Dzisiaj nie miałem w planach wyjścia na rower, ale przedpołudniowa wizyta w Decathlonie celem zakupu rękawiczek sprawiła, że stałem się posiadaczem ocieplanej bluzy rowerowej i wypadało ją przetestować. Tuż po pracy wsiadłem więc na rower, aby sprawdzić, 
Ulica Suchy Jar.czy dokonałem słusznego zakupu. Od razu powiem, że test nie do końca był udany i wcale nie dlatego, że bluza okazała się kiepska, ale dlatego, że „zawiodła”… pogoda. Miało być zimno, a tymczasem temperatura sięgała miejscami 15 °C. Co się odwlecze, to nie uciecze – jak mówi przysłowie, więc wcześniej lub później i tak się przekonam, czy było warto „wyskoczyć” z dwóch stów.
Żeby choć nieco uciec od rutyny, tym razem zacząłem moją przejażdżkę od przypomnienia sobie, jak wyglądają pagórki w mojej okolicy. To była całkiem niezła rozgrzewka, bo już po kilku kilometrach miałem ponad 200 metrów przewyższenia. Potem podjąłem niewłaściwą w skutkach decyzję, aby odwiedzić Wieliczkę. Dlaczego niewłaściwą? Ano dlatego, że popołudniowe natężenie ruchu jest tam nawet większe niż w Krakowie, a infrastruktury rowerowej praktycznie brak, więc jazda rowerem nie jest przyjemnością lecz walką o życie. Z ulgą opuszczałem więc solne miasto.
Potem było już dość rutynowo, czyli Niepołomice, Przylasek Rusiecki, Nowa Huta i powrót do domu. Spieszyłem się, aby zdążyć przed zachodem słońca, a ten z dnia na dzień jest coraz wcześniejszy. Sumarycznie wyszło nieco ponad 60 kilometrów, a więc październik, pomimo niesprzyjającej aury, okaże się całkiem niezły.
Skomentuj...