Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Ostatni raz jesienią

Wtorek, 20 grudnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
7 128 914
Data
20 grudnia 2016
Wt. 15:41 18:26
Rower
Ridley X-Bow
7 54 86
Kalorie
1266kcal
Czas
2:33:07
79
570
0:23 0:25 2:45
Dystans
66.37km
86
561
9.62 10.76
Prędkość
26.01km/h
109
691
24.5 25.6 38.9
Kadencja
88rpm
115
Tętno
133bpm
150
Przewyższenia
312m
113
796
       237
Nachylenie
+ 3.3% - 2.9%
+ 8.6 - 6.4
Temperatura
- 0.2°C
- 1.0 1.0

To była moja ostatnia jesienna przejażdżka w tym roku. Jutro muszę pomyśleć o zbliżających się świętach, a pojutrze będzie pierwszy dzień zimy. Dzisiaj pracowałem w tradycyjny sposób, czyli nie zdalnie w domu, ale w siedzibie firmy. Nawiasem mówiąc, nie wiem, czy słowo „tradycyjny” jest tutaj odpowiednie, bo to właśnie praca zdalna powoli staje się – mówiąc słowami z „Misia” – nową, świecką tradycją. Tak czy owak, pracowałem poza domem, co wiązało się z koniecznością popołudniowego doń powrotu. Nie miałem więc szans, aby załapać się choćby na resztki dnia, i moja ostatnia jesienna przejażdżka rozpoczęła się już po zachodzie słońca. W zapadającym wieczorze pojechałem do Zakrzowa. Tam skręciłem na północ i jadąc pośród ciemnych pól wąską, ciemną drogą, dotarłem do jasności znaczonej ulicznymi latarniami na przedmieściach Niepołomic. A potem wróciłem do Krakowa, przejechałem przez samo centrum, okrążyłem Błonia i spokojnie wróciłem do domu.

Sądzę, że w kwestii moich szans na pobicie osobistego rekordu rocznego przebiegu nadszedł już moment, w którym mogę przejść od umiarkowanego optymizmu do optymizmu. Niecałe sto jedenaście kilometrów dzieli mnie od sukcesu. Sukces, to fajna sprawa. Nawet wtedy, a można przede wszystkim wtedy, gdy nie da się go przeliczyć na prawne środki płatnicze. Pod tym względem mijający rok był dla mnie szczególny, bo przełomy dokonywały się nie tylko w świecie mojej rowerowej pasji, ale sięgały sfery duchowej. Do pełni szczęścia zabrakło chyba tylko jednego – sukcesu w mojej pracy zawodowej, docenienia tego, co robię, potwierdzenia, że to jest ważne i potrzebne. Tymczasem odnoszę wrażenie, że wykonałem kawał porządnej i nikomu niepotrzebnej roboty. Cóż, takie jest życie. Durowe akordy przeplatają się z molowymi…

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)