Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Ostatni raz w październiku

Czwartek, 30 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
12 103 627
Data
30 października 2014
Czw. 16:08 18:27
Rower
Giant Boulder
3 35 208
Kalorie
1067kcal
Czas
2:05:34
94
884
0:20 0:16 2:05
Dystans
50.65km
103
958
7.19 7.74
Prędkość
24.21km/h
108
997
20.8 28.2 46.7
Kadencja
84rpm
111
Tętno
144bpm
185
Przewyższenia
249m
92
958
       254
Nachylenie
+ 3.5% - 3.4%
+ 8.0 - 5.0
Temperatura
5.5°C
3.0 7.0

Ostatnia październikowa przejażdżka wiodła głównie miejskimi szlakami. Kolejny raz zdecydowałem się na użycie roweru górskiego. Kiedyś czytałem wspomnienia kolarskiego amatora, który czuł się bardzo dziwnie, gdy po sezonie spędzonym na rowerze szosowym, przesiadł się na rower górski. Ja nie czuję się dziwnie, ale odczuwam pewien dyskomfort. Mój zimowy „góral” jest prawie dwukrotnie cięższy od szosówki, a zwiększone opory toczenia powodują, że mogę zapomnieć o wysokiej prędkości średniej. Mimo to cieszę się jazdą, bo tu i ówdzie mogę uciec od gładkiego asfaltu i w poszukiwaniu samotności przemierzać bezdroża.

Z rowerowego punktu widzenia październik okazał się całkiem przyzwoitym miesiącem. Jeździłem częściej niż w miesiącach tradycyjnie uważanych za sezon rowerowy. Czy listopad także będzie udany? To się wkrótce okaże.


Kładka Bernatka
Kładka Bernatka



Ciemność i mgła

Wtorek, 28 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
11 102 626
Data
28 października 2014
Wt. 16:35 19:03
Rower
Giant Boulder
2 34 207
Kalorie
1177kcal
Czas
2:18:57
73
703
0:13 0:11 2:28
Dystans
55.22km
85
808
4.64 4.52
Prędkość
23.85km/h
113
1040
21.3 23.0 39.6
Kadencja
83rpm
112
Tętno
144bpm
179
Przewyższenia
163m
118
1212
       246
Nachylenie
+ 3.5% - 3.4%
+ 7.0 - 7.0
Temperatura
2.0°C
1.0 2.0

Zmiana czasu na zimowy sprawiła, że popołudniową przejażdżkę rozpocząłem o zmierzchu. Nie zdecydowałem się na użycie szosówki, bo zadaniem zamontowanego na niej oświetlenia jest bycie widocznym dla innych, a nie oświetlanie drogi przed sobą. Łatwo mógłbym zaliczać różne drogowe pułapki, co w połączeniu z całkowitym brakiem amortyzacji i wąskimi oponami, do szczególnie miłych doznań nie należy. Wsiadłem więc na poczciwego Bouldera i ruszyłem przed siebie…

Przejażdżka była w pewnym sensie szczególna, ponieważ testowałem za jednym zamachem, jak powiedziałby arabski fundamentalista, dwa nowe „ficzery”, czyli torebkę podsiodłową oraz nowy, zimowy strój kolarski. Torebka choć niewielka, spokojnie zmieściła zestaw kluczy, łatki, łyżki do opon, miniaturową pompkę, dętkę 26’’ i aparat fotograficzny. Gdybym jechał szosówką, to spokojnie zmieściłbym jeszcze telefon, bo dętka 28’’ zajmuje znacznie mniej miejsca. Pozostałe drobiazgi, czyli mały portfel, telefon, galaretki energetyczne i chusteczki do nosa, które muszę mieć, bo w niskiej temperaturze mam problem ze śluzówkami, powędrowały do nowej kurtki. Muszę przyznać, że jazda bez plecaka dała mi o wiele więcej frajdy i poczucia swobody, co w połączeniu z faktem, że nowy strój także się sprawdził, przeniosło mnie do krainy rowerowej ekstazy.

Tylko mgła psuła ogólny nastrój szczęśliwości. Jadąc po wałach wiślanych wytężałem wzrok, starając się wyłuskać z białej poświaty sylwetki ludzi, aby nieopatrznie nikogo nie rozjechać, tudzież samemu nie być rozjechanym. Musiałem jechać wolno i rozważnie, co nieźle mnie zmęczyło. W drodze powrotnej musiałem na dodatek walczyć z przeciwnym wiatrem. Jednak pomimo tych trudności, jak zwykle wróciłem do domu z uśmiechem malującym się na mojej, wilgotnej od mgły, twarzy.



Po mieście

Piątek, 24 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
10 101 625
Data
24 października 2014
Pt. 15:55 18:42
Rower
Ridley Fenix
9 68 68
Kalorie
1277kcal
Czas
2:30:46
59
588
0:21 0:17 1:10
Dystans
64.75km
68
590
8.44 8.10
Prędkość
25.77km/h
85
729
23.8 27.4 43.5
Kadencja
83rpm
111
Tętno
144bpm
159
Przewyższenia
258m
90
935
       266
Nachylenie
+ 3.1% - 3.4%
+ 6.0 - 4.0
Temperatura
3.9°C
2.0 5.0

Pomysł, aby w piątek jeździć wyłącznie po mieście nie był najlepszy. Zakorkowane ulice nie pozwalały na rozwinięcie sensownej prędkości, bo lawirowanie pomiędzy samochodami podnosi raczej adrenalinę, a nie średnią prędkość. Na dodatek, aby postępować zgodnie z litera prawa, musiałem korzystać ze ścieżek rowerowych, a nie lubię jeździć po nich na rowerze szosowym. No ale widziały gały, co brały, więc nie narzekam.

Założyłem, że przejadę minimum 50 kilometrów i to się udało. Przez wzgląd na opisane powyżej trudności, ciężko było zachować reżim wysokiej kadencji oraz przyzwoitej prędkości średniej. Dodatkową przeszkodą był bardzo silny wschodni wiatr. A jeśli już jestem przy pogodzie, to warto wspomnieć, że było raczej chłodno. Zamierzałem przetestować nowy zimowy strój, ale nie dotarł na czas do paczkomatu. Dopiero w trakcie przejażdżki otrzymałem sms’a, że przesyłka jest gotowa do odbioru. Nowe ciuchy sprawdzę więc następnym razem.



Cricoteka o lekkim zabarwieniu politycznym

Wtorek, 21 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
9 100 624
Data
21 października 2014
Wt. 16:11 18:37
Rower
Ridley Fenix
8 67 67
Kalorie
1140kcal
Czas
2:14:23
80
767
0:32 0:24 0:58
Dystans
62.49km
72
638
12.83 13.64
Prędkość
27.91km/h
52
392
23.4 33.5 54.8
Kadencja
88rpm
117
Tętno
144bpm
164
Przewyższenia
439m
47
498
       319
Nachylenie
+ 3.4% - 3.1%
+ 7.0 - 7.0
Temperatura
13.2°C
11.0 15.0

Sezon kolarski się skończył, a przynajmniej można odnieść takie wrażenie śledząc tytuły prasowe. Wygłoszono okolicznościowe przemówienia, rozdano odznaczenia, uściśnięto dłonie, zrobiono „sweet focie”. Czyli coś na wzór peerelowskiego „rąsia, klapa, buźka, goździk”. Oprócz oczywistych spotkań z prezydentem lub z premierem, obok naszych kolarzy zaczęły pojawiać się twarze pomniejszych polityków wszelkiej maści, którzy z okazji zbliżających się wyborów samorządowych ochoczo sprawdzili w wikipedii kim jest Michał Kwiatkowski i czym różni się jego Specialized od komunijnego Wigry 3 sprzed lat. Niektórzy przyodziali się nawet w kolarskie stroje i wciągnąwszy brzuchy dosiedli pachnących świeżością, specjalnie kupionych na tę okazję, rowerów. Radośnie szczerząc wybielone zęby, składają obietnice z równą łatwością, jak składał się wspomniany powyżej Wigry 3, ileż to udogodnień dla rowerzystów powstanie, gdy będą mogli o tym decydować. Zabawne, bo niektórzy z nich już od dawna mogą… Przejaskrawiam? Oczywiście, że tak. W Krakowie sukcesywnie przybywa rowerowych szlaków, ale wciąż nie wiem, kiedy będzie można bezpiecznie przejechać rowerem np. z Bieżanowa do centrum miasta.

Sezon kolarski się skończył, ale oczywiście nie dla wszystkich. Parafrazując: są tacy, to nie żart, dla których sezon trwa, nawet gdy jest mniej niż zero, mniej niż zero…

Mimo, że jesień zaczyna wchodzić w smutną i depresyjną fazę szaro-deszczową, to dzisiaj popołudniu pojawiło się przyjazne okienko pogodowe, które pozwoliło mi na jazdę rowerem szosowym. Słońce zachodziło o 17:40, więc miałem przed sobą około półtorej godziny, zanim zostałem zmuszony do włączenia oświetlenia. Wracając, zatrzymałem się na chwilę przy nowym budynku Cricoteki. Chcąc zrobić kilka zdjęć, oparłem rower o jakąś drewnianą konstrukcję, przypominającą skrzyżowanie baraku z placem zabaw. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałem pełen przerażenia głos strażniczki, że to dzieło sztuki. I nie chodziło bynajmniej o mój rower… Oj przypominają mi się kultowe treblinki z „Nie lubię poniedziałku: „Nareszcie coś niewymyślonego. Proste. Surowe nawet. Szczerość wypowiedzi. Prawda”.


Cricoteka
Cricoteka



Napawając się jesienią

Niedziela, 19 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
8 99 623
Data
19 października 2014
Niedz. 9:23 11:46
Rower
Ridley Fenix
7 66 66
Kalorie
1131kcal
Czas
2:17:06
77
728
0:26 0:18 0:00
Dystans
66.43km
62
558
10.71 11.13
Prędkość
29.08km/h
28
228
24.0 35.5 50.8
Kadencja
88rpm
116
Tętno
142bpm
157
Przewyższenia
330m
72
745
       261
Nachylenie
+ 3.1% - 2.9%
+ 5.0 - 6.0
Temperatura
13.9°C
10.0 21.0

Nie miałem dzisiaj zbyt wiele czasu, aby w pełni oddać się mojej pasji. Udało mi się wygospodarować nieco ponad dwie godziny przed południem. Gdy tylko promienie słońca zerwały pęta porannej mgły, a przez okna wpadł do mieszkania błękit nieba, byłem gotowy do drogi. Tym razem nie miałem dokładnego planu. Zamierzałem po prostu pojeździć sobie dla relaksu, ciesząc się, że pogoda ciągle pozwala wykorzystać rower szosowy. Najpierw pojechałem w stronę Góry Borkowskiej, potem do ulicy Tynieckiej i dalej do Tyńca. Stamtąd wróciłem do Krakowa, przejechałem przez centrum miasta i pojechałem w stronę Nowej Huty. Następnie zaliczyłem Brzegi, Grabie i Węgrzce Wielkie, skąd do domu dzieliło mnie już tylko 10 kilometrów.

Z każdą chwilą było coraz cieplej. Gdy wyjeżdżałem z domu, termometr wskazywał ledwie 10 stopni. Gdy wracałem, temperatura przekroczyła już 20 stopni. Piękny jest tegoroczny październik. Pozwala delektować się magią złotej jesieni. Poruszałem się dzisiaj wśród tych wspaniałych barw, napawając się ich widokiem, bo przecież już niedługo znikną, odejdą, rozpłyną się w chłodzie i deszczu, pozostawiając po sobie tylko nagie konary wspomnień.


Jesień za moimi oknami
Jesień za moimi oknami



Krótko popołudniu

Środa, 15 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
7 98 622
Data
15 października 2014
Śr. 16:14 18:35
Rower
Ridley Fenix
6 65 65
Kalorie
1087kcal
Czas
2:15:01
78
756
0:35 0:26 0:45
Dystans
61.88km
75
648
12.59 14.35
Prędkość
27.50km/h
58
441
21.3 32.6 51.2
Kadencja
89rpm
111
Tętno
140bpm
172
Przewyższenia
439m
47
498
       329
Nachylenie
+ 3.5% - 3.1%
+ 9.0 - 9.0
Temperatura
14.5°C
14.0 16.0

No proszę. Mamy połowę października, a pogoda jakby z zupełnie innej strefy geograficznej. Szkoda tylko, że dni są coraz krótsze. Dzisiaj wybrałem się na krótką, popołudniową przejażdżkę. Zamierzałem nadal pracować nad kadencją, co mi się udało, chociaż mogło być lepiej. Mogło, bo część trasy wiodła ulicami miasta, a te były zakorkowane i musiałem lawirować pomiędzy samochodami, co nie sprzyjało szybkiemu pedałowaniu. Od czasu do czasu pojawiał się niewielki deszcz, ale nie na tyle mocny, abym odczuwał dyskomfort. Musiałem tylko uważać na zakrętach, bo lekko mokry asfalt był wyjątkowo śliski.



Innym rytmem

Poniedziałek, 13 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
6 97 621
Data
13 października 2014
Pon. 16:14 18:49
Rower
Ridley Fenix
5 64 64
Kalorie
1205kcal
Czas
2:32:49
56
573
0:30 0:20 0:54
Dystans
75.98km
49
426
12.31 12.48
Prędkość
29.84km/h
10
122
24.4 36.6 56.0
Kadencja
89rpm
111
Tętno
138bpm
157
Przewyższenia
380m
61
631
       257
Nachylenie
+ 3.1% - 3.0%
+ 7.0 - 6.0
Temperatura
17.2°C
16.0 19.0

Wziąłem sobie do serca uwagę człowieka, z którym przedwczoraj wracałem ze Skały do Krakowa i postanowiłem popracować nad kadencją. Chciałem osiągnąć rytm około 90 obrotów na minutę. Trudno jest pokonać nawyki, więc na początku czułem się trochę dziwnie i prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że długo wytrzymam. Jednak po przejechaniu dziesięciu kilometrów nadal byłem w stanie pedałować szybciej niż zwykle. Pomyślałem więc, że skoro idzie tak dobrze, to spróbuję przez kolejne dziesięć kilometrów. Po dwudziestu kilometrach nadal żyłem – ja i moje nogi, więc próbowałem nadal. W końcu okazało się, że byłem w stanie przejechać cały zaplanowany dystans z większą niż zwykle kadencją. Najciekawsze było jednak to, że nie odczuwałem żadnych negatywnych skutków. Nie byłem ani specjalnie zmęczony, ani nie bolały mnie nogi. Jakieś minusy? Chyba tylko jeden, o którym już wspomniałem: ciężko jest zwalczyć złe nawyki.



Kraków – Wysocice – Skała – Kraków

Sobota, 11 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
5 96 620
Data
11 października 2014
Sob. 10:30 14:39
Rower
Ridley Fenix
4 63 63
Kalorie
1947kcal
Czas
3:55:17
12
106
1:09 0:44 0:00
Dystans
106.46km
11
134
24.60 25.75
Prędkość
27.15km/h
65
492
21.1 34.4 66.9
Kadencja
79rpm
116
Tętno
142bpm
192
Przewyższenia
854m
10
147
       436
Nachylenie
+ 3.5% - 3.3%
+ 9.0 - 9.0
Temperatura
22.2°C
18.0 28.0

Liczba ciepłych i słonecznych weekendów, które pozostały do końca roku, a nawet do przyszłej wiosny jest zapewne mocno ograniczona. Tym bardziej warto wykorzystać każdy czas sprzyjający nieco dłuższym, szosowym przejażdżkom. Na dzisiaj zaplanowałem sobie wypad w północne, podkrakowskie okolice. Stosunkowo rzadko tam bywam, bo z racji mojego miejsca zamieszkania położonego na południu miasta, muszę najpierw przejechać przez mocno zindustrializowane obszary Grodu Kraka.

Pierwszym etapem był więc dojazd i przejazd przez Nową Hutę. Na ulicy Obrońców Krzyża, tuż obok Arki Pana minąłem rzeszę cyklistów przygotowujących się do Tour de Cracovia, czyli rodzinnej imprezy promującej zdrowy, aktywny, rowerowy tryb życia. Gościem honorowym był idol małopolskich (i nie tylko) miłośników kolarstwa, czyli Rafał Majka. Rowerzystów było wielu, ale prawdę mówiąc spodziewałbym się większych tłumów. Być może później coś się zmieniło, ale mnie już tam nie było. Wyjechałem z Nowej Huty.

Przejechałem przez Batowice, Raciborowice, Kończyce, Książniczki. Za Młodziejowicami skręciłem w stronę Więcławic Starych i Więcławic Dworskich. Cały czas jechałem w górę, ale podjazd nie był specjalnie wymagający, a ja byłem wypoczęty. Zjechałem do Goszczy, a potem dojechałem do wsi Niedźwiedź, gdzie skręciłem na zachód. Przez kolejne kilka kilometrów jechałem po drodze zbudowanej z betonowych płyt. Obok drogi znajduje się Skład Materiałowy Wojska Polskiego i zapewne z tego powodu zbudowano ją z betonu. Nie mogę powiedzieć, żeby jechało mi się komfortowo. W końcu dotarłem do skrzyżowania z drogą krajową numer 7, co oznaczało koniec mych cierpień. Nadal jechałem na zachód, ale w Iwanowicach Dworskich skręciłem na północ. Minąłem Biskupice, Sieciechowice, Grzegorzowice Wielkie, Bocieniec. Droga znów delikatnie pięła się w górę. W Wysocicach skręciłem na południe, a podjazd stał się bardziej stromy. Przejechałem przez Gołyszyn i Podgaje, znów skręciłem na zachód, minąłem Barbarkę i dotarłem do Tarnawy. Znajdowałem się na terenie Dłubniańskiego Parku Krajobrazowego. Widoki istotnie były przednie, a ja nareszcie mogłem cieszyć się szybkim zjazdem przez urokliwy las. Kolejne kilometry były mocno pagórkowate. Podjazd, zjazd, podjazd, zjazd. W końcu dojechałem do Skały.

Do Krakowa miałem już tylko dwadzieścia kilka kilometrów. Zamierzałem przejechać je spokojnie i bez szaleństw, co było o tyle łatwym zadaniem, że Skała położona jest o ponad dwieście metrów wyżej od stolicy Małopolski. Takie były plany, ale… Na skalskim rynku spotkałem miłego gościa, oczywiście na rowerze. Na oko był ode mnie przynajmniej kilka lat starszy. Zapytał, dokąd i którędy jadę. Odparłem, że do Krakowa drogą numer 794. Powiedział, że w takim razie pojedzie ze mną. Spojrzałem na jego nogi i już wiedziałem, że nie będzie łatwo. Początkowo jechałem pierwszy. Odczuwałem trudy osiemdziesięciu kilometrów harców, ale starałem się jechać tak szybko, jak tylko mogłem. Mimo to miałem wrażenie, że dla mojego towarzysza podróży jest to ledwie rozgrzewkowe tempo. Przed jednym z podjazdów wyszedł na prowadzenie. Pomyślałem, że jadąc za nim będzie mi łatwiej, ale widząc oddalające się plecy, zrozumiałem, że to nie moja liga. Na zjazdach lub na płaskim z dużym trudem udawało mi się nie tracić dystansu, ale podjazdy były porażką. Za Zielonkami rozstaliśmy się. Szkoda, że nie mieliśmy okazji pogadać. Usłyszałbym być może kilka cennych uwag, a tak dowiedziałem się tylko, że jeżdżę na zbyt twardych przełożeniach.

Pozostałą część trasy przejechałem już w swoim tempie. Zanim wróciłem do domu, zaliczyłem jeszcze podjazdy na ulicy Parkowej, na ulicy Swoszowickiej i na ulicy Łużyckiej. Byłem zadowolony. Ponad sto dobrze przepracowanych kilometrów, morze endorfin i świadomość, że jeszcze wiele pracy przede mną.


Kościół Św. Mikołaja w
Wysocicach
Kościół Św. Mikołaja w Wysocicach
Niemy świadek
przeszłości
Niemy świadek przeszłości



Bez rutyny

Czwartek, 9 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
4 95 619
Data
9 października 2014
Czw. 16:09 18:54
Rower
Ridley Fenix
3 62 62
Kalorie
1379kcal
Czas
2:43:25
49
492
0:33 0:32 0:51
Dystans
79.28km
48
408
12.72 17.84
Prędkość
29.10km/h
27
222
23.0 32.8 64.4
Kadencja
77rpm
112
Tętno
143bpm
169
Przewyższenia
478m
42
442
       298
Nachylenie
+ 3.8% - 2.7%
+ 7.0 - 7.0
Temperatura
20.9°C
18.0 25.0

Dzisiejszą przejażdżkę postanowiłem nieco uatrakcyjnić, uwzględniając w niej drogi, których jeszcze nigdy nie pokonywałem lub takie, po których jeżdżę rzadko. To ważne, bo eksplorowanie po wielokroć tych samych szlaków sprawia, że do pasji zaczyna wkradać się nuda i rutyna.

Najpierw pojechałem na wschód, ale nie do Kokotowa, lecz do Wieliczki. Stamtąd skierowałem się do Czarnochowic, a potem do Śledziejowic. Wkrótce potem przejechałem przez Węgrzce Wielkie i dotarłem do Zakrzowa, gdzie skręciłem na drogę numer 964 i przez jakiś czas jechałem w stronę Wieliczki. W Ochmanowie znów zmieniłem kierunek i pojechałem na południe. Przede mną był Bodzanów. Centrum wioski mieści się oczywiście obok kościoła, a kościół obowiązkowo znajduje się na szczycie wzniesienia. Musiałem więc zaliczyć podjazd. Potem był zjazd do skrzyżowania z drogą 94, a po przejechaniu na jej drugą stronę, rozpocząłem kolejny podjazd, tym razem do Biskupic. Tam znów zmieniłem kierunek i pojechałem na wschód. Minąłem Szczygłów, Zabłocie, Wiatowice i dojechałem do Niegowici. Potem był Niewiarów i Pierzchów. Do Książnic dojechałem nie główną drogą numer 967, ale wąskimi, bocznymi duktami. Z Książnic pojechałem do Łężkowic, a dotarłszy kolejny raz do skrzyżowania z drogą 94, osiągnąłem mniej więcej połowę planowanego dystansu.

Droga powrotna wiodła przez Targowisko, Kłaj, Szarów, Dąbrowę i Staniątki. Słońce dotykało już linii horyzontu, a tuż przed Niepołomicami po raz ostatni błysnęło czerwienią i na kilkanaście godzin pożegnało świat. Temperatura nieco spadła, ale nadal pozwalała na komfortową jazdę w krótkich spodenkach i koszulce z krótkimi rękawami. Do Krakowa wróciłem przez Grabie i Brzegi, czyli bardzo, bardzo rutynowo, ale pierwsza część trasy sprawiła, że poczułem się rozgrzeszony.



Według planu

Wtorek, 7 października 2014 • Komentarze: 0

Aktywność
3 94 618
Data
7 października 2014
Wt. 16:15 18:50
Rower
Ridley Fenix
2 61 61
Kalorie
1244kcal
Czas
2:30:14
60
594
0:48 0:33 0:43
Dystans
68.74km
59
535
17.39 18.37
Prędkość
27.46km/h
59
445
21.4 32.9 58.3
Kadencja
74rpm
102
Tętno
142bpm
168
Przewyższenia
579m
27
321
       324
Nachylenie
+ 3.3% - 3.2%
+ 8.0 - 8.0
Temperatura
15.2°C
12.0 20.0

Nie zawsze mam dokładnie zaplanowaną trasę. Czasem mam w głowie tylko jej ogólny zarys, a czasem decyduję się na całkowitą spontaniczność i jadę tam, gdzie mnie nogi (koła) poniosą. Jednak zdecydowanie najlepiej jeździ mi się wówczas, gdy mam plan. Tak właśnie było dzisiaj.

Rozpocząłem na jeden z kilku możliwych sposobów, bo liczba „otwarć”, czyli możliwych wyjazdów z mojej okolicy jest jednak ograniczona. Począwszy od ulicy Kosocickiej pojechałem na zachód, aż do ulicy Kozienickiej. Potem skierowałem się do Tyńca, ale nie ulicą Obrony Tyńca, bo ta jest częściowo nieutwardzona, ale ulicą Dąbrowa, która zaprowadziła mnie do Tynieckiej. Z Tyńca pojechałem do Skawiny, ale nie wjeżdżałem do centrum, lecz świadomie i dobrowolnie przejechałem przez wioski Kopanka, Przeryta, Ochodza, Facimiech. W tej ostatniej wjechałem na drogę numer 44 i pojechałem na wschód, ale już po kilkuset metrach zjechałem z niej na południe. Jadąc przez Krzęcin dotarłem do drogi 953. W tym krótkim zdaniu kryje się jednak prawie 100 metrów przewyższeń, które w międzyczasie musiałem zaliczyć. Kolejny raz skręciłem na zachód i przejechałem przez jedną z moich ulubionych wiosek, czyli Polankę Hallera. Dlaczego ulubioną? Po prostu podoba mi się jej nazwa. Wkrótce potem skręciłem do Jurczyc i zaliczyłem szybki zjazd do Radziszowa. Szkoda, że nawierzchnia nie jest najlepsza, bo można byłoby tam nieźle zaszaleć. Dalej było już spokojnie. Z Radziszowa pojechałem do Skawiny, ze Skawiny do Opatkowic, a stamtąd do Swoszowic. Wisienką na torcie dzisiejszej przejażdżki był podjazd na ulicy Sawiczewskich. Potem jeszcze kilka kilometrów i byłem w domu.