Po zmianie czasu na zimowy nie jest łatwo załapać się na rowerową aktywność. Popołudnia są krótkie, a będą jeszcze krótsze. Jedyna szansa, to spróbować jakoś dostosować godziny pracy. I właśnie tak zrobiłem dzisiaj. Tuż po trzynastej zrobiłem sobie przerwę w pracy, aby wyskoczyć na rower. Nie była to ambitna przejażdżka, ale wyjątkowo spokojne kręcenie, Najpierw dojechałem do Rybitw, potem przeskok do Brzegów i tam wjechałem na WTR. W ten sposób dojechałem do Mostu Wandy, przejechałem na drugi brzeg Wisły i dojechałem aż do Alei Pokoju. Następnym etapem był dojazd do Stopnia Wodnego Dąbie i powrót na WTR, ale już po drugiej stronie Wisły. I znów przejazd do Mostu Wandy, a potem powrót, ale inną trasą, w okolice ulicy Surzyckiego. Tam stwierdziłem, że już wystarczy i pojechałem w kierunku domu.
Trasa nie była ciekawa i trudno opisać ją w sposób ekscytujący, ale najważniejsze, że jeszcze raz udało się wyjść na rower i inaugurację sezonu trenażerowego mogę odłożyć o kolejne kilka dni.

Park Jerzmanowskich.
Skomentuj...