Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Złamana zasada

Poniedziałek, 15 lipca 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
5 146 1260
Data
15 lipca 2019
Pon. 14:34 19:03
Rower
Ridley Helium SLX
5 29 29
Kalorie
2415kcal
Czas
4:03:29
13
85
1:33 0:57 0:00
Dystans
120.06km
13
54
37.30 34.44
Prędkość
29.59km/h
45
149
23.9 35.8 74.6
Kadencja
94rpm
122
Tętno
138bpm
158
Moc
200W
50
122
163 188 688
TSS
298
6
19
Przewyższenia
1343m
4
26
       409
Nachylenie
+ 3.6% - 3.9%
+ 12.0 - 13.4
Temperatura
23.8°C
21.0 29.0

Dzisiaj złamałem moją niepisaną zasadę, która kazała mi rutynowo podchodzić do popołudniowych aktywności rowerowych w dniach pracy. Zazwyczaj wybierałem krótsze, łatwiejsze, a przede wszystkim doskonale sobie znane trasy, które niczym zaskoczyć mnie nie mogły i których nie musiałem wcześniej wgrywać do GPS’a. Powielanie tych samych scenariuszy prowadzi do nudy, a nudy nie cierpię. Dlatego dzisiaj zrobiłem zupełnie inaczej i poświęcając kilkanaście minut, zaprojektowałem sobie trasę, o której nie można powiedzieć, że była rutynowa i łatwa.

W Kornatce. Wiszące druty potrafią zepsuć każdy krajobraz.
W Kornatce. Wiszące druty potrafią zepsuć każdy krajobraz.
Zaplanowałem wyjazd tuż po godzinie 14, ale coś mnie tchnęło, aby najpierw zerknąć na moje opony. Prawdę mówiąc, tak właśnie powinno się robić przed każdą jazdą, ale jakoś nie zawsze tego przestrzegam. Sprawdziłem powierzchnię przedniej opony. Była ok. Sprawdziłem tylną i… zrobiło mi się gorąco. Znalazłem sześciomilimetrowe rozcięcie, głębokie na jakieś dwa milimetry. Niby niewielkie, niby opona do końca nie została przebita, ale wystarczyłby zapewne niewielki, ostro zakończony kamyczek lub inny drobiazg, aby dopełnić dzieła zniszczenia. Przez chwilę zastanawiałem się, co zrobić i w końcu doszedłem do jedynego słusznego wniosku, że nie będę ryzykował. Ściągnąłem koło i tymczasowo wymieniłem całkiem nową oponę GP 5000 na wcześniej używaną GP 4000S II. No cóż, czeka mnie nieplanowany wydatek, czego chyba nikt nie lubi.

Zamiast tuż po 14, wyjechałem po 14:30. Początek był doskonale znany, ponieważ udałem się w stronę Świątnik Górnych. Niestety będę musiał wkrótce zmienić typową trasę dojazdu, ponieważ remontowe macki drogowców dotarły w moje okolice i kolejny raz musiałem używać mojej szosówki w sposób typowy dla rowerów górskich. Ze Świątnik Górnych pojechałem przez Letnie barwy w okolicach Droginii.
Letnie barwy w okolicach Droginii.
Gorzków, Kożmice Małe i Dziekanowice do Dobczyc. Przejechałem przez centrum i tam zakończyła się część trasy, którą mógłbym określić słowem „rutynowa”. Skręciłem bowiem w ulicę Stromą i zapewniam Was, że jej nazwa nie wzięła się z niczego. Na relatywnie krótkim odcinku musiałem pokonać ponad 70 metrów przewyższenia. To był dopiero początek, bo moim celem była Kornatka, a następnie Droginia, czyli wsie położone nad Zalewem Dobczyckim. Nieświadomym małopolskiej topografii wyjaśniam, że kolejne kilometry można opisać krótko: góra, dół, góra, dół, góra, dół, itd. A więc zero nudy, czysta przyjemność, sól kolarstwa i… cierpienie dla nóg. Z tym ostatnim trochę przesadzam, bo – będę powtarzał to do znudzenia – zimowe trenowanie cały czas przynosi niesamowite efekty. Podjazdy, które kiedyś stanowiły dla mnie spore wyzwanie, stały się jakby łatwiejsze. I wcale nie chodzi o to, że pokonuję je bez wysiłku, ale o to, że potrafię zapanować nad zmęczeniem, odpowiednio rozłożyć siły, a nawet odpoczywać w trakcie podjeżdżania. Pamiętam, że oglądając wyścigi kolarskie, dziwiłem się, widząc zawodnika, który atakuje na podjeździe, a po odskoczeniu od grupy zwalnia, niejako regenerując się i przygotowując kolejny atak. Ja jeszcze niedawno po takim skoku byłbym już „martwy” i nie tyle zwolniłbym, ile zatrzymałbym się, aby przypomnieć sobie, po co właściwie to robię? Dzisiaj spokojnie, ale jednocześnie energicznie piąłem się w górę, by potem wchłaniać morze endorfin na zjazdach. Faktem jest, że jechałem przez piękne okolice, tym piękniejsze, że ostatni raz w tym miejscu byłem – uwaga – 16 kwietnia 2016 roku. Ponad trzy lata zajął mi powrót w to miejsce. Dlaczego? Myślę, że był to podświadomy lęk przed dużymi przewyższeniami, które wcale nie kończyły się w Droginii. To nie była nawet połowa drogi.

Widok z okolic Zasania.
Widok z okolic Zasania.
Kolejnymi punktami programu były wsie Trzemeśnia, Zasań i Lipnik, a więc znowu w górę, wyżej i wyżej. W porównaniu do poprzedniego odcinka trasy, nie było już dużych wahań wysokości i droga raczej sukcesywnie się wznosiła, niż regularnie wznosiła i opadała. Za Lipnikiem czekał mnie zjazd do Wiśniowej, skąd pojechałem na północ w stronę Dobczyc. To był najłatwiejszy fragment trasy, bo droga delikatnie opadała, więc mogłem odprężyć się, odpocząć i przygotować na ostatnie kilkadziesiąt kilometrów. Końcówka, o ile 40 kilometrów można tak nazwać, miała być raczej łatwa i dość szablonowa. Tyle tylko, że w nogach miałem już ponad kilometr przewyższeń, a ponadto uświadomiłem sobie, że wcale nie jadę w tempie turystycznym, ale cisnę, jakby na mecie miała czekać na mnie koszulka lidera. W Dobczycach skręciłem na wschód, dojechałem do Gdowa, a potem do Niegowici, Brzezia i Dąbrowy. Dopiero tam skręciłem na zachód. Z dwóch cyferek dystansu zrobiły się trzy, a ja miałem przed sobą już tylko skromne dwadzieścia kilometrów. Noga nadal podawała, więc wciąż cieszyłem się jazdą i powrót do domu nie przypominał konduktu żałobnego.

Kończąc aktywność, licznik pokazał 120 przejechanych kilometrów i ponad 1300 metrów przewyższenia. To dobrze, bo mam pewne plany, których na razie nie zdradzę. Ale chyba najbardziej cieszę się z tego, o czym napisałem na początku, że złamałem jakąś bezsensowną zasadę, która w imię minionych słabości, kazała mi ograniczać się w tygodniu do łatwych i na pamięć znanych tras.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)