Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Ostro

Piątek, 12 lipca 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
4 145 1259
Data
12 lipca 2019
Pt. 14:30 18:04
Rower
Ridley Helium SLX
4 28 28
Kalorie
2048kcal
Czas
3:22:26
40
306
0:39 0:31 0:00
Dystans
106.29km
27
137
18.10 17.09
Prędkość
31.50km/h
4
10
27.3 32.4 54.9
Kadencja
95rpm
119
Tętno
140bpm
164
Moc
202W
40
100
166 184 731
TSS
254
19
86
Przewyższenia
582m
29
318
       275
Nachylenie
+ 3.2% - 3.5%
+ 7.8 - 9.9
Temperatura
25.7°C
22.0 29.0

Helium w „krzaczorach” ;)
Helium w „krzaczorach” ;)
Trzy dni postu od roweru i niższa temperatura sprawiły, że nie poznałem sam siebie. Kilometry umykały nader sprawnie, podjazdy wydawały się mało wymagające i nawet wiatr nie dawał się we znaki, chociaż uczciwie muszę przyznać, że przez dłuższy czas wiało raczej słabo. Pomysłu na trasę nie miałem, ale gdy człek uzależniony od roweru nie jeździł przez dni trzy, to każda trasa jest ciekawa. Zacząłem dość rutynowo od dojazdu do Zakrzowa i dopiero tam wpadłem na pomysł, aby dotrzeć do drogi krajowej 94 i popędzić nią do Bochni. Okolice Ispiny.
Okolice Ispiny.
Popędzić jest dobrym słowem, bo prędkość rzadko kiedy spadała poniżej 35 km/h. Niestety po dotarciu do Bochni musiałem radykalnie zwolnić, bo nawet w takich relatywnie niewielkich miastach istnieje coś takiego jak wzmożony ruch w piątkowe popołudnie. Prysły marzenia o kosmicznej średniej, ale niezrażony mknąłem dalej. Skręciłem na północ z zamiarem dotarcia do Mikluszowic i wgłębienia się w zaciszną zieleń Puszczy Niepołomickiej, jednak po drodze zmieniłem plany. A co mi tam – pomyślałem. Pojadę do Świniar, potem do Ispiny i tam wskoczę na Wiślaną Trasę Rowerową. Azaliż tak właśnie uczyniłem, chociaż po drodze musiałem zmierzyć się z zamkniętą drogą we wsi Zielona. Drogowcy wpadli na pomysł remontu mostu, ale na szczęście nie zdezintegrowali go całkowicie, więc mogłem przejechać po żwirze i piasku, przekonując się przy okazji, że jazda szosówką po tym ostatnim nie jest dobrym pomysłem. Niewiele brakowało i zaliczyłbym glebę na oczach młodych tubylców płci przeciwnej, co byłoby obciachem na galaktyczną skalę. Gdy już bezpiecznie dotarłem do Ispiny i wjechałem na Wiślaną Trasę Rowerową, pomyślałem, że może już czas, aby nieco zwolnić, odsapnąć, wyluzować i turystycznym tempem wrócić do Krakowa. Odpoczywanie skończyło się po stu metrach i po chwili znów cisnąłem ile 53-letnia fabryka dała. Gdy dotarłem do Niepołomic, zmieniła się pogoda. Zaczęło mocno wiać z zachodu, a na zachód akurat jechałem. Walczyłem z wiatrem, ale dzisiaj noga naprawdę podawała, więc wkrótce dotarłem do domu.

Godzinę później wychodziłem do sklepu i… mało nie spadłem ze schodów. Moje uda bolały mnie tak, jak kiedyś przed laty po pierwszych rowerowych eskapadach. Musiałem dzisiaj jechać naprawdę ostro.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)