Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Powitanie jesieni

Poniedziałek, 23 września 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
16 187 1301
Data
23 września 2019
Pon. 15:01 18:43
Rower
Ridley Helium SLX
10 63 63
Kalorie
1969kcal
Czas
3:25:24
32
254
0:24 0:21 0:04
Dystans
106.30km
24
120
10.94 10.64
Prędkość
31.05km/h
8
21
27.3 30.0 55.3
Kadencja
94rpm
123
Tętno
127bpm
145
Moc
177W
137
271
156 182 777
TSS
199
43
147
Przewyższenia
356m
57
620
       257
Nachylenie
+ 3.3% - 3.4%
+ 8.3 - 8.6
Temperatura
17.0°C
12.0 19.0

Lato pożegnałem, więc nadszedł czas na powitanie jesieni. Rzecz jasna, wcale nie jestem szczęśliwy z tego powodu, bo jesień kojarzy się nie tylko z pięknymi złotymi barwami przyrody, ale także, a może przede wszystkim z deszczem, chłodem i przedsmakiem zimy. Dzisiaj na szczęście dzień był jeszcze w miarę ciepły, więc był to dobry czas na zaliczenie kolejnej wrześniowej przejażdżki.

Przypuszczam, że to jedna z ostatnich, a może nawet ostatnia „setka” w tym roku. Wyjechałem o piętnastej, a mimo to wróciłem tuż po zachodzie słońca. A przecież dzień nie był jeszcze tak krótki, jak będzie już wkrótce, a zwłaszcza za miesiąc, po zmianie czasu na zimowy. Na nieco dłuższe eskapady pozostaną więc tylko soboty lub niedziele. Pierwszy jesienny widok.
Pierwszy jesienny widok.
Dzisiejsza trasa nie była specjalnie ambitna, bo hasło „jesień” wywołuje we mnie tylko jedno skojarzenie, które nazywa się Puszcza Niepołomicka. To właśnie tam się skierowałem, ale żeby nie było za łatwo i za krótko, pojechałem potem do wsi Niedary i dopiero stamtąd skierowałem się ponownie na zachód, rozpoczynając drogę w kierunku zachodzącego słońca. Dopóki byłem w miejscach, gdzie docierały jego promienie, było mi dość ciepło. Gdy przejeżdżałem przez zacienione obszary, wyraźnie czułem już chłód, zastanawiając się, czy krótkie spodenki były dobrym wyborem na dzisiejszą eskapadę.

Do Krakowa wróciłem tuż po zachodzie słońca, a niecałe trzy kilometry przed domem zaliczyłem pierwszą „glebę” od wielu, wielu lat. W dodatku była to „gleba” kuriozalnie głupia, śmieszna i bezsensowna, bo przy prędkości – uwaga – 0 km/h. Tak, tak, dokładnie zero kilometrów na godzinę. Zatrzymałem się, aby ściągnąć okulary i wpadłem na dziwny pomysł, aby wypiąć z pedału prawą nogę. Tymczasem mój mózg stwierdził, że lepiej byłoby się podeprzeć lewą nogą. Niestety nie zdążyłem jej wypiąć… Co za obciach! Straty w sprzęcie: żadne. Straty na ciele: siniak na tyłku i otarcie kolana. Straty moralne: przeogromne.

A z dobrych wiadomości jest taka, że mój Ridley Helium SLX przejechał w tym sezonie już ponad 6000 kilometrów. Z tej okazji być może popełnię okolicznościowy wpis na moim blogu.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)