Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Ostatnia sobota września

Sobota, 28 września 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
19 190 1304
Data
28 września 2019
Sob. 9:59 13:26
Rower
Ridley Helium SLX
11 64 64
Kalorie
2055kcal
Czas
3:18:17
39
291
0:40 0:34 0:00
Dystans
101.52km
35
211
19.50 17.89
Prędkość
30.72km/h
11
27
28.9 31.3 50.0
Kadencja
94rpm
125
Tętno
132bpm
150
Moc
197W
50
99
169 196 659
TSS
239
23
87
Przewyższenia
550m
33
321
       262
Nachylenie
+ 2.8% - 3.1%
+ 7.4 - 7.6
Temperatura
18.4°C
17.0 21.0

Sobotni poranek. Dość ciepło, ale pochmurnie i oczywiście tradycyjnie wietrznie. Prognoza pogody mówi, że szansa na deszcz to jakieś 47%. To raczej duże prawdopodobieństwo. Jechać? Nie jechać? Oczywiście, że jechać. Wszakże od ostatniej przejażdżki minęło już pięć długich dni, a trenażer nie potrafi zaspokoić głodu prawdziwej jazdy. Szybkie śniadanie, krótkie przygotowanie i wsiadam na rower.

Zieleń nadal w przewadze.
Zieleń nadal w przewadze.
Mam taką niepisaną zasadę, że gdy mocno wieje, to najpierw jadę pod wiatr. Nie zawsze się jej trzymam, ale raczej dość często. Mam tak od czasu, gdy jadąc z wiatrem, zaliczyłem moje najszybsze 40 kilometrów, a gdy zawróciłem w stronę Krakowa i „zderzyłem” się z wiatrem, niemal natychmiast mnie odcięło i cała droga powrotna była walką o przetrwanie. Dzisiaj jadę więc dość krótko z wiatrem, a potem zawracam, by przez kolejne kilkadziesiąt kilometrów mocno pracować, mierząc się z siłami natury. Jadę na zachód. Banalna trasa wzdłuż Wisły do Tyńca, a potem do Skawiny. Płaska droga w wietrznych warunkach staje się jednak niekończącym się podjazdem. Ze Skawiny jadę do Wielkich Dróg. Dopiero tam skręcam na południe i dojeżdżam do drogi 44.

Skręcam na zachód i natychmiast „łapię wiatr w żagle”. Od czasu do czasu z niedowierzaniem patrzę na ekran Garmina. Gdybym z taką prędkością jeździł na co dzień, to nie byłbym bez szans w jutrzejszym wyścigu elity na mistrzostwach świata w Yorkshire. Wkrótce dojeżdżam do Skawiny, skąd do domu mam już tylko około 20 kilometrów. A jednak uda się zaliczyć kolejną „setkę” w tym roku.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)