Dzisiaj miało być gorąco, a ja nie lubię jeździć, gdy jest gorąco. Miałem więc prosty wybór. Albo daruję sobie ten piątek, albo… wyruszę na trasę o świcie. Jak myślicie, którą opcję wybrałem? No pewnie, skoro publikuję ten wpis, to wiadomo, że zdecydowałem się na bramkę numer dwa i już o 6:26 ruszałem przed siebie.
Plan nie był skomplikowany. Chciałem po prostu zaspokoić głód jazdy i przy okazji ostatecznie przekonać się, czy Siroko SRX Pro Elite są naprawdę wygodnymi spodenkami. Zdradzę, ze chodzi mi po głowie pomysł pokonania całkiem zacnego dystansu, więc wcześniej wypadałoby mieć pewność, że nie wrócę z odparzoną lub obolałą najmniej szlachetną częścią ciała. Spodenek, a właściwie wkładki, nie testuje się jednak na krótkich trasach, więc dzisiaj musiało być i dłużej, i dalej.

Mostek zamknięty.Jechało się wybornie. Poruszałem się na zachód po trasie może niezbyt oryginalnej, ale dającej mi mega zadowolenie z jazdy. Temperatura o poranku była optymalna, czyli jakieś 22°C. Po dotarciu do Skawiny, pojechałem w stronę Łączan, ale tym razem po WTR, czyli wzdłuż brzegu Wisły. W Łączanach skierowałem się na szlak VeloSkawa i nawet miałem pomysł, żeby pociągnąć dalej, aż do Zatora. Robiło się jednak coraz cieplej i miałem obawy, że o ile do Zatora spokojnie dojadę, to potem przecież będę musiał wrócić, a to „potem” oznacza zmaganie się z wysoką temperaturą. Z tego powodu zdecydowałem, że Spytkowice będą punktem zwrotnym.
Na powrót wybrałem nieco inną trasę. Najpierw były to spokojne, lokalne drogi, a potem „nowa świecka tradycja”, czyli szlak wzdłuż Kanału Łączańskiego. Właśnie tam zacząłem odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia, ale nie jazdą, lecz temperaturą. Było już naprawdę gorąco – Garmin pokazywał grubo powyżej 30 °C, a za mną nie jechał żaden samochód serwisowy z woreczkami lodu dla ochłody. Jechałem więc wolnej i wolniej, co wcale nie znaczy, że nadal byłem podjarany faktem, że przekroczę setkę i to dość wyraźnie. Zresztą byłem „dopingowany” przez opracowane przeze mnie pole danych do Garmina, które na bieżąco pokazywało, ile jeszcze muszę przejechać, żeby wskoczyć na wyższą pozycję w rankingu. To naprawdę niezła zabawa…
Skomentuj...