Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Taniec w Słońcu

Środa, 12 czerwca 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
8 132 1246
Data
12 czerwca 2019
Śr. 6:09 11:31
Rower
Ridley Helium SLX
7 15 15
Kalorie
2568kcal
Czas
4:50:23
4
31
0:25 0:23 0:00
Dystans
145.62km
4
14
12.16 11.47
Prędkość
30.09km/h
30
86
28.5 29.6 51.5
Kadencja
92rpm
116
Tętno
123bpm
145
Moc
165W
198
552
142 176 624
TSS
250
20
91
Przewyższenia
394m
52
595
       242
Nachylenie
+ 3.2% - 3.5%
+ 6.2 - 6.4
Temperatura
26.8°C
19.0 35.0

Ponieważ natura uparła się, aby zaimplementować algorytm piekarnika w rzeczywistym świecie (wybaczcie proszę ten informatyczny język), musiałem znaleźć jakiś sposób na obejście „zabezpieczeń”. W końcu po to zafundowałem sobie krótki urlop, aby najeździć się za wszystkie czasy, a nie siedzieć w domu i narzekać, że jest za dobra pogoda. Problem upału rozwiązałem w sposób oczywisty. Nie mogłem zmienić pogody, ale mogłem zmienić czas jazdy. Opcje były dwie: wieczór lub świt. Pierwszą z nich odrzuciłem, bo dłuższe trasy wymagają dłuższego czasu, a poza tym w nocy niewiele widać, a ja lubię karmić moje zmysły pięknymi widokami. Wybrałem zatem wczesną pobudkę. Ja na szczęście nie mam z tym problemu i niczym skowronek zerwałem się z łóżka o godzinie 5:00. Szybkie i lekkie śniadanie, kawa, poranna toaleta, krem Assos Chamois na „wiadomo co” i byłem gotowy do drogi. A… i jeszcze jedno. Do koszyków powędrowały dwa pełne bidony po 750 ml wody każdy, a do kieszonek na koszulce dwie półlitrowe butelki mineralnej jako rezerwa na czarną godzinę. Zabawne, że angielskim odpowiednikiem powiedzenia „na czarną godzinę” jest „for rainy days” – deszczowy dzień raczej mi dzisiaj nie groził.

Plan był prosty jak przysłowiowa konstrukcja cepa, a ślad trasy przy dużej dozie wyobraźni nawet ów cep przypominał. Zamierzałem po raz kolejny pojechać Wiślaną Trasą Rowerową, ale dotrzeć znacznie dalej niż poprzednim razem. Jeśli byłaby taka szansa, to aż w okolice Ujścia Jezuickiego, gdzie Dunajec wpada do Wisły. Jazda o świcie to była „bajunia”, jak zapewne powiedziałby Gustav ze znanego kanału na yt. Temperatura oscylowała w okolicach 18 °C, a więc było czym oddychać, a i energii w tych warunkach nie brakowało. Szybko pokonywałem kolejne kilometry, ciesząc się jazdą, bujną zielenią, fantastyczną pogodą i – na pewnym etapie – widokiem Wisły po mojej lewej stronie. Wydawało się, że mógłbym tak jechać w nieskończoność, bo spory zapas batonów energetycznych gwarantował, że „paliwa” mi nie zabraknie. Nic jednak nie trwa wiecznie i słoneczko, które sukcesywnie wspinało się coraz wyżej i wyżej, zaczęło regularnie podnosić temperaturę.

Wiślaną Trasą Rowerową dotarłem do Kopaczy Wielkich i po raz pierwszy w życiu zatrzymałem się w Miejscu Obsługi Rowerzystów. Czysto, schludnie, a nawet wszystkie narzędzia były na swoim miejscu. Jak nie w Polsce. Czas krótkiego odpoczynku wykorzystałem, aby zdecydować, co dalej. Do Ujścia Jezuickiego było jeszcze kilkanaście kilometrów. Temperatura powoli dochodziła do 30 °C. Rozsądek zwyciężył. Nic straconego – pomyślałem – będzie pretekst, aby tu jeszcze wrócić. Wsiadłem na rower i pojechałem na południe. Dojechałem do Szczurowej i skręciłem na wschód, oficjalnie rozpoczynając drogę powrotną. Miałem handicap w postaci wschodniego wiatru, więc nie musiałem się specjalnie wysilać. Niestety na dużej części trasy nie mogłem liczyć na zbawienny cień drzew, więc zacząłem odczuwać pierwsze skutki upału. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, bo w Świniarach skręciłem na południe, dojechałem do Mikluszowic i na kilkanaście kolejnych kilometrów ukryłem się w bezpiecznym cieniu Puszczy Niepołomickiej. Miałem nawet pomysł, aby zatrzymać się i chwilę odpocząć, ale niestety nie było to możliwe. Dlaczego? Plaga komarów, moi mili, plaga komarów…

Daruję sobie opis dalszej części trasy. Z Niepołomic do Krakowa jeździłem już tak wiele razy, że mógłbym to chyba zrobić z zamkniętymi oczami. Gdy podjeżdżałem pod dom, licznik pokazywał ponad 145 kilometrów, a w bidonie pozostał ostatni łyk życiodajnego płynu. Za to w lodówce czekała na mnie zimna, bardzo zimna, wręcz lodowata Coca-Cola.

Byłbym zapomniał. Pamiętacie instrumentalny utwór zespołu Kombi pt. „Taniec w Słońcu”? Jakoś tak mi się dzisiaj przypomniał i uznałem, że pasuje do treści.

Widok Wisły jest raczej czymś normalnym na Wiślanej Trasie Rowerowej.
Widok Wisły jest raczej czymś normalnym na Wiślanej Trasie Rowerowej.
Idealne miejsce dla lubiących samotność.
Idealne miejsce dla lubiących samotność.

Pozdrowienia z Kopaczy Wielkich.
Pozdrowienia z Kopaczy Wielkich.
Dwór Kępińskich w Szczurowej.
Dwór Kępińskich w Szczurowej.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)