Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Plusy dodatnie, plusy ujemne

Środa, 1 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
1 92 1010
Data
1 listopada 2017
Śr. 9:52 12:15
Rower
Ridley X-Bow
1 25 115
Kalorie
1543kcal
Czas
2:12:33
61
793
0:17 0:19 0:00
Dystans
61.16km
60
662
7.30 8.99
Prędkość
27.68km/h
51
415
25.7 27.4 43.2
Kadencja
86rpm
130
Tętno
146bpm
165
Przewyższenia
260m
92
929
       236
Nachylenie
+ 3.6% - 2.9%
+ 6.6 - 6.3
Temperatura
8.5°C
8.0 9.0

Wraz ze zmianą czasu na zimowy, symbolicznie skończył się dla mnie także czas roweru szosowego, a rozpoczął sezon przełajowy. Zgodnie z prawidłami, przesiadłem się więc na adekwatny do nowych wyzwań sprzęt, czyli na rower przełajowy. Myliłby się jednak ten, kto myślałby, że oto zaraz zapuszczę się w dziewiczy teren, znaczony błotem, żwirem, piachem, kamieniami i plątaniną polnych dróg. To nigdy nie był mój świat – nawet w czasach, gdy poruszałem się wyłącznie rowerem MTB. Może czasem ucieknę gdzieś pomiędzy drzewa, by napawać się ciszą i spokojem, ale pewnie będą to sporadyczne przypadki. Moim żywiołem nadal pozostanie asfalt, który jesienią i zimą często jest mokry, śliski, zaśnieżony. No i jeszcze obficie posypany solą. Rower przełajowy jest w tych warunkach niezastąpiony. Szersze opony zdecydowanie lepiej sprawdzą się na śliskiej nawierzchni i na śniegu. A jeśli będzie potrzeba, to zmieszczą się jeszcze szersze z głębszym bieżnikiem. Przed solą nie ucieknę, ale ewentualne zniszczenia w rowerze przełajowym są mniej bolesne finansowo niż w wypasionej szosówce.

Czy lubię ten czas chłodu, deszczu i śniegu? I tak i nie. Tak, bo jest po prostu inaczej i drogi, które znam z lata na tle pełnych zieleni krajobrazów, wyglądają teraz całkowicie odmiennie – szaro, smutno, ale mimo to ekscytująco. Nie, bo dzień jest krótki i popołudniowe przejażdżki po pracy są równoznaczne z jazdą w ciemności. Tak, ponieważ mogę jechać po drogach, które zazwyczaj omijam, bo mają gorszą nawierzchnię, albo są to po prostu ścieżki rowerowe, po których jakoś nie przystoi poruszać się rowerem szosowym. Nie, bo jest zimno i przejechanie większego dystansu w tych warunkach jest o wiele trudniejsze. Są więc, jak powiedziałby klasyk, plusy dodatnie i plusy ujemne.

Dzisiaj miałem zaledwie przedsmak tego, co czeka mnie w nadchodzących miesiącach. Kilka stopni powyżej zera i silny zachodni wiatr nie stanowiły specjalnego wyzwania. Zwłaszcza, że było sucho. Cieszyłem się więc jazdą, tym bardziej, że była to pierwsza okazja do przekonania się, czy Ridley X-Bow, któremu zafundowałem niedawno gruntowny przegląd, jest w pełni gotowy do nowych jesienno-zimowych wyzwań. Jest gotowy. Ja też. Czyli, jak powiedziałby inny klasyk, alleluja i do przodu…


Nad Wisłą.
Nad Wisłą.
Już nadszedł czas roweru „zimowego”.
Już nadszedł czas roweru „zimowego”.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)