Prognoza pogody nie pozostawiała złudzeń. Dzisiaj mało być ponad 30°C, czyli temperatura średnio kompatybilna z pomysłami dłuższych eskapad. Chłodniej ma być jutra. Kłopot w tym, że ja nie chciałem czekać do jutra, bo jutro pracuję, a dzisiaj miałem dzień wolny. Jak to pogodzić? Ano tak, jak poprzednim razem, czyli wstać o świcie i ruszyć na trasę zanim słońce zacznie przygrzewać. Tak właśnie zrobiłem i już przed ósmą rano podążałem na wschód. Trasa nie miała być jakoś specjalnie ambitna, ale chciałem zaliczyć pond sto kilometrów. Początkowo świetni mi się jechało. Po pierwsze, nie było gorąco. Po drugie, pomagał mi wiatr. Przejechałem przez Puszczę Niepołomicką do Mikluszowic, a następnie – dzięki kładce nad Rabą – do Majkowic. Skręciłem na północ i pojechałem w stronę Uścia Solnego. Nadal jechało mi się dość lekko i nie czułem zmęczenia. Uście Solne było punktem zwrotnym. Tam skręciłem na zachód i rozpocząłem drogę powrotną. Z każdą chwilą stawało się cieplej. Połączenie wyższej temperatury z przeciwnym wiatrem zaczęło sprawiać mi pierwsze problemy. Jazda już nie była tak dynamiczna. Mimo to, po dotarciu do Niepołomic, nie zdecydowałem się na najkrótszy wariant powrotu, ale wybrałem dłuższą trasę przez Przylasek Rusiecki. Ostatnie kilometry były już naprawdę ciężkie – zdecydowanie nie czuję się dobrze w upały. Pepsi Cola z lodówki na os. Złocień przywróciła mnie do świata żywych na tyle, że mogłem pokonać ostatnie kilometry.

Na kładce nad Rabą w Mikluszowicach.

W klimacie van Gogha.
Skomentuj...