
Gdzieś w Puszczy.Minęła prawie połowa kwietnia, a ja nie zaliczyłem ani jednej rowerowej aktywności na świeżym powietrzu. Jak miałem czas, to nie było pogody (wiem, wiem, nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie, ale…). A jak była dobra pogoda, to z kolei ja nie miałem czasu. No i znów „kręciłem się” na trenażerze, co oczywiście ma sens w kontekście wzrostu lub przynajmniej utrzymania formy, ale umówmy się, że jest ekstremalnie nudne. W zimie ok, ale przecież już „wiosna panie sierżancie”!
Spodziewałem się, że dzisiaj znów wybiorę się na eksplorację wirtualnych tras, ale okazało się, że z chmur, z których miał spaść deszcz, nic nie spadło. Zatem szybka decyzja i tradycyjnie tuż po piętnastej żegnałem moje osiedle.
Daruję sobie szczegółowy opis trasy, bo była dość rutynowa, czyli najpierw jazda na wschód do Puszczy Niepołomickiej, potem na południe, a potem powrót na zachód. Jedyna nieszablonowość polegała na tym, że wracałem drogą krajową 94, co robię dość rzadko. Wbrew pozorom – to w końcu droga krajowa – jest to bezpieczna opcja, bo pobocza są bardzo szerokie, a ruch relatywnie niewielki.
Skomentuj...