Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Jest moc

Poniedziałek, 17 czerwca 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
11 135 1249
Data
17 czerwca 2019
Pon. 15:35 19:12
Rower
Ridley Helium SLX
10 18 18
Kalorie
1956kcal
Czas
3:28:59
29
252
1:15 0:49 0:00
Dystans
102.25km
38
211
31.39 28.14
Prędkość
29.36km/h
51
180
24.9 33.9 59.7
Kadencja
92rpm
123
Tętno
127bpm
151
Moc
201W
45
113
153 189 679
TSS
258
17
72
Przewyższenia
1058m
9
72
       385
Nachylenie
+ 3.4% - 3.8%
+ 13.1 - 11.5
Temperatura
23.0°C
21.0 27.0

Dzisiaj był idealny czas dla roweru. „The power’s back” chciałoby się powiedzieć. Wystarczyła krótka przerwa w upałach, aby w cudowny sposób powróciła moc. Nie oszczędzałem się. Nawet rozgrzewka została zaliczona na kosocickich pagórkach, a więc już od początku miałem dosłownie i w przenośni pod górkę. Zanim na dobre wyjechałem z Krakowa, musiałem „powalczyć” z remontem ulicy Myślenickiej, poruszając się po niezbyt przyjaznej nawierzchni ziemno-żwirowo-kamienistej. No cóż, Kraków jest obecnie jednym wielkim placem budowy i w którymkolwiek kierunku nie pojechałbym, zawsze trafię na remont. Gdy już uporałem się z przeciwnościami natury drogowej, pojechałem do Świątnik Górnych, a następnie do Gorzkowa, Koźmic Małych i w końcu zjechałem do Dobczyc. Stamtąd podążyłem do Stadnik z zamiarem dotarcia do Gdowa, ale zmieniłem plany, gdy nieopodal głównego szlaku zauważyłem drogę, która podejrzanie stromo wznosiła się ku szczytowi jednego ze wzgórz. Pomyślałem, że to dobry czas, aby przekonać się, czy noga naprawdę „podaje”. Wspomniana droga okazała się podjazdem do wsi Stryszowa i nachylenie sięgało miejscami 14%. Starałem się jechać w miarę dynamicznie, zachowując jednocześnie siły na potem, bo w mojej głowie rodził się plan, aby nie ułatwiać sobie życia (czyt. jazdy) w dalszej części dzisiejszej eskapady. Zgodnie z logiką natury, nagrodą za pokonanie podjazdu był zjazd – tym razem przez Zręczyce do drogi numer 966. Nie miałem ani trochę dość, więc pojechałem do Łapanowa, czyli – przekładając to na język „rowerowy” – musiałem zmierzyć się z kolejnymi podjazdami, a zwłaszcza z malowniczymi, choć niezbyt okazałymi serpentynami przez samym Łapanowem. Potem było już zdecydowanie łatwiej i dość rutynowo. Ubrzeź, Wieruszyce, Chrostowa, Siedlec i dojazd do drogi krajowej 94. Następnie Targowisko, Dąbrowa, Staniątki, Zakrzów, Węgrzce Wielkie i można powiedzieć, że byłem w domu.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)