Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Ciepły grudniowy dzień

Poniedziałek, 9 grudnia 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
3 216 1330
Data
9 grudnia 2019
Pon. 14:04 15:31
Rower
Ridley Helium SLX
1 82 82
Kalorie
868kcal
Czas
1:22:52
80
1139
0:16 0:13 0:00
Dystans
40.34km
85
1099
7.63 6.23
Prędkość
29.21km/h
55
160
27.4 27.9 43.4
Kadencja
92rpm
126
Tętno
143bpm
159
Moc
206W
27
48
170 185 690
TSS
110
81
232
Przewyższenia
209m
80
979
       242
Nachylenie
+ 2.7% - 3.3%
+ 5.4 - 6.7
Temperatura
8.1°C
7.0 9.0

Świat pełen jest ludzi, którzy myślą nieco inaczej, o ile słowo „myślą” nie jest nadużyciem w ich przypadku. Wierzą, że Ziemia jest płaska, że lądowanie na księżycu to jedna wielka ściema, a ocieplenie klimatu to zmowa polityków i naukowców. I właśnie tym ostatnim dedykuję moją dzisiejszą przejażdżkę. Nie przypuszczałem, że w tym roku uda mi się jeszcze zaliczyć jakąkolwiek rowerową aktywność na świeżym powietrzu. Dwa dni temu rozpocząłem już nawet realizację zimowego planu treningowego na Zwifcie. Ale skoro termometr pokazywał +9 °C, to nie mogłem się powstrzymać. Przypominam, że mamy grudzień, który w tym rejonie świata do ciepłych raczej się nie zalicza.

Przejażdżka nie była wymagająca, ale dała mi dużo radości. O tej porze roku nie jeździłem już na podstawowym rowerze, który powoli był przygotowywany do nowego sezonu. Tym razem postanowiłem się wstrzymać aż do czasu, gdy zima zagości na dobre. No i jak widać, opłaciło się.



Listopada dzień ostatni

Sobota, 30 listopada 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
9 213 1327
Data
30 listopada 2019
Sob. 10:33 12:16
Rower
Ridley Helium SLX
9 81 81
Kalorie
961kcal
Czas
1:34:57
75
1100
0:16 0:16 0:00
Dystans
44.40km
76
997
7.22 6.91
Prędkość
28.06km/h
79
307
26.5 25.6 38.9
Kadencja
89rpm
122
Tętno
139bpm
156
Moc
195W
61
114
163 178 708
TSS
114
77
227
Przewyższenia
220m
79
952
       241
Nachylenie
+ 3.1% - 3.2%
+ 5.2 - 6.0
Temperatura
2.7°C
2.0 4.0

Dzisiaj w powietrzu czuć było nadchodzącą zimę. Było zimno i wietrznie, a po niebie przesuwały się ciemne chmury. Pomyślałem jednak, że przejażdżka w ostatni dzień listopada byłaby dobrym akcentem na zakończenie całego, jakże bardzo udanego sezonu. Nie wahałem się zbyt długo i już przed południem ruszyłem przed siebie. Pomimo dnia wolnego, nie miałem zbyt wiele czasu, więc nie mogąc pozwolić sobie na dłuższą pozamiejską eskapadę, kolejny raz wybrałem krakowskie krajobrazy. Mimo to nie nudziłem się, dobrze wiedząc, że wkrótce będę mógł liczyć już tylko na wirtualne pejzaże generowane w cyfrowym świecie Zwifta.

Widok na Salwator z Mostu Zwierzynieckiego.
Widok na Salwator z Mostu Zwierzynieckiego.



Targany wiatrem

Piątek, 29 listopada 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
8 212 1326
Data
29 listopada 2019
Pt. 14:05 15:26
Rower
Ridley Helium SLX
8 80 80
Kalorie
770kcal
Czas
1:15:55
87
1161
0:18 0:13 0:00
Dystans
36.26km
93
1135
8.02 6.54
Prędkość
28.66km/h
70
233
26.6 29.6 54.9
Kadencja
90rpm
117
Tętno
144bpm
160
Moc
211W
20
32
164   750
TSS
104
87
241
Przewyższenia
244m
78
885
       248
Nachylenie
+ 3.0% - 3.8%
+ 12.2 - 8.9
Temperatura
9.1°C
8.0 10.0

Szaro jakoś. Smutno jakoś.
Szaro jakoś. Smutno jakoś.
Szamani od pogody, których oficjalnie nazywa się meteorologami, wróżą nadejście opadów śniegu. Być może mają rację, więc wczesnym popołudniem, które o zgrozo wypada jakieś półtorej godziny przed zachodem słońca, wybrałem się na przejażdżkę. Cel był jeden i tylko jeden – zaliczyć przynajmniej 32 kilometry. Dlaczego? Otóż chciałem pobić rekord przebiegu podstawowego roweru szosowego w jednym sezonie. Palmę pierwszeństwa dzierżył dotychczas Ridley Fenix, na którym przejechałem 7358 kilometrów w 2016 roku. W tym roku mój Ridley Helium zaliczył już 7327 kilometrów, a więc do pobicia rekordu wystarczyło przejechanie wspomnianych 32 kilometrów. Niby luzik, ale niestety pogoda nie była moim sprzymierzeńcem. Solidnie wiało, a kolor nieba nie pozostawiał żadnych złudzeń i deszcz był tylko kwestią czasu. Pomyślałem jednak, że choćby się waliło i paliło, albo raczej wiało i lało, to dam radę.

 

No i dałem. Przejechałem 36 kilometrów, co wystarczyło, aby pobić rekord.



Jeszcze raz

Sobota, 23 listopada 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
7 211 1325
Data
23 listopada 2019
Sob. 13:42 15:08
Rower
Ridley Helium SLX
7 79 79
Kalorie
759kcal
Czas
1:18:06
86
1159
0:15 0:15 0:00
Dystans
36.57km
91
1132
6.92 6.83
Prędkość
28.10km/h
78
305
26.1 27.0 43.7
Kadencja
91rpm
129
Tętno
138bpm
158
Moc
195W
61
114
155   671
TSS
94
97
256
Przewyższenia
208m
81
982
       263
Nachylenie
+ 3.0% - 3.2%
+ 6.5 - 6.6
Temperatura
5.2°C
4.0 7.0

Od pewnego czasu każdą jazdę traktuję tak, jakby miała być ostatnia w tym roku. Mamy przecież koniec listopada i niczym dziwnym nie byłoby, gdyby spadł już pierwszy śnieg. Na szczęście tak się jeszcze nie stało i choć temperatura nie sprzyja długim wypadom, to udało mi się zaliczyć kolejne trzydzieści kilka kilometrów.

A tak w ogóle, to muszę wspomnieć, że po raz pierwszy świadomie zdecydowałem się na jazdę z dość mocno wyczerpanym akumulatorem Di2. Gdy wyjeżdżałem, wskaźnik pokazywał 10% pojemności. Zapewne niska temperatura sprawiła, że dość szybko stan naładowania spadł do 5%. Trasa nie była trudna, więc przełożenia zmieniałem raczej rzadko i spokojnie wróciłem do domu bez żadnych przygód w stylu „niedziałająca przerzutka”. Dlaczego o tym wspominam? A dlatego, że pobiłem mój rekord jazdy na jednym ładowaniu – ponad 3000 kilometrów! Pod tym względem Shimano Di2 wypada znacznie lepiej niż SRAM eTap.

Aha, żeby było jasne. Nie ograniczałem zmiany przełożeń, starając się za wszelką cenę oszczędzać akumulator. Niskie zużycie energii to efekt poprawki oprogramowania, którą swego czasu opublikowało Shimano.



Coraz chłodniej

Wtorek, 19 listopada 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
6 210 1324
Data
19 listopada 2019
Wt. 14:06 16:03
Rower
Ridley Helium SLX
6 78 78
Kalorie
1050kcal
Czas
1:52:26
67
965
0:25 0:21 0:11
Dystans
54.51km
68
745
11.22 10.84
Prędkość
29.09km/h
59
179
26.6 29.8 43.9
Kadencja
92rpm
125
Tętno
138bpm
160
Moc
193W
72
136
152 164 707
TSS
130
72
217
Przewyższenia
329m
68
683
       241
Nachylenie
+ 2.9% - 3.1%
+ 9.2 - 8.2
Temperatura
9.1°C
6.0 11.0

Coraz trudniej jest planować sensowne wyjazdy w dni powszednie. Do najkrótszego dnia w roku pozostał ponad miesiąc, a dzisiaj mój GPS „powiedział” mi, że słońce zachodzi już o 15:53. Mógłbym oczywiście jeździć po zmroku, ale jazda szosówką w ciemności poza miastem nie należy do szczególnie ekscytujących przeżyć o wysokich walorach widokowych. Pozostaje więc miasto, ale to tak, jakby jeździć Ferrari po uliczkach osiedlowych. Rozwiązaniem wydaje się być drugi rower, ale ten służy mi w… domu, jako główny element trenażera. Prawdę mówiąc, rozważałem już pomysł, aby w trenażerze użyć jakiegoś rozwiązania w postaci najtańszej ramy, napędu i pozostałych komponentów, ale póki co, to nie ma sensu z jednego powodu. Podobnie jak w ubiegłym roku, nie zamierzam jeździć zimą, skupiając się wyłącznie na treningach na trenażerze, które niesamowicie zaprocentowały tej wiosny. Jazdy na zewnątrz planuję kontynuować dopóty, dopóki temperatury są w miarę sensowne, jest sucho i nie ma śniegu.

Dzisiaj udało się przejechać ponad 50 kilometrów. Trasa była rutynowa, ale trudno decydować się na coś bardziej ambitnego i nieprzewidywalnego, gdy ma się do dyspozycji nieco ponad półtorej godziny czasu. Muszę zresztą przyznać, że dzisiaj czułem się zmęczony i jazda jakoś niespecjalnie się kleiła. Poza tym, czym bliżej zmierzchu, temperatura spadała coraz bardziej, wiatr wiał coraz mocniej i zacząłem marznąć. Ostatnie 10 kilometrów stało się raczej przykrym wyzwaniem, niż kosztowaniem prawdziwej radości z jazdy.



Kolna

Poniedziałek, 18 listopada 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
5 209 1323
Data
18 listopada 2019
Pon. 14:09 15:46
Rower
Ridley Helium SLX
5 77 77
Kalorie
881kcal
Czas
1:30:38
76
1116
0:13 0:12 0:00
Dystans
43.51km
78
1013
6.42 5.94
Prędkość
28.80km/h
68
219
27.7 27.6 43.9
Kadencja
92rpm
122
Tętno
143bpm
168
Moc
193W
72
136
156 159 710
TSS
108
84
237
Przewyższenia
184m
82
1065
       242
Nachylenie
+ 2.9% - 3.1%
+ 5.1 - 4.9
Temperatura
11.2°C
10.0 12.0

Trzeba się sprężyć, aby po pracy wyskoczyć na rower i na dodatek zdążyć przed zmierzchem. Tutaj nieoceniona staje się możliwość pracy zdalnej. Korzystam z jej dobrodziejstw i dzięki temu mogłem dzisiaj zaliczyć krótką, ale odświeżającą ciało i umysł przejażdżkę. Trasa nie była wymagająca. Po dotarciu w okolice martwej bryły dawnego Hotelu Forum, pojechałem wzdłuż Wisły do toru kajakowego przy Kolnej. Tam zatrzymałem się na moment przy podium, zbudowanym z trzech potężnych głazów, przypominając sobie, że przed laty było to miejsce, które odwiedzałem nader często. A potem ruszyłem w drogę powrotną, łamiąc moją niepisaną zasadę, że wracam inną drogą. Tym razem jechałem niemal dokładnie po tym samym śladzie, którym wcześnie dotarłem w to miejsce.

Tutaj wyraźnie widać koniec jesieni.
Tutaj wyraźnie widać koniec jesieni.
Zbliżający się zachód słońca na Kolnej.
Zbliżający się zachód słońca na Kolnej.



Listopadowa setka

Sobota, 16 listopada 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
4 208 1322
Data
16 listopada 2019
Sob. 9:58 13:45
Rower
Ridley Helium SLX
4 76 76
Kalorie
2000kcal
Czas
3:30:28
28
218
0:28 0:25 0:00
Dystans
102.32km
37
188
13.21 12.51
Prędkość
29.17km/h
56
163
27.7 29.5 50.4
Kadencja
93rpm
121
Tętno
141bpm
162
Moc
185W
117
224
154 171 790
TSS
227
31
113
Przewyższenia
393m
52
554
       243
Nachylenie
+ 3.0% - 3.2%
+ 8.4 - 8.7
Temperatura
14.0°C
9.0 19.0

Zdaje się, że już ogłaszałem oficjalnie w tym miejscu zakończenie sezonu rowerowego, przypieczętowując to wydarzenie „zacną” aktywnością w promieniach jesiennego słońca. Powoli przygotowywałem się już do rozpoczęcia zimowych planów treningowych w wirtualnym świecie Zwifta. Czysty rower pozostał wspomnieniem.
Czysty rower pozostał wspomnieniem.
Tymczasem natura sprawiła pogodową niespodziankę w postaci pięknej „wiosny” w listopadzie. Nie wiem, czy jest się z czego cieszyć, bo to zapewne skutek globalnego ocieplenia, ale skoro już tak się stało, to żal byłoby nie skorzystać z okazji.

Sobotni poranek zwiastował nadejście pięknego dnia. Jedynym mankamentem wydawały się być mokre drogi – pozostałość po mgle, która spowiła nocą krakowskie okolice. Postanowiłem chwilę poczekać, bo wczoraj myłem rower i chciałem jak najdłużej zachować jego nieskazitelną czystość i blask. Jednak po godzinie nic się nie zmieniło i doszedłem do wniosku, że kiepski ze mnie pasjonat kolarstwa, jeśli trochę wilgoci studzi mój zapał. Przebrałem się i ruszyłem przed siebie.

Plan, który świtał w mej głowie, zakładał jazdę na wschód do Niepołomic, a następnie poruszanie się bocznymi drogami w stronę Woli Zabierzowskiej. Stamtąd zamierzałem pojechać do Puszczy Niepołomickiej i grzecznie wrócić do domu. Byłoby super, gdyby udało się przejechać jakieś 60, może nawet 70 kilometrów. Na skraju Puszczy Niepołomickiej.
Na skraju Puszczy Niepołomickiej.
Tymczasem jechało mi się nadspodziewanie dobrze. Nie przeszkadzał mi nawet fakt, że już po kilkunastu kilometrach mój czysty rower pozostał jedynie wspomnieniem. Mknąłem przed siebie, jak zwykle ciesząc się widokami świata, który cały czas się zmienia. Na drzewach pozostały skromne resztki złotych liści, zieleń staje się wyblakła, a cała przestrzeń powoli napełnia się szarością. I chociaż widok ten nie budzi takiego zachwytu, jak pierwsze oznaki wiosny, to na swój sposób jest piękny, a przede wszystkim inny. Dotychczas raczej rzadko o tej porze roku miałem okazję poruszać się poza miastem, więc niemal wszystko było czymś nowym. Jechałem więc, ciesząc się każdym kadrem otaczającego mnie świata, ładując przysłowiowe akumulatory na kolejne dni, tygodnie, a może nawet miesiące. Kilometry mijały i już nawet nie pamiętam, w którym momencie doszedłem do wniosku, że mam niepowtarzalną szansę po raz pierwszy w historii mojej rowerowej pasji, zaliczyć listopadową setkę. Zacząłem więc kluczyć i kombinować, odraczając moment powrotu. No i udało się.

To już druga połowa listopada. O tym czasie mój podstawowy rower zazwyczaj był już rozkładany na części, dokładnie przeglądany i powoli przygotowywany do kolejnego sezonu. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że wkrótce znów wyruszę na nim na małopolskie szlaki.



11000 na 11.11

Poniedziałek, 11 listopada 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
3 207 1321
Data
11 listopada 2019
Pon. 11:52 13:00
Rower
Ridley Helium SLX
3 75 75
Kalorie
647kcal
Czas
1:02:45
122
1214
0:11 0:11 0:00
Dystans
30.03km
146
1231
5.33 5.38
Prędkość
28.72km/h
69
228
26.9 27.3 40.5
Kadencja
92rpm
124
Tętno
146bpm
170
Moc
206W
27
48
165   759
TSS
83
104
267
Przewyższenia
156m
84
1134
       242
Nachylenie
+ 2.9% - 2.9%
+ 5.4 - 5.8
Temperatura
8.4°C
8.0 10.0

Tylko niecałych czterech kilometrów brakowało mi do przekroczenia granicy jedenastu tysięcy kilometrów przejechanych w tym roku. Już trzykrotnie „ocierałem” się o ten dystans, ale jeszcze nigdy się nie udało. Bardzo chciałem złamać tę granicę w realu i czekałem na pierwszą nadarzającą się okazję, czyli w praktyce na odpowiednią pogodę. Tak się szczęśliwie złożyło, że dzień ów wypadł w Święto Niepodległości, a więc jedenaście tysięcy „pękło” jedenastego listopada.

Trasa nie była ambitna proporcjonalnie do znaczenia święta narodowego. Tak to już jest, gdy to ostatnie przypada raczej w chłodnym miesiącu. Zaliczyłem po prostu krótką rundkę po peryferyjnych szlakach, nie oszczędzając ani siebie, ani sprzętu. Dowodem na to pierwsze jest fakt, że podniosłem swoje tętno maksymalne, a o drugim może zaświadczyć widok mojego Ridleya, tu i ówdzie pokrytego brunatnym brudem zebranym z zacienionych miejsc, które nie zdążyły wyschnąć w nieśmiałych promieniach słońca.

Listopadowa Wisła.
Listopadowa Wisła.



Trzeba sobie radzić

Czwartek, 7 listopada 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
2 206 1320
Data
7 listopada 2019
Czw. 13:59 15:31
Rower
Ridley Helium SLX
2 74 74
Kalorie
909kcal
Czas
1:28:46
78
1122
0:24 0:20 0:00
Dystans
43.71km
77
1008
10.72 11.18
Prędkość
29.55km/h
47
125
26.1 33.0 48.0
Kadencja
93rpm
124
Tętno
146bpm
164
Moc
211W
20
32
167 182 608
TSS
122
74
222
Przewyższenia
341m
66
656
       332
Nachylenie
+ 3.2% - 3.1%
+ 9.5 - 7.4
Temperatura
10.7°C
10.0 11.0

Trudno pogodzić się z faktem, że tzw. sezon kolarski już się zakończył. Na ironię zakrawa fakt, że właśnie teraz mam głowę pełną pomysłów na eksplorację pięknych małopolskich tras. Skrzętnie je notuję, bo przecież każdy dzień, chociaż coraz chłodniejszy i krótszy, przybliża nadejście kolejnej wiosny. Jakoś trzeba sobie radzić, więc nie licząc treningów na trenażerze, które wkrótce rozpocznę, uciekam w moje inne pasje. To łagodzi skutki odstawienia „rowerowego narkotyku”. Ale jeśli pogoda sprzyja, to grzechem byłoby nie skorzystać. Dzisiaj udało mi się wyskoczyć na popołudniową przejażdżkę, na której udało mi się nawet zaliczyć kilka okolicznych, skromnych bo skromnych, ale podjazdów.

„From Out Of Nowhere”  - najnowsza płyta Jeff Lynne's ELO. To jeden ze sposobów przetrwania…
„From Out Of Nowhere” - najnowsza płyta Jeff Lynne's ELO. To jeden ze sposobów przetrwania…



Po katarze

Sobota, 2 listopada 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
1 205 1319
Data
2 listopada 2019
Sob. 10:47 12:03
Rower
Ridley Helium SLX
1 73 73
Kalorie
662kcal
Czas
1:06:53
109
1194
0:11 0:12 0:00
Dystans
31.73km
118
1195
5.39 5.62
Prędkość
28.46km/h
74
258
27.1 27.9 43.4
Kadencja
91rpm
118
Tętno
140bpm
158
Moc
198W
52
97
159 147 702
TSS
81
111
275
Przewyższenia
162m
83
1120
       242
Nachylenie
+ 3.0% - 3.0%
+ 6.2 - 5.2
Temperatura
12.4°C
12.0 13.0

Odkąd jeżdżę na rowerze, prawie przestałem chorować. Jednak średnio raz w roku dopada mnie jakieś przeziębienie, które nie byłoby niczym szczególnym, gdyby nie wiązało się z wystąpieniem najcięższego męskiego schorzenia, czyli… kataru. Katar skutecznie odbiera radość życia, uniemożliwiając praktycznie jakąkolwiek aktywność i zmuszając człowieka do beznadziejnej bezczynności w oczekiwaniu na kres niedomagania, które – jak wszem wobec wiadomo – leczone trwa dokładnie tyle samo, co nieleczone.

Pech chciał, że przeziębienie dopadło mnie właśnie w ubiegłym tygodniu. A może to nie był pech, bo akurat zbiegło się ze znacznym ochłodzeniem, więc nie narzekałem, że muszę siedzieć w domu. Gdy tylko poczułem się lepiej, temperatura na zewnątrz także się podniosła, więc pomimo nie najlepszego samopoczucia, powiedziałem – dość! Pomyślałem, że odrobina ruchu mi nie zaszkodzi i wybrałem się w sobotnie przedpołudnie na bardzo, ale to bardzo skromną przejażdżkę. Świadomie i dobrowolnie nie forsowałem się i jechałem – chciałoby się powiedzieć – „wolno i wyraźnie”. Nie wyjechałem nawet z miasta, ograniczając się do eksploracji rzadko odwiedzanych miejsc.

Jesień nadal jest piękna. Jeszcze nie nadszedł czas depresyjnej słoty. A przecież jest już listopad. Ba, słyszałem, że w przyszłym tygodniu ma nadejść ocieplenie. A więc jest szansa, że do moich aktywności dorzucę jeszcze jakiś suplement, zanim ostatecznie zamknę ten niesamowity sezon.

Jesień nad Wisłą.
Jesień nad Wisłą.
„Hel” w atmosferze jesieni.
„Hel” w atmosferze jesieni.