Faktycznie nadeszło ochłodzenie. Przed południem wyjrzałem przez okno. Szaro, smutno, nieciekawie. Ale… sucho! Odwróciłem wzrok i popatrzyłem na trenażer. Po chwili znów spojrzałem za okno, i znów na trenażer, i ponownie za okno. Chwila zastanowienia, czyli rozkminianie dylematu pt. „ciepło i nudno versus zimno, ale ciekawie”. Odpowiedź mogła być tylko jedna…

Tuż obok siedziby RMF.Na zewnątrz, czyli po „krakosku” na polu, temperatura faktycznie nie wskazywała na istnienie wiosny. Dobrze, że ubrałem cieplejsze spodnie i kurtkę. Nie zamierzałem pokonać jakiegoś długiego dystansu i pomyślałem, że w związku z tym, dobrem pomysłem będzie prosta miejska przejażdżka. Jak pomyślałem, tak uczyniłem. Odwiedziłem nawet Rynek Główny, co nie do końca było słuszną koncepcją, bo miejsce to niezależnie od warunków pogodowych jest pełne ludzi. Nieważne, czy jest -20°C czy + 40°C. Zawsze są tłumy. A jak są tłumy, to nie jedzie się na rowerze, ale przetacza się z wolna, bacznie uważając, aby nikogo nie uszkodzić.
Gdy już bezpiecznie zostawiłem Rynek za sobą, doszedłem do wniosku, że przejażdżka bez jakichkolwiek wyzwań to w sumie obciach. Postanowiłem zatem dodać co nieco wysiłku do dzisiejszej miejskiej przygody. Wybór padł na Kopiec Kościuszki, a konkretnie na zlokalizowaną tam siedzibę RMF. Pojechałem więc na Salwator, a następnie skręciłem w ulicę Św. Bronisławy, aby dzielnie wspinać się ku narodowemu pomnikowi rękami ludzkimi usypanemu. Na szczyt dotarłem w dość dobrym tempie i jeszcze lepszym nastroju. Nie ma to, jak przekonać się, że nieco już starszy pan wciąż „może”.
Potem nie było już nic ciekawego, nie licząc powrotu przez miasto. Zadowolony z siebie wypiłem popołudniową kawę. Wyjrzałem przez okno. Padał deszcz.
Skomentuj...