Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Dobre zakończenie czerwca

Sobota, 29 czerwca 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
17 141 1255
Data
29 czerwca 2019
Sob. 12:04 16:08
Rower
Ridley Helium SLX
16 24 24
Kalorie
2153kcal
Czas
3:50:27
15
114
1:16 0:53 0:00
Dystans
109.31km
22
107
32.06 28.30
Prędkość
28.46km/h
76
324
25.2 32.0 70.3
Kadencja
91rpm
124
Tętno
130bpm
154
Moc
194W
70
185
151 192 685
TSS
272
13
48
Przewyższenia
1032m
14
81
       460
Nachylenie
+ 3.2% - 3.7%
+ 11.4 - 14.4
Temperatura
29.2°C
27.0 33.0

Subtelna sobotnia przerwa od gorąca miała zostać spożytkowana na zaliczenie raczej spokojnej jazdy po płaskim. Piątkowy wieczór i część nocy spędziliśmy bowiem u mojego siostrzeńca, więc nie byłem do końca pewien, czy dysponuję odpowiednimi zasobami energii, aby zrealizować bardziej ambitny plan.

Widok z okolic Fortu Marszowiec.
Widok z okolic Fortu Marszowiec.
Skoro miało być płasko, więc na dzień dobry skierowałem się do Nowej Huty, którą od bardzo dawna pomijam w moich rowerowych planach. Nie był to do końca dobry pomysł, bo w Nowej Hucie jest sporo ścieżek rowerowych, po których niestety – w myśl przepisów – musiałem jechać. Niestety, bo część z nich jest już lekko zdegradowana, na większości leżą „ciała obce” w postaci kamyków lub gałęzi, a nawierzchnia niektórych zrobiona jest z kostki, za którą szosowcy raczej nie przepadają. Dlatego poczułem wielką ulgę, gdy już dojechałem do ulicy Powstańców i nareszcie mogłem jak człowiek poruszać się po asfalcie. Droga z Brzoskwini.
Droga z Brzoskwini.
Pożegnałem Nową Hutę, dotarłem do Alei 29 Listopada i tam wpadłem na pomysł, aby jednak trochę poimprowizować, co było jednoznaczne z porzuceniem planu relaksacyjnej jazdy. Pojechałem przez Witkowice do Bibic, następnie zjechałem do Zielonek, wróciłem do Krakowa i ulicą Łokietka pojechałem w stronę Giebułtowa. Zignorowawszy znak zakazu ruchu, przejechałem kilkadziesiąt metrów remontowaną drogą, aby finalnie znaleźć się na drodze krajowej 94 i „popędzić” w stronę Olkusza. Słowo „popędzić” należy jednak traktować z dużym przymrużeniem oka, bo po pierwsze, jechałem pod górę, po drugie, jechałem pod wiatr, który – to po trzecie – był wystarczająco silny, aby odbierać sporą część radości z jazdy. Kilometrów przybywało wolno, ruch samochodowy był okrutny, więc o odprężeniu nie było mowy. W ten sposób dotarłem do Brzegów, gdzie skręciłem w stronę Doliny Będkowskiej. Dopiero tam miałem święty spokój i mogłem rozkoszować się jazdą pośród malowniczych krajobrazów podkrakowskich dolinek. Kolejnym punktem na mapie była Rudawa, a następnie Nielepice, przed którymi musiałem zaliczyć krótki, ale dość wymagający podjazd. Potem był oczywiście zjazd, po którym musiałem zmierzyć się z ostatnim „treściwym” podjazdem przez Brzoskwinię w stronę autostrady A4. Tam rozpocząłem powrót, zjeżdżając do Krakowa przez Chrosną, Morawicę i Balice.

Po powrocie okazało się, że przewyższenia kolejny raz przekroczyły tysiąc metrów, a więc chyba całkiem nieźle jak na przejażdżkę, która miała być spokojna i niewymagająca. Dystans też był całkiem zacny. To dobre zakończenie czerwca.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)