Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Urok krakowskiego popołudnia

Wtorek, 6 października 2020 • Komentarze: 0

Aktywność
2 134 1483
Data
6 października 2020
Wt. 13:53 17:05
Rower
Ridley Helium SLX
2 60 143
Kalorie
1577kcal
Czas
2:49:13
31
442
0:26 0:29 0:00
Dystans
80.21km
33
387
11.99 13.09
Prędkość
28.44km/h
47
313
26.9 27.0 52.7
Kadencja
90rpm
127
Tętno
142bpm
165
Moc
189W
31
219
155 188 816
TSS
216
26
152
Przewyższenia
359m
35
652
       276
Nachylenie
+ 3.0% - 2.8%
+ 6.6 - 8.0
Temperatura
19.8°C
17.0 22.0

Jako w Niebie...
Jako w Niebie...
Nie miałem skrystalizowanego pomysłu na dzisiejszą przejażdżkę. Rozważałem różne koncepcje, ale żadna z nich do końca mi nie odpowiadała. W końcu zdecydowałem się, aby po prostu pojechać wzdłuż Wisły na zachód, a potem się zobaczy. Pomysł jak każdy inny, ale miał zasadniczą wadę. Spora część trasy wiodła przez miasto w popołudniowych godzinach szczytu. Chyba nie zdawałem sobie sprawy, co to oznacza w czasach pandemii. Strach przed zakażeniem i ograniczenia co do liczby osób w komunikacji zbiorowej sprawiły, że kto tylko mógł, przesiadł się do samochodu. No i ta cała rzesza mniej więcej w tym samym czasie wracała z pracy. Masakra…

...tak i na Ziemi.
...tak i na Ziemi.
Odetchnąłem z ulgą, gdy dotarłem do Wisły. Nareszcie mogłem całkowicie się wyluzować, a oczy mogły odpocząć od ciągłego skanowania świata w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Sielanka trwała aż do ulicy Mirowskiej. Potem przejechałem przez Piekary i dotarłem do Liszek. Następnie skierowałem się na północ, aby dotrzeć do Morawicy i skręcić w stronę Balic. Kolejnym celem był dawno nieodwiedzany Zabierzów. Tam znów musiałem zmierzyć się ze wzmożonym ruchem samochodowym i tak niestety miało pozostać już prawie do końca. Przejechałem przez Rząskę, dotarłem do ulicy Jasnogórskiej, gdzie odstałem swoje w oczekiwaniu na bezpieczny przejazd na drugą stronę. Ulicą Gaik popędziłem w stronę Łokietka, ale kilkaset metrów przed skrzyżowaniem utknąłem w korku. Na wąskiej drodze miałem problemy, aby bezpiecznie lawirować pomiędzy samochodami. To frustrujące, ale to był dopiero początek. Musiałem przecież przedrzeć się przez całe miasto.

Jakieś podsumowanie? No cóż, jechało mi się naprawdę fajne i gdyby nie to, że miałem kiepski pomysł na trasę, spokojnie miałbym średnią powyżej 30 km/h. Byłoby to po raz pierwszy od dawna i dawałoby nadzieję, że powoli kończy się okres mojej totalnej słabości.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)