałem w przelocie do Puszczy Niepołomickiej.
Zawitałem w przelocie do Puszczy Niepołomickiej.



Pod chmurami

Niedziela, 14 czerwca 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
6 103 1452
Data
14 czerwca 2020
Niedz. 12:36 14:34
Rower
Ridley Helium SLX
6 29 112
Kalorie
1241kcal
Czas
1:55:13
31
969
0:26 0:19 0:00
Dystans
60.12km
29
660
12.69 10.85
Prędkość
31.31km/h
4
17
28.5 34.0 67.8
Kadencja
94rpm
119
Tętno
139bpm
160
Moc
213W
4
29
180 191 757
TSS
182
28
190
Przewyższenia
376m
17
602
       318
Nachylenie
+ 3.0% - 3.5%
+ 7.9 - 8.3
Temperatura
19.1°C
19.0 20.0

To już połowa czerwca, a pogoda do kitu. Dzisiejszy obraz nieba nie zachęcał do jazdy, ale przemogłem się. Pomyślałem, że warto zaliczyć choćby 20 kilometrów, bo dobre jest każde oderwanie się od codzienności, a ta ostatnio też jest jakaś… dziwna. Różne sprawy pojawiły się niemalże równocześnie, sprawiając wrażenie przytłoczenia, więc zwyczajne potrzebowałem wyjść i złapać oddech. I to był dobry pomysł, bo z planowanego krótkiego dystansu zrobiło się 60 kilometrów, a to już ujmy nie przynosi.



Krótko przed pracą

Piątek, 12 czerwca 2020 • Komentarze: 1

Aktywność
5 102 1451
Data
12 czerwca 2020
Pt. 6:00 7:07
Rower
Ridley Helium SLX
5 28 111
Kalorie
601kcal
Czas
1:03:13
65
1279
0:14 0:11 0:00
Dystans
30.41km
75
1297
6.50 5.41
Prędkość
28.87km/h
26
236
27.9 28.5 43.0
Kadencja
91rpm
125
Tętno
125bpm
148
Moc
187W
28
240
159 176 622
TSS
80
39
317
Przewyższenia
162m
34
1154
       245
Nachylenie
+ 2.5% - 3.1%
+ 5.4 - 6.3
Temperatura
16.4°C
16.0 17.0

Nową „świecką tradycją” stają się powoli moje poranne wyjazdy rowerowe. Dzisiejszy świt miał być oprawą takiej właśnie eskapady, ale niestety nie do końca się to udało. Pierwsze krople deszczu sprawiły, że ograniczyłem jazdę wyłącznie do najbliższych okolic. Być może była to przesadna reakcja, ale nie chciałem ryzykować jazdy w deszczu.

Komentarze

img
ufoludek99 • Poniedziałek, 15 czerwca 2020, 13:54

Statystyki zapowiadają się naprawdę fajnie ;) Trzymam kciuki, że poranne wyjazdy rowerowe się utrzymają i staną rutyną hehe. Pozdrawiam bardzo serdecznie! A tutaj mała motywacja: www.rowertour.com/blog/kilka-powodow-dla-ktorych-warto-jezdzic-na-rowerze

Dodaj komentarz...



W dzień świąteczny

Czwartek, 11 czerwca 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
4 101 1450
Data
11 czerwca 2020
Czw. 11:09 13:30
Rower
Ridley Helium SLX
4 27 110
Kalorie
1428kcal
Czas
2:17:45
21
674
0:19 0:17 0:00
Dystans
72.62km
18
427
9.74 9.00
Prędkość
31.63km/h
1
7
29.4 31.8 52.7
Kadencja
96rpm
122
Tętno
141bpm
161
Moc
200W
18
106
173 181 798
TSS
200
23
173
Przewyższenia
282m
30
826
       262
Nachylenie
+ 2.9% - 3.2%
+ 8.1 - 8.8
Temperatura
27.2°C
24.0 31.0

Wczoraj czułem się jakoś dziwnie, a gdy termometr pokazał stan podgorączkowy, w mojej głowie przez moment zagościła złowieszcza myśl, że za moment stanę się częścią pandemicznych statystyk. Na szczęście odrzuciłem te myśli i następnego dnia czułem się całkiem dobrze. „Pandemiczne” Boże Ciało przywitało mnie niezłą pogodą. Może nawet nie niezłą, a całkiem dobrą. Burze zapowiadano dopiero na wieczór, więc miałem wystarczająco dużo czasu, aby wyskoczyć na przejażdżkę. Problem w tym, że nie miałem pomysłu i zamiast wykorzystać sprzyjający czas, pojechałem po prostu do Niepołomic, a potem pokręciłem się trochę po okolicy, aby ostatecznie zaliczyć w miarę sensowny dystans. W sumie była to jazda bez historii. Niedobrze. Ostatnio brakuje mi pomysłów. Czyżby w historii mojej pasji nadchodziło kolejne przesilenie?



Jezioro Czorsztyńskie

Sobota, 6 czerwca 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
3 100 1449
Data
6 czerwca 2020
Sob. 10:20 16:45
Rower
Ridley Helium SLX
3 26 109
Kalorie
1694kcal
Czas
2:55:46
14
394
0:50 0:36 0:00
Dystans
72.51km
19
433
16.35 16.16
Prędkość
24.75km/h
35
843
19.5 26.7 62.0
Kadencja
81rpm
127
Tętno
138bpm
165
Moc
210W
8
43
161 187 722
TSS
281
6
34
Przewyższenia
776m
4
179
       643
Nachylenie
+ 4.7% - 4.8%
+ 14.1 - 13.2
Temperatura
28.0°C
23.0 38.0

Plan przejechania 28 kilometrów wzdłuż brzegu Jeziora Czorsztyńskiego nie budził wielkich emocji w kontekście rowerowych wyzwań. Był za to olbrzymim wyłomem w mojej rowerowej codzienności, Jezioro Czorsztyńskie, a w tle widoczne Tatry.
Jezioro Czorsztyńskie, a w tle widoczne Tatry.
bo łączył się z pobytem w miejscu, z którym związane są jedne z moich najpiękniejszych wspomnień. Spodziewałem się więc pięknych widoków, nostalgicznych doznań i oczywiście nowych kolarskich wrażeń. Do Niedzicy wybraliśmy się wspólnie z naszymi znajomymi, a po dotarciu na miejsce, podzieliliśmy się na dwie grupy – my, czyli dwóch pasjonatów kolarstwa, miało jechać raczej dość mocno, a nasze kobiety, dla których rowery są jedynie formą rekreacji, miały spokojnie poruszać się swoim tempem.

Jedno z urokliwych miejsc/
Jedno z urokliwych miejsc/
Pozornie miało być szybko, lekko i przyjemnie, bo trasa rowerowa wzdłuż jeziora, od Niedzicy do Czorsztyna, jest raczej łatwa – tylko jeden liczący się podjazd. Po głowie chodziły mi nawet pomysły, aby z racji banalności naszego planu, rozszerzyć go o eksplorację trudniejszych pienińskich szlaków. Okazało się jednak, że czym innym jest rzut oka na wydrukowaną wysokościówkę, a czym innym zmierzenie się z nią w realu. Ów jeden podjazd, który z racji barwy nawierzchni będę nazywał „czerwonym asfaltem”, wcale nie był aż tak łatwy, jak się wydawało. Po pierwsze, znajdował się zaraz na początku trasy, gdy nie byłem jeszcze wystarczająco rozgrzany. Po drugie, to ponad półtora kilometra wspinaczki, miejscami o nachyleniu kilkunastu procent. Po trzecie, nie jechałem sam, a mój towarzysz nie należał bynajmniej do rowerowych ułomków – to niezły „koń” i aby za nim nadążyć, musiałem sięgnąć do najgłębszych pokładów mojej energii. Po czwarte, pełne słońce. Nagrodą za wytrwałość były piękne widoki i oczywiście szybki zjazd. Potem było już spokojnie, ale za to dość kręto, więc nie narzekałem na nudę. Nawiasem mówiąc, ta trasa jest świetnym miejscem do relatywnie bezpiecznej nauki pokonywania zakrętów, ale na pewno nie w dzień wolny od pracy, gdy porusza się po niej wszystko, co ma koła i łańcuch.

Dotarliśmy do zatoki w Czorsztynie, ale zamiast zatrzymać się i nacieszyć oko widokiem spokojnej tafli jeziora, wpadliśmy na pomysł, aby wspiąć się do centrum wioski. Wspiąć to dobre słowo. Zatoka w Czorsztynie. Po drugiej stronie widoczna Niedzica.
Zatoka w Czorsztynie. Po drugiej stronie widoczna Niedzica.
Okazało się, że czeka nas ponad kilometrowa walka z topografią. Pierwsze 250 metrów o średnim nachyleniu 10%, potem kilkadziesiąt metrów wypłaszczenia i dwieście metrów o średnim nachyleniu 9%. Następnie kolejne kilkadziesiąt płaskich metrów, a potem „wisienka na torcie”, czyli 600 metrów o średnim nachyleniu 11%. Na tym odcinku nie ma ani jednego miejsca, gdzie można złapać oddech. To sztywny podjazd, na którym największym błędem jest patrzenie się dalej niż poza przednie koło roweru – ma się wrażenie, że do szczytu nie dotrze się nigdy. Lubię podjazdy, są przecież solą kolarstwa, ale ten należy do gatunku tych, na których zadaję sobie pytanie: „po co to właściwie robię”?

Widok na Jezioro Czorsztyńskie ze szczytu (prawie) podjazdu.
Widok na Jezioro Czorsztyńskie ze szczytu (prawie) podjazdu.
Na szczycie zatrzymałem się, aby chwilę odpocząć. A potem zjechaliśmy tą samą drogą. Gdybym miał opanowaną technikę zjazdów, to być może przekroczyłbym setkę. Ale niestety nie umiem zjeżdżać, więc na styku karbonowych obręczy z klockami hamulcowymi nader często wzrastała temperatura. Mimo tego, niewiele brakowało, abym na jednym z zakrętów zawarł bliższą znajomość z roślinnością na poboczu.

Potem pokręciliśmy się trochę po okolicy w tempie mniej niż spacerowym, co jest zapewne głównym powodem niskiej średniej z całej trasy. Mieliśmy niedosyt, więc padł pomysł, aby zamiast przeprawiać się promem do Niedzicy, pokonać tę samą trasę ponownie, ale w drugą stronę. To był naprawdę świetny pomysł, więc czym prędzej wcieliliśmy go w życie. Szło dobrze do momentu, w którym nie dotarliśmy do ostatniego podjazdu na trasie, czyli tego samego, który nazwałem „czerwonym asfaltem”. Asfalt od tej strony nie był co prawda czerwony, ale moja twarz owszem. Kolejny „sztywny” kilometr o średnim nachyleniu ponad 8% i kolejna satysfakcja, gdy już dotarłem na szczyt. No a później zjechaliśmy „czerwonym asfaltem” i było to kolejne miejsce, gdzie mógłbym bez trudu pobić osobisty rekord prędkości, ale tylko wtedy, gdy jechałbym sam, nie ryzykując, że „zdejmę” kogoś ze szlaku. I jeszcze jedno. Na końcu zjazdu jest zakręt, typowa „agrafka”, jakieś 350 stopni. Łatwo ją przeoczyć…

I to już prawie koniec sobotniej historii. Jeszcze tylko trzy kilometry, średnio smaczny obiad w lokalnym barze, pakowanie rowerów do samochodu i powrót do Krakowa. Aha, byłby zapomniał. Nasze dziewczyny dzielnie dały m. Szacun.