Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Suplement

Poniedziałek, 30 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
11 128 524
Data
30 grudnia 2013
Pon. 10:43 12:41
Rower
Focus Raven
5 84 84
Kalorie
859kcal
Czas
1:54:30
105
1014
0:14 0:10 0:00
Dystans
50.28km
97
957
5.35 4.94
Prędkość
26.35km/h
33
621
22.7 27.1 45.5
Kadencja
79rpm
106
Tętno
141bpm
175
Przewyższenia
187m
108
1124
       244
Nachylenie
+ 3.5% - 3.6%
+ 6.0 - 8.0
Temperatura
6.6°C
5.0 8.0

Wiem, że ostatni dzień roku jest dopiero jutro, ale to dzisiaj wybrałem się na ostatnią tegoroczną przejażdżkę. Do przekroczenia 8000 kilometrów brakowało mi zaledwie 20 kilometrów i żal byłoby nie skorzystać z takiej okazji, zwłaszcza, że pogoda w niczym nie przypomina zimowej aury. Trasa nie była specjalnie atrakcyjna. Najpierw wzdłuż jednego brzegu Wisły, a potem powrót wzdłuż drugiego brzegu. Nic specjalnego. Plan został wykonany.

Koniec roku to zazwyczaj czas podsumowań. Często przemycam tutaj skrawki mojego osobistego życia, ale tym razem będzie to podsumowanie wyłącznie rowerowe. Plan minimum zakładał przejechanie 5000 kilometrów i to się udało z dużą nawiązką. Co prawda do mojego rekordu z 2011 roku, kiedy przejechałem ponad 10000 kilometrów zabrakło ponad 2000 kilometrów, ale dwa lata temu miałem o wiele mniej obowiązków. Za to w tym roku miałem najwyższą prędkość średnią. Udało mi się także zaliczyć najdłuższą pod względem przejechanych kilometrów przejażdżkę, a średni dystans także był najwyższy. No i na jednym ze zjazdów pobiłem swój osobisty rekord prędkości. Kolejnym sukcesem była najwyższa średnia prędkość podjazdów. Jeździłem częściej niż rok temu, a serce „pukało” z prawie taką samą częstotliwością jak w ubiegłym roku i nieco szybciej, niż dwa lata temu.

Od strony technicznej to był także udany rok. Focus Raven, czyli mój pierwszy rower z karbonową ramą, sprawdził się doskonale. Z pewnością ma spory udział w przytoczonych powyżej wynikach. W ostatnim kwartale zaczęła się także materializować idea, aby w przyszłym sezonie zasmakować jazdy na rowerze szosowym. Jeśli więc wszystko ułoży się po mojej myśli, po raz pierwszy w życiu (tak, tak, to prawda) wsiądę na prawdziwy rower wyścigowy. Oczywiście zamierzam sam go zbudować, bo moja inżynierska dusza nie pozwala na trywialne pójście do sklepu po gotowy rower.

Ktoś powie, że to droga pasja. Czy aby na pewno? Przed chwilą miałem okazję oglądnąć fragment programu „Rozmowy w toku”. Jednym z bohaterów był gość, który zawładnięty jest pasją kształtowania swojego ciała. Sześć razy w tygodniu chodzi na siłownię, na suplementy diety wydaje nawet 1500 złotych miesięcznie, specjalna dieta to 1200 złotych, a solarium (sic!) 250 złotych. Razem prawie 3000 złotych miesięcznie plus karnet na siłownię! No i co? Rower jest drogą pasją?

Kończąc ostatni wpis Anno Domini 2013, życzę wszystkim rowerowym zapaleńcom, aby kolejny rok był lepszy pod każdym, nie tylko rowerowym względem. Świeżo upieczonym cyklistom życzę, aby zachorowali na nieuleczalną postać cyklozy. To naprawdę wspaniała i bardzo, bardzo zdrowa pasja.

Niech moc będzie z Wami na każdym podjeździe…

2013 w kalejdoskopie
2013 w kalejdoskopie



Z wiatrem raz jeszcze

Niedziela, 29 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
10 127 523
Data
29 grudnia 2013
Niedz. 12:31 15:02
Rower
Focus Raven
4 83 83
Kalorie
1089kcal
Czas
2:25:10
55
622
0:18 0:17 0:00
Dystans
62.10km
55
632
6.93 8.65
Prędkość
25.67km/h
53
730
22.5 30.1 44.2
Kadencja
77rpm
104
Tętno
142bpm
165
Przewyższenia
257m
79
921
       239
Nachylenie
+ 3.7% - 3.2%
+ 8.0 - 4.0
Temperatura
9.3°C
8.0 10.0

Na dzisiejszą, niedzielną, i prawdopodobnie przedostatnią przejażdżkę w tym roku wybrałem się niedługo po tym, jak zegar na pobliskim kościele wybił południe. Zimy ani widu, ani słychu, więc kolejny raz mogłem skorzystać z podstawowego roweru. Pojechałem na wschód w stronę Niepołomic. Poruszałem się wyjątkowo szybko, co nie było zasługą mojej kondycji ani techniki jazdy, lecz silnego, zachodniego wiatru. W Podłężu skręciłem na północ, a później na zachód. To oczywiście oznaczało jazdę pod wiatr. Nie było jednak źle i w miarę sprawnie dotarłem do granic administracyjnych Krakowa. Przejechałem przez Most Wandy i skręciłem w stronę Łęgu. Potem przejechałem obok Centrum Handlowego M1 i skierowałem się do parku AWF. Tam zatrzymałem się na chwilę, aby kolejny raz uwiecznić powstającą halę widowiskowo-sportową. Dojechałem do Alei Jana Pawła II, skręciłem w stronę Ronda Mogilskiego, przejechałem tunelem pod Dworcem Głównym, obok Politechniki Krakowskiej, przez Plac Matejki, wzdłuż Plantów i ulicą Kopernika. Potem skręciłem w stronę Mostu Kotlarskiego i jadąc przez Rybitwy wróciłem do domu.

Hala Widowiskowo-Sportowa w budowie…
Hala Widowiskowo-Sportowa w budowie…



Boski wiatr

Środa, 25 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
9 126 522
Data
25 grudnia 2013
Śr. 12:31 14:47
Rower
Focus Raven
3 82 82
Kalorie
1020kcal
Czas
2:10:13
79
808
0:20 0:18 0:00
Dystans
57.36km
72
743
8.47 9.03
Prędkość
26.43km/h
29
606
24.3 29.3 48.1
Kadencja
78rpm
105
Tętno
145bpm
162
Przewyższenia
281m
71
860
       242
Nachylenie
+ 3.3% - 3.1%
+ 8.0 - 7.0
Temperatura
13.3°C
12.0 16.0

Pomimo tego, że Boże Narodzenie jest najbardziej rodzinnym ze świąt, od dawna marzyłem, aby do wigilijnego stołu zasiąść u siebie w domu. Długo czekałem i wiele w moim życiu musiało się wydarzyć, aby rok temu zrealizować wreszcie to marzenie. Mam nadzieję, że zapoczątkowałem w ten sposób nową tradycję, bo w tym roku było podobnie. Przygotowanie świąt wiązało się ze spędzeniem większej ilości czasu na zakupach oraz w kuchni, gdzie między innymi musiałem walczyć z karpiem, który jakimś cudem przeżył wykonanie wyroku śmierci w sklepie i cudownie ożył w kuchennym zlewie…

Czy w tym wszystkim jest miejsce na rowerową pasję? Oczywiście. Na przykład, można pod choinką znaleźć jakiś rowerowy gadżet, albo przy wieczornej lampce czerwonego wina snuć plany rowerowych eskapad na kolejny rok. Można też wyskoczyć z domu na jakąś przejażdżkę, co jest dobrym pomysłem, bo w święta chyba każdy pozwala sobie na zaaplikowanie większej niż zwykle dawki kalorii.

Czego jak czego, ale pod koniec grudnia nie spodziewałem się kilkunastu stopni powyżej zera. W związku z tym mogłem jeszcze raz w tym roku wykorzystać mój podstawowy rower. To nie wszystko. Kominiarka i zimowa kurtka także pozostały w domu. Wystarczyła mała czapeczka pod kask i ocieplana bluza. I tylko jedna rzecz psuła mi nieco humor. Mocno wiało. Na tyle mocno, że spotkany sąsiad spojrzał na mnie tak wymownie, iż miałem wrażenie, że widzi we mnie kamikadze, który właśnie udaje się w swój ostatni lot. Coś było na rzeczy, bo gdy jechałem pod wiatr, prędkość spadała miejscami do kilkunastu kilometrów na godzinę. A gdy wiatr miałem z boku, to każdy jego podmuch wytrącał mnie z właściwego kierunku jazdy. Za to kiedy wiało z tyłu, to… aż chciało się śpiewać kolędy z radości…

Trasa w 90% była powieleniem poprzedniej wycieczki. Zmieniłem tylko końcówkę i odważyłem się pojechać ulicą Wielicką. Ruch był niewielki, więc wydawało mi się, że spokojnie i bezpiecznie dotrę do celu. Do celu owszem dotarłem, ale nie mogę powiedzieć, że spokojnie i bezpiecznie, albowiem nie wziąłem pod uwagę, że w świąteczny dzień na drogach jest wielu niedzielnych kierowców. Dzielą się oni z grubsza na trzy grupy: kierowców cwaniaków, którzy zachowują dwudziestocentymetrowy odstęp bezpieczeństwa od wyprzedzanego rowerzysty, kierowców ostrożnych, którzy zachowują trzymetrowy odstęp i kierowców cieni, którzy w ogóle nie wyprzedzają, tylko jadą za tobą, czekając, aż sam zjedziesz z drogi.

Ponieważ w święta jest zwyczaj składać sobie życzenia, przyłączę się do tej tradycji, życząc Wam wszystkim dużo zdrowia, szczęścia i świętego spokoju, o który coraz trudniej w dzisiejszych czasach. Opieki Bożej także Wam życzę, a jeśli ktoś w Boga nie wierzy, to tym bardziej mu tego właśnie życzę. No i oczywiście wielu udanych rowerowych eskapad, bo to w końcu blog rowerowy.



Przedświątecznie (AD 2013)

Niedziela, 22 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
8 125 521
Data
22 grudnia 2013
Niedz. 11:23 13:49
Rower
Giant Boulder
6 44 173
Kalorie
1094kcal
Czas
2:24:03
56
636
0:16 0:16 0:00
Dystans
60.63km
60
674
6.00 7.59
Prędkość
25.25km/h
65
799
21.7 28.0 37.7
Kadencja
75rpm
100
Tętno
142bpm
163
Przewyższenia
234m
86
985
       250
Nachylenie
+ 3.9% - 3.0%
+ 7.0 - 7.0
Temperatura
4.4°C
3.0 7.0

Dokładnie rok temu popełniłem wpis o identycznym tytule – oczywiście bez adnotacji Anno Domini. Wtedy narzekałem na sąsiada, który trzepał dywany o świcie. Dzisiaj na szczęście obyło się bez podobnych niespodzianek.

Na przejażdżkę wybrałem się jeszcze przed południem. Było na tyle ciepło, że założenie kominiarki okazało się kiepskim pomysłem. Często musiałem ją odchylać, aby zaczerpnąć większą ilość świeżego powietrza. Trasa była dosyć rutynowa. Najpierw Rybitwy, potem Dąbie, a następnie ścieżka rowerowa wzdłuż Wisły, aż do ulicy Mirowskiej. Przejazd na drugi brzeg, dojazd do Tyńca i powrót do centrum miasta ulicą Tyniecką. Dystans całkiem niezły jak na grudzień. Niestety poza niepotrzebną kominiarką popełniłem jeszcze jeden błąd. Nie zabrałem ani bidonu, ani choćby jednego banana na drogę. Z powodu braku energii ostatnie kilometry pokonywałem więc w dosyć ślimaczym tempie.



Zapach wieczornych mgieł

Wtorek, 17 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
7 124 520
Data
17 grudnia 2013
Wt. 17:54 20:13
Rower
Giant Boulder
5 43 172
Kalorie
974kcal
Czas
2:06:41
87
849
0:15 0:12 2:19
Dystans
52.68km
89
865
5.35 5.66
Prędkość
24.95km/h
77
857
21.3 26.4 37.4
Kadencja
75rpm
101
Tętno
143bpm
180
Przewyższenia
182m
111
1149
       240
Nachylenie
+ 3.4% - 3.3%
+ 6.0 - 7.0
Temperatura
- 0.6°C
- 3.0 1.0

Chłód przywitał mnie, gdy tuż przed osiemnastą siadałem na rower, by zanurzyć się w nicości wieczoru. Światło ulicznych latarni, miast odbijać się od lustra białego puchu, z racji jego braku zdawało się ginąć w czarnej dziurze nagiej przyrody. Starałem się poruszać mało uczęszczanymi ulicami, a pulsujące rowerowe światło nie rozpraszało wystarczająco mroku. Droga była widoczna jedynie w blasku reflektorów nielicznych samochodów. Ale i to się skończyło, gdy wjechałem na wały wiślane przy ulicy Wioślarskiej. Teraz miałem przed sobą pustą przestrzeń, a nade mną prawie bezchmurne niebo i złoty księżyc. Nad Wisłą poczęły się unosić mgły. Zrazu delikatne, subtelnie muskały brzegi, nie zapuszczając się dalej. Z czasem gęstniały, a gdzieniegdzie obejmowały mnie swoim zimnym i wilgotnym uściskiem. Temperatura spadła. Zacząłem odczuwać chłód. Przejechałem na drugi brzeg i ruszyłem w stronę miasta, którego poświata rozświetlała mrok na horyzoncie. Światła cywilizacji zbliżały się do mnie z każdą chwilą, aż wreszcie stałem się ich częścią, gdy prowadziły mnie prosto do domu.


Tajemniczy Wawel
Tajemniczy Wawel



Bez „poweru”

Niedziela, 15 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
6 123 519
Data
15 grudnia 2013
Niedz. 12:37 14:42
Rower
Giant Boulder
4 42 171
Kalorie
937kcal
Czas
2:03:43
91
887
0:32 0:21 0:00
Dystans
51.43km
92
909
10.71 10.72
Prędkość
24.95km/h
77
857
19.5 29.5 49.5
Kadencja
73rpm
106
Tętno
142bpm
161
Przewyższenia
381m
43
617
       332
Nachylenie
+ 3.6% - 3.5%
+ 8.0 - 9.0
Temperatura
4.2°C
4.0 5.0

Mrozów nadal nie ma, co wcale mi nie przeszkadza, ale dzisiaj kolejny raz musiałem walczyć z przeciwnym wiatrem, który skutecznie obniżał odczuwalną temperaturę. Na przejażdżkę wybrałem się wczesnym popołudniem, aby wykorzystać resztki krótkiego dnia. Najpierw pojechałem ulicą Kosocicką, a później Hallera, co oznaczało, że miałem mocną rozgrzewkę na podjazdach. Muszę przyznać, że nie czułem „poweru”. Czy przeciwny wiatr to sprawił, czy kominiarka, która utrudniała mi głębokie oddychanie, ale faktem jest, że lekkość z jaką pokonywałem zazwyczaj ten odcinek gdzieś uleciała. Zmęczony wyjechałem pod kościół w Kosocicach. Potem było lepiej. Szybki zjazd ulicą Sawiczewskich do Myślenickiej, przejazd przez Swoszowice, Kliny, ulicę Babińskiego. Przez Podgórki Tynieckie dotarłem do Tyńca. Gruntowy odcinek przez las był ostatnim podjazdem, który wymagał ode mnie zwiększonego wysiłku. Później było już zdecydowanie lepiej. W Tyńcu skręciłem na wschód i nareszcie mogłem pojechać szybciej. Jadąc mało oryginalną trasą, czyli wzdłuż Wisły, dojechałem do centrum Krakowa. Pojechałem dalej i jadąc przez Rybitwy dotarłem do domu.



W oparach smogu

Czwartek, 12 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
5 122 518
Data
12 grudnia 2013
Czw. 17:10 18:59
Rower
Giant Boulder
3 41 170
Kalorie
737kcal
Czas
1:45:10
114
1107
0:09 0:10 1:49
Dystans
42.07km
110
1125
3.42 4.91
Prędkość
24.01km/h
97
1004
21.1 28.3 38.3
Kadencja
70rpm
101
Tętno
136bpm
181
Przewyższenia
148m
124
1224
       243
Nachylenie
+ 4.3% - 2.8%
+ 6.0 - 3.0
Temperatura
1.1°C
1.0 2.0

Dopiero co pisałem o orkanie Ksawery, który zdmuchnął znad Krakowa cały smog, dzięki czemu mogłem delektować się jazdą w czystym powietrzu. Radość nie trwała długo. Minęło kilka dni i sytuacja wróciła do przykrej, zimowej normy. Dzisiaj Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Krakowie ogłosił, że ze względu na przekroczenie emisji jakichś tam pyłów, zaleca się, aby nie przebywać zbyt długo na zewnątrz.

Mimo wszystko wybrałem się na przejażdżkę. Postanowiłem, że nie będzie zbyt długa i na wszelki wypadek pojechałem na wschód, poza granice Krakowa. Powietrze istotnie nie przypominało uzdrowiska. Nie wiem czym tutaj ludzie palą w piecach, ale spaliny zawierają przynajmniej połowę tablicy Mendelejewa. Oddychać jednak musiałem. W Węgrzcach Wielkich zawróciłem w stronę miasta, co miało ten negatywny skutek, że oprócz wdychania „toksyn” musiałem walczyć z mocnym, przeciwnym wiatrem. Oj ciężko się jechało, a licznik wyjątkowo leniwie odliczał kolejne kilometry. Na domiar złego po raz kolejny spotkałem kilku „buraków”, którzy uparli się, aby pobić rekord Guinessa w kategorii „najmniejszy bezpieczny odstęp przy wyprzedzaniu rowerzysty”.

Smog, wiatr i „buraki” sprawiły, że podjeżdżając pod dom odetchnąłem z ulgą…



Miara pasji

Wtorek, 10 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
4 121 517
Data
10 grudnia 2013
Wt. 17:17 19:22
Rower
Giant Boulder
2 40 169
Kalorie
823kcal
Czas
1:57:16
98
974
0:16 0:14 2:05
Dystans
45.60km
104
1047
5.65 6.25
Prędkość
23.33km/h
108
1081
20.6 25.2 34.6
Kadencja
72rpm
108
Tętno
136bpm
179
Przewyższenia
188m
107
1121
       246
Nachylenie
+ 3.3% - 2.9%
+ 7.0 - 5.0
Temperatura
- 2.2°C
- 3.0 - 1.0

Fajny wątek pojawił się dzisiaj na form rowerowym. Jeden z użytkowników zapytał jaka jest optymalna liczba rowerów, którą powinien posiadać człowiek zarażony rowerową pasją. Bardzo szybko pojawiły się wpisy, z których wynikało, że posiadaczy tylko jednego roweru jest zdecydowana mniejszość. Przypomniałem więc sobie, jak to było ze mną.

Początek był bardzo skromny. Nie będąc przekonanym, czy dobrze robię, kupiłem budżetowy rower Giant Boulder. Kalkulowałem, że jeśli nie złapię bakcyla, to jakoś przeboleję kasę, którą na niego wydałem. Jednak bardzo szybko okazało się, że odkryłem w sobie nową pasję i po niedługim czasie nie wyobrażałem już sobie życia bez dwóch kółek. Zapragnąłem więc mieć coś lepszego, na czym mógłbym szybciej pokonywać długie dystanse, a że odezwała się we mnie inżynierska dusza, postanowiłem, że rower zbuduję sobie sam. Tak narodził się Giant XTX, na którym jeździłem przez trzy sezony. Giant Boulder nie poszedł jednak w zapomnienie i był wykorzystywany jako rower „zimowy”, czyli od później jesieni do wczesnej wiosny. Miałem więc dwa rowery i liczba ta wydawała się optymalna. Rok temu kolejny raz odezwał się niespokojny duch, zamieszkujący najbardziej odległe zakamarki mojego umysłu. Plan był prosty. Giant XTC po niewielkich przeróbkach podaruję Monice, a sam zbuduję sobie rower marzeń. W ten oto sposób powstał Focus Raven, mój najlepszy jak dotychczas rower. Miałem więc ciągle dwa rowery, bo poczciwy Giant Boulder nadal służył mi zimą, a Giant XTC powędrował w śliczne dłonie mojej Moniki. Zdawało się, że ten stan rzeczy pozostanie już niezmienny.

Nie doceniłem jednak potęgi mediów, a zwłaszcza kanału Eurosport, a najdokładniej rzecz ujmując, transmisji największych tourów kolarskich. Widząc setki zawodników jadących na smukłych, szybkich rowerach, zaczęło kiełkować we mnie marzenie, aby poczuć chociaż namiastkę emocji, jakich dostarcza jazda na rowerze szosowym. Focus Raven stworzony do cross country coraz rzadziej eksplorował bezdroża i drogi gruntowe, a coraz częściej mknął po gładkim asfalcie. Nietrudno się domyślić, że wcześniej czy później musiał mi wpaść do głowy pomysł, aby zbudować rower szosowy. „Road Project” – jak szumnie, acz mało oryginalnie nazwałem nowy projekt, właśnie się powoli realizuje. Jeśli wszystko się uda, to na wiosnę kolekcja moich rowerów powiększy się o jeszcze jeden.

Czy to jeszcze pasja, czy już może szaleństwo? Zacytuję więc fragment mojego postu, który opublikowałem dzisiaj we wspomnianej na początku dyskusji. „Tak naprawdę miarą zaawansowania pasji nie jest liczba rowerów. Jeśli ktoś cieszy się wyłącznie z powodu posiadania wypasionego sprzętu, który większość czasu spędza w piwnicy lub w garażu, to jest to nieporozumieniem. Prawdziwą radość czerpie się z jazdy. Pamiętam jak kilka lat temu przeżyłem lekcję pokory, gdy pokonując średniej trudności podjazd na stosunkowo dobrym, pachnącym nowością, czyściutkim rowerze zostałem z łatwością wyprzedzony przez rowerzystę, który jechał na jakimś starym rowerze, ważącym pewnie ze dwa razy więcej od mojego.”

Dzisiaj jechałem na moim najstarszym rowerze. Przeznaczony na zimę i inne niesprzyjające warunki, Giant Boulder wciąż daje mi wiele frajdy z jazdy. Nie ma karbonowej ramy, nie ma dziesięciu zębatek ani hamulców tarczowych, ale i tak jest powodem do uśmiechu i radości, które można dostrzec w moich oczach, bo... resztę twarzy zasłania kominiarka.



Dobra strona Ksawerego

Niedziela, 8 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
3 120 516
Data
8 grudnia 2013
Niedz. 12:20 14:38
Rower
Giant Boulder
1 39 168
Kalorie
976kcal
Czas
2:06:21
88
856
0:13 0:12 0:00
Dystans
51.60km
91
900
4.78 5.44
Prędkość
24.51km/h
89
933
21.6 26.8 39.0
Kadencja
73rpm
108
Tętno
144bpm
163
Przewyższenia
196m
102
1092
       244
Nachylenie
+ 4.1% - 3.5%
+ 6.0 - 8.0
Temperatura
1.5°C
- 1.0 5.0

Siejący zniszczenie w Europie orkan Xaver zrobił jedną dobrą rzecz. Zdmuchnął znad Krakowa cały smog, dzięki czemu w Grodzie Kraka można oddychać w miarę czystym powietrzem. Nie jeździłem na rowerze przez trzy ostatnie dni i już wczoraj wieczorem planowałem, że dzisiaj wybiorę się na przejażdżkę. W nocy spadł śnieg, ale był zbyt skromny, aby zmienić moje plany.

Wyjechałem tuż po godzinie 12. Na bezchmurnym niebie świeciło słońce, było umiarkowanie zimno, lecz chłód był potęgowany przez południowo-zachodni wiatr. Najpierw pojechałem na zachód w stronę Stopnia Wodnego Kościuszko. Dosyć mocno pracowałem, aby poruszać się z jakąś sensowną prędkością. Oprócz tego musiałem uważać na spacerowiczów, którzy beztrosko poruszali się po ścieżkach rowerowych, błędnie założywszy, iż śnieg oznacza, że rowerzyści pozostali w domowych pieleszach. A to nieprawda. Na trasie spotkałem przynajmniej dwudziestu cyklistów, dla których podobnie jak dla mnie sezon rowerowy trwa cały rok. Po trzydziestu kilometrach dotarłem do obwodnicy, przejechałem na drugi brzeg Wisły i wspierany przez wiatr spokojnie rozpocząłem powrót do domu. Po drodze miałem jeden drobny incydent z dwiema pieszymi, które idąc wzdłuż brzegu nie mogły się zdecydować, czy pozwolić się wyprzedzić z lewej czy z prawej strony. Poirytowany, zmuszony niemal do zatrzymania się, „cyknąłem” sobie pod nosem, ale chyba zbyt głośno, bo wywołałem histeryczną lawinę pretensji pod moim adresem. Czyżby jedna z pań miała właśnie „trudne dni”?

Pozostała część drogi minęła już bez niespodzianek i po ponad dwóch godzinach jazdy mogłem zaparzyć sobie gorącą, imbirową herbatę.


Grudniowy Wawel widziany z oddali
Grudniowy Wawel widziany z oddali
Salwator widziany z bliska
Salwator widziany z bliska



Z nutką wspomnień

Środa, 4 grudnia 2013 • Komentarze: 0

Aktywność
2 119 515
Data
4 grudnia 2013
Śr. 17:16 19:36
Rower
Focus Raven
2 81 81
Kalorie
1005kcal
Czas
2:15:14
74
740
0:20 0:17 2:20
Dystans
55.05km
82
802
7.40 8.15
Prędkość
24.43km/h
92
945
21.6 27.2 43.3
Kadencja
76rpm
104
Tętno
141bpm
171
Przewyższenia
242m
83
963
       246
Nachylenie
+ 3.3% - 3.0%
+ 6.0 - 6.0
Temperatura
- 0.1°C
- 1.0 1.0

Podobno jakaś straszna wichura nadciąga nad Polskę. Prędkość wiatru ma przekraczać 100 km/h, czyli normalnie strach się bać. Dzisiaj też wiało, ale poza tym, że wiatr potęgował uczucie chłodu, dało się wytrzymać.

Przejażdżkę rozpocząłem identycznie jak dwa dni temu, ale po obowiązkowym przejeździe przez Rybitwy nie skierowałem się do centrum, ale pojechałem do Nowej Huty. Tam zawitałem m.in. na os. Niepodległości, gdzie w bloku zwanym od nazwiska jego projektanta puchatkiem, mieszkała przed laty moja najstarsza siostra. Pamiętam dobrze ów cud socjalistycznego budownictwa. W mieszkaniu trudno było znaleźć choć jedną prostą ścianę, a sufit był równie gładki jak powierzchnia księżyca. W kuchni nie sposób było się przewrócić, bo upadając wcześniej trafiłoby się na ścianę, niźli na podłogę. Przez nieszczelne okna wicher swobodnie wentylował pomieszczenia, co pozwalało na nieprzejmowanie się niedrożnymi przewodami wentylacyjnymi. Czasem zastanawiam się jak wtedy można było żyć? A przecież żyłem wtedy i byłem szczęśliwy. Miałem mnóstwo znajomych, z którymi często się umawiałem, chociaż już nie pamiętam jak to robiłem skoro nie było jeszcze telefonów komórkowych, a i posiadanie stacjonarnego aparatu nie należało do standardu. Na przekór codziennej, siermiężnej, robotniczo-chłopskiej szarości wierzyłem, że to się zmieni. No i zmieniło się…