Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Krótka historia czasu

Wtorek, 19 grudnia 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
7 108 1026
Data
19 grudnia 2017
Wt. 14:12 16:10
Rower
Ridley X-Bow
7 41 131
Kalorie
1171kcal
Czas
1:45:33
84
1122
0:17 0:17 0:31
Dystans
43.77km
87
1099
6.71 7.11
Prędkość
24.88km/h
102
881
23.5 24.4 36.0
Kadencja
87rpm
114
Tętno
142bpm
160
Przewyższenia
200m
105
1102
       238
Nachylenie
+ 3.0% - 2.8%
+ 5.9 - 4.9
Temperatura
- 1.5°C
- 2.0 - 1.0

Mam dziwne odczucie, że brakuje mi czasu. Jest kilka teorii, które to tłumaczą. Dwie znam. Po pierwsze, podobno czasu nie mają ci, którzy źle go sobie organizują. Po drugie, w moim wieku czas biegnie szybciej. Ja jednak przychylam się ku twierdzeniu, że mam po prostu za wiele pomysłów. Koniec roku, więc w pracy mam dużo… pracy, ale to wciąż moja pasja. Niezależnie od pory roku jeżdżę na rowerze, mój podstawowy rower przygotowuję do kolejnego sezonu, staram się regularnie publikować na blogu, przymierzam się do zrobienia małego remontu w moim mieszkaniu, zaangażowany jestem w działalność Kościoła (to normalne w kościołach protestanckich), no i zbliżają się święta, które same też się nie zrobią. W sumie fajnie jest, chociaż czasem mam ochotę trochę poleniuchować. Ale gdy już przychodzi taki leniwy dzień, gdy nic nie trzeba robić, czuję się chyba jeszcze dziwniej niż wtedy, gdy mój kalendarz jest wypełniony po brzegi. Co ciekawe, wcale nie mam poczucia życia w biegu. Ot, po prostu, mam co robić.

Dzisiaj też miałem co robić, więc absolutnie świadomie i dobrowolnie wyskoczyłem na dość krótką wycieczkę. Miałem zamiar sprawdzić łatwą trasę, z której być może będę korzystał, gdy śniegi zasypią Małopolskę, a lody skują rzeki. Ów szlak wydaje się bezpieczny, bo w dużej części biegnie drogami dla rowerów. A wygląda tak… Najpierw ulicą Aleksandry dojechałem do Ćwiklińskiej, a potem wskoczyłem na ścieżkę rowerową, którą podążałem kolejno przez Teligi, Wielicką i Limanowskiego. Tamże wjechałem na ścieżkę rowerową przy Wiśle i dotarłem nią do obwodnicy Krakowa, lub – jak kto woli – do Stopnia Wodnego Kościuszko. Przejechawszy na drugi brzeg, wróciłem do Mostu Zwierzynieckiego, przejechałem po nim i znów pojawiłem się na tej samej ścieżce rowerowej. Dojechałem nią do Zabłocia, a potem do Kuklińskiego, a potem do Saskiej, a potem do kładki w Płaszowie, która zaprowadziła mnie do Wielickiej. Pojawiłem się więc w tym samym miejscu, co mniej więcej godzinę wcześniej i dokładnie tą samą drogą wróciłem do punktu początkowego.

I to byłoby na tyle…


Skałka.
Skałka.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)