Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Per aspera ad astra

Wtorek, 24 maja 2011 • Komentarze: 0

Aktywność
18 69 164
Data
24 maja 2011
Wt. 17:20 20:50
Rower
Giant XTC
18 24 77
Kalorie
1436kcal
Czas
2:59:57
23
389
0:57 0:38 0:20
Dystans
73.46km
24
457
17.21 19.92
Prędkość
24.49km/h
102
951
18.1 31.3 61.4
Kadencja
82rpm
109
Tętno
144bpm
164
Przewyższenia
687m
13
240
       347
Nachylenie
+ 4.0% - 3.5%
+ 13.0 - 9.0
Temperatura
24.5°C
20.0 28.0

Gdy nad ranem otworzyłem oczy, przeraziłem się na dobre. Nic mnie nie bolało. A przecież nie od dziś wiadomo, że jeśli facet po czterdziestce obudzi się i nic go nie boli, to znaczy, że nie żyje. Rozejrzałem się szybko wokoło, ale scenografia życia pozagrobowego dziwnie przypominała moje mieszkanie, więc założyłem, że jednak żyję a brak bólu jest zupełnie przypadkowy.

Doszedłem do wniosku, że ostatnio wystarczająco dużo jeździłem po płaskich niczym biust enerdowskiej sportsmenki szlakach i najwyższy czas przypomnieć sobie, jak wyglądają podjazdy. Co prawda w okolicy nie mam takich górek, jakie widziałem na przedwczorajszym etapie Giro d’Italia, ale przysłowie głosi, iż jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. A tak w ogóle, to z podjazdami jest śmieszna sprawa. Wspinam się coraz wyżej i wyżej, pot się leje z czoła i kapie na ramę, tętno szaleje, młynek równo „mieli” i mijam metr za metrem myśląc sobie, że przecież mogłem wybrać łatwiejszą drogę, że już nigdy więcej. Jednak gdy docieram na szczyt, to zapominam o tym wszystkim i już czekam na następny podjazd. Chyba odczuwam potrzebę sprawdzania swoich możliwości i stąd bierze się ten upór, że gdy już wybieram jakąś drogę, to nie zawracam, bez względu na to czy nachylenie ma 2% czy 20%.

Nie będę opisywał całej dzisiejszej trasy. Nadmienię tylko, że zabawę z podjazdami rozpocząłem w Kosocicach, gdzie przejechałem między innymi przez ulubioną ulicę Gruszczyńskiego. Jakiś czas później pojawiłem się na ulicy Obrony Tyńca, przejechałem także ulicą Orlą i zaraz potem wjechałem do Lasku Wolskiego aleją Wędrowników. Pojechałem do Balic a wracając wyjechałem do Rząski. Potem była już łatwa i raczej płaska droga do domu.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)