Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Ostatni raz w zimowym czasie

Sobota, 28 marca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
18 59 1954
Data
28 marca 2026
Sob. 11:34 13:34
Rower
Ridley Helium SLX
15 15 217
Kalorie
1180kcal
Czas
1:47:52
31
1204
0:20 0:15 0:00
Dystans
44.04km
33
1212
6.90 6.82
Prędkość
24.50km/h
30
1068
20.5 25.6 46.1
Kadencja
83rpm
118
Tętno
129bpm
153
Moc
208W
2
67
159 165 842
TSS
139
25
383
Przewyższenia
282m
21
946
       300
Nachylenie
+ 4.1% - 4.1%
+ 9.5 - 10.7
Temperatura
7.4°C
7.0 8.0

Faktycznie nadeszło ochłodzenie. Przed południem wyjrzałem przez okno. Szaro, smutno, nieciekawie. Ale… sucho! Odwróciłem wzrok i popatrzyłem na trenażer. Po chwili znów spojrzałem za okno, i znów na trenażer, i ponownie za okno. Chwila zastanowienia, czyli rozkminianie dylematu pt. „ciepło i nudno versus zimno, ale ciekawie”. Odpowiedź mogła być tylko jedna…

Tuż obok siedziby RMF.
Tuż obok siedziby RMF.
Na zewnątrz, czyli po „krakosku” na polu, temperatura faktycznie nie wskazywała na istnienie wiosny. Dobrze, że ubrałem cieplejsze spodnie i kurtkę. Nie zamierzałem pokonać jakiegoś długiego dystansu i pomyślałem, że w związku z tym, dobrem pomysłem będzie prosta miejska przejażdżka. Jak pomyślałem, tak uczyniłem. Odwiedziłem nawet Rynek Główny, co nie do końca było słuszną koncepcją, bo miejsce to niezależnie od warunków pogodowych jest pełne ludzi. Nieważne, czy jest -20°C czy + 40°C. Zawsze są tłumy. A jak są tłumy, to nie jedzie się na rowerze, ale przetacza się z wolna, bacznie uważając, aby nikogo nie uszkodzić.

Gdy już bezpiecznie zostawiłem Rynek za sobą, doszedłem do wniosku, że przejażdżka bez jakichkolwiek wyzwań to w sumie obciach. Postanowiłem zatem dodać co nieco wysiłku do dzisiejszej miejskiej przygody. Wybór padł na Kopiec Kościuszki, a konkretnie na zlokalizowaną tam siedzibę RMF. Pojechałem więc na Salwator, a następnie skręciłem w ulicę Św. Bronisławy, aby dzielnie wspinać się ku narodowemu pomnikowi rękami ludzkimi usypanemu. Na szczyt dotarłem w dość dobrym tempie i jeszcze lepszym nastroju. Nie ma to, jak przekonać się, że nieco już starszy pan wciąż „może”.

Potem nie było już nic ciekawego, nie licząc powrotu przez miasto. Zadowolony z siebie wypiłem popołudniową kawę. Wyjrzałem przez okno. Padał deszcz.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)