Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Pryszcz na d**** nie pomaga

Piątek, 26 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
10 91 1986
Data
26 czerwca 2026
Pt. 16:37 18:35
Rower
Ridley Falcn
10 18 86
Kalorie
986kcal
Czas
1:46:43
48
1235
0:14 0:13 0:00
Dystans
46.57km
49
1168
5.51 5.66
Prędkość
26.18km/h
35
761
22.9 25.3 40.3
Kadencja
83rpm
107
Tętno
128bpm
148
Moc
163W
95
825
130 140 604
TSS
84
55
546
Przewyższenia
186m
47
1268
       241
Nachylenie
+ 3.4% - 3.3%
+ 5.3 - 7.0
Temperatura
34.8°C
32.0 37.0

Tytuł w zasadzie mówi wszystko. Tego typu przypadłości są raczej dość popularne i niestety mnie nie omijają. Od czasu do czasu coś tam sobie „:wyrasta”, ale na szczęście potrafię sobie z tym poradzić, stosując odpowiednie środki farmakologiczne. Wczoraj tego nie zrobiłem, bo byłem pewien, że zrobię sobie kilkudniową przerwę od roweru, aby przetrwać czas upałów. Dzisiaj jednak „nosiło” mnie i pomyślałem, że wyjdę choćby na godzinkę lub dwie. No i wyszedłem, a raczej wyjechałem.

Pierwsze kilometry to było jednak cierpienie. Uciśnięty pryszcz skutecznie odbierał mi radość z jazdy. Jednak potem było coraz lepiej. Być może zadziałał specjalny krem, a być może mózg przestał odbierać sygnał, dochodząc do wniosku, że jestem zbyt uparty, aby się poddać. Mogłem więc kontynuować jazdę. Zgodnie z założeniem, przejażdżka nie była długa. Przypomniałem sobie stare czasy, gdy dystanse rzędu czterdziestu czy pięćdziesięciu kilometrów to była norma.

Widok z Mostu Wandy w kierunku wschodnim.
Widok z Mostu Wandy w kierunku wschodnim.



Gorące oblicze słabości

Czwartek, 25 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
9 90 1985
Data
25 czerwca 2026
Czw. 15:40 18:26
Rower
Ridley Falcn
9 17 85
Kalorie
1274kcal
Czas
2:33:06
32
646
0:14 0:13 0:00
Dystans
64.11km
32
679
5.40 5.68
Prędkość
25.13km/h
47
969
22.5 26.1 45.1
Kadencja
81rpm
103
Tętno
119bpm
142
Moc
144W
97
958
115 127 478
TSS
94
53
512
Przewyższenia
218m
41
1155
       241
Nachylenie
+ 4.0% - 3.8%
+ 6.7 - 4.6
Temperatura
33.4°C
31.0 35.0

Coraz cieplej. To świetna wiadomość, gdy właśnie leżymy na plaży ze szklaneczką mocno schłodzonej coli w ręce. Gorzej, jeśli w promieniach słońca przemierzamy rowerowe szlaki. Pewnie każdy z rowerowych pasjonatów ma swoją granicę wytrzymałości cieplnej, jeśli tak to mogę ująć, powyżej której jazda przestaje być przyjemnością, przechodząc w walkę o przetrwanie. Dzisiaj chyba przekroczyłem tę granicę.

Mając świadomość, że to kolejny dzień rowerowej aktywności, że będzie gorąco, że mam już swoje lata i związane z tym ograniczenia, nie zamierzałem jechać ani mocno, ani daleko. Chciałem tylko spokojnie pokręcić i zorientować się, jak mój organizm zareaguje na wysoką temperaturę. Początkowo wszystko wyglądało dobrze. Chwila relaksu.
Chwila relaksu.
Zgodnie z planem, nie zaginałem się, jechałem w raczej turystycznym tempie, a na nielicznych wzniesieniach nie wstydziłem się używać miękkich przełożeń. Taki stan trwał mniej więcej do czterdziestego kilometra. Właśnie wtedy dopadł mnie kryzys. To nie była kolarska bomba, nie odcięło mnie zupełnie, ale nagle jazda stała się ciężka, a z powietrza jakby wyparował cały tlen. Zwolniłem i już nie jechałem, ale raczej toczyłem się w stronę domu. Od czasu do czasu próbowałem przycisnąć mocniej, ale zapłatą za chwilowe zrywy były późniejsze odcinki, na których snułem się z prędkością mniejszą niż 10 km/h. Z ulgą zakończyłem dzisiejszy eksperyment.

Mam w planach długą eskapadę, której dystans będzie mniej więcej taki, jak łączny dystans moich trzech ostatnich przejażdżek. Dzisiejszy dzień tylko potwierdził moje przypuszczenia, że z realizacją pomysłu muszę poczekać na zdecydowanie chłodniejsze dni.



W słońcu, trochę bez pomysłu

Środa, 24 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
8 89 1984
Data
24 czerwca 2026
Śr. 15:41 18:29
Rower
Ridley Falcn
8 16 84
Kalorie
1585kcal
Czas
2:38:21
27
587
0:24 0:20 0:00
Dystans
70.39km
28
586
9.68 9.48
Prędkość
26.67km/h
29
674
23.4 28.2 51.7
Kadencja
82rpm
109
Tętno
131bpm
162
Moc
177W
75
613
143 171 686
TSS
146
32
381
Przewyższenia
311m
29
872
       265
Nachylenie
+ 3.2% - 3.2%
+ 7.3 - 6.4
Temperatura
31.2°C
29.0 35.0

Kolejny bardzo ciepły dzień. Nie używam słowa „gorący”, bo te dopiero nadejdą. W najbliższą niedzielę w Krakowie ma być około 37°C, a więc to dopiero będzie prawdziwie gorący dzień.

Dzisiaj nie miałem żadnego pomysłu na trasę. To mi się zdarza dość często, ale nie jest powodem, aby wygrzewać kanapę. Popołudniu wyszedłem więc z domu, wsiadłem na rower i ruszyłem przed siebie. Początkowo jechałem przez miasto, co jest raczej średnią przyjemnością, ale w końcu dotarłem na Kanał Łączany-Skawina.
Kanał Łączany-Skawina.
Salwator i dalej było już w miarę ok. Pojechałem do Tyńca, potem do Skawiny, a na koniec wróciłem do Krakowa. 70 kilometrów w temperaturze, która nie jest do końca optymalna, uważam za całkiem zacny dystans.

Na koniec podzielę się pewną sytuacją, która mi się dzisiaj przydarzyła. Jechałem sobie dość spokojnie po wałach wiślanych. Jakieś 28 km/h. Dogoniłem gościa, który jechał znacznie wolniej, więc wyprzedziłem go. Tymczasem on siadł mi na koło. W sumie ok, nie jestem egoistą, niech sobie ułatwia życie. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że może czas na zmianę. Zjechałem na bok, zwolniłem, dając do zrozumienia, że teraz jego kolej. Gość także zwolnił. No cóż, zdarza się. Pomyślałem więc, że może spróbuję go zgubić. Zacząłem cisnąć. 30, 35, 40, 45 km/h. Człowiek nadal jest tuż za mną. Doszedłem do jedynego słusznego wniosku, że jazda z taką prędkością sprawi, że „wyprztykam” się do końca i do domu będę wracał Traficarem. Zwolniłem. A on jakby tylko na to czekał. Z wielką satysfakcją wyprzedził mnie i pognał do przodu. Jaki był sens? Nie mam pojęcia. Może chciał się dowartościować, że okazał się szybszy od 60-cio letniego amatora? Ot, taka sytuacja z dzisiaj.



Setka na Dzień Ojca

Wtorek, 23 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
7 88 1983
Data
23 czerwca 2026
Wt. 15:11 19:06
Rower
Ridley Falcn
7 15 83
Kalorie
2199kcal
Czas
3:36:29
13
224
0:29 0:24 0:00
Dystans
100.27km
14
338
12.26 12.50
Prędkość
27.79km/h
12
449
24.6 30.8 52.5
Kadencja
85rpm
109
Tętno
135bpm
165
Moc
179W
72
571
146 165 665
TSS
205
13
240
Przewyższenia
394m
20
642
       264
Nachylenie
+ 3.2% - 3.1%
+ 7.4 - 4.8
Temperatura
29.1°C
26.0 32.0

Od kilku dni media straszą, że oto nadciąga do Polski fala upałów i… ratuj się, kto może! Faktycznie robi się coraz cieplej, a Czarny Staw.
Czarny Staw.
jak jest gorąco, to aktywność rowerowa staje się średnią przyjemnością. Przynajmniej ja tak mam, że upały wysysają ze mnie energię, więc w gorące dni nie planuję ani dłuższych, ani bardziej wymagających eskapad.

Czarny Staw.
Czarny Staw.
Dzisiaj według prognoz miało być około 26°C, czyli w słońcu temperatura z pewnością przekroczyłaby 30°C. Nie zamierzałem więc zaliczać dłuższego dystansu i moje zamierzenia ograniczyłem do, co najwyżej, 40 kilometrów. Początkowo faktycznie wszystko wskazywało, że to będzie maksimum, na jakie mnie stać. Nogi miałem jak z betonu, za nic nie mogłem wejść w jakiś normalny rytm jazdy. Byle górka i od razu brakowało mi powietrza. Prawdę mówiąc, nie byłem pewien, czy moja słabość nie wynika ze zmęczenia, a nie z wysokiej temperatury. Z tego powodu niemalże co każdy kilometr rozważałem, czy to nie jest ten moment, w którym powinienem się poddać i wrócić. Tak było, dopóki nie wjechałem na zacienione drogi za Staniątkami. Siły nagle wróciły, pojawił się właściwy rytm, a ja odzyskałem radość z jazdy. Jechałem więc przed siebie aż do Damienic. Tam skręciłem na północ i znalazłem się, a jakże, w Puszczy Niepołomickiej. Otoczyły mnie cień, cisza i łagodne powiewy wiatru. Postanowiłem spędzić w tym miejscu nieco więcej czasu, więc nieco kluczyłem, aby opóźnić moment, gdy znów znajdę się na otwartej przestrzeni. Gdy to się stało, temperatura była już niższa i w mojej głowie zaświtał pomysł, ż skoro tak dobrze idzie, to niech idzie nadal. Wydłużyłem więc drogę powrotną i tuż przed domem na Garminie pojawiło się 100 kilometrów.

Dzisiaj jest Dzień Ojca. Dla mnie to czas ekspozycji kalejdoskopu uczuć. Duma, radość, ale także smutek i tęsknota.



Między nami jaskiniowcami

Czwartek, 18 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
6 87 1982
Data
18 czerwca 2026
Czw. 15:06 19:15
Rower
Ridley Falcn
6 14 82
Kalorie
2231kcal
Czas
3:45:38
8
154
1:12 0:45 0:00
Dystans
91.90km
15
367
23.28 22.29
Prędkość
24.44km/h
49
1098
19.2 29.6 62.9
Kadencja
81rpm
112
Tętno
137bpm
161
Moc
180W
69
540
140 162 614
TSS
218
7
199
Przewyższenia
880m
3
141
       471
Nachylenie
+ 3.8% - 4.0%
+ 13.1 - 13.5
Temperatura
26.2°C
23.0 30.0

Nie prowadzę takich statystyk, ale drogi położone na północny zachód od Krakowa są najrzadziej przeze mnie odwiedzane. Wynika to z oczywistego faktu, że jako mieszkaniec południa Królewskiego Miasta, muszę przejechać przez całe miasto, zanim będę mógł rozpocząć właściwą część przejażdżki. W weekend może nie ma większego problemu, ale w dzień powszedni w popołudniowym szczycie zajmuje to niemal godzinę. Dzisiaj jednak postanowiłem się poświęcić i zaplanowawszy trasę we wspomnianych powyżej rejonach, ruszyłem przed siebie. Oczywiście tuż po piętnastej…

Jedna z jaskiń nieopodal Jaskini Wierzchowskiej.
Jedna z jaskiń nieopodal Jaskini Wierzchowskiej.
Opis przedzierania się przez Kraków pozwolę sobie pominąć i od razu przejdę do czegoś ciekawszego. Owo „ciekawsze” rozpoczęło się w Modlnicy, gdy nie tylko uporałem się z ruchem miejskim, ale przejechałem na zachodnią stronę drogi krajowej 94, co popołudniową porą także do zadań łatwych nie należy. Od tego momentu przez kolejne prawie 50 kilometrów trasa miała być z mojego ulubionego gatunku „góra-dół”. Na początek lekkie pagórki do Tomaszowic, a następnie do wsi Ujazd. Tam rozpoczął się ponad czterokilometrowy podjazd do Zelkowa. Cały czas w górę z niewielkimi wypłaszczeniami. Podjazd niejednorodny, czyli miejscami nachylenie sięga kilkunastu procent, by wkrótce spaść do trzech lub czterech.

Z Zelkowa zjechałem do Wierzchowia i skierowałem się na północ do wsi o melodyjnej nazwie Bębło. To także był podjazd, ale w miarę łagodny i tylko pod sam koniec nachylenie osiągało dwucyfrową wartość. Po drodze zaliczyłem krótki postój przy Jaskini Wierzchowskiej, czyli lokalnej atrakcji. Stąd tytuł niniejszego opisu. Za Bębłem było już w dół. W Jaskiniowiec ;)
Jaskiniowiec ;)
Kobylanach wjechałem na urokliwą ulicę o nazwie Leśna, która, zgodnie z nazwą, prowadziła przez las. Wkrótce Leśna przeszła w Turystyczną, ja najpierw zameldowałem się we wsi Brzezinka, a następnie w Niegoszowicach. Plan zakładał, że właśnie tam dojadę do drogi 79. Jednak okazało się to niemożliwe, ponieważ budowany jest wiadukt nad linią kolejową i musiałem nadłożyć trochę  drogi, dojechać do Rudawy i dopiero tam skręcić na południe.

Drogi 79 wyjątkowo nie lubię, bo ruch spory, a poboczy brak. Na szczęście musiałem przejechać jedynie niecałe trzy kilometry, po których znów skręciłem na południe. Tam rozpoczął się ostatni znaczący podjazd dzisiejszej trasy. 1000 metrów w poziomie i 100 metrów w pionie. Łatwo policzyć średnie nachylenie. Problem w tym, że na początku jest ledwie kilka procent, co oznacza, że później musi być kilkanaście. Muszę przyznać, że ten kilometr dał mi w kość. Noga przestała podawać, jakby była wypełniona betonem, a nie tkanką mięśniową. Odwrotu jednak nie było i musiałem walczyć – nie tyle z podjazdem, ile z własną głową.

Potem było już w miarę łatwo. Aleksandrowice, Morawica, Liszki, Piekary i ulica Mirowska w Krakowie. Pozostało tylko – cóż na niespodzianka – przejechać przez całe miasto. Myślałem, że może „dokręcę” kilka kilometrów do pełnej setki, ale czułem się coraz bardziej zmęczony. Jadąc po wiślanych wałach miałem wrażenie, że cisnę ponad 200 watów, gdy tymczasem Garmin pokazywał tylko 120.

Reasumując, trasa super, widoki ekstra. Niestety cały efekt został popsuty przez moją kiepską formę. To ewidentnie nie był mój dzień. Zmęczenie po pracy, zła dieta, krótki sen? Pewnie wszystkiego po trochę. W świetle planowanych zdecydowanie dłuższych tras, muszę to wszystko dokładnie przemyśleć, bo „bombę” na 20 kilometrów przed końcem można zignorować, ale gdy do domu będzie setka, a ja będę pośrodku niczego, to już może być problem.

Szary asfalt, szary mur... Faktycznie można przeoczyć.
Szary asfalt, szary mur... Faktycznie można przeoczyć.



Bombowe klimaty i pierwszy kapeć

Wtorek, 16 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
5 86 1981
Data
16 czerwca 2026
Wt. 15:12 19:38
Rower
Ridley Falcn
5 13 81
Kalorie
2525kcal
Czas
3:37:46
12
215
0:28 0:26 0:00
Dystans
102.58km
11
230
11.79 11.88
Prędkość
28.26km/h
8
380
25.0 27.1 56.5
Kadencja
87rpm
113
Tętno
144bpm
162
Moc
200W
13
147
170 191 757
TSS
257
4
97
Przewyższenia
419m
18
580
       276
Nachylenie
+ 3.6% - 3.5%
+ 8.1 - 6.6
Temperatura
23.9°C
21.0 28.0

Jak długo można wytrzymać bez roweru? Przez tydzień lało, wiało, było zimno. Jakoś nie miałem ochoty ani moknąć, ani marznąć, więc pokornie siedziałem w domu i czekałem na pierwszy pogodny dzień. Taki był właśnie dzisiaj, więc głodny jazdy wyruszyłem na trasę tradycyjnie zaraz po piętnastej.

Plan trasy urodził się przed południem, gdy przeczytałem, że nad ranem w miejscowości Czernichów ktoś mądry „inaczej” wysadził w powietrze bankomat Euronetu. Nie, żebym się jakoś specjalnie ekscytował tym bezsensowym aktem wandalizmu i ludzkiej głupoty, ale pomyślałem, że każdy pretekst jest dobry, żeby zaliczyć trasę odbiegającą od rutyny. A skoro miał być Czernichów, to rozsądne byłoby pojechać dalej do Rusocic i potem jeszcze do Łączan i zrobić sobie taką stukilometrową pętelkę. To był dobry plan, tym bardziej, że pierwsza jego połowa miała być pod wiatr, co oznaczało, że z powrotem będzie można zaszaleć.

Smętne resztki bankomatu w Czernichowie.
Smętne resztki bankomatu w Czernichowie.
Jechałem sobie spokojnie i nawet wiatr mi specjalnie nie przeszkadzał, chociaż porywy osiągały 54 km/h. Zgodnie z planem dotarłem do Czernichowa i zatrzymałem się przed Lewiatanem, aby uwiecznić wspomniane wyżej świadectwo tego, że myślenie nie jest cechą powszechnie występującą. Resztki bankomatu przyciągnęły nie tylko mnie. Praktycznie każdy robił zdjęcia lub selfie na jego tle. Trochę mnie to nie dziwi, bo przecież w tak małych miejscowościach nic się nie dzieje, więc próba wysłania Biletów Narodowego Banku Polskiego w kosmos musiała ożywić lokalną społeczność.

Wkrótce ruszyłem dalej. Gdy tylko minąłem tablicę oznaczającą koniec miejscowości, poczułem, że mój rower stał się podejrzanie miękki. Spojrzałem na tylne koło i wydało mi się, że opona na styku z asfaltem jest grubsza niż zwykle. Zjechałem na boczną drogę i zatrzymałem się. Kapeć! Pierwszy kapeć od dwóch lat! Spokojnie, niespiesznie zabrałem się za naprawę. Dokładnie obejrzałem oponę, starając się znaleźć winowajcę. Dopiero po kilku minutach dostrzegłem coś, co przypominało drucik o naprawdę mikroskopijnej średnicy. Powietrze musiało uchodzić bardzo wolno, więc musiałem tak jechać przez dłuższy czas. Wymieniłem dętkę i po raz pierwszy użyłem elektrycznej pompki, a w zasadzie pompeczki – Cycplus.

Dalsza część trasy przebiegła już bez żadnych niespodzianek. W Łączanach skręciłem na VeloSkawa i przejechałem jeszcze kilka kilometrów na zachód. Potem zjechałem na boczne drogi, wróciłem do Łączan i wjechałem na drogę wzdłuż Kanału Łączany-Skawina. Finalnie wyszło nieco ponad 100 kilometrów, co częściowo zaspokoiło mój apetyt na jazdę.



Taki tam przejażdżek

Poniedziałek, 8 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
4 85 1980
Data
8 czerwca 2026
Pon. 15:16 18:03
Rower
Ridley Falcn
4 12 80
Kalorie
1555kcal
Czas
2:37:18
28
599
0:20 0:16 0:00
Dystans
70.43km
27
584
7.99 7.54
Prędkość
26.86km/h
26
625
23.3 27.0 45.2
Kadencja
81rpm
109
Tętno
122bpm
144
Moc
172W
82
693
141 169 548
TSS
137
39
401
Przewyższenia
248m
38
1060
       246
Nachylenie
+ 3.1% - 3.3%
+ 6.8 - 5.7
Temperatura
26.6°C
24.0 30.0

Miałem dzisiaj odpoczywać, ale rzuciłem okiem na prognozę pogody i okazało się, że jeśli dzisiaj zostanę w domu, to będę tak siedział przez kilka kolejnych dni. Mając taką niemiłą perspektywę doszedłem do wniosku, że na odpoczynek zawsze jest czas, a na rower niekoniecznie. Zebrałem się więc w ekspresowym tempie i wyruszyłem przed siebie. Bez planu. Spontanicznie.

Początek był – a jakże – rutynowy. Dotarłem do Niepołomic, a potem skierowałem się na północ, czyli na drogi powyżej ulicy Igołomskiej. Tam bywam bardzo rzadko, więc miałem gwarancję braku nudy. Pokręciłem się trochę po tej pagórkowatej okolicy, która charakteryzuje się dość średnimi walorami widokowymi. Nie wiem dlaczego, ale te klimaty jakoś nie są kompatybilne z moją wrażliwością. Muszę spróbować się do nich przekonać i dlatego planuję dłuższą eksplorację tych terenów. Dzisiaj to nie był jeszcze ten czas, więc skręciłem w stronę Nowej Huty, a następnie wróciłem do domu.



Szorcik drugi

Niedziela, 7 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
3 84 1979
Data
7 czerwca 2026
Niedz. 14:27 16:16
Rower
Ridley Falcn
3 11 79
Kalorie
1090kcal
Czas
1:40:45
50
1291
0:24 0:20 0:00
Dystans
46.81km
47
1164
9.95 10.43
Prędkość
27.88km/h
11
436
24.6 31.0 49.1
Kadencja
86rpm
113
Tętno
133bpm
154
Moc
194W
30
238
157 153 596
TSS
112
49
459
Przewyższenia
308m
30
879
       264
Nachylenie
+ 3.1% - 2.9%
+ 6.3 - 6.3
Temperatura
30.1°C
27.0 34.0

Dzisiaj był dzień z gatunku „nie chce mi się nigdzie wychodzić”. Nie czułem się na siłach, aby pojechać gdzieś dalej, a niedzielna jazda w miejskich klimatach nie należy do przyjemności. To czas rodzinnych spokojnych wycieczek rowerowych, więc trzeba bardzo uważać i powstrzymać swoje zapędy do szybkiej jazdy. Jest oczywiście alternatywa i zamiast korzystać z dróg dla rowerów, można poruszać się po drogach, które w niedzielę są w miarę spokojne. Ostatecznie wybrałem właśnie ten wariant.



Szorcik

Sobota, 6 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
2 83 1978
Data
6 czerwca 2026
Sob. 16:37 18:50
Rower
Ridley Falcn
2 10 78
Kalorie
1488kcal
Czas
2:11:47
35
892
0:32 0:23 0:00
Dystans
63.45km
33
687
13.20 12.89
Prędkość
28.89km/h
2
269
24.7 32.6 56.6
Kadencja
86rpm
119
Tętno
133bpm
158
Moc
203W
7
107
165 181 618
TSS
160
29
343
Przewyższenia
449m
13
516
       334
Nachylenie
+ 3.4% - 3.5%
+ 9.2 - 6.9
Temperatura
24.4°C
21.0 27.0

Popołudniu wróciliśmy z weekendowego wyjazdu w okolicach Sandomierza. Sporo wędrowaliśmy po tamtejszych okolicach i chociaż bardzo lubię chodzić, to te wszystkie kilometry sprawiły, że czułem ból w łydkach. Zastanawiałem się nawet, czy jest sens wsiadać na rower, ale… głód jazdy był silniejszy. Zaliczyłem więc spokojną i relatywnie krótką przejażdżkę przez Niepołomice do Szarowa i z powrotem do Krakowa.



Kombinacja wtorkowa

Wtorek, 2 czerwca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
1 82 1977
Data
2 czerwca 2026
Wt. 15:02 18:15
Rower
Ridley Falcn
1 9 77
Kalorie
1937kcal
Czas
3:03:28
19
427
0:40 0:28 0:00
Dystans
83.53km
18
413
14.34 15.04
Prędkość
27.32km/h
23
536
21.4 31.6 52.7
Kadencja
85rpm
112
Tętno
130bpm
152
Moc
189W
48
350
153 174 648
TSS
193
18
262
Przewyższenia
522m
10
407
       307
Nachylenie
+ 3.6% - 3.5%
+ 9.7 - 9.9
Temperatura
26.5°C
23.0 31.0

Od czasu do czasu tak mam, że nie mam… pomysłu na trasę. Zrobiłem więc to, co zawsze w takiej sytuacji, czyli ruszyłem przed siebie z myślą, że potem się zobaczy. Okazało się, że była to słuszna koncepcja. Jadąc na wschód, w pewnym momencie pomyślałem, że dobrze byłoby skierować się na południe od drogi krajowej 94 i dalszą część jazdy poprowadzić mocno pagórkowatymi drogami. To był strzał w dziesiątkę, bo sam nie pamiętam, kiedy ostatni raz tamtędy jechałem. Nie było więc mowy o rutynie i beznamiętnym nabijaniu kilometrów. Jazda z gatunku „góra-dół” dawała mi dużo frajdy, tym bardziej, że wszystkie podjazdy „wchodziły” podejrzanie gładko. Pagórkowaty profil skończył się w Książnicach, skąd pojechałem do Targowiska i dalej na północ w stronę Puszczy Niepołomickiej. Mógłbym napisać, że od tego momentu zaczęła się rutynowa część trasy, ale dzisiaj tego tak nie odbierałem. Nadal cieszyłem się każdym pokonanym kilometrem, tym bardziej, że w tym tygodniu to prawdopodobnie moja pierwsza i ostatnia aktywność.

Bodzanów.
Bodzanów.