Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Z dołu do góry, z góry na dół

Sobota, 12 czerwca 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
6 103 1616
Data
12 czerwca 2021
Sob. 10:58 14:04
Rower
Ridley Helium SLX
6 16 171
Kalorie
1602kcal
Czas
2:58:14
10
403
1:03 0:39 0:00
Dystans
82.08km
10
376
23.71 22.17
Prędkość
27.63km/h
13
416
22.5 33.5 78.8
Kadencja
85rpm
120
Tętno
140bpm
161
Moc
195W
26
165
150 172 681
TSS
208
8
181
Przewyższenia
847m
4
148
       392
Nachylenie
+ 3.6% - 3.8%
+ 14.7 - 14.7
Temperatura
28.5°C
25.0 33.0

Już nieraz przekonałem się, że spontanicznie wybierane trasy są najlepsze. No bo, gdy się je projektuje, to człowiek jakoś naturalnie stara się pominąć największe trudności lub przynajmniej jakoś je sensownie ułożyć w całym planie, aby np. nie pozostawiać sobie najtrudniejszych podjazdów na koniec. Tymczasem jadąc bez planu, musimy być przygotowani na sytuacje bez wyjścia. Gdy po stromym zjeździe jest równie stromy podjazd, to nie ma odwrotu. Albo jedziesz przed siebie i walczysz z przeciwnościami topografii, albo zawracasz i… też masz pod górę. Dzisiaj zafundowałem sobie właśnie taką, przypominającą grzebień (nieco wyszczerbiony), trasę. Cały czas góra, dół, góra, dół. Niewiele chwil na odprężenie i relaks, chociaż to właśnie te trudności najbardziej mnie odprężały, dając błogosławione oderwanie od codzienności i rutyny.

Okolice Mogilan.
Okolice Mogilan.



Wędrowanie

Wtorek, 8 czerwca 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
5 102 1615
Data
8 czerwca 2021
Wt. 15:36 17:52
Rower
Ridley Helium SLX
5 15 170
Kalorie
1039kcal
Czas
2:00:50
13
926
0:28 0:25 0:00
Dystans
52.56km
16
876
9.96 11.35
Prędkość
26.10km/h
14
660
21.0 27.0 48.6
Kadencja
83rpm
130
Tętno
131bpm
157
Moc
196W
20
153
143 193 690
TSS
145
15
280
Przewyższenia
387m
9
606
       348
Nachylenie
+ 3.9% - 3.5%
+ 11.6 - 10.0
Temperatura
25.6°C
22.0 29.0

Pocovidowy widok Wawelu.
Pocovidowy widok Wawelu.
Czyżbym przerzucił się na piesze wycieczki, jak to sugeruje tytuł? Nic z tych rzeczy! Po prostu dzisiaj wpadłem na pomysł, aby odwiedzić okolice ZOO, ale nie od tej łatwiejszej strony, czyli od alei Kasy Oszczędności Miasta Krakowa (swoją drogą, ten, co wymyślił tę nazwę, musiał chyba wciągnąć coś mocnego), tylko od strony ulicy Księcia Józefa, aleją Wędrowników właśnie. No i tak mi się skojarzyło…

Oj dawno tamtędy nie jechałem, pamiętając, że nie jest to droga, którą pokonuje się z uśmiechem i pieśnią na ustach. To podjazd o długości 1500 metrów i średnim nachyleniu około 7%. Niby nie robi wrażenia, ale jest na nim ponad 300 metrowy fragment o średnim nachyleniu powyżej 11%. Nie jest więc lekko i przyjemnie. Wjeżdżałem więc na aleję Wędrowników, odczuwając dreszczyk emocji, a nawet po cichu licząc, że tym razem nie poczuję tych „procentów”. Aż tak dobrze jednak nie było, ale na górze zameldowałem się w pełni świadomy z oddechem nadążającym za zmęczeniem.



Koniec długiego weekendu

Niedziela, 6 czerwca 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
4 101 1614
Data
6 czerwca 2021
Niedz. 15:27 18:59
Rower
Ridley Helium SLX
4 14 169
Kalorie
1817kcal
Czas
3:26:55
7
275
0:27 0:23 0:00
Dystans
101.29km
7
247
12.06 11.10
Prędkość
29.37km/h
8
178
26.8 28.8 49.4
Kadencja
90rpm
121
Tętno
132bpm
154
Moc
169W
82
504
146 164 722
TSS
186
9
213
Przewyższenia
371m
10
642
       255
Nachylenie
+ 3.1% - 3.4%
+ 7.7 - 7.9
Temperatura
25.3°C
22.0 29.0

Jeszcze przedwczoraj przemierzałem pienińsko-podhalańskie drogi, a dzisiaj wróciłem do rowerowej codzienności. Dość długo szukałem pomysłu na trasę, co było o tyle istotne, bo połowa narodu rozpoczęła powrót z długiego weekendu, a niewiele mniej osób wpadło na skądinąd słuszny pomysł, aby pogodny dzień celebrować na rowerze. Spodziewałem się więc sporego ruchu na trasie, a ja przecież lubię ciszę, spokój i samotność. Początkowo zamierzałem przejechać nie więcej niż 50-60 kilometrów. Gdybym trzymał się tych założeń, wróciłbym do domu rześki i wypoczęty. Jechało mi się jednak na tyle dobrze, że zdecydowałem się, aby dorzucić małe „co-nieco” i to niestety zemściło się na ostatnich kilkunastu kilometrach, które przejechałem na „oparach”.



Mocny ładunek nostalgii

Piątek, 4 czerwca 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
3 100 1613
Data
4 czerwca 2021
Pt. 8:18 13:20
Rower
Ridley Helium SLX
3 13 168
Kalorie
2165kcal
Czas
4:13:36
2
67
2:00 0:57 0:00
Dystans
108.33km
3
114
39.11 33.75
Prędkość
25.63km/h
16
749
19.6 35.5 64.9
Kadencja
88rpm
123
Tętno
137bpm
160
Moc
173W
77
465
142 185 619
TSS
233
7
134
Przewyższenia
1322m
1
27
       958
Nachylenie
+ 3.4% - 3.9%
+ 11.8 - 13.7
Temperatura
23.7°C
16.0 33.0

Dawno temu, gdy byłem jeszcze dzieckiem, ludzie bardzo często spędzali urlop rok w rok w tym samym miejscu. W czasach, w których mało kto posiadał swój własny samochód, było to dość praktyczne. U właściciela pokoju gościnnego można było na przykład przechowywać część rzeczy potrzebnych podczas wypoczynku, dzięki czemu nie trzeba było targać dziesięciu walizek do pociągu lub autobusu. Można było też zawrzeć ciekawe znajomości z innymi letnikami, którzy również preferowali taką samą formę wypoczynku. Poza tym, chcąc nie chcąc, młody człowiek przywiązywał się do miejsca, w którym przebywał, zwłaszcza, że dzieci zupełnie inaczej postrzegają czas i dwa lub więcej tygodni wypoczynku wydawało się trwać bez końca. Takim moim miejscem, do którego odczuwam olbrzymi sentyment, jest Krościenko nad Dunajcem i sąsiadująca z nim Szczawnica. W dzieciństwie to właśnie tam spędzałem każde wakacje. I chociaż czas zupełnie zmienił to miejsce, moja wyobraźnia przywraca je do stanu sprzed czterech dekad – rynek w Krościenku znów wyłożony jest kamieniami z Dunajca, wozy drabiniaste terkocą na bruku, przed drzwiami stoją bańki z mlekiem, a na straganach czuć zapach świeżego sera…

Trudno się dziwić, że na moją pierwszą w tym roku przygodę rowerową, która nie miała się zacząć i zakończyć w Krakowie, wybrałem właśnie Pieniny i okolice. Plan był gotowy od dawna, ale na przeszkodzie stała pogoda. Dopiero dzisiaj, w środku długiego weekendu wszystko ułożyło się idealnie i mogłem przemierzyć nostalgiczny świat moich dziecięcych wspomnień.

Wyruszyłem bladym świtem z… Krakowa, ale spokojnie, spokojnie, nie rowerem, tylko samochodem. Niecałe dwie godziny później byłem już w Szczawnicy na parkingu i mogłem przygotować się do jazdy. Dzień miał być wyjątkowo ciepły, ale póki co (czyli o 8:00) było tylko 11 °C. Pod koszulkę założyłem więc drugą – z długim rękawem, zamierzając zdjąć ją, gdy zrobi się gorąco. Po kilkunastu minutach byłem gotowy do jazdy. A więc w drogę…

Pierwszym etapem był dojazd do Krościenka nad Dunajcem, a następnie do Tylmanowej. To prawie 15 kilometrów lekko opadającej drogi, co stanowiło dość dobrą rozgrzewkę. Jechałem dość spokojnie, wiedząc, że prawdziwa sól kolarstwa jest dopiero przede mną. W Tylmanowej skręciłem na zachód i rozpocząłem pierwszy tego dnia podjazd. Jeżdżąc na co dzień w okolicach Krakowa, przyzwyczaiłem się do raczej krótkich podjazdów. Nie ma znaczenia, czy są trudne, czy łatwe – są relatywnie krótkie. Tym razem czekało mnie 19 kilometrów wspinaczki na przełęcz Knurowską. Oczywiście, to nie Alpy, więc podjazd w olbrzymiej większości był łatwy. Dopiero ostatnie dwa kilometry, a zwłaszcza sama końcówka były bardziej wymagające. Nadal oszczędzałem siły, więc na szczycie nie czułem żadnego zmęczenia. Teraz czekał mnie kręty zjazd, a ponieważ nie jestem mistrzem zjazdów i mój styl pokonywania zakrętów przypomina raczej kwadrat niż owal, nie byłem w stanie znacząco poprawić średniej prędkości. Na szczęście nie o prędkość dzisiaj chodziło.

Dotarłem do drogi 969, która łączy Nowy Targ z Krościenkiem. Musiałem przejechać nią jedynie 4 kilometry do Łopusznej, ale były to najgorsze 4 kilometry podczas całej eskapady. Miałem wrażenie, że po wielu miesiącach obostrzeń, kwarantann narodowych, ograniczeń, przymusowego siedzenia w domu tudzież niepogody, cała Polska ruszyła na wypoczynek. Niekończący się sznur samochodów wszelakiej wielkości, a co gorsza, kierowanych przez osoby o przeróżnych umiejętnościach. Niektórzy wyprzedzali mnie, zachowując wyjątkowo duży margines bezpieczeństwa (duży szacun), ale byli też tacy, którym przepisowy metr mylił się z decymetrem. Z wielką ulgą, ciesząc się, że jestem cały i zdrowy (ja oraz mój rower) skręciłem w Łopusznej w boczną drogę, pozostawiając za sobą to całe długo-weekendowe szaleństwo. Jechałem na południe, a więc przed moimi oczami rozpościerał się monumentalny widok Tatr – monumentalny, rzecz jasna, na miarę naszej polskiej topografii. Tymczasem droga znów zaczęła wznosić się ku górze, początkowo subtelnie i na tyle niemrawo, że dałem się zwieść, a tymczasem ostatnie 800 metrów to była prawdziwa walka z podjazdem, którego średnie nachylenie na tym odcinku przekraczało 10%. Nomen omen wspinałem się do wsi Czarna Góra i chyba wiem, skąd taka nazwa. Góra, bo na górze. Czarna, bo jak na nią wyjeżdżasz, to widzisz ciemność przed oczami.

Potem, co logiczne, był zjazd, który minął nadspodziewanie szybko i droga – uwaga, znów się powtórzę – zaczęła piąć się w górę. No, ileż można? Ano można, zwłaszcza, gdy się jest w górach. I znów początkowo było w miarę spokojnie i nawet miałem nadzieję, że najgorsze już poza mną. Jakże się myliłem! Największa „atrakcja” była dopiero przed mną. Na razie jednak jechałem sobie z Jurgowa na wschód i nawet trafił się jakiś „zjeździk”, co w sumie powinno wzbudzić moją czujność, bo jakoś zewsząd otaczały mnie góry. No i wkrótce zaczęło się. Na początku luzik – nieco ponad kilometr o nachyleniu niecałe 5%. Spoko, dałem radę z pieśnią na ustach. Śpiewać przestałem na kolejnym kilometrze o nachyleniu 10%. Dodam jeszcze, że słonko już nieźle przygrzewało, więc do kolekcji wyzwań doszła jeszcze temperatura. To nadal nie był koniec, bo po kolejnych w miarę spokojnych kilkuset metrach, musiałem się zmierzyć z finałowym kilometrem, nieco tylko łagodniejszym (7%) od wspomnianego przed chwilą (10%). Dałem radę.

Znów zjazd, ale tym razem bardzo długi, bo dwudziestokilometrowy! Różnica wzniesień to prawie 500 metrów, a więc było co zjeżdżać. Powoli zbliżałem się do finału dzisiejszej wyprawy, ale ten finał wcale nie miał być fraszką, igraszką, zwłaszcza, że moje nogi odczuwały już trudy poprzednich wspinaczek. Przejechałem właśnie przez zaporę na Jeziorze Sromowskim i zamierzałem dotrzeć do Krośnicy, która oczywiście znajdowała się po drugiej stronie góry. Podjazd był dwuczęściowy. Pierwsza jego część to około 5 kilometrów i średnio 5% nachylenia. Potem jest krótki zjazd, a po nim kolejne półtora kilometra i znów jakieś 5%. Jeszcze tylko kilka „hopek” i nareszcie zjazd aż do samego Krościenka nad Dunajcem.

To był cudowny dzień i wspaniała przygoda. Nie szalałem, nie dawałem z siebie wszystkiego, nie skupiałem się wyłącznie na pedałowaniu, bo tak naprawdę chciałem podziwiać świat, który mnie otaczał. Świat, który tam, gdzie nie dotarł człowiek ze stalą i betonem, pozostał takim, jakim go zapamiętałem z dzieciństwa. A tam, gdzie ingerencja ludzka zmieniła go na zawsze, mogłem użyć siły swoich wspomnień i ożywić umarłe krajobrazy. To była piękna wprawa w świat nostalgii i wzruszeń.

Ostatnie chwile przed wyruszeniem na trasę.
Ostatnie chwile przed wyruszeniem na trasę.
Rzut oka za siebie  - Wyjeżdżam z Krościenka nad Dunajcem.
Rzut oka za siebie - Wyjeżdżam z Krościenka nad Dunajcem.
Końcówka podjazdu na Przełęcz Knurowską.
Końcówka podjazdu na Przełęcz Knurowską.
Widok z Czarnej Góry. Przede mną zjazd 16%!
Widok z Czarnej Góry. Przede mną zjazd 16%!
Takie widoki towarzyszyły mi na podjeździe do wsi Rzepiska.
Takie widoki towarzyszyły mi na podjeździe do wsi Rzepiska.
Sromowce Wyżne, czyli ostatni konkretny podjazd na trasie.
Sromowce Wyżne, czyli ostatni konkretny podjazd na trasie.
Wróciłem do Krościenka, a potem...
Wróciłem do Krościenka, a potem...
...do Szczawnicy.
...do Szczawnicy.



Delikatnie

Czwartek, 3 czerwca 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
2 99 1612
Data
3 czerwca 2021
Czw. 13:34 15:32
Rower
Ridley Helium SLX
2 12 167
Kalorie
1114kcal
Czas
1:53:43
14
1031
0:22 0:16 0:00
Dystans
57.26km
13
750
10.54 8.78
Prędkość
30.21km/h
3
71
28.2 31.1 50.7
Kadencja
91rpm
117
Tętno
138bpm
158
Moc
188W
41
274
163 165 602
TSS
125
16
302
Przewyższenia
292m
14
848
       243
Nachylenie
+ 2.8% - 3.3%
+ 8.3 - 8.7
Temperatura
26.6°C
24.0 29.0

Niewiele kilometrów dzisiaj wpadło, ale było to absolutnie świadome i dobrowolne. Na jutro zaplanowałem bardzo konkretną eskapadę, o której myślałem od bardzo dawna i po prostu nie chciałem się zmęczyć. Dzisiaj to wszystko. Jutro napiszę więcej…



Szybciej

Wtorek, 1 czerwca 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
1 98 1611
Data
1 czerwca 2021
Wt. 15:12 18:30
Rower
Ridley Helium SLX
1 11 166
Kalorie
1989kcal
Czas
3:14:32
8
343
0:22 0:21 0:00
Dystans
100.46km
8
285
9.92 11.41
Prędkość
30.99km/h
2
29
26.6 31.5 47.9
Kadencja
91rpm
118
Tętno
141bpm
163
Moc
196W
20
153
170 185 715
TSS
238
5
118
Przewyższenia
366m
11
657
       255
Nachylenie
+ 3.7% - 3.3%
+ 9.2 - 6.6
Temperatura
19.6°C
17.0 21.0

Pierwszy dzień czerwca i nieco powyżej 17 stopni. W tej sytuacji to już nawet szukałem argumentu, aby przekonać samego siebie, że nie ma sensu wychodzić z domu. Poszukiwania zakończyły się fiaskiem, więc w końcu zebrałem się w sobie i ruszyłem przed siebie. Początkowo zamierzałem przejechać góra 50 kilometrów, ale szybko okazało się, że jedzie mi się znacznie lepiej, niż przypuszczałem. Dokładałem więc kolejne kilometry i uzbierała się setka. W dodatku tym razem nie utknąłem w żadnych korkach, podjazdów było jak na lekarstwo, wiatr nie przeszkadzał, więc średnia prędkość była zdecydowanie wyższa niż poprzednim razem.



Złe wybory

Środa, 26 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
7 97 1610
Data
26 maja 2021
Śr. 14:22 18:44
Rower
Ridley Helium SLX
7 10 165
Kalorie
2199kcal
Czas
4:02:29
3
88
1:19 1:04 0:00
Dystans
104.04km
4
172
29.15 30.53
Prędkość
25.74km/h
15
725
22.0 28.3 52.9
Kadencja
85rpm
122
Tętno
140bpm
163
Moc
207W
7
63
151 178 887
TSS
321
1
12
Przewyższenia
1020m
2
82
       464
Nachylenie
+ 3.5% - 3.4%
+ 10.9 - 10.4
Temperatura
22.4°C
20.0 26.0

O matko (nawiasem mówiąc, dzisiaj jest Dzień Matki)! Patrząc na prędkość średnią, można byłoby pomyśleć, że oto moja forma drastycznie spadła. Tymczasem był to skutek wyboru złych dróg, zakorkowanych lub remontowanych, na których zwyczajnie nie mogłem jechać szybko. Paradoksalnie te szlaki, których nachylenie zmuszało mnie do solidnego wysiłku, W Zelkowie.
W Zelkowie.
były puste, ciche, spokojne. Podjazdy pokonywałem więc wolno, na płaskim snułem się pomiędzy samochodami i tylko zjazdy poprawiały nieco tę statystyczną katastrofę. No, ale na szczęście nie o statystykę chodzi (chociaż trochę chodzi), ale o radochę z jazdy. A tę na szczęście miałem, ponieważ kolejny raz wybrałem „spontan” zamiast planu. Przypadkowo trafiłem więc na całkiem „zacny”, trzykilometrowy podjazd od Ujazdu do Zelkowa, a potem z nieukrywaną radością zaliczyłem o ponad kilometr dłuższą wspinaczkę gdzieś pomiędzy Wierzchowiem a Czajowicami. O wcześniejszych odwiedzinach na Kopcu Kościuszki nie będę wspominał, bo to żaden wyczyn. Jestem więc zadowolony, bo pomimo wstydliwego faktu, iż nieco przytyłem (skutki wiosny, której nadal nie ma), walka z nieubłaganymi prawami fizyki na podjazdach nie bolała mnie, ani dosłownie, ani w przenośni.



Spontaniczny piątek

Piątek, 21 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
6 96 1609
Data
21 maja 2021
Pt. 11:11 16:01
Rower
Ridley Helium SLX
6 9 164
Kalorie
2491kcal
Czas
4:18:18
1
59
0:58 0:46 0:00
Dystans
122.55km
1
40
22.92 23.16
Prędkość
28.47km/h
12
317
23.5 30.1 52.0
Kadencja
90rpm
127
Tętno
137bpm
157
Moc
194W
27
181
161 205 663
TSS
301
2
17
Przewyższenia
802m
5
171
       372
Nachylenie
+ 3.5% - 3.5%
+ 10.2 - 11.4
Temperatura
23.2°C
21.0 32.0

Niewielki wyłom w historii niepogodnych dni. Dzisiaj byłem tak zdesperowany, że postanowiłem nie pracować, uznając, że w sytuacji, gdy wiosna ma mnie gdzieś, rower jest ważniejszy. Żeby było śmieszniej, nie miałem nawet żadnego planu. Po prostu spojrzałem na prognozowany kierunek wiatru i zgodnie z podstawowymi zasadami rowerowej logiki postanowiłem, że pojadę na zachód, czyli pod wiatr, aby zapewnić sobie późniejszy spokojny i komfortowy powrót. Dystansu nie planowałem, ale głód jazdy był tak silny, że nie spodziewałem się, iż zaliczę mniej niż setkę. No i pojechałem…

Początkowo było standardowo. W końcu ileż dróg może mnie wyprowadzić z mojej okolicy? Znam je wszystkie. Jadąc wzdłuż Wisły szukałem natchnienia i pomysłu na dalszą jazdę. Do głowy przyszło mi, że mogę pojechać do Balic, a po drodze zastanowię się, co dalej. Owo „dalej” zmaterializowało się w postaci długiego podjazdu do Brzoskwini, a ponieważ szło mi nadspodziewanie dobrze, kontynuacja kierunku zachodniego była ze wszech miar słuszna. W ten oto sposób dojechałem do Grojca, skręciłem na południe i zawitałem do Alwerni, co – nawiasem mówiąc – oznaczało, że musiałem zaliczyć niezbyt długie, ale sztywne podjazdy. Zatrzymałem się na pustym ryneczku, który zapewne tonąłby w słonecznym blasku, gdyby nie chronił go cień rozłożystych drzew, pokrytych zielonym listowiem spóźnionej wiosny. Fajnie mi się tam siedziało, ale nie po to wybrałem się na przejażdżkę, aby siedzieć. Po krótkim zastanowieniu się „co dalej”, ruszyłem przed siebie na południe, słusznie rozumując, że wcześniej lub później dojadę do Wisły, a ta wskaże mi kierunek powrotu. I tak też się stało. Do największej polskiej rzeki dotarłem we wsi Podłęże (przynajmniej tak pokazywała mapa). Skręciłem na zachód i rozpocząłem powrót. „Kurka wodna!”. Okazało się, że byłem dość daleko od Krakowa, co nadzwyczaj mnie uradowało, „gdyż ponieważ” gwarantowało, że setkę pokonam ze sporą nawiązką.

Spontaniczność i oryginalność trasy zakończyła się w Rusocicach. Od tego miejsca znałem już przecież każdy kamyczek, każdą dziurkę w asfalcie i każdy krzaczek przy drodze. Mimo to nie nudziłem się, bo fajnie się jedzie, gdy wiatr dodaje ze 20 watów do mocy. Pozostawało jeszcze przejechać przez całe miasto, co nigdy nie jest dobrym pomysłem, a zwłaszcza w piątkowe popołudnie. Z tego powodu przemykałem raczej ścieżkami dla rowerów, zamiast lawirować wśród samochodów.

To był naprawdę udany dzień. Oby więcej, oby częściej, ale jutro znowu ma lać… No ileż można?!

Cicho i spokojnie na ryneczku w Alwerni.
Cicho i spokojnie na ryneczku w Alwerni.
Ridley Helium SLX też odpoczywa.
Ridley Helium SLX też odpoczywa.
Autor w ekstazie!
Autor w ekstazie!



Bez polotu

Sobota, 15 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
5 95 1608
Data
15 maja 2021
Sob. 14:16 16:15
Rower
Ridley Helium SLX
5 8 163
Kalorie
1172kcal
Czas
1:52:23
16
1046
0:30 0:24 0:00
Dystans
54.63km
15
818
12.84 13.83
Prędkość
29.17km/h
9
205
25.0 33.5 58.1
Kadencja
89rpm
116
Tętno
132bpm
154
Moc
218W
1
20
174 175 674
TSS
168
12
243
Przewyższenia
459m
7
462
       308
Nachylenie
+ 3.6% - 3.3%
+ 14.6 - 8.2
Temperatura
22.0°C
20.0 26.0

Kilka zmarnowanych dni, pełnych tęsknych spojrzeń za okno w nadziei, że pogoda nareszcie się zmieni. Niestety póki co, wszystkie moje rowerowe plany są odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Zaprojektowane trasy pokrywa wirtualny kurz, a wiszący na ścianie rower pokrywa się tym rzeczywistym. W międzyczasie muszę się zadowolić krótkimi wypadami, aby podtrzymać w miarę niezłą formę, którą z takim trudem budowałem przez całą zimę. Taką właśnie przejażdżkę zaliczyłem dzisiaj. Dość długo nie mogłem się zdecydować, czy w ogóle warto wyjść na rower, bo raz za razem pojawiały się ciemne chmury, ale w końcu przełamałem się i ruszyłem przed siebie z mocnym postanowieniem, że… zaraz wracam. Niedużo brakowało i faktycznie zaraz wróciłbym, bo już po przejechaniu jednego kilometra zaczął padać deszcz. Nie dałem jednak za wygraną i pomyślałem, że wykręcę choćby jedną pętlę nieopodal domu. Pętlę przejechałem, deszcz przestał padać, więc jechałem dalej. Żeby nie było zbyt łatwo, skierowałem się w stronę nieodległych pagórków, aby moje nogi nie miały czasu na rozleniwienie się. I tak oto z zamierzonych 10-ciu kilometrów, zrobiło się ponad 50. Niestety prognoza pogody na kolejne dni nadal wygląda kiepsko. Szkoda, bo w mojej głowie rodzi się fajny (tak sądzę) plan rowerowych eskapad z dala od Krakowa. O tym jednak innym razem.



Na oparach

Wtorek, 11 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
4 94 1607
Data
11 maja 2021
Wt. 14:38 18:36
Rower
Ridley Helium SLX
4 7 162
Kalorie
1927kcal
Czas
3:43:41
4
139
0:18 0:17 0:00
Dystans
108.61km
2
111
8.25 8.48
Prędkość
29.13km/h
10
213
26.2 28.4 44.3
Kadencja
91rpm
128
Tętno
126bpm
148
Moc
161W
95
581
144 158 734
TSS
186
10
214
Przewyższenia
294m
13
841
       243
Nachylenie
+ 3.6% - 3.5%
+ 5.6 - 4.7
Temperatura
30.3°C
27.0 34.0

Dawno nie byłem w Puszczy Niepołomickiej i wydawało mi się, że ten kierunek będzie w sam raz na dzisiejszą eskapadę. Problem w tym, że czułem się lekko zmęczony. Pomyślałem jednak, że będę jechał spokojnie, raczej się regenerując niż męcząc i nie bacząc na kolejną wietrzną aurę, wyruszyłem w trasę. Szybko okazało się, że faktycznie dzisiaj raczej nie poszaleję. Przez głowę przemknęła mi nawet myśl, że może powinienem ograniczyć się do kilkudziesięciu kilometrów i grzecznie wrócić do domu, ale szybko ją odrzuciłem i jechałem dalej. Przejażdżka miała dwie odsłony. Mniej więcej przez 50% dystansu jechałem pod wiatr, wyczerpując skromne pokłady energii i nadzwyczaj szybko opróżniając bidony. Druga połowa to jazda z wiatrem, ale niestety „na oparach”, co trochę, a nawet bardziej niż trochę, przeszkadzało w czerpaniu pełnej radości. Na szczęście widok odrodzonego po zimowym czasie świata wynagradzał wszystko.

W Puszczy Niepołomickiej.
W Puszczy Niepołomickiej.
Wiosna!
Wiosna!