Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Mały kryzys

Piątek, 4 marca 2011 • Komentarze: 0

Aktywność
4 21 116
Data
4 marca 2011
Pt. 17:10 20:04
Rower
Giant Boulder
4 21 63
Kalorie
1242kcal
Czas
2:44:26
36
483
0:49 0:33 2:39
Dystans
60.46km
60
697
13.97 14.53
Prędkość
22.06km/h
174
1212
17.1 26.4 42.6
Kadencja
78rpm
106
Tętno
139bpm
159
Przewyższenia
511m
27
400
       318
Nachylenie
+ 3.7% - 3.5%
+ 11.0 - 9.0
Temperatura
0.6°C
- 2.0 3.0

Mój weekend zawsze zaczyna się od zrobienia zakupów, aby do poniedziałku nie umrzeć z głodu ;). Widać inni kierują się podobną zasadą i dlatego w piątek z reguły nieco później wracam do domu. Tak też było i dzisiaj. Po zapełnieniu lodówki, szybko uzupełniłem braki kalorii za pomocą czegoś, co przy pewnej dozie wyobraźni można nazwać obiadem, przebrałem się i wyruszyłem na trasę.

Późniejsza pora oznaczała, iż już na dzień dobry albo raczej na dobry wieczór miałem zapewnioną szarówkę, która szybko przeszła w ciemność. Na początek udałem się w kierunku Wieliczki, aby później skręcić na południe i powłóczyć się trochę po różnych zakamarkach. Potem wylądowałem w Swoszowicach, przejechałem przez Kliny i jadąc w stronę Skawiny, zamierzałem, tak jak trzy dni temu, dotrzeć do Tyńca. Błędem owych zamierzeń był fakt, że jednym z odcinków trasy jest przejazd przez las a ten, jak to w naturze bywa, jest raczej nieoświetlony. Musiałem zatem zaufać białym LED’om, których efektywność w tych warunkach przypominała kaganek i raczej ostrożnie zapuściłem się między drzewa. Po kilku minutach dotarłem do drugiego końca ścieżki, gdzie już zaczynała się wąska, lecz cywilizowana droga, przy której stał rząd latarni. Dodam – działających latarni.

Z Tyńca do centrum Krakowa jechało się spokojnie, można rzec, iż wręcz rekreacyjnie. Jechałem cały czas wzdłuż królowej polskich rzek i postanowiłem dojechać w ten sposób aż do Plazy. I wtedy nastąpił mały kryzys. Czy to zmęczenie całym tygodniem, niewyspanie czy niewłaściwa dieta? Nie wiem. W każdym razie w pewnym momencie cyferki na Garminie stały się jakoś dziwnie rozmyte a czerwone światełko rowerzysty, który jechał przede mną zaczęło powoli rozpływać się w powietrzu. Zatrzymałem się przy pierwszej ławce i sięgnąłem do plecaka po jeden z dwóch batoników, które wożę ze sobą na „czarną godzinę”. Zastrzyk kalorii zrobił swoje i mogłem kontynuować jazdę.

Prawdę mówiąc początkowo nie zamierzałem dzisiaj długo jeździć. Ale splot różnych okoliczności spowodował, że miałem o czym myśleć a dobrze mi się myśli po pierwsze na świeżym powietrzu, a po drugie na rowerze.

Ostatnia część trasy była pozbawiona niespodzianek. Zwolniłem nieco tempo i spokojnie dojechałem do domu.


Patriotyczne barwy na krakowskiej obwodnicy
Patriotyczne barwy na krakowskiej obwodnicy
Wawel z oddali
Wawel z oddali
Salwator nocą
Salwator nocą

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)