Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Pożegnanie czerwca

Czwartek, 30 czerwca 2011 • Komentarze: 0

Aktywność
18 92 187
Data
30 czerwca 2011
Czw. 17:33 20:18
Rower
Giant XTC
18 47 100
Kalorie
1179kcal
Czas
2:37:32
41
528
0:52 0:37 0:00
Dystans
64.57km
39
595
14.90 19.99
Prędkość
24.59km/h
96
934
17.1 32.2 60.6
Kadencja
80rpm
103
Tętno
139bpm
167
Przewyższenia
674m
15
249
       388
Nachylenie
+ 4.5% - 3.4%
+ 17.0 - 8.0
Temperatura
21.5°C
20.0 23.0

Minęło pierwsze półrocze. Nie zamierzam tworzyć jakichś okolicznościowych podsumowań, ale akurat tak się złożyło, że przez sześć minionych miesięcy przejechałem prawie tyle samo, ile przez cały ubiegły rok. Jest więc wyraźny postęp. Cieszy mnie to, bo jeżdżenie na rowerze nie jest jedynym moim zajęciem, któremu mógłbym poświęcić gros wolnego czasu. Jak większość ludzi mam obowiązki, które składają się nie tylko z pracy, ale także z samotnego wychowywania kilkunastoletniej córki, co – wierzcie mi – jest absolutnie ekstremalnym sportem, przy którym zjazd rowerem z Giewontu zdaje się być dziecięcą igraszką. Żeby było weselej, rodzona czyli tzw. biologiczna matka, obrażona z powodu faktu, iż córka wolała zamieszkać ze mną, ma ją głęboko w poważaniu. Jest więc naprawdę „hardcorowo”. I w takiej oto scenografii dnia codziennego, staram się znaleźć czas na realizację mojej pasji.

Ostatnia wycieczka w tym półroczu rozpoczęła się od przejazdu do Wieliczki. Potem „wdrapałem” się na drogę w kierunku Grabówek i Sygneczowa. Tym razem było łatwiej niż ostatnio, bo choć uliczka, którą wyjeżdżałem była stroma, to jednak o wiele krótsza od pamiętnej ulicy Kopernika. Dojechałem do Zbydniowic, które leżą już w granicach administracyjnych Krakowa a niedługo potem do Lusiny. Kolejną miejscowością był Gaj, na końcu którego czekało mnie wyzwanie pod tytułem wjazd na Zakopiankę. W tym miejscu jest ograniczenie prędkości do 70 km/h, ale nie łudźmy się, że ktokolwiek go przestrzega. Skręt rowerem w lewo skutkował zatem przypływem adrenaliny, która przydała się na podjeździe do Mogilan. Dalsza część trasy była, można powiedzieć, standardowa. Pięknym długim i szybkim zjazdem dotarłem do Skawiny, potem przeskok do Tyńca, przejazd przez Podgórki Tynieckie i byłem już w Krakowie. Przedostałem się w okolice Wisły, Most Zwierzyniecki zaprowadził mnie na drugi brzeg, przejechałem przez Salwator a następnie mało ambitnie, ale z pewną dozą lansu, przejechałem wzdłuż Wisły aż na Dąbie. Potem pozostało już tylko wrócić do domu, ale ten fragment nie zasługuje na dokładniejszy opis.


Tutaj rozpoczyna się zjazd do Skawiny
Tutaj rozpoczyna się zjazd do Skawiny

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)