Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Eksterminacja wirusa

Sobota, 6 lipca 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
2 143 1257
Data
6 lipca 2019
Sob. 11:19 14:59
Rower
Ridley Helium SLX
2 26 26
Kalorie
1895kcal
Czas
3:25:39
35
284
0:39 0:33 0:00
Dystans
102.42km
35
205
18.21 17.16
Prędkość
29.88km/h
38
117
27.5 30.9 64.3
Kadencja
93rpm
127
Tętno
136bpm
159
Moc
181W
142
380
149 194 706
TSS
211
39
172
Przewyższenia
542m
35
361
       272
Nachylenie
+ 3.0% - 3.2%
+ 9.0 - 8.4
Temperatura
31.1°C
27.0 35.0

Dzisiejszą przejażdżkę rozpoczynałem z więcej niż lekkim niepokojem. Dwa dni temu dopadł mnie jakiś wirus, który objawił się pod postacią zatrucia pokarmowego. Dodatkową „atrakcją” były zaburzenia równowagi i… choroba morska. Nie mogłem normalnie funkcjonować i musiałem leżeć, ale wyłącznie na boku lub na brzuchu. Próba położenia się na plecach powodowała natychmiastowe nudności i poczucie, że „okręt tonie”. Dwa dni odżywiałem się wyłącznie sucharami i straciłem dwa kilogramy, co przy mojej aktualnej wadze nie jest pożądane. Wczoraj było lepiej, dzisiaj prawie całkiem  dobrze, ale wciąż czułem się osłabiony i nawet zastanawiałem się, czy dobrym pomysłem jest wsiadanie na rower. Pomyślałem jednak, że mała przejażdżka nie zaszkodzi i tuż przed południem ruszyłem przed siebie.

Wróżbici od pogody pokręcili bębnem maszyny losującej i wylosowali pogodę na dzisiaj. Przepowiedzieli, że będzie chłodno. Oczywiście pomylili się. Temperatura oscylowała w okolicy 30 °C. Jednak bardziej wkurzający od temperatury był wiatr. Prognoza, czy może raczej wróżba, mówiła coś o 15 m/s. Na mój gust porywy były znacznie silniejsze. A ja byłem przecież słabszy. Mimo to dzielnie parłem pod wiatr na zachód, wiedząc, że powrót będzie znacznie przyjemniejszy. Paradoksalnie, z każdym przejechanym kilometrem czułem się coraz lepiej. Miałem wrażenie, że wraz z potem wyparowują resztki wspomnianego wirusa. Postanowiłem, że wbrew początkowym planom, pojeżdżę trochę dłużej i trochę dalej. Balice, Morawica, Liszki, Czernichów, Rusocice, Łączany. Dopiero tam przejechałem na drugi brzeg Wisły i rozpocząłem powrót Wiślaną Trasą Rowerową. Zgodnie z przewidywaniami, droga powrotna minęła szybko, łatwo i przyjemnie.

Zsiadając z roweru czułem się o wiele lepiej niż trzy i pół godziny wcześniej. Energia powróciła, a resztki wirusa rozwiał silny wiatr i spaliło gorące słońce.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)