Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Jesienny spleen

Sobota, 26 października 2019 • Komentarze: 0

Aktywność
14 204 1318
Data
26 października 2019
Sob. 11:17 15:20
Rower
Ridley Helium SLX
8 72 72
Kalorie
2240kcal
Czas
3:42:00
20
141
1:11 0:48 0:00
Dystans
110.37km
18
88
30.60 26.91
Prędkość
29.83km/h
41
100
25.8 33.6 59.4
Kadencja
94rpm
127
Tętno
137bpm
157
Moc
204W
30
55
165 186 630
TSS
283
10
26
Przewyższenia
1033m
13
76
       389
Nachylenie
+ 3.4% - 3.9%
+ 12.3 - 12.8
Temperatura
19.5°C
15.0 23.0

Poranna mgła przywitała mnie w ostatnią sobotę października. Zarazem był to ostatni dzień, w którym zegary odmierzały czas letni. W nocy cofną się wirtualne i rzeczywiste wskazówki, słońce pozornie wzejdzie godzinę wcześniej, ale i mrok zapadnie Pożegnanie sezonu.
Pożegnanie sezonu.
odpowiednio szybciej. To dopiero jutro. A dzisiaj do tych dwóch zdań, w których używam odmiany słowa „ostatni”, dodam kolejne dwa. Dzisiejszy dzień był częścią ostatniego tak ciepłego i pogodnego weekendu. To ostatni moment, aby godnie pożegnać kolarski sezon w jego najpiękniejszej postaci, czyli bezpośredniego obcowania z pięknem tego świata. Chciałem celebrować ten dzień, nie ograniczać się do krótkiej przejażdżki po byle jakiej trasie, aby tylko dopisać kolejne kilometry do statystyk tego niezwykle udanego roku. Dlatego zaplanowałem sobie wyjazd w okolice, które wymagały czegoś więcej, niż tylko beznamiętnego kręcenia korbą.

Najpierw pojechałem do Świątnik Górnych. Nie tradycyjnie od ulicy Myślenickiej, ale nieco trudniejszą drogą wiodącą od Lusiny. To był pierwszy podjazd i zarazem sprawdzian, który miał odpowiedzieć na pytanie, czy dzisiejsza jazda będzie przyjemnością, czy raczej walką ze słabościami. Test zaliczyłem i z radością oczekiwałem kolejnych wyzwań. Ze Świątnik Górnych pojechałem na wschód, a potem na południe, aby przez Gorzków, Koźmice Małe i Dziekanowice dotrzeć do Dobczyc. Potem skierowałem się – jakkolwiek to zabrzmi – do Skrzynki. Zespół Szkół Rolniczych w Chrostowej.
Zespół Szkół Rolniczych w Chrostowej.
Jechałem na wschód i w Stadnikach kolejny raz skręciłem na południe. To tutaj zaczynał się „gwóźdź programu”, czyli jazda po bardzo rzadko odwiedzanych drogach. Przejechałem przez Kwapinkę, Mierzeń, Gruszów, Lubomierz i zjechałem do Łapanowa. I chociaż to była mniej więcej połowa drogi i najtrudniejsze wyzwania pozostały już za mną, to cały czas towarzyszyło mi ulotne piękno jesieni. Kilometry mijały, a ja nie czułem zmęczenia, wiedząc, że prawdopodobnie minie kilka miesięcy zanim wybiorę się na kolejną dłuższą wyprawę. Wioska za wioską. Ubrzeź, Kamyk, Chrostowa, Stradomka, Nieszkowice Małe, Grodkowice, Brzezie, Dąbrowa, Staniątki, Podłęże, Zakrzów. Wszystkie mieniące się złotem i brązem w promieniach październikowego słońca. Czas płynął nieubłaganie, a ja z każdą chwilą zbliżałem się do mojego Krakowa. W końcu zatrzymałem się pod domem. Wyłączyłem licznik, a lampki przestały pulsować białym i czerwonym światłem, symbolicznie ogłaszając koniec lata.

Dzisiaj królował nastrój przemijania, ulotności wszystkiego, nostalgii. Ale przecież minie i to, najpierw ustępując miejsca nadziei, a potem oczekiwania na przebudzenia świata w pierwszych promieniach wiosny. Czas biegnie tak szybko…

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)