Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Niedzielnie

Niedziela, 23 czerwca 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
14 138 1252
Data
23 czerwca 2019
Niedz. 14:29 17:58
Rower
Ridley Helium SLX
13 21 21
Kalorie
2002kcal
Czas
3:24:53
37
291
0:57 0:42 0:00
Dystans
104.14km
31
170
24.33 24.38
Prędkość
30.50km/h
16
47
25.3 34.0 57.9
Kadencja
94rpm
118
Tętno
133bpm
162
Moc
195W
63
168
158 176 731
TSS
242
23
106
Przewyższenia
822m
19
162
       322
Nachylenie
+ 3.4% - 3.4%
+ 12.5 - 10.1
Temperatura
27.5°C
25.0 30.0

Nieszczególnie lubię jeździć w niedzielę, a jeśli już, to staram się unikać najbardziej popularnych szlaków rowerowych. To dzień wolny, a więc ruch rowerowy jest zdecydowanie większy niż w tygodniu, co delikatnie narusza moją potrzebę samotności. Oprócz tego na drogach jest więcej niż zwykle przysłowiowych niedzielnych kierowców, dla których już sam fakt prowadzenia samochodu jest wyzwaniem, a co dopiero tak trudne manewry jak wyprzedzanie rowerzystów z zachowaniem bezpiecznego odstępu. Często o tym wspominam, bo to wciąż jest problemem, który – mam wrażenie – staje się coraz większy, zamiast zanikać. Jeśli zatem wskakuję na rower niedzielną porą, to raczej uciekam w jakieś spokojne miejsca. Dzisiaj jednak złamałem moje niepisane zasady i wczesnym popołudniem rozpocząłem moją kolejną rowerową przygodę od dojazdu do Skawiny. Następnie skierowałem się na Wiślaną Trasę Rowerową, którą kolejny już raz dojechałem do Łączan. Po drodze spotykałem oczywiście całe rzesze rowerzystów, ale widocznie moja potrzeba samotności była dzisiaj mniejsza niż zwykle, bo zupełnie mi to nie przeszkadzało. Kolejnym punktem na trasie był Ryczów, gdzie skręciłem w stronę Krakowa, co skutkowało natychmiastowym zderzeniem się z… przeciwnym wiatrem. Poruszałem się drogą krajową 44, której generalnie nie lubię, ale dzisiaj czułem się na niej w miarę bezpiecznie. Dojechałem do Skawiny, a potem wpadłem na pomysł, aby utrudnić sobie życie podjazdem do Libertowa. To nie było ostatnie wyzwanie, bo chęć zaliczenia setki sprawiła, że do planu trasy musiałem dorzucić jeszcze Wieliczkę, co było równoznaczne z koniecznością pokonania podjazdu na ulicy Sawiczewskich. No ale potem to już było głównie z górki i wkrótce zameldowałem się w miejscu, w którym trzy i pół godziny wcześniej rozpoczynałem eskapadę.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)