Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Czwartek na 104%

Czwartek, 21 kwietnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
8 43 829
Data
21 kwietnia 2016
Czw. 16:03 19:46
Rower
Ridley Fenix
6 6 151
Kalorie
1867kcal
Czas
3:33:11
39
261
0:54 0:41 0:04
Dystans
104.12km
36
197
23.98 20.56
Prędkość
29.30km/h
27
197
26.6 29.7 60.4
Kadencja
94rpm
128
Tętno
142bpm
159
Przewyższenia
817m
38
174
       327
Nachylenie
+ 3.4% - 4.1%
+ 10.5 - 16.6
Temperatura
15.1°C
12.0 17.0

Zaprawdę powiadam Wam, piękne było to czwartkowe popołudnie, a do pełni szczęścia zabrakło jedynie nieco wyższej temperatury i nieco słabszego wiatru. Na przejażdżkę wybrałem się zgodnie z powszednim harmonogramem, czyli wczesnym popołudniem. Zdążyłem nawet przygotować plan trasy, który zakładał przejechanie stu kilometrów. Tradycyjnie czułem przecież przejmujący głód jazdy, wzmożony trzema dniami „urlopu” od roweru.

Początek był dość standardowy, bo w końcu na ile różnych sposobów można wyjechać spod domu? Pojechałem do Kosocic, zjechałem do ulicy Myślenickiej, a potem pojechałem do Lusiny. Tam jednak nie skręciłem w stronę Swoszowic, ale w przeciwną, mając zamiar dojechania do wsi Gaj. Droga wznosiła się ku górze, początkowo bardzo delikatnie, a potem już zdecydowanie wyraźniej. Nie zamierzałem dojeżdżać na wprost do zakopianki, lecz mniej więcej w połowie wsi skręciłem na północ. To nie był dobry pomysł, bo kilkusetmetrowy odcinek drogi, którą przyszło mi jechać, jakkolwiek był asfaltowy, to jednak jego nawierzchnia pamiętała czasy towarzysza Edwarda Gierka. Po dotarciu do zakopianki, przeprawiłem się na drugą jej stronę. Celowo użyłem tego słowa, bo jeśli ktoś pomyślałby, że mogłem po prostu przejść przez przejście dla pieszych, byłby w błędzie. Przejście owszem jest, a ja nawet zsiadłem z roweru, aby być w zgodzie z przepisami. Jednak dotarcie na drugą stronę wymaga połączonych: refleksu, szybkości, odwagi, determinacji, szczęścia i… bożej opieki. Skoro piszę, to znaczy, że mi się udało…

Dojechałem do Skawiny i pojechałem drogą 44 na zachód. Szybko tego pożałowałem, bo nie jest to szlak, na którym można byłoby się odprężyć. Duży ruch, a na dodatek cała masa idiotów, którym wydaje się, że pół metra odstępu przy wyprzedzaniu spokojnie wystarczy. Znamienne, że większość tych kierowców to mieszkańcy małych miejscowości, dla których auto nadal jest wyznacznikiem statusu społecznego, dając błędne przekonanie o ich wyższości: „Z drogi! Tera ja jade!”. Z ulgą zjeżdżałem z głównej drogi w Wielkich Drogach, ale ulga długo nie trwała, bo okazało się, że most nad Kanałem Łączańskim jest remontowany i musiałem się wrócić ponad trzy kilometry.

Po drugiej stronie kanału rozpoczął się drugi etap przejażdżki. Minąłem wsie o romantycznych nazwach Ochodza, Przeryta, Kopanka Druga, Kopanka i znów pojawiłem się w Skawinie. Potem pojechałem do Tyńca i jadąc wzdłuż Wisły, dotarłem do Mostu Zwierzynieckiego. Koniec jazdy? Ależ skąd. Przejechałem na drugą stronę i pojechałem do Piekar, a potem do Liszek. Stamtąd dotarłem do Cholerzyna, a w końcu do Kryspinowa. Dopiero stamtąd wróciłem do centrum Krakowa, a później do domu, realizując w 104% plan na dziś.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)