Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Pokuta

Środa, 16 lutego 2011 • Komentarze: 0

Aktywność
7 13 108
Data
16 lutego 2011
Śr. 16:57 19:20
Rower
Giant Boulder
7 13 55
Kalorie
1041kcal
Czas
2:12:28
88
796
0:46 0:30 2:22
Dystans
42.19km
160
1138
10.70 11.32
Prędkość
19.11km/h
187
1276
13.8 22.2 39.4
Kadencja
76rpm
103
Tętno
143bpm
165
Przewyższenia
511m
27
400
       359
Nachylenie
+ 4.8% - 4.5%
+ 12.0 - 15.0
Temperatura
- 2.5°C
- 3.0 - 2.0

Miła memu sercu (i nie tylko sercu) osoba stwierdziła, że już od dawna nie wspomniałem o niej na moim blogu. Istotnie biję się w piersi i wołam „mea culpa”. Postanowiłem zatem ciężko odpokutować i zamiast wielu kilometrów po płaskich „łatwiznach”, świadomie wybrałem trudniejszą, pagórkowatą trasę.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że profil dzisiejszego etapu stanowił rowerowy odpowiednik związku mężczyzny i kobiety. Często pod górę, raz mniej, raz bardziej stromo, oddychając raz lżej raz ciężej. Potem nagroda w postaci szybkiego zjazdu, szalejących endorfin, adrenaliny, siódmego nieba, ekstazy. Jednak cały czas trzeba uważać, aby na zakręcie nie wypaść z drogi i nie spędzić następnych kilku miesięcy w gustownym wdzianku „uszytym” na miarę z pewnego materiału, który twardnieje po zmieszaniu z wodą. Zachowując jednak śladową ilość zdrowego rozsądku, zabawa jest przednia i nie narzekam, że za chwilę czeka mnie kolejny podjazd. Ot, samo życie…

I tak właśnie rozmyślając, pokutowałem za moje przewinienia mając przed oczami obraz Tej, której zawdzięczam chociażby szablon mojego bloga, wyłuskany spośród setek innych i która wspiera mnie w moim rowerowym „szaleństwie”, co – i mówię to z doświadczenia – wcale nie jest czymś oczywistym.

Gwoli kronikarskiej dokładności nadmienię na koniec, że najpierw pognałem na Kopiec Kościuszki. „Pognałem” jest terminem umownym, ale poruszałem się w miarę żwawo. Potem ciemnymi ścieżkami pojechałem w kierunku Lasku Wolskiego i ostatecznie wspiąłem się do ZOO. Następnie zjechałem na ulicę Księcia Józefa i ciągle nie mając dość, skręciłem na ulicę Orlą i rozpocząłem kolejny podjazd. A potem grzecznie przez całe miasto wróciłem do domu.


Widok na Kraków z Fortu Pod Kopcem
Widok na Kraków z Fortu Pod Kopcem
Fort Pod Kopcem
Fort Pod Kopcem

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)