Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Puszcza na progu zimy

Niedziela, 6 grudnia 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
3 128 776
Data
6 grudnia 2015
Niedz. 10:30 13:20
Rower
Ridley X-Bow
3 22 22
Kalorie
1452kcal
Czas
2:41:52
70
495
0:29 0:23 0:00
Dystans
76.88km
68
421
11.90 12.34
Prędkość
28.50km/h
51
315
24.5 31.3 46.5
Kadencja
95rpm
123
Tętno
147bpm
163
Przewyższenia
403m
82
573
       261
Nachylenie
+ 3.4% - 3.2%
+ 6.0 - 6.0
Temperatura
9.1°C
7.0 11.0

Dzisiaj obudziło mnie słońce. A to nie tylko oznaczało, że musiałem spać dłużej niż zwykle, ale przede wszystkim to, że wstał nowy, cudowny dzień. Od razu powiało optymizmem, przy czym warto zauważyć, że „powiało” należy potraktować dość dosłownie, ponieważ widok tańczących, nagich gałęzi pobliskiego dębu, dobitnie świadczył o potędze zjawiska fizycznego, spowodowanego różnicą ciśnień, czyli wiatru. Jednakowoż cyklista przygotowany być musi na wszelkie przeciwności, więc zamiast marudzić, radowałem się słońcem i począłem przygotowania do wyjazdu.

Kierunek: Puszcza Niepołomicka. To było jasne od pewnego czasu. Czekałem tylko na weekend, bo w tygodniu jeżdżę po zmierzchu i w tych warunkach raczej do puszczy bym się nie zapuszczał. W dzień to co innego. Pojechałem więc w stronę Niepołomic i granicę lasu osiągnąłem nadzwyczaj szybko, głównie dlatego, iż jechałem z wiatrem. W puszczy ruch sportowo-turystyczny był dość spory, ale miejsca tam starcza dla wszystkich, a więc w ciszy i spokoju jechałem wśród drzew, które zrzuciwszy liście, czekają już na zimowy sen. Smutny i piękny zarazem to widok. Jechałem i jechałem, oddychając głęboko, chcąc jak najdłużej być tam, gdzie zawsze czuję się odprężony i zrelaksowany.

Wielki las opuściłem w Stanisławicach, skąd do domu miałem niecałe trzydzieści kilometrów. Niewiele, ale pod wiatr. Mimo to utrzymywałem całkiem przyzwoite, jak na mnie, tempo. Kłaj, Szarów, Staniątki – mijałem kolejne miejscowości, zanim dojechałem do Zakrzowa, skąd tradycyjną drogą, czyli przez Węgrzce Wielkie, dotarłem do przedmieść mojego Krakowa.


Objawienie w Puszczy Niepołomickiej?
Objawienie w Puszczy Niepołomickiej?



Znów uciekam

Czwartek, 3 grudnia 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
2 127 775
Data
3 grudnia 2015
Czw. 16:22 18:34
Rower
Ridley X-Bow
2 21 21
Kalorie
794kcal
Czas
1:49:54
126
1079
0:14 0:15 2:12
Dystans
46.10km
124
1052
5.65 6.54
Prędkość
25.17km/h
112
831
24.0 24.7 40.3
Kadencja
89rpm
117
Tętno
130bpm
160
Przewyższenia
211m
124
1063
       239
Nachylenie
+ 3.7% - 3.3%
+ 8.0 - 6.0
Temperatura
6.4°C
5.0 8.0

Wychodząc z pracy, poczułem w powietrzu zapach… wiosny. Przypominam, mamy grudzień. Żal byłoby stracić takie piękne popołudnie, a w zasadzie wieczór, więc nie wahałem się ani chwili. Obowiązkowe spaghetti, krótkie przygotowania i już siedziałem na rowerze. Niewiele wcześniej zapadł zmierzch, resztki dnia znikały z nieba nad Krakowem. Zanurzyłem się w tę wieczorną otchłań, by kolejny raz uciec od świata, który z każdym dniem zdaje się pogrążać w coraz większych oparach absurdu. Niepokoję się, bo spoza opadającej zasłony, wyłania się coraz bardziej ponury obraz najbliższej przyszłości.

Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę: „Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie? Co by tu jeszcze?” – Wojciech Młynarski. 

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych jest niezamierzone i przypadkowe.


Centrum Konferencyjne nocą.
Centrum Konferencyjne nocą.



Wietrzny wypad

Wtorek, 1 grudnia 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
1 126 774
Data
1 grudnia 2015
Wt. 17:51 19:47
Rower
Ridley X-Bow
1 20 20
Kalorie
766kcal
Czas
1:40:31
132
1157
0:16 0:15 1:56
Dystans
41.22km
135
1162
5.92 6.36
Prędkość
24.62km/h
122
928
21.6 25.0 39.1
Kadencja
89rpm
113
Tętno
134bpm
158
Przewyższenia
222m
119
1037
       239
Nachylenie
+ 3.8% - 3.7%
+ 7.0 - 7.0
Temperatura
5.1°C
4.0 6.0

Pierwszy dzień grudnia okazał się dość łaskawy z pogodowego punku widzenia. Przynajmniej w Małopolsce. Wiało co prawda mocno, a nawet pojawiło się kilka kropel deszczu, ale było dość ciepło jak na tę porę roku. Wspomniany wiatr ma zresztą tę zaletę, że zdmuchuje (hmm, nieładne słowo) znad Krakowa to całe dziadostwo smogiem zwane, dzięki czemu można oddychać pełną piersią i bez pośrednictwa bojowej maski przeciwgazowej. Prawdę mówiąc, nie planowałem dzisiaj przejażdżki, bo nawał pracy zdawał się wykluczać taką możliwość, ale utknąwszy około godziny siedemnastej w meandrach kodu źródłowego, stwierdziłem, że nic tak nie odświeży ciała i umysłu, jak mały rowerowy wypad w wietrzne klimaty Grodu Kraka.

Jako się rzekło, przejażdżka skromną być miała i taka właśnie była. Pokręciłem się trochę po mieście, zaglądnąłem tu i tam, dałem się porwać wiatrowi, by za chwilę walczyć z jego oporem. Odprężyłem się, wypocząłem, nabrałem świeżych sił i dopiero potem wróciłem do domu, aby na powrót ulec magii podróży do cyfrowego świata bitów i bajtów.


Kościół oo. Bernardynów.
Kościół oo. Bernardynów.



Dziesięć tysięcy

Niedziela, 29 listopada 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
11 125 773
Data
29 listopada 2015
Niedz. 10:36 12:42
Rower
Ridley X-Bow
11 19 19
Kalorie
967kcal
Czas
1:58:40
117
970
0:26 0:19 0:00
Dystans
51.87km
109
909
9.53 9.60
Prędkość
26.24km/h
92
650
21.9 29.3 47.6
Kadencja
93rpm
118
Tętno
139bpm
164
Przewyższenia
334m
98
735
       264
Nachylenie
+ 3.5% - 3.3%
+ 6.0 - 9.0
Temperatura
7.6°C
6.0 9.0

Udało się! Dojechałem do dziesięciotysięcznego kilometra przed terminem, czyli przed końcem roku. To taka ładna i okrągła liczba, chociaż patrząc na tutejsze statystyki, widzę, że „dziesięciotysięczników” jest ponad setka, a kolejnych kilkudziesięciu stoi u drzwi i kołacze. A więc żadne „halo” w skali globalnej, ani oszałamiający sukces. Ale za to w moim małym świecie jest co świętować. Wszakże to drugie takie wydarzenie w „karierze” średniowiekowego – nie mylić ze „średniowiecznego” – faceta. Dom Perignon nie otworzę, bo mnie na niego nie stać, ale jeden kufelek złocistego napoju, wypity wieczorową porą w miłym towarzystwie, nie zaszkodzi.

To mój ostatni rowerowy wypad w listopadzie. W grudniu pewnie za bardzo nie poszaleję, więc pobicie mojego osobistego rekordu rocznego dystansu pozostawię na inny czas, a może nawet na „nigdy”? Lubię co prawda liczby, statystyki, podsumowania, wykresy, ale nie jeżdżę dla nich, tylko dla siebie. A ta cała elektroniczno-matematyczno-informatyczna otoczka jest po prostu skutkiem ubocznym bycia inżynierem tudzież niepoprawnym gadżeciarzem. A skoro już padło to słowo, to wczoraj i dzisiaj testowałem nową „zabawkę”. Co to było i jaki był efekt testów, pozwolę sobie zachować na inny czas, bo kilka rzeczy muszę jeszcze dopracować.

A na razie udaję się w kierunku lodówki, aby wyciągnąć zeń napój, o którym wspomniałem kilka zdań wcześniej…


W tym niekoniecznie romantycznym miejscu dojechałem do 10000 kilometrów.
W tym niekoniecznie romantycznym miejscu dojechałem do 10000 kilometrów.



Sobotni wypad

Sobota, 28 listopada 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
10 124 772
Data
28 listopada 2015
Sob. 11:05 14:08
Rower
Ridley X-Bow
10 18 18
Kalorie
1420kcal
Czas
2:48:44
67
456
0:33 0:26 0:00
Dystans
75.07km
70
437
12.55 13.29
Prędkość
26.69km/h
81
583
22.7 30.6 44.3
Kadencja
91rpm
118
Tętno
142bpm
168
Przewyższenia
456m
67
469
       338
Nachylenie
+ 3.6% - 3.3%
+ 9.0 - 6.0
Temperatura
0.3°C
- 1.0 1.0

Nareszcie sobota. Jeden z dwóch dni w tygodniu, w których nie muszę poruszać się rowerem w ciemności. Złośliwość losu sprawiła jednak, że nie czułem się najlepiej. Dopadło mnie coś o znamionach przeziębienia i bolało mnie gardło. A tymczasem po drugiej stronie okna było zimno i tradycyjnie ponuro. Jechać, czy nie jechać? Oto jest pytanie… na które szybko udzieliłem sobie jedynej słusznej odpowiedzi.

Wychodząc z domu ucieszyłem się, że ulice są w miarę suche. Ucieszyłem się, bo Ridley X-Bow przeszedł był właśnie operację gruntowego czyszczenia i przestał przypominać zawodnika, który właśnie ukończył runmageddon. Planu oczywiście nie miałem, a więc można powiedzieć, iż wybrałem opcję „pełen spontan”.

Zacząłem od dawno nie odwiedzanej ulicy Hallera. Nadzwyczaj łatwo poradziłem sobie z podjazdem i rozochocony tym stanem rzeczy, mimo – przypominam – bólu gardła, pojechałem dalej, ku ulicy Kuryłowicza. Tamże skręciłem w stronę Wieliczki, rozpoczynając dość długi i łagodny zjazd, wspomagany dodatkowo zachodnim wiatrem. Szybko zawitałem do stolicy polskiej soli i równie szybko ją opuściłem, chociaż nie bez pewnych kłopotów, bo jadąc w stronę ulicy Czarnochowskiej, musiałem pokonać dość zacny podjazd i po prostu zabrakło mi powietrza. Ale nie dlatego, że byłem słaby, ale dlatego, że ubrałem kominiarkę, która nadzwyczaj skutecznie powstrzymała przepływ życiodajnego gazu. Gdy już wróciłem do siebie, czyli zacząłem normalnie oddychać, wjeżdżałem na przedmieścia Krakowa, by bocznymi drogami dotrzeć do Rybitw, a stamtąd do Dąbia, gdzie przejechałem na drugą stronę Wisły. Zazwyczaj unikam w weekendy poruszania się po najpopularniejszej krakowskiej trasie rowerowej, bo ruch tam panuje okrutny i dwoje oczu to zbyt mało, aby jechać w miarę żwawo i przeżyć oraz dać przeżyć innym. Jednak zasada ta nie obowiązuje w tak „piękne inaczej” dni, jak dzisiaj. Spokojnie mogłem więc zaliczyć cały odcinek Dąbie – Mirowska, z małą przerwą na Salwatorze, gdzie – jak wiadomo – trasa rowerowa traci swą ciągłość i trzeba zapychać po nierównym chodniku lub lawirować wśród automobili. Drugą wyrwą w „życiorysie” tej trasy jest kładka rowerowa przy Kolnej. Istnieje od wielu lat, jeździłem nią dziesiątki razy i wciąż nie mogę się doczekać, żeby był do niej cywilizowany dojazd. Ten obecny to po prostu ubita ziemia, przy czym słowo „ubita” dotyczy suchych i upalnych dni, bo gdy spadnie deszcz, to zamienia się w błotne rozlewisko, które z romantycznymi krajobrazami serialu „Nad rozlewiskiem”, nie ma nic wspólnego. Pokonawszy brunatną papkę, znalazłem się po drugiej stronie rzeki i rozpocząłem spokojny powrót do wielkiego miasta i położonego w jego południowo – wschodnich okolicach, mojego małego miejsca na ziemi, skąd ledwie mały skok dzieli mnie od pięknych wzgórz, zielonych wiosną, a teraz nagich i smutnych, pokornie czekających na zimę.



Droga do celu

Wtorek, 24 listopada 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
9 123 771
Data
24 listopada 2015
Wt. 16:08 18:24
Rower
Ridley X-Bow
9 17 17
Kalorie
989kcal
Czas
2:10:49
95
817
0:23 0:21 2:16
Dystans
54.10km
102
840
8.32 9.35
Prędkość
24.82km/h
119
890
21.6 25.6 39.7
Kadencja
88rpm
115
Tętno
133bpm
196
Przewyższenia
293m
106
851
       270
Nachylenie
+ 3.5% - 3.1%
+ 10.0 - 7.0
Temperatura
- 0.9°C
- 3.0 1.0

Na początku sezonu, a przypominam, że sezon nie zaczyna się w kwietniu lub maju, lecz 1 stycznia, nie miałem sprecyzowanych planów dotyczących dystansu. Zastanawiałem się raczej nad tym, dokąd pojadę i jakie ciekawe miejsca odwiedzę. Sądziłem, że jak dobrze pójdzie, a raczej „pojedzie”, to powinienem zaliczyć jakieś 8000 kilometrów – może trochę mniej, a może trochę więcej. To tradycyjnie powinno zaliczyć mnie do grona średnio zakręconych na punkcie kolarstwa użytkowników portalu Bikestats – tak przynajmniej wynikało z rzutu okiem na statystyki. Początkowo wszystko szło zgodnie z niepisanym planem, ale w połowie roku zauważyłem, że jest szansa na dobicie do 10000 kilometrów, co dotychczas udało mi się tylko jeden raz. Teraz jest koniec listopada i wszystko wskazuje na to, że jeśli nie będzie jakiegoś kataklizmu, powinno się udać!

Dzisiejsza przejażdżka przybliżyła mnie do powyższego celu. Wyruszyłem popołudniu, a więc już po zachodzie słońca. Nie była specjalnie ekscytująca, bo kolejny raz wybrałem doskonale mi znane miejsca, drogi i krajobrazy – o ile w ogóle można mówić o krajobrazach w ciemności – ale pod jednym względem była szczególna. Po raz pierwszy od lutego, średnia temperatura była mniejsza od 0 °C. Idzie zima.



Terapia rowerowa

Sobota, 21 listopada 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
8 122 770
Data
21 listopada 2015
Sob. 10:08 12:17
Rower
Ridley X-Bow
8 16 16
Kalorie
1050kcal
Czas
2:01:48
108
922
0:23 0:18 0:00
Dystans
53.36km
104
860
8.98 8.83
Prędkość
26.29km/h
90
644
23.3 27.9 44.9
Kadencja
94rpm
119
Tętno
144bpm
192
Przewyższenia
315m
103
787
       270
Nachylenie
+ 3.5% - 3.5%
+ 11.0 - 10.0
Temperatura
4.1°C
3.0 5.0

Kolejny dzień bez słońca, bez ciepła, bez błękitnego nieba. Zamiast tego widzę za oknami ciemne, zwaliste chmury, przetaczające się złowieszczo ponad miastem i towarzyszący im marsz żałobny, odgrywany kroplami deszczu na klawiaturach parapetów. Zrazu delicato - cicho, spokojnie i wolno, by uderzone gwałtownym podmuchem wiatru, przejść w nieokiełznane furioso. Wszechobecne odcienie szarości nie nastrajają optymistycznie, zdając się wieścić zmierzch i przemijanie wszystkiego. Koniecznie trzeba więc znaleźć sposób, aby wprowadzić choćby trochę światła, kolorów i ciepła do obrazu jesiennego nokturnu.

Nie przestraszyłem się niepogody. Kolejny raz ściągnąłem ze ściany moją „zimową” zabawkę, by wyjść z domu i zapuścić się w ten, mało przyjazny do oka i ducha, świat jesiennej monotonii. A gdy tylko organizm przyzwyczaił się do chłodu, a twarzy niestraszne stały się ukłucia kropel deszczu, mijane krajobrazy nagle nabrały barw, zmywając całun szarości. Powrócił uśmiech, pozytywna energia, radość, a głowa napełniła się nowymi pomysłami. I nie mam nic przeciwko, aby tak było zawsze…



A potem wracam

Czwartek, 19 listopada 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
7 121 769
Data
19 listopada 2015
Czw. 16:15 18:32
Rower
Ridley X-Bow
7 15 15
Kalorie
977kcal
Czas
2:03:06
106
911
0:13 0:13 2:17
Dystans
51.53km
111
918
4.89 5.87
Prędkość
25.12km/h
113
840
21.7 25.6 39.3
Kadencja
92rpm
115
Tętno
137bpm
187
Przewyższenia
207m
125
1077
       239
Nachylenie
+ 4.2% - 3.6%
+ 9.0 - 7.0
Temperatura
11.1°C
10.0 12.0

Listopadowe popołudnie. Wczesny zmrok potęgowany ciemnymi chmurami. Niedawno przestał padać deszcz. Jest mokro. Wiatr zrywa ostatnie liście z drzew. Oto nadszedł najsmutniejszy, najbardziej szary czas jesieni. Nie siedzę w domu, nie czekam aż zimna ciemność wpełznie przez okna, by zawładnąć moim jestestwem. Wyruszam jej naprzeciw, wgryzam się w odmęty huraganu, niczym husaria w zwarte szeregi wroga. A potem wracam. Zwycięski, uśmiechnięty, niesiony porywami wiatru i pieśnią szumu spadających liści.


Skałka pośród morza ciemności.
Skałka pośród morza ciemności.



Niedzielny deszcz

Niedziela, 15 listopada 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
6 120 768
Data
15 listopada 2015
Niedz. 11:09 12:54
Rower
Ridley X-Bow
6 14 14
Kalorie
889kcal
Czas
1:44:21
129
1127
0:16 0:12 0:00
Dystans
47.85km
119
1026
6.42 6.41
Prędkość
27.52km/h
68
437
24.0 29.9 40.5
Kadencja
95rpm
116
Tętno
142bpm
159
Przewyższenia
229m
117
1017
       259
Nachylenie
+ 3.6% - 3.3%
+ 7.0 - 5.0
Temperatura
7.6°C
7.0 8.0

Znałem kiedyś pewnego człowieka, który, gdy tylko jesienna szarość przekraczała bramę jego pięknego ogrodu, wyjeżdżał hen na drugą półkulę, aby cieszyć się widokiem słońca i bezchmurnego nieba. Uciekał w ten sposób przed depresją, potęgowaną przez niepogodę. Do Polski wracał wraz z pierwszą wiosenną zielenią. Przypomniałem sobie o tym właśnie dzisiaj, gdy obudziłem się i wyjrzałem za okno… Depresyjno-pesymistyczny widok sprawił, że w pierwszej chwili nawet nie pomyślałem, aby w takich warunkach zebrać się w sobie, czyli do kupy, i ruszyć przed siebie na rowerową wycieczkę. Jednakże gdy tylko pierwszy szok minął, doszedłem do jedynego słusznego wniosku, że tylko rower może poprawić mój kiepski nastrój. Pojechałem więc…

Deszcz padał raz mocniej, raz słabiej, a czasem tylko mżył. Po raz kolejny doceniłem rzecz, która co prawda odbiera rowerowi agresywny charakter, ale gwarantuje powrót do domu w stanie przypominającym człowieka. Mówię oczywiście o błotnikach, dzięki którym spokojnie pokonywałem wszystkie kałuże. Czym dłużej jechałem, tym lepiej się czułem, a szarość i „mokrość” nie okazały się tak złe, jak to początkowo wyglądało. Dobrze, że nie zostałem w domu, pomstując na uroki listopadowej aury, a zamiast tego spróbowałem się z nią zaprzyjaźnić w myśl starej zasady: „jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”.



Krótko w mieście

Piątek, 13 listopada 2015 • Komentarze: 0

Aktywność
5 119 767
Data
13 listopada 2015
Pt. 16:08 17:58
Rower
Ridley X-Bow
5 13 13
Kalorie
785kcal
Czas
1:42:53
131
1141
0:16 0:14 1:50
Dystans
43.37km
132
1110
6.62 6.32
Prędkość
25.30km/h
110
804
23.9 26.5 39.7
Kadencja
91rpm
123
Tętno
134bpm
200
Przewyższenia
212m
123
1060
       243
Nachylenie
+ 3.2% - 3.3%
+ 6.0 - 5.0
Temperatura
10.1°C
8.0 12.0

Nie wymyśliłem niczego szczególnego w ten sympatyczny dzień, czyli w piątek trzynastego. Pewnie dlatego, że po pierwsze, nie jestem przesądny, a po drugie, znam pochodzenie owego piątkowego przesądu. Pisałem już o tym 13 kwietnia 2012 roku, więc nie będę się powtarzał.

A dzisiaj znów jechałem w ciemności. Trudno, aby było inaczej, bo gdy tylko wróciłem z pracy, zaczął się zachód słońca. Poniosło mnie do miasta, na ulice, ścieżki rowerowe, a nawet chodniki. To nie był dobry pomysł. Nie mogłem jechać szybko, nie mogłem całkowicie się odprężyć. Ale właśnie tego chciałem – łyknąć trochę miejskich klimatów, przemknąć się szlakami, które odwiedzałem wtedy, gdy rodziła się moja rowerowa pasja.

PS. Napisałem, że nie wymyśliłem niczego szczególnego, a tymczasem już po dodaniu tego wpisu zauważyłem, że akurat dzisiaj, czyli w piątek trzynastego, zaliczyłem trzynastą przejażdżkę na rowerze Ridley X-Bow.