Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Zwykły dzień

Poniedziałek, 31 października 2011 • Komentarze: 0

Aktywność
18 160 255
Data
31 października 2011
Pon. 18:45 20:18
Rower
Giant XTC
18 115 168
Kalorie
623kcal
Czas
1:28:27
179
1217
0:09 0:09 1:33
Dystans
37.83km
178
1219
3.28 4.19
Prędkość
25.67km/h
49
745
21.4 27.2 36.0
Kadencja
80rpm
109
Tętno
134bpm
154
Przewyższenia
119m
183
1266
       238
Nachylenie
+ 3.6% - 2.8%
+ 5.0 - 4.0
Temperatura
10.3°C
9.0 11.0

W przeciwieństwie do kolegów, nie wziąłem urlopu na dzisiejszy dzień. Zakładałem, że spokojnie spędzę czas w pracy, a atmosfera będzie zdecydowanie wypoczynkowa. Nic ciekawego nie powinno się wydarzyć, więc zaraz po porannej kawie zabrałem się za mniej pilne prace, na które nigdy nie miałem czasu. Wskazówki zegara wciąż przesuwały się leniwie, gdy zadzwonił telefon. No i rozpętało się małe piekiełko…

Pech chciał, że akurat dzisiaj jeden z klientów miał jakieś szalone problemy. Zanim okazało się, że to nie nasza wina, zdążył zaalarmować cały Zarząd, który z kolei oczekiwał wyjaśnień ode mnie. Wisiałem więc na telefonie zakłócając urlop pracownikom, wyjaśniając problem klientowi lub tłumacząc przyczyny takiego stanu rzeczy Zarządowi. Tętno miałem zapewne szybsze niż podczas niejednego stromego podjazdu, ale w końcu udało się „ugasić pożar”. Jeszcze raport, jeszcze kilka „dupochronów” i mogłem odetchnąć.

Po powrocie do domu nie zamierzałem już nigdzie wychodzić. Zjadłem obiad i chciałem po prostu odpocząć. Ale nie wytrzymałem. Na stres najlepszy jest spacer, albo przejażdżka. Wybrałem oczywiście rower. Gdy wychodziłem z domu dochodziła już dziewiętnasta, a więc od długiego czasu było już ciemno. Zamierzałem zrobić krótką, góra półtoragodzinną wycieczkę.

Podczas jazdy moje myśli krążyły gdzieś daleko. Szybko przekonałem się, że bynajmniej nie jest to bezpieczne. W ostatniej chwili zauważyłem forda mondeo wyjeżdżającego z bocznej uliczki. Dobrze, że jego kierowca wymuszając pierwszeństwo nie zatrzymał się w ostatniej chwili, bo wówczas nie zdążyłby zjechać z toru mojej jazdy i zapewne rower zatrzymałby się na jego tylnym błotniku, a ja pojechałbym dalej, cokolwiek może to oznaczać. Jak jednak wspomniałem, kierowca nie zatrzymał się, a mnie udało się minąć go dosłownie o kilkanaście centymetrów.

Andrzej Szpakowski powiedziałby w tym momencie, że wróciłem z dalekiej podróży. Owszem wróciłem. Dalsza część przejażdżki nie przyniosła już żadnych nadprogramowych „atrakcji”, więc cały i zdrowy wróciłem do domu.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)