Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Piątkowe wspinanie

Piątek, 9 sierpnia 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
5 158 1272
Data
9 sierpnia 2019
Pt. 14:24 18:49
Rower
Ridley Helium SLX
5 41 41
Kalorie
2356kcal
Czas
4:11:58
7
63
1:31 1:05 0:00
Dystans
121.70km
8
38
34.53 37.72
Prędkość
28.98km/h
40
175
22.8 34.7 67.3
Kadencja
90rpm
123
Tętno
135bpm
157
Moc
195W
43
96
152 183 784
TSS
296
6
14
Przewyższenia
1315m
4
26
       493
Nachylenie
+ 3.8% - 3.5%
+ 13.8 - 11.4
Temperatura
28.1°C
23.0 33.0

Echo przeszłości w Zegartowicach.
Echo przeszłości w Zegartowicach.
Piątek. Początkowo, jako kibic kolarstwa, zamierzałem obejrzeć transmisję z ostatniego etapu Tour de Pologne, ale ostatecznie rozmyśliłem się. Nie jestem w stanie słuchać komentatorów TVP Sport. Jedynie Bartosz Huzarski, jako były kolarz zawodowy, potrafi mówić mądrze i w sposób interesujący. Poziom merytoryczny pozostałych komentatorów sięgnął dna Rowu Mariańskiego. Mógłbym oczywiście wybrać Eurosport, ale nie oszukujmy się. Tour de Pologne to nie Tour de France, więc transmisje zaczynają się późno i trwają krótko. Tak więc, zamiast popołudnia przed telewizorem, wybrałem jedyną słuszną opcję, czyli popołudnie na rowerze. Żeby jednak był jakiś związek z wyścigiem, zamierzałem tak poprowadzić trasę, aby przebiegała przez rodzinną miejscowość Rafała Majki, czyli Zegartowice.

Ukryty w cieniu, jeden z niewielu domków w Górze Świętego Jana.
Ukryty w cieniu, jeden z niewielu domków w Górze Świętego Jana.
Już sama nazwa Zegartowice oznaczała, że trasa nie będzie należała do tych odprężających, ale zostanie zaliczona do tych, które można określić dwoma słowami: „góra, dół”. W zasadzie tylko początkowe 45 kilometrów było relatywnie łatwe. Tyle właśnie dzieliło mnie od Łapanowa, gdzie rozpoczynały się właściwe wyzwania. Od tej pory przez kolejne 24 kilometry droga wiodła prawie wyłącznie w górę. Na początku delikatnie, subtelnie, spokojnie, jakby usypiając moją czujność. To wszystko brutalnie zmieniło się w Zegartowicach, gdy skręciłem na południe w stronę Góry Świętego Jana. Nachylenie prawie natychmiast przekroczyło 10% i przez kolejne cztery kilometry jeszcze wielokrotnie wartość tę miało przekraczać, miejscami nawet znacznie. Mozolnie piąłem się w górę, ale to nie wyścig, więc starałem się minimalizować wysiłek, bo to nie miał być jedyny podjazd tego dnia. Dotarłem do Góry Świętego Jana, wsi, która składa się z kościoła i kilkunastu, może kilkudziesięciu domów. Za nią czekał na mnie trzykilometrowy zjazd do Szczyrzyca. To była krótka chwila odprężenia przed kolejną wspinaczką.

Wyjazd z Góry Świętego Jana.
Wyjazd z Góry Świętego Jana.
W promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Krakowa niewiele jest dróg, których nie przemierzałem. Droga od Szczyrzyca do Wierzbanowej była właśnie jedną z nich. Siedem kilometrów w górę po nieznanej wcześniej drodze to ekscytujące przeżycie, chociaż miejscami dość bolesne dla nóg, które od czasu do czasu muszą się zmierzyć z kilkunastoprocentowym nachyleniem. Zwłaszcza ostatnie pół kilometra podjazdu było bardzo wymagające. A potem otrzymałem nagrodę za mój wysiłek. Co góra zabrała, musiała oddać, więc pędziłem w dół do Wiśniowej, a potem w stronę Dobczyc. Nareszcie mogłem się odprężyć i dać odpocząć nogom. To było ważne, bo za Dobczycami czekało na mnie jeszcze kilka, może nie tak wymagających, ale jednak podjazdów – taki mały deser na zakończenie dzisiejszej eskapady.

To był dobry dzień i ciekawa trasa. Mam ochotę na więcej…

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)