Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Czas na górki

Wtorek, 8 września 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
4 123 1472
Data
8 września 2020
Wt. 14:20 18:18
Rower
Ridley Helium SLX
4 49 132
Kalorie
1956kcal
Czas
3:46:34
6
121
1:29 0:51 0:00
Dystans
101.82km
14
218
32.62 29.57
Prędkość
26.97km/h
50
490
21.9 34.4 75.7
Kadencja
90rpm
128
Tętno
137bpm
158
Moc
181W
39
301
144 173 649
TSS
263
10
59
Przewyższenia
1175m
1
44
       423
Nachylenie
+ 3.6% - 4.0%
+ 9.7 - 12.1
Temperatura
21.8°C
18.0 26.0

No to nie może tak być, że sezon się kończy, a ja nie zaliczyłem ani jednej przejażdżki, na której przekroczyłbym 1000 metrów przewyższenia. Onegdaj było to czymś zupełnie normalnym, a w tym roku jakoś wszystko się pochrzaniło. Widok na południe z Dziekanowic. W oddali Jezioro Dobczyckie.
Widok na południe z Dziekanowic. W oddali Jezioro Dobczyckie.
Dzisiaj postarałem się uratować mój „wspinaczkowy” honor i świadomie oraz dobrowolnie wybrałem się na przejażdżkę, której jedynym celem było pokonanie 1 kilometra w pionie. Okolice Krakowa pełne są szlaków, które gwarantują osiągnięcie tego celu bez konieczności przejechania wielu kilometrów. Wystarczy tylko być w formie i mieć dobre nastawienie. Nastawienie miałem, z formą nieco gorzej, ale co mi tam. Pojechałem…

Początek wielce tradycyjny, czyli rozgrzewka na podjeździe do Kosocic. Potem zjazd do Wieliczki, a następnie podjazd do Sierczy. Tamże dość mocno podniosło mi się ciśnienie, ale nie na skutek ciężkiej pracy, ale taksówkarza, który wyprzedził mnie w odległości ledwie kilkunastu centymetrów. Kolejny raz żałowałem, że nie mam kamery, która oprócz obrazu, uwieczniłaby także moje pierwsze od kilku lat „warczące” przekleństwo, rzucone w stronę – nie boję się tego słowa – idioty w kremowej Skodzie Octavii. Na szczęście był to jedyny incydent dzisiaj.

Z Sierczy skierowałem się do Rożnowej, a następnie rozpocząłem podjazd na Chorągwicę. Muszę przyznać, że szło mi całkiem nieźle, co zapewne było skutkiem decyzji, że nie szaleję, nie cisnę jak oszalały, ale jadę spokojnie, Bliżej nieba w... Skrzynce.
Bliżej nieba w... Skrzynce.
a nawet rzekłbym, że dostojnie. Z Chorągwicy pojechałem do Raciborska, a potem do Koźmic Małych. Stamtąd popędziłem w kierunku Dobczyc, ale w Dziekanowicach skręciłem na zachód i pojechałem do Bieńkowic. Dopiero stamtąd zjechałem do Dobczyc. W planie miałem dojazd do Gdowa i tak też uczyniłem, ale wybrałem nieco trudniejszą, ale z pewnością ciekawszą drogę przez wieś Skrzynka.

Za Gdowem było już dość rutynowo, czyli Liplas, Niegowić, Brzezie, Staniątki, Podłęże i Węgrzce Wielkie. Oparłem się jednak pokusie, aby szybko wrócić do domu i ponownie zagościłem w Wieliczce. Dzięki temu dorzuciłem kolejne metry przewyższeń, a na ulicy Krzemienieckiej plan został zrealizowany – „pękło” 1000 metrów przewyższenia. Zjechałem do ulicy Myślenickiej i spokojnie zaliczyłem ostatnie kilka kilometrów dzielących mnie od domu.

Wypadałoby jakoś podsumować dzisiejszą przejażdżkę. Myślę, że kolejny raz pokazała, iż największym ograniczeniem jest nasza „głowa”. Dzisiaj byłem pewien, że pomimo kiepskiej formy, dam radę. No i dałem.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)