Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

A może gravel?

Wtorek, 15 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
9 128 1477
Data
15 września 2020
Wt. 14:07 18:20
Rower
Ridley Helium SLX
9 54 137
Kalorie
1781kcal
Czas
3:56:21
5
99
0:38 0:31 0:00
Dystans
105.34km
10
145
14.42 14.11
Prędkość
26.74km/h
52
534
22.4 26.6 55.7
Kadencja
88rpm
123
Tętno
123bpm
142
Moc
148W
113
509
126 128 572
TSS
188
35
193
Przewyższenia
462m
19
448
       304
Nachylenie
+ 3.2% - 3.3%
+ 7.7 - 9.2
Temperatura
27.0°C
22.0 31.0

W pewnym sensie jestem w jakimś rowerowym ciągu. Straconego czasu już nie nadrobię, ale mam przynajmniej odskocznię od codzienności, która w pewnych aspektach niesie z sobą ładunek frustracji i rozczarowania. Nie, żebym jakoś specjalnie narzekał, ale nie wszystko wygląda idealnie. Cóż, takie właśnie jest życie.

Nie miałem absolutnie żadnego pomysłu na eskapadę. W dodatku czułem się nieco zmęczony, ale nie na tyle, aby bezsensownie siedzieć w domu i patrzeć w sufit. Dlatego postanowiłem, że po prostu pokręcę się po okolicy w bardzo spokojnym tempie, bez zwracania uwagi na kilometry, waty i jakiekolwiek inne parametry, które ostatnio pokazują wyłącznie moją fizyczną słabość. Mimo tego założenia, przejażdżka wcale nie była nudna, ani spokojna. Okazało się, że nawet jadąc wolno, nadspodziewanie łatwo się męczę. Wrodzony upór nie pozwolił mi jednak powiedzieć „dość”, więc w poszukiwaniu granic wytrzymałości, parłem przed siebie. Zupełnie przypadkowo zaliczyłem nawet szutrowy odcinek w okolicach Suchoraby. Powiem szczerze, że jazda szosówką po „kamyrdolcach” nie należy do specjalnie ekscytujących doświadczeń, ale spowodowała gwałtowne wyładowania w sieci moich neuronów. W mojej głowie zrodziła się bowiem szalona myśl – a może powinienem mieć rower gravelowy? Znając siebie, dobrze wiem, że teraz trudno będzie uciec od tego pomysłu.

Urozmaiceniem dość rutynowej przejażdżki była kolejna wizyta na stacji benzynowej w Proszówkach. Upalne słońce sprawiło, że bez podwójnej dawki, tym razem pepsi, miałbym kłopot z wykrzesaniem z siebie energii na powrót do domu.

Ciekawe, czy jutro już sobie odpuszczę, czy znów ucieknę do mojego rowerowego świata?

Aktualizacja z 16 września: Boli mnie gardło. Odpuściłem sobie. 

Okolice Suchoraby.
Okolice Suchoraby.
Szutry nie są moją domeną. Na razie...
Szutry nie są moją domeną. Na razie...
Ja pośród pól.
Ja pośród pól.



Szukając spokoju

Poniedziałek, 14 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
8 127 1476
Data
14 września 2020
Pon. 14:14 18:27
Rower
Ridley Helium SLX
8 53 136
Kalorie
2061kcal
Czas
4:01:19
4
87
0:58 0:43 0:00
Dystans
112.02km
5
81
22.86 22.54
Prędkość
27.85km/h
45
364
23.4 31.2 55.7
Kadencja
89rpm
121
Tętno
131bpm
151
Moc
172W
61
382
142 151 688
TSS
256
13
70
Przewyższenia
729m
9
209
       380
Nachylenie
+ 3.2% - 3.2%
+ 9.0 - 8.9
Temperatura
26.7°C
22.0 30.0

Błogosławieni, którzy wzięli urlop na początku września, albowiem oni będą wypoczęci…

Niestety nie jestem na urlopie i z nieukrywaną zazdrością spoglądam na wszystkich, którzy właśnie teraz spacerują boso po nadmorskiej plaży lub oddychają górskim powietrzem. Ja w tym roku urlopowałem się pośród pyłu i gruzu, remontując Kolejne echo przeszłości. Tym razem w Rybnej.
Kolejne echo przeszłości. Tym razem w Rybnej.
mieszkanie, a potem płacąc za te niezapomniane przeżycia zespołem cieśni nadgarstka, który na jakiś czas odebrał mi sen i możliwość normalnego funkcjonowania. Nawet rower poszedł w odstawkę. Pewnie właśnie dlatego staram się teraz nadrobić stracony czas i wykorzystując przychylność aury, cisnę kolejne kilometry.

Dzisiaj wybrałem się na zachód, aby znaleźć spokój i odprężenie w zielonych krajobrazach okolic Mnikowa, Baczyna, Frywałdu, Sanki i Rybnej. Niedawno byłem w tych rejonach, ale dzisiaj pojechałem tam nieco inną drogą, a za Sanką, na skutek drobnego błędu nawigacyjnego, zaliczyłem nadprogramową pętlę po okolicznych pagórkach. Po ultra szybkim zjeździe do Rybnej, skierowałem się na drogę 780 i dojechałem do wsi Brodła. To nie był najlepszy pomysł, bo ruch na tej drodze panował okrutny, więc musiałem mieć oczy dookoła głowy. Na szczęście potem, czyli wtedy, gdy skręciłem do Mirowa, było już cicho i spokojnie. Kolejne kilometry to dojazd do Kamienia, a potem do Rusocic i Łączan. Jak nietrudno się domyślić, wjechałem tam na Wiślaną Trasę Rowerową i oświetlany słońcem, które powoli chyliło się ku zachodowi, dotarłem do Skawiny, a potem do mojego Krakowa.



Sobotni błękit nieba

Sobota, 12 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
7 126 1475
Data
12 września 2020
Sob. 13:07 17:30
Rower
Ridley Helium SLX
7 52 135
Kalorie
1977kcal
Czas
4:02:59
3
83
0:35 0:25 0:00
Dystans
115.76km
3
58
15.42 12.61
Prędkość
28.58km/h
39
285
26.1 29.6 65.1
Kadencja
91rpm
119
Tętno
125bpm
145
Moc
157W
106
478
136 150 633
TSS
215
24
151
Przewyższenia
437m
24
489
       262
Nachylenie
+ 2.8% - 3.5%
+ 6.0 - 9.5
Temperatura
26.3°C
23.0 29.0

Nie spodziewałem się, że po wczorajszej przejażdżce zechce mi się dzisiaj „zapolować” na kolejną przejechaną setkę. Zamierzałem „pocisnąć” trochę w pobliżu domu, zaliczyć jakieś drogi, o których istnieniu już zapomniałem, a potem grzecznie wrócić i otworzyć puszeczkę złocistego napoju. Okazało się jednak, że wcale nie odczuwam zmęczenia wczorajszą trasą, więc może fajnie byłoby pokręcić nieco dłużej aniżeli zamierzałem? Musiałem tylko postarać się, aby uniknąć nudnych dróg, na których znam położenia każdego kamyczka. To mi się udało, bo chociaż zawitałem do Puszczy Niepołomickiej, to dotarłem doń w nieco inny sposób, a jadąc już pośród cudownej zieleni kończącego się lata, kluczyłem po szlaku, aby znów uciec od rutyny. Koniec końców zawitałem do Mikluszowic, skąd pojechałem do Proszówek. Tam dopadła mnie lekka „bomba”, więc pozwoliłem sobie na krótki postój na stacji benzynowej. Puszka zimnej coli połączona z konsumpcją 3-Bita postawiły mnie na nogi, a raczej na pedały i mogłem ruszyć w dalszą drogę. Ta część trasy była już standardowa, ale o dziwo, wcale się nie nudziłem. Słońce pięknie świeciło na niebieskiej przestrzeni nieba, wiatr delikatnie wiał mi w plecy, droga była pusta, spokojna, bezpieczna… Czego chcieć więcej? Mocy! Więcej mocy! Nad tym popracuję zimą.

Relikt z czasów PRL w Kłaju.
Relikt z czasów PRL w Kłaju.



Szukając piękna

Piątek, 11 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
6 125 1474
Data
11 września 2020
Pt. 14:20 18:27
Rower
Ridley Helium SLX
6 51 134
Kalorie
1939kcal
Czas
3:41:13
9
152
0:32 0:29 0:00
Dystans
107.52km
7
117
14.43 14.17
Prędkość
29.16km/h
28
191
26.6 29.1 47.9
Kadencja
90rpm
128
Tętno
134bpm
156
Moc
174W
58
369
146 144 706
TSS
237
21
114
Przewyższenia
449m
20
464
       248
Nachylenie
+ 3.1% - 3.2%
+ 7.9 - 6.5
Temperatura
22.7°C
19.0 26.0

Kontynuując moją ucieczkę od rutynowości, dzisiejszą eskapadę rozpocząłem od okolic leżących na północny wschód od Nowej Huty. Bardzo rzadko zapuszczam się w te rejony. Po pierwsze, dlatego, że dojazd jest dość kłopotliwy. Po drugie, dlatego, że jakoś nigdy nie odczuwałem ekscytacji tymi rejonami, nie mogąc odkryć w nich nic pięknego. Dzisiaj postanowiłem więc sprawdzić, czy coś w tych kwestiach uległo zmianie.

Taki sobie widoczek w okolicach Krzysztoforzyc.
Taki sobie widoczek w okolicach Krzysztoforzyc.
Dojazd, zwłaszcza wczesnym popołudniem dnia powszedniego, nadal mam średnio ciekawy. Muszę lawirować pomiędzy samochodami lub zgodnie z przepisami wybierać ścieżki rowerowe, które w Nowej Hucie nie zawsze pozwalają na komfortowe poruszanie się rowerem szosowym. Dzisiaj jakoś sobie z tym poradziłem i relatywnie szybko dotarłem do ulicy Wadowskiej, która wyprowadziła mnie w kierunku Ruszczy. Potem pojechałem w kierunku Czulic. Jadąc, starałem się zrozumieć, dlaczego te okolice mnie nie porwały? Są przecież pełne zieleni, zalesionych pagórków, krętych dróg. Czego jeszcze w nich brakuje, aby odwiedzać je częściej i cieszyć każdą spędzoną tutaj chwilą? Dojechałem do Czernichowa, gdzie skierowałem się na południe i wkrótce dotarłem do Igołomii. Zatrzymałem się na chwilę, aby zastanowić się, dokąd mam się skierować. Po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, że skoro do Nowego Brzeska mam tylko 10 kilometrów, to dobrze byłoby pojechać właśnie tam. I tak zrobiłem. Jazda drogą krajową numer 79 w piątkowe popołudnie być może nie zalicza się do wyjątkowych przyjemności, ale uczciwie Echo przeszłości w Nowym Brzesku.
Echo przeszłości w Nowym Brzesku.
muszę przyznać, że tym razem ani jeden kierowca nie podniósł mi ciśnienia, nie zachowując bezpiecznego odstępu. Wszyscy wyprzedzali mnie w należyty sposób, co w dużej części jest zapewne zasługą oświetlenia Bontrager Flare RT. Ta mała tylna lampka (używam też przedniej) daje silne i nieregularne błyski i nie ma szans, abym nie był zauważony nawet podczas jazdy pod słońce.

Z Nowego Brzeska pojechałem oczywiście do Ispiny, a stamtąd w kierunku Puszczy Niepołomickiej. Jednak tym razem nie zamierzałem od razu wjechać na Drogę Królewską, ale poruszałem się bocznymi drogami, usiłując odkryć miejsca, których jeszcze nie znałem, lub takie, o których zapomniałem. To po części mi się udało i na wspomnianą Drogę Królewską wjechałem dopiero przy leśniczówce Sitowiec. No a potem to już było rutynowo do domu, ale tym razem zupełnie mi to nie przeszkadzało.

A forma? Niestety bez zmian. Nadal jestem słaby i powolny, ale przynajmniej cieszę się jazdą.

Mazury? Kaszuby? Nic z tych rzeczy. To Zabierzów Bocheński.
Mazury? Kaszuby? Nic z tych rzeczy. To Zabierzów Bocheński.



Płasko i ciężko

Środa, 9 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
5 124 1473
Data
9 września 2020
Śr. 14:07 18:00
Rower
Ridley Helium SLX
5 50 133
Kalorie
1780kcal
Czas
3:39:44
10
163
0:23 0:19 0:00
Dystans
105.70km
9
138
9.95 8.43
Prędkość
28.86km/h
33
244
25.7 26.5 49.7
Kadencja
90rpm
117
Tętno
129bpm
149
Moc
152W
111
502
135 158 651
TSS
187
36
194
Przewyższenia
297m
42
806
       241
Nachylenie
+ 3.0% - 3.6%
+ 4.6 - 8.9
Temperatura
25.3°C
20.0 28.0

Dzisiaj odczuwałem trudy wczorajszej eskapady. Prawdę mówiąc, spodziewałem się, że tak będzie, więc zaplanowałem płaską trasę, która nie powinna być dla mnie żadnym wyzwaniem. A jednak okazało się, że skutków dłuższej przerwy od kolarstwa nie da się tak łatwo zniwelować. Już w połowie dystansu zacząłem odczuwać zmęczenie, pomimo tego, że jechałem z wiatrem. Miałem więc uzasadnione podejrzenie, że droga powrotna nie będzie miłym doświadczeniem i niestety nie pomyliłem się. Z niedowierzaniem patrzyłem na wyświetlane na ekranie mojego Garmina cyferki, układające się w liczby, jednoznacznie świadczące o tym, że kryzys formy trwa. Na szczęście jazda nadal mnie cieszy i to jest najważniejsze.



Czas na górki

Wtorek, 8 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
4 123 1472
Data
8 września 2020
Wt. 14:20 18:18
Rower
Ridley Helium SLX
4 49 132
Kalorie
1956kcal
Czas
3:46:34
6
121
1:29 0:51 0:00
Dystans
101.82km
14
218
32.62 29.57
Prędkość
26.97km/h
50
490
21.9 34.4 75.7
Kadencja
90rpm
128
Tętno
137bpm
158
Moc
181W
39
301
144 173 649
TSS
263
10
59
Przewyższenia
1175m
1
44
       423
Nachylenie
+ 3.6% - 4.0%
+ 9.7 - 12.1
Temperatura
21.8°C
18.0 26.0

No to nie może tak być, że sezon się kończy, a ja nie zaliczyłem ani jednej przejażdżki, na której przekroczyłbym 1000 metrów przewyższenia. Onegdaj było to czymś zupełnie normalnym, a w tym roku jakoś wszystko się pochrzaniło. Widok na południe z Dziekanowic. W oddali Jezioro Dobczyckie.
Widok na południe z Dziekanowic. W oddali Jezioro Dobczyckie.
Dzisiaj postarałem się uratować mój „wspinaczkowy” honor i świadomie oraz dobrowolnie wybrałem się na przejażdżkę, której jedynym celem było pokonanie 1 kilometra w pionie. Okolice Krakowa pełne są szlaków, które gwarantują osiągnięcie tego celu bez konieczności przejechania wielu kilometrów. Wystarczy tylko być w formie i mieć dobre nastawienie. Nastawienie miałem, z formą nieco gorzej, ale co mi tam. Pojechałem…

Początek wielce tradycyjny, czyli rozgrzewka na podjeździe do Kosocic. Potem zjazd do Wieliczki, a następnie podjazd do Sierczy. Tamże dość mocno podniosło mi się ciśnienie, ale nie na skutek ciężkiej pracy, ale taksówkarza, który wyprzedził mnie w odległości ledwie kilkunastu centymetrów. Kolejny raz żałowałem, że nie mam kamery, która oprócz obrazu, uwieczniłaby także moje pierwsze od kilku lat „warczące” przekleństwo, rzucone w stronę – nie boję się tego słowa – idioty w kremowej Skodzie Octavii. Na szczęście był to jedyny incydent dzisiaj.

Z Sierczy skierowałem się do Rożnowej, a następnie rozpocząłem podjazd na Chorągwicę. Muszę przyznać, że szło mi całkiem nieźle, co zapewne było skutkiem decyzji, że nie szaleję, nie cisnę jak oszalały, ale jadę spokojnie, Bliżej nieba w... Skrzynce.
Bliżej nieba w... Skrzynce.
a nawet rzekłbym, że dostojnie. Z Chorągwicy pojechałem do Raciborska, a potem do Koźmic Małych. Stamtąd popędziłem w kierunku Dobczyc, ale w Dziekanowicach skręciłem na zachód i pojechałem do Bieńkowic. Dopiero stamtąd zjechałem do Dobczyc. W planie miałem dojazd do Gdowa i tak też uczyniłem, ale wybrałem nieco trudniejszą, ale z pewnością ciekawszą drogę przez wieś Skrzynka.

Za Gdowem było już dość rutynowo, czyli Liplas, Niegowić, Brzezie, Staniątki, Podłęże i Węgrzce Wielkie. Oparłem się jednak pokusie, aby szybko wrócić do domu i ponownie zagościłem w Wieliczce. Dzięki temu dorzuciłem kolejne metry przewyższeń, a na ulicy Krzemienieckiej plan został zrealizowany – „pękło” 1000 metrów przewyższenia. Zjechałem do ulicy Myślenickiej i spokojnie zaliczyłem ostatnie kilka kilometrów dzielących mnie od domu.

Wypadałoby jakoś podsumować dzisiejszą przejażdżkę. Myślę, że kolejny raz pokazała, iż największym ograniczeniem jest nasza „głowa”. Dzisiaj byłem pewien, że pomimo kiepskiej formy, dam radę. No i dałem.



Presja czasu

Sobota, 5 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
3 122 1471
Data
5 września 2020
Sob. 10:53 12:48
Rower
Ridley Helium SLX
3 48 131
Kalorie
901kcal
Czas
1:51:37
50
1024
0:17 0:17 0:00
Dystans
53.11km
49
834
7.42 8.91
Prędkość
28.55km/h
40
289
25.7 29.8 44.9
Kadencja
89rpm
113
Tętno
133bpm
152
Moc
169W
69
403
135 145 661
TSS
115
51
278
Przewyższenia
242m
50
942
       242
Nachylenie
+ 3.3% - 2.8%
+ 7.6 - 5.5
Temperatura
28.4°C
26.0 32.0

Nie lubię jeździć pod presją czasu, gdy wiem, że na tą i na tą godzinę muszę być w domu. Trudno w takiej sytuacji zdecydować się na wybranie nieznanej albo trudnej trasy. Tak właśnie było dzisiaj. Miałem niecałe dwie godziny i musiałem je dobrze wykorzystać. Zaliczyłem więc coś w rodzaju „trasy awaryjnej”, czyli mega przewidywalnego i rutynowego przejazdu Kraków – Niepołomice – Kraków.



Mników, Rybna, Kamień, Łączany

Piątek, 4 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
2 121 1470
Data
4 września 2020
Pt. 14:04 17:55
Rower
Ridley Helium SLX
2 47 130
Kalorie
1793kcal
Czas
3:41:56
7
148
0:53 0:36 0:00
Dystans
100.12km
21
288
20.06 18.31
Prędkość
27.07km/h
49
469
22.7 30.5 62.8
Kadencja
88rpm
119
Tętno
135bpm
157
Moc
160W
98
464
135 169 718
TSS
205
31
173
Przewyższenia
600m
10
286
       349
Nachylenie
+ 3.0% - 3.3%
+ 7.6 - 9.5
Temperatura
22.8°C
21.0 27.0

Wczorajsza setka sprawiła, że znów poczułem radość jazdy. Postanowiłem iść za ciosem i zaliczyć dzisiaj kolejne 100 kilometrów na trasie, która nie tylko nie miała być rutynowa, nudna i monotonna, ale przed wszystkim, nie miała być płaska. Jedyny problem polegał na tym, że „asystent odpoczynku” w moim Garminie sugerował 63 godziny regeneracji. Zakładam, że ta wartość nie wzięła się z sufitu, ale jest rezultatem jakiegoś skomplikowanego algorytmu. Mimo to, zupełnie się tym nie przejąłem i ruszyłem w trasę.

Plan był prosty. Patrząc na historię moich eskapad, zauważyłem, że bardzo dawno nie byłem widziany w okolicach Mnikowa. Tam właśnie znajduje się niepowtarzalnie urokliwa Dolina Mnikowska, ale akurat nie dolinki krakowskie były moim celem, a długi, kilkukilometrowy podjazd od Mnikowa przez Czułów, aż do Rybnej. Wjeżdżam do Rybnej. Widok może niezbyt ciekawy, ale jaki zaraz będzie zjazd...
Wjeżdżam do Rybnej. Widok może niezbyt ciekawy, ale jaki zaraz będzie zjazd...
Podjazd nie jest jakoś specjalnie wymagający, ale relatywnie długi. Pokonywałem go w miarę spokojnie, swoim tempem, ciesząc się każdą chwilą. Radość była niestety rozpraszana przez wyjątkowo duży ruch na drodze. Na szczęście większość kierowców zachowywała bezpieczny odstęp, więc wzrost mojego tętna był spowodowany wyłącznie wspinaczką, a nie strachem. Nagrodą za solidną pracę był szybki zjazd do Rybnej. Szkoda tylko, że asfalt nie wszędzie jest dobrej jakości, bo można byłoby się pokusić o znaczne przekroczenie dozwolonej w terenie zabudowanym prędkości.

Moim kolejnym celem była wioska Kamień, a to wymagało zaliczenia kolejnego, ale już skromniejszego podjazdu. Faktycznie odczuwałem nieco zmęczenia po wczorajszej przejażdżce, ale jazda swoim tempem, bez szarpnięć i niepotrzebnych zrywów, okazała się na tyle skuteczna, że w ogóle nie skupiałem się na zmęczeniu lub bólu mięśni. Za Kamieniem czekał mnie zjazd do Rusocic, a jeśli Rusocice, to logicznym następstwem były Łączany. Stamtąd miałem już łatwą drogę powrotną do Skawiny i finalnie do Krakowa.

Moja intuicja sprawiła, że setka „pękła” tuż obok domu. Byłem nieco zmęczony, ale zadowolenie było zdecydowanie silniejsze od wszelkich negatywnych odczuć.



Sursum Corda

Czwartek, 3 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
1 120 1469
Data
3 września 2020
Czw. 14:21 18:04
Rower
Ridley Helium SLX
1 46 129
Kalorie
1855kcal
Czas
3:35:36
13
189
1:04 0:40 0:00
Dystans
101.03km
17
249
25.55 21.43
Prędkość
28.12km/h
43
347
23.8 31.7 65.6
Kadencja
88rpm
119
Tętno
142bpm
167
Moc
180W
41
308
143 163 781
TSS
248
17
88
Przewyższenia
797m
4
171
       397
Nachylenie
+ 3.1% - 3.8%
+ 10.2 - 14.3
Temperatura
22.4°C
20.0 25.0

Nareszcie! Dzisiaj to była zupełnie inna jazda. Po pierwsze, doszedłem do wniosku, że nadszedł najwyższy czas, aby zrezygnować z notorycznego powielania nudnych i rutynowych tras. Po drugie, co było konsekwencją pierwszego, postanowiłem, że tym razem pomęczę się na małopolskich pagórkach. Widok z okolic Bukowa.
Widok z okolic Bukowa.
Wiem, że moja forma daleka jest od optymalnej, a nawet przybyło mi kilka zbędnych kilogramów (rodzina twierdzi, że przesadzam), ale zamiast narzekać i rozczulać się nad sobą, trzeba spróbować pokonać swoje słabości.

Zacząłem od Świątnik Górnych. Celowo wybrałem bardziej stromy wariant podjazdu przez Lusinę, a nie przez Wrząsowice. Znając swoje ograniczenia, nie szalałem, ale spokojnie własnym tempem jechałem pod górę. Okazało się, że jest całkiem nieźle, co dość mocno podbudowało wiarę w moje możliwości i pozwoliło każdy następny kilometr pokonywać z coraz większą pewnością siebie. Ze Świątnik Górnych pojechałem do Mogilan, a następnie do Radziszowa. Potem skierowałem się na południe, zawróciłem, zahaczyłem o Wolę Radziszowską, ponownie pojawiłem się w Radziszowie, by ostatecznie dotrzeć do Rzozowa. Nie pojechałem od razu do Skawiny, ale do Borku Szlacheckiego, a następnie do Zelczyny. Dopiero stamtąd, przez Ochodzę i Kopankę, dojechałem do Skawiny. Potem było już dość rutynowo. Nieopodal domu licznik pokazywał 86 przejechanych kilometrów. Pomyślałem, że w sumie dobrze byłoby po raz pierwszy od wielu, wielu dni, zaliczyć pełną setkę. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i „dokręciłem” brakujący dystans na krótkiej pętli.

W górę serca! Sezon się jeszcze nie skończył. Jest szansa poszaleć i przywrócić właściwy blask mojej pasji.



Powtórka

Sobota, 29 sierpnia 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
5 119 1468
Data
29 sierpnia 2020
Sob. 11:59 15:14
Rower
Ridley Helium SLX
5 45 128
Kalorie
1458kcal
Czas
2:55:13
25
406
0:38 0:27 0:00
Dystans
80.51km
29
380
16.22 13.41
Prędkość
27.57km/h
46
397
25.6 29.2 62.8
Kadencja
87rpm
119
Tętno
140bpm
159
Moc
168W
75
415
139   697
TSS
176
41
210
Przewyższenia
445m
21
468
       286
Nachylenie
+ 2.7% - 3.4%
+ 5.8 - 8.5
Temperatura
27.0°C
24.0 32.0

Dzisiaj powtórzyłem wczorajszy dystans, ale na zupełnie innej trasie. Spora jej część przypadła na miejskie klimaty, a więc z konieczności musiałem jechać wolno, co przełożyło się na kiepską średnią z całej eskapady. Ale nie o to chodziło. Jazda znów mnie cieszyła i to na tyle mocno, że wreszcie w mojej głowie zaczęły się rodzić pierwsze, nieśmiałe rowerowe plany. Na razie nie będę ich zdradzać, bo wydają się mało realne, ale przecież można, a nawet trzeba mieć marzenia. Jest taka ulica w podkrakowskich Zielonkach, która nosi nazwę Marzycieli. Ilekroć obok niej przejeżdżam, a tak było właśnie dzisiaj, przypominam sobie, że wiele moich marzeń przerodziło się w rzeczywistość. I tego się trzymam!

Ridley Helium SLX z wizytą w Nowej Hucie.
Ridley Helium SLX z wizytą w Nowej Hucie.