Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Sursum Corda

Czwartek, 3 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
1 120 1469
Data
3 września 2020
Czw. 14:21 18:04
Rower
Ridley Helium SLX
1 46 129
Kalorie
1855kcal
Czas
3:35:36
13
189
1:04 0:40 0:00
Dystans
101.03km
17
249
25.55 21.43
Prędkość
28.12km/h
43
347
23.8 31.7 65.6
Kadencja
88rpm
119
Tętno
142bpm
167
Moc
180W
41
308
143 163 781
TSS
248
17
88
Przewyższenia
797m
4
171
       397
Nachylenie
+ 3.1% - 3.8%
+ 10.2 - 14.3
Temperatura
22.4°C
20.0 25.0

Nareszcie! Dzisiaj to była zupełnie inna jazda. Po pierwsze, doszedłem do wniosku, że nadszedł najwyższy czas, aby zrezygnować z notorycznego powielania nudnych i rutynowych tras. Po drugie, co było konsekwencją pierwszego, postanowiłem, że tym razem pomęczę się na małopolskich pagórkach. Widok z okolic Bukowa.
Widok z okolic Bukowa.
Wiem, że moja forma daleka jest od optymalnej, a nawet przybyło mi kilka zbędnych kilogramów (rodzina twierdzi, że przesadzam), ale zamiast narzekać i rozczulać się nad sobą, trzeba spróbować pokonać swoje słabości.

Zacząłem od Świątnik Górnych. Celowo wybrałem bardziej stromy wariant podjazdu przez Lusinę, a nie przez Wrząsowice. Znając swoje ograniczenia, nie szalałem, ale spokojnie własnym tempem jechałem pod górę. Okazało się, że jest całkiem nieźle, co dość mocno podbudowało wiarę w moje możliwości i pozwoliło każdy następny kilometr pokonywać z coraz większą pewnością siebie. Ze Świątnik Górnych pojechałem do Mogilan, a następnie do Radziszowa. Potem skierowałem się na południe, zawróciłem, zahaczyłem o Wolę Radziszowską, ponownie pojawiłem się w Radziszowie, by ostatecznie dotrzeć do Rzozowa. Nie pojechałem od razu do Skawiny, ale do Borku Szlacheckiego, a następnie do Zelczyny. Dopiero stamtąd, przez Ochodzę i Kopankę, dojechałem do Skawiny. Potem było już dość rutynowo. Nieopodal domu licznik pokazywał 86 przejechanych kilometrów. Pomyślałem, że w sumie dobrze byłoby po raz pierwszy od wielu, wielu dni, zaliczyć pełną setkę. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i „dokręciłem” brakujący dystans na krótkiej pętli.

W górę serca! Sezon się jeszcze nie skończył. Jest szansa poszaleć i przywrócić właściwy blask mojej pasji.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)