Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Katar

Wtorek, 13 grudnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
5 126 912
Data
13 grudnia 2016
Wt. 14:23 17:11
Rower
Ridley X-Bow
5 52 84
Kalorie
1194kcal
Czas
2:25:28
85
628
0:24 0:24 1:33
Dystans
63.11km
91
615
10.18 10.42
Prędkość
26.03km/h
108
688
24.7 25.3 52.5
Kadencja
87rpm
116
Tętno
134bpm
151
Przewyższenia
301m
115
826
       257
Nachylenie
+ 3.0% - 2.9%
+ 6.6 - 9.7
Temperatura
- 1.6°C
- 4.0 0.0

Do celu, jakim jest pobicie osobistego rekordu rocznego przebiegu, pozostało mi niecałe 250 kilometrów. Szansa więc wciąż jest i nawet mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że to już ostatnia prosta. Moja kalkulacje opierają się jednak na świadomym i całkowitym zaprzeczeniu w możliwość wystąpienia zdarzeń losowych typu: obfite opady śniegu, siarczysty mróz, lub po prostu zwykły katar. A tymczasem…

Na dzisiejszą przejażdżkę wyruszyłem dość wcześnie, fundując sobie przerwę w pracy zdalnej. Było słonecznie, wiatr nie dawał się mocno we znaki i tylko lekki mróz wydawał się nie sprzyjać rowerowym igraszkom. Jechałem więc, zakładając, że spokojnie dorzucę do statystyk kolejne kilkadziesiąt kilometrów. Do zmierzchu szło mi całkiem nieźle, ale potem, gdzieś w okolicy trzydziestego kilometra, zaczęło się robić chłodniej. Nie jakoś dramatycznie, ale delikatnie. Najpierw temperatura spadła do około -2 °C, potem do około -4 °C. O tej porze roku to normalne. W ogóle się tym nie przejąłem, bo przecież byłem dobrze ubrany. Narzekałem tylko na dłonie. Nie mam pojęcia, dlaczego pomimo faktu posiadania solidnych, zimowych rękawiczek, moje dłonie po pewnym czasie zaczynają mocno marznąć. Poradziłem sobie z tym, ruszając palcami i przywracając w ten sposób właściwe krążenie, ale faktem jest, że na dłuższe eskapady w mroźne dni muszę wymyślić coś lepszego. W końcu, zadowolony z siebie, po przejechaniu ponad sześćdziesięciu kilometrów, wróciłem do domu.

Tutaj teoretycznie mógłbym zakończyć, ale to właśnie w domu czekał mnie przykry epilog o złowieszczym dla mężczyzny imieniu „katar”. Przyszedł znienacka, niepodziewanie, bez żadnego ostrzeżenia. Zupełnie tak, jak stan wojenny, którego 35 rocznica przypada właśnie dzisiaj. Uderzył i powalił bezbronnego, internując go we własnym mieszkaniu, z paczką chusteczek pod ręką i nosem czerwonym jak sztandar komunisty. Ostatnio słyszałem, że mężczyzna nie choruje, tylko walczy o życie. Ja mam tak właśnie w przypadku kataru. Nienawidzę go!

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)