Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Lekkie popołudnie

Środa, 11 czerwca 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
3 55 579
Data
11 czerwca 2014
Śr. 16:41 19:42
Rower
Ridley Fenix
3 24 24
Kalorie
1456kcal
Czas
2:53:58
44
426
0:38 0:25 0:00
Dystans
85.39km
40
353
15.16 14.90
Prędkość
29.45km/h
20
168
23.6 35.1 65.3
Kadencja
77rpm
110
Tętno
148bpm
165
Przewyższenia
498m
38
414
       315
Nachylenie
+ 3.3% - 3.4%
+ 14.0 - 10.0
Temperatura
28.9°C
26.0 32.0

Dzisiaj jeździło mi się zupełnie inaczej niż dwa dni temu. Temperatura była nieco niższa i wiał delikatny wiatr. To wystarczyło, aby zamiast walki z własnymi ograniczeniami, w pełni cieszyć się jazdą.

Zacząłem od mocnej rozgrzewki, czyli krótkiej wizyty na ulicy Gruszczyńskiego. Jak już wielokrotnie wspominałem, kończy się ona krótkim, ale 14-to procentowym podjazdem. Test kondycji wypadł pozytywnie, więc optymistycznie nastawiony pojechałem dalej. Zjechałem do ulicy Myślenickiej, a potem skierowałem się w stronę Kąpielowej. Dojechałem do Zakopiańskiej, przejechałem na drugą stronę i przez Kliny dotarłem do Zawiłej, a później do Skotnickiej. Ulica Winnicka doprowadziła mnie do Tynieckiej. Tam niespodzianka z cyklu „Polska w budowie”, czyli nowa, idealnie równa nawierzchnia. Pojechałem więc do Tyńca, zjechałem nad Wisłę i skierowałem się w stronę Krakowa. Od toru kajakowego przy Kolnej aż do ulicy Widłakowej jechałem po wałach wiślanych. Tam skręciłem w Tyniecką.

Pomimo upału tryskałem energią, więc postanowiłem, że pojadę do Niepołomic i dopiero stamtąd wrócę do domu. Wszystko wyglądało fajnie, ale byłem dokładnie po drugiej stronie Krakowa. Musiałem więc przedrzeć się przez miasto, co zawsze oznacza ślimacze tempo. Tym razem nie było jednak aż tak źle. Dotarłem do Ronda Grunwaldzkiego. Tam skręciłem w Dietla, przejechałem kawałek Grzegórzecką, a potem Aleją Daszyńskiego. Wkrótce byłem na Rondzie Grzegórzeckim i kierowałem się na Nową Hutę. Za Rondem Dywizjonu 303 skręciłem w Centralną, które po chwili przeszła w Sołtysowską. Spokojną uliczką o równie spokojnej nazwie Niepokalanej Marii Panny dojechałem do Podbipięty, która kilka kilometrów dalej zaprowadziła mnie do Igołomskiej.

Wspomniana wcześnie „Polska w budowie” nie dotarła jeszcze do trasy wylotowej na Sandomierz. Igołomska spokojnie mogłaby więc tymczasowo zmienić nazwę na „Koleinową”. Zaiste wybór toru jazdy jest tutaj nielichym dylematem. Tu i ówdzie można ryzykować jazdę po kiepskim poboczu, lawirując wśród żwiru, śmieci lub resztek szkła. Można jechać środkiem drogi narażając się na rozjechanie przez liczne tiry, a w najlepszym razie na słuchanie mało wybitnych dzieł muzyki „klaksonowej”. Można wreszcie spróbować poruszać się w koleinach, co także jest mało przyjemne. Na szczęście w jednym kawałku, i ja, i mój rower, dotarliśmy do skrzyżowania z ulicą Brzeską. Tam skręciłem na południe i pojechałem w stronę Niepołomic.

Ulica Brzeska jest w równie kiepskim stanie, co Igołomska, ale ruch tutaj panuje mniejszy, więc w miarę spokojnie i bezstresowo dotarłem do mostu na Wiśle, za którym skręciłem na zachód, rozpoczynając tym samym ostatni etap dzisiejszej przejażdżki. Dojechałem do Staniątek, a za nimi skręciłem w stronę Węgrzców Wielkich. Tak wiele razy opisywałem ten fragment trasy, że tym razem sobie daruję.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)