Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Wichrowyje

Sobota, 4 lipca 2026 • Komentarze: 0

Aktywność
1 93 1988
Data
4 lipca 2026
Sob. 10:22 14:36
Rower
Ridley Falcn
1 20 88
Kalorie
2441kcal
Czas
3:55:24
7
122
0:55 0:41 0:00
Dystans
101.84km
13
260
19.91 19.49
Prędkość
25.96km/h
40
815
21.6 28.3 58.0
Kadencja
81rpm
109
Tętno
136bpm
158
Moc
187W
54
400
149 170 676
TSS
243
5
132
Przewyższenia
716m
5
235
       280
Nachylenie
+ 3.6% - 3.6%
+ 11.1 - 12.2
Temperatura
25.9°C
23.0 29.0

Prawie cały tydzień siedziałem w domu. Nie chciałem ryzykować jazdy w upale, a gdy zrobiło się chłodniej, to z kolei nie zamierzałem jeździć w deszczu. No cóż, mamy typowe polskie lato i towarzyszące mu skrajności pogodowe.

Dzień dzisiejszy zdawał się być idealnym do jazdy, gdyby nie jeden szczegół. Wiało. Mocno wiało. Widziałem za oknem mocno kołyszące się drzewa, co nie napawało optymizmem, ale ileż można siedzieć w domu. Pomyślałem, że wyjdę chociażby na godzinę i nie przejmując się wiatrem, zaliczę jakiś skromny dystansik.

Obwodnica Krakowa S52, a sam Kraków hen w tle.
Obwodnica Krakowa S52, a sam Kraków hen w tle.
Początkowo wszystko szło zgodnie z planem, czyli nie spodziewałem się dłuższej jazdy. Jechałem trochę bez pomysłu, bo uznałem, że nie opłaca się planować czegoś, co ma być krótkie. Scenariusz napisał się sam. W pewnym momencie uznałem, że skieruję się do Nowej Huty. Gdy już tam dojechałem, to pomyślałem, że mogę rzucić okiem na nowe drogi rowerowe zbudowane w okolicy węzła Grębałów. Potem poszło już gładko. Skręciłem na zachód, starając się jechać lokalnymi drogami oraz drogami technicznymi wzdłuż drogi S52, która stanowi północną część obwodnicy Krakowa. Cały czas pod wiatr. Cały czas góra, dół, góra, dół. Czas płynął, kolejne kilometry „wchodziły” nadspodziewanie łatwo. Już wiedziałem, że to nie będzie ani godzinka, ani wstydliwie skromny dystans. Po dotarciu w okolice ulicy Jasnogórskiej, skręciłem na południe i wtedy przypomniałem sobie, że kiedyś bardzo często bywałem w tym miejscu, kierując się w stronę Rząski, a potem do Balic. Dlaczego nie miałbym tak zrobić? – pomyślałem. Jechałem więc znów pod wiatr, a gdy dotarłem do Balic i spojrzałem na licznik, doszedłem do wniosku, że jest szansa na zaliczenie setki. Balice, Kryspinów, Cholerzyn, Liszki, Piekary. A potem już rutynowy powrót w niezłym tempie, bo nareszcie wiało mi w plecy.

I tak oto coś, co miało być krótkie, banalne, nieciekawe, zamieniło się w dłuższą, bardziej wymagającą i nietuzinkową aktywność.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)