Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Wieczór w Krakowie

Sobota, 17 lipca 2010 • Komentarze: 0

Aktywność
10 69 69
Data
17 lipca 2010
Sob. 18:54 21:57
Rower
Giant XTC
10 34 34
Kalorie
1156kcal
Czas
2:52:59
29
491
0:48 0:32 1:14
Dystans
64.96km
32
665
13.36 13.75
Prędkość
22.53km/h
53
1322
16.4 25.7 45.3
Kadencja
80rpm
108
Tętno
139bpm
163
Przewyższenia
548m
22
374
       368
Nachylenie
+ 4.1% - 4.0%
+ 10.0 - 23.0
Temperatura
27.2°C
25.0 32.0

Ze względu na upał, czekałem aż do wieczora. Zanim słońce powita horyzont, zamierzałem dotrzeć do Kopca Józefa Piłsudskiego, zaliczając po drodze zarówno Kopiec Kościuszki jak i ZOO. Plan był więc dosyć ambitny, bo chociaż to niecałe 25 kilometrów, to jednak ostatnie 12 kilometrów obfituje w całkiem spore podjazdy. Czas był elementem krytycznym – musiałem zdążyć przed zachodem słońca a więc wiedziałem, że tym razem mam niewielkie szanse na utrzymanie tętna w II strefie…

Bulwarami Wiślanymi dotarłem na Salwator a potem pojechałem ul. Świętej Bronisławy w stronę Kopca Kościuszki. Krótki odpoczynek i zjazd szlakiem Twierdzy Kraków do ulicy Starowolskiej. Tam po raz pierwszy mogłem przetestować nowe klocki hamulcowe. Żyleta! No ale przecież nie od dziś wiadomo, że „Gillette” są najlepsze dla mężczyzny ;).

Skręt w ulicę Leśną i kolejny, tym razem poważniejszy podjazd. Starałem się utrzymać rozsądne tempo. Czułem jak krople potu spływały wzdłuż zapięcia kasku a potem kapały na uda. Tętno powyżej 160 uderzeń na minutę. Będzie dobrze, dam radę ;). Dojechałem do ZOO. Znowu krótki postój, potem niewielki podjazd, długi zjazd, znowu podjazd i jestem na miejscu. Przede mną Kopiec Józefa Piłsudskiego. A tam niemiła niespodzianka. Zakaz ruchu rowerów. I może bym się poddał – prawo wszak szanować trzeba – gdybym spojrzawszy w górę, na szczycie kopca nie dojrzał głowy w… kasku rowerowym. O żesz Ty – pomyślałem, nie będę gorszy! Wjazd na kopiec okazał się prostszy niż myślałem – trzeba było uważać jedynie na te fragmenty chodnika, które spłynęły razem z majową i czerwcową falą opadów. Zakazany owoc zdecydowanie lepiej smakuje, czego dowodem był fakt, że na szczycie byli wyłącznie – powtarzam – wyłącznie rowerzyści! Udało nam się nawet zamienić na wesoło kilka słów poświęconych grafice symbolizującej rowerzystę na białym tle w czerwonej obwódce, której nikt z tutaj obecnych „nie zauważył” ;).

Ze szczytu Kopca Piłsudskiego rozciąga się wspaniały widok na Kraków i jego okolice. Niestety od zachodu nadchodziły już pierwsze chmury, zwiastując zmianę pogody i miast romantycznego zachodu słońca dojrzałem jedynie lekko pomarańczowe fragmenty nieboskłonu. Wokół królowała niezmącona niczym cisza. Mogłem spokojnie „wyłączyć się” i uciec myślami 135 kilometrów stąd – przecież właśnie dlatego znalazłem się w tym miejscu o tym czasie…

Z letargu wyrwał mnie silniejszy powiew wiatru. Nadszedł czas powrotu a w zasadzie kontynuowania wycieczki. Wsiadłem na rower i ostrożnie zjechałem w dół a następnie skierowałem się w stronę lasu. Kolejny raz miałem zamiar pokonać stromy, surowy, powodujący przypływ adrenaliny zjazd pomiędzy drzewami, którego dramaturgię potęgował zapadający wieczór.

„Patrzcie jak zjeżdżają debeściaki” – miałem ochotę krzyknąć i odważnie skierowałem się na ścieżkę. Jechałem zdecydowanie szybciej niż ostatnio a kiedy to zrozumiałem, było już za późno, aby na sypkim gruncie wytracić prędkość. Chcąc nie chcąc musiałem pokładać nadzieję w Panu, że uchroni biednego grzesznika przed złożeniem ofiary z samego siebie po kawałeczku na każdym drzewie. Modły zostały wysłuchane i bez fizycznych uszczerbków dojechałem do spokojnego fragmentu ścieżki, która powiodła mnie do ulicy Kasztanowej.

Zapadał zmrok, lecz zamiast skierować się ku miastu, przez Olszanicę dotarłem do Balic a dopiero potem, ulicą Balicką, do Krakowa.

Chmury nadciągnęły z zachodu...
Chmury nadciągnęły z zachodu...
...i po chwili zasłoniły prawie całe niebo
...i po chwili zasłoniły prawie całe niebo
Wawel nocą niczym akwarela, ale to raczej niedoskonałość automatyki
Wawel nocą niczym akwarela, ale to raczej niedoskonałość automatyki
Kopiec Piłsudskiego odwiedziłem, Wawel też a więc czas na... Lecha - oczywiście dopiero w domu
Kopiec Piłsudskiego odwiedziłem, Wawel też a więc czas na... Lecha - oczywiście dopiero w domu

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)