Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Mników, Rybna, Kamień, Łączany

Piątek, 4 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
2 121 1470
Data
4 września 2020
Pt. 14:04 17:55
Rower
Ridley Helium SLX
2 47 130
Kalorie
1793kcal
Czas
3:41:56
7
148
0:53 0:36 0:00
Dystans
100.12km
21
288
20.06 18.31
Prędkość
27.07km/h
49
469
22.7 30.5 62.8
Kadencja
88rpm
119
Tętno
135bpm
157
Moc
160W
98
464
135 169 718
TSS
205
31
173
Przewyższenia
600m
10
286
       349
Nachylenie
+ 3.0% - 3.3%
+ 7.6 - 9.5
Temperatura
22.8°C
21.0 27.0

Wczorajsza setka sprawiła, że znów poczułem radość jazdy. Postanowiłem iść za ciosem i zaliczyć dzisiaj kolejne 100 kilometrów na trasie, która nie tylko nie miała być rutynowa, nudna i monotonna, ale przed wszystkim, nie miała być płaska. Jedyny problem polegał na tym, że „asystent odpoczynku” w moim Garminie sugerował 63 godziny regeneracji. Zakładam, że ta wartość nie wzięła się z sufitu, ale jest rezultatem jakiegoś skomplikowanego algorytmu. Mimo to, zupełnie się tym nie przejąłem i ruszyłem w trasę.

Plan był prosty. Patrząc na historię moich eskapad, zauważyłem, że bardzo dawno nie byłem widziany w okolicach Mnikowa. Tam właśnie znajduje się niepowtarzalnie urokliwa Dolina Mnikowska, ale akurat nie dolinki krakowskie były moim celem, a długi, kilkukilometrowy podjazd od Mnikowa przez Czułów, aż do Rybnej. Wjeżdżam do Rybnej. Widok może niezbyt ciekawy, ale jaki zaraz będzie zjazd...
Wjeżdżam do Rybnej. Widok może niezbyt ciekawy, ale jaki zaraz będzie zjazd...
Podjazd nie jest jakoś specjalnie wymagający, ale relatywnie długi. Pokonywałem go w miarę spokojnie, swoim tempem, ciesząc się każdą chwilą. Radość była niestety rozpraszana przez wyjątkowo duży ruch na drodze. Na szczęście większość kierowców zachowywała bezpieczny odstęp, więc wzrost mojego tętna był spowodowany wyłącznie wspinaczką, a nie strachem. Nagrodą za solidną pracę był szybki zjazd do Rybnej. Szkoda tylko, że asfalt nie wszędzie jest dobrej jakości, bo można byłoby się pokusić o znaczne przekroczenie dozwolonej w terenie zabudowanym prędkości.

Moim kolejnym celem była wioska Kamień, a to wymagało zaliczenia kolejnego, ale już skromniejszego podjazdu. Faktycznie odczuwałem nieco zmęczenia po wczorajszej przejażdżce, ale jazda swoim tempem, bez szarpnięć i niepotrzebnych zrywów, okazała się na tyle skuteczna, że w ogóle nie skupiałem się na zmęczeniu lub bólu mięśni. Za Kamieniem czekał mnie zjazd do Rusocic, a jeśli Rusocice, to logicznym następstwem były Łączany. Stamtąd miałem już łatwą drogę powrotną do Skawiny i finalnie do Krakowa.

Moja intuicja sprawiła, że setka „pękła” tuż obok domu. Byłem nieco zmęczony, ale zadowolenie było zdecydowanie silniejsze od wszelkich negatywnych odczuć.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)