Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Nowe spojrzenie

Wtorek, 30 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
11 92 878
Data
30 sierpnia 2016
Wt. 15:49 19:32
Rower
Ridley Fenix
11 55 200
Kalorie
1986kcal
Czas
3:30:22
46
240
1:04 0:48 0:03
Dystans
101.66km
46
232
29.27 24.81
Prędkość
29.00km/h
34
246
27.2 30.9 57.1
Kadencja
88rpm
150
Tętno
137bpm
158
Moc
202W
17
100
152 183 761
TSS
255
19
83
Przewyższenia
832m
34
156
       313
Nachylenie
+ 2.8% - 3.4%
+ 9.8 - 11.6
Temperatura
21.0°C
17.0 24.0

Niesamowitą, niemożliwą do ogarnięcia siłami umysłu, duchową przemianę przechodzę w ostatnich dniach. Sprawiła, że innymi oczami patrzę na świat. Pozornie identyczny, niezmieniony, wciąż ten sam, ale jego kolory stały się nagle bardziej żywe, świeże i soczyste. Na partyturze powiewów wiatru unoszą się nuty, tworząc hymn nieskończony, płynący w przestrzeni, mistyczny, tajemniczy, inspirujący. Słowa, które znałem, zdania, które kiedyś czytałem i które – jak mi się wydawało – rozumiałem, nagle zabrzmiały zupełnie inaczej, odkrywając przede mną prawdziwy sens. Jak to możliwe, że patrzyłem, a nie widziałem, słuchałem, a nie słyszałem, czytałem, a nie rozumiałem? Teraz to już nieważne, bo przeszłość nie istnieje, odeszła w mrok niebytu i zapomnienia.

I jakże teraz opisać mam dzisiejszą przejażdżkę, która w rzeczywistości była tylko tłem scenografii na scenie zagłębienia się w własnych myślach? Pominę ją milczeniem. Może innym razem…



Wawel skąpany blaskiem kończącego się lata
Wawel skąpany blaskiem kończącego się lata



Spokojnym rytmem

Sobota, 27 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
10 91 877
Data
27 sierpnia 2016
Sob. 10:51 15:01
Rower
Ridley Fenix
10 54 199
Kalorie
1939kcal
Czas
3:48:34
14
119
0:39 0:32 0:00
Dystans
108.36km
20
114
16.30 15.69
Prędkość
28.45km/h
46
328
24.5 29.2 53.7
Kadencja
88rpm
122
Tętno
130bpm
154
Moc
166W
53
545
135 162 615
TSS
189
45
211
Przewyższenia
524m
72
380
       278
Nachylenie
+ 3.2% - 3.4%
+ 8.5 - 9.9
Temperatura
29.6°C
26.0 36.0

Trzydzieści stopni ciepła nie należy do kanonu moich ulubionych temperatur na dłuższe rowerowe wyjazdy. Ale jeździć przecież trzeba, a ponieważ ostatnio aż dwukrotnie pokonałem dystans mniejszy od stu kilometrów, dzisiaj byłem po prostu skazany na dłuższe pedałowanie w pełnym słońcu. Trasa nie była wymagająca, ale upalna końcówka wakacji skutecznie ograniczyła moje możliwości w zakresie generowania mocy, a ta przecież nawet w najbardziej optymalnych warunkach d*** nie urywała. Na trasę wyruszyłem tuż przed jedenastą, co oznaczało, że słońce zbliżało się do najwyższego punktu na idealnie czystym niebie, na wizerunku którego nie było choćby najmniejszej skazy. Nie było żadnej szansy na cień, żadnej ucieczki przed morzem złotego ognia. Jechałem więc tempem mocno turystycznym, mając mnóstwo czasu, aby spokojnie podziwiać małopolskie krajobrazy w nostalgicznym nastroju kończących się wakacji. W tym spokojnym rytmie zaliczyłem pętlę, na której znalazły się m.in. Brzezie, Książnice, Łapczyca, Bochnia, Świniary, Ispina, Niepołomice. Było więc i pagórkowato i płasko, i w górę i w dół, i z wiatrem i pod wiatr. Kilkanaście kilometrów przed domem włączyła się kontrolka niskiego stanu paliwa. To słońce wysysało ze mnie resztki energii. Włączyłem więc tryb awaryjny, zmieniłem tempo z turystycznego na rekreacyjne i jadąc na „oparach” spokojnie dotarłem do domu.


Nawet las nie chronił przed słońcem
Nawet las nie chronił przed słońcem
Most kolejowy w Niepołomicach
Most kolejowy w Niepołomicach
I co z tego, że jest gorąco? Grunt to dobry nastrój!
I co z tego, że jest gorąco? Grunt to dobry nastrój!



Ścianka Radziszowska

Czwartek, 25 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
9 90 876
Data
25 sierpnia 2016
Czw. 16:08 19:32
Rower
Ridley Fenix
9 53 198
Kalorie
1809kcal
Czas
3:17:21
57
334
1:03 0:44 0:00
Dystans
92.03km
55
321
24.79 23.65
Prędkość
27.98km/h
57
387
23.5 32.2 61.5
Kadencja
88rpm
137
Tętno
132bpm
153
Moc
195W
26
168
148 217 680
TSS
222
34
154
Przewyższenia
891m
28
128
       392
Nachylenie
+ 3.6% - 3.8%
+ 14.1 - 9.7
Temperatura
22.5°C
19.0 26.0

Dość często pokonywałem trasę Świątniki Górne – Mogilany – Radziszów – Skawina – Tyniec. Ale jakoś nigdy nie zdarzyło się, abym jechał w odwrotnym kierunku. Szukając przyczyn takiego stanu rzeczy, doszedłem do wniosku, że chyba unikałem zaliczenia pewnej „miłej” drogi, łączącej Radziszów z Bukowem. Jadąc od Bukowa jest to bowiem piekielnie szybki, stromy zjazd. Tam zazwyczaj pobijałem swoje własne rekordy prędkości. Oczywistą oczywistością jest, iż w kierunku przeciwnym jest to podjazd. Dla miłośników zmagań z takimi przeciwnościami natury, jest on przecudnej urody. Dla tych, którzy jadąc w górę cierpią przestraszne katusze, będzie zmorą, katorgą i drogą przez mękę. Ja nie mam budowy górala i chociaż półtora roku temu zrzuciłem potężny bagaż nadmiarowych kilogramów, stając się pomocą naukową z dziedziny anatomii człowieka, nie śmigam po stokach niczym górska kozica. To jednak wcale mi nie przeszkadza darzyć sympatią owych dróg wznoszących się ku niebu, bo lubię wyzwania, a będąc na szczycie, gdzie nade mną jedynie błękit i nieskończoność dzieła Boskiego Stworzenia, odczuwam nieskrywaną radość i satysfakcję.

Pojechałem więc do Tyńca, a potem do Skawiny i Radziszowa. Tam skręciłem w wąską ulicę, na której rozpoczęła się zabawa. Rzeczony podjazd istotnie jest nielichy. To ponad kilometr o średnim nachyleniu powyżej 10%. Nie ma tutaj szans na odpoczynek, na złapanie głębszego oddechu, na uspokojenie rozszalałego tętna. Nie sposób się także zatrzymać, bo ruszyć pod górę już nie sposób. Nachylenie nigdzie nie spada poniżej 9%, osiągając miejscami nawet 16%. Nic więc dziwnego, że cyferki na liczniku dystansu stoją niemalże w miejscu, a wspomniany kilometr ciągnie się w nieskończoność. Dojeżdżając do każdego zakrętu ma się nadzieję, że tuż za nim będzie już koniec. Nic z tego. Za zakrętem jest kolejna ścianka. Potem znów zakręt i znów ścianka. I tak do samego szczytu.

Gdy już znalazłem się na górze, wciąż pamiętałem jak się nazywam, gdzie mieszkam i co tutaj robię. Pojechałem więc dalej, nie oszczędzając sobie trudów pokonywania pomniejszych pagórków, które w całej obfitości rozrzucone są po okolicy. Mogilany, Świątniki Górne, Gorzków, Koźmice Małe, Rożnowa. Zjechałem do Wieliczki, ale nie chciałem jeszcze wracać. Pojechałem więc dalej w stronę Niepołomic i dopiero w Zakrzowcu ostatecznie zmieniłem kierunek, aby tuż przed zachodem słońca dotrzeć do domu, wypić szklankę zimnej coli zero i pomyśleć, że to był dobry dzień.



Sam ze sobą

Wtorek, 23 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
8 89 875
Data
23 sierpnia 2016
Wt. 16:41 19:36
Rower
Ridley Fenix
8 52 197
Kalorie
1723kcal
Czas
2:51:43
69
442
0:27 0:23 0:00
Dystans
88.87km
59
336
13.23 12.32
Prędkość
31.05km/h
4
25
28.9 31.8 50.6
Kadencja
89rpm
119
Tętno
136bpm
163
Moc
204W
14
87
163 202 710
TSS
212
37
169
Przewyższenia
408m
97
561
       249
Nachylenie
+ 3.1% - 3.4%
+ 8.2 - 7.3
Temperatura
21.1°C
18.0 24.0

Coraz wcześniejsze zachody słońca przypominają, że nieuchronnie zbliża się koniec lata. Już za tydzień dzieciaki wrócą do szkół, a kierowcy przypomną sobie znaczenie słowa „korek”. Chociaż dawno temu zakończyłem już moją edukację, gdzieś w głowie pozostało zakodowane uczucie nostalgii, powracające zawsze pod koniec sierpnia, przypominające, że kiedyś i mnie kończył się czas wakacyjnej beztroski i nadchodziła pora powrotu do szkolnych obowiązków. Jednak nie z tego powodu potrzebowałem dzisiaj oderwać się od świata i chwilę pobyć sam ze sobą w ciszy, bez świadków, wśród zieleni. A jeśli tak, to znam tylko jedno takie miejsce – Puszczę Niepołomicką. Pojechałem tam, ukryłem pomiędzy zielonymi drzewami, słuchając popołudniowej muzyki lasu. Wszystko dookoła było moje – z rzadka mijałem nielicznych łowców samotności. Tylko ja, szum opon, zapach puszczy, ciepły wiatr i wszystkie odcienie błękitu na niebie. Tajemnica. Mistyka. Modlitwa…



Racławice w słońcu

Sobota, 20 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
7 88 874
Data
20 sierpnia 2016
Sob. 10:43 15:11
Rower
Ridley Fenix
7 51 196
Kalorie
2167kcal
Czas
4:12:19
9
71
1:21 0:59 0:00
Dystans
115.11km
9
65
32.16 31.11
Prędkość
27.37km/h
70
458
23.7 31.3 55.7
Kadencja
89rpm
148
Tętno
134bpm
156
Moc
176W
50
446
138 168 1803
TSS
233
28
134
Przewyższenia
1022m
15
83
       323
Nachylenie
+ 3.2% - 3.3%
+ 11.0 - 10.6
Temperatura
29.1°C
25.0 32.0

Plan narodził się bardzo szybko. Kilka kliknięć myszy i miałem gotową całą trasę. Wystarczyło tylko przesłać ją do GPS’a i wyruszyć w drogę. Kierunek: północ. Tam zapuszczam się bardzo rzadko. Dlaczego? Być może dlatego, że nie odkryłem tam wielu pięknych zakątków. A może po prostu źle szukałem? Nie wiem. Dzisiaj wybrałem ten kierunek trochę z przypadku, a trochę świadomie. Celem były Racławice – „te” Racławice, gdzie 222 lata temu powstańcy pokonali wojska rosyjskie. Wspominam o tym jedynie na marginesie, bo wyruszając w trasę, daleki byłem od patriotycznych uniesień. Miałem zamiar aktywnie spędzić sobotę, a jeśli wracać myślami do przeszłości, to jedynie do tej przypadającej na lata mojej młodości. Jeśli miałem przywoływać wspomnienia, to bardzo osobiste. Nie przewidziałem jednak, że powracający upał aż tak bardzo da mi się we znaki. To zadziwiające, w jaki sposób wysoka temperatura obniża moją wydajność. Jeszcze przedwczoraj cieszyłem się szybką jazdą, a dzisiaj męczyłem się na większości podjazdów. A tych ostatnich nie brakowało. W zasadzie cała droga na północ polega na ciągłym pokonywaniu wzniesień. Trudno znaleźć tam dłuższe płaskie odcinki. Tylko góra, dół, góra, dół i upalne promienie słońca, przed którym bardzo rzadko mogłem uciec w obszary zbawiennego cienia. Jechałem więc wolniej niż planowałem, z niepokojem obserwując ubytek życiodajnych płynów w moich bidonach. Na szczęście miałem przy sobie dodatkową butelkę na „czarną godzinę”. Ta godzina nadeszła w okolicach Kocmyrzowa, gdy powoli kończyła się moja dzisiejsza przygoda, a przed sobą miałem już tylko łagodne zjazdy do mojego Krakowa.



Spotkanie z Pieszą Pielgrzymką Tarnowską
Spotkanie z Pieszą Pielgrzymką Tarnowską

Kopiec Kościuszki w Racławicach
Kopiec Kościuszki w Racławicach



Płasko przed wieczorem

Czwartek, 18 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
6 87 873
Data
18 sierpnia 2016
Czw. 15:50 19:21
Rower
Ridley Fenix
6 50 195
Kalorie
2167kcal
Czas
3:26:50
50
279
0:29 0:24 0:00
Dystans
109.77km
17
104
13.87 13.24
Prędkość
31.84km/h
1
4
28.6 32.2 53.4
Kadencja
92rpm
126
Tętno
142bpm
161
Moc
198W
24
137
169 180 700
TSS
242
22
106
Przewyższenia
441m
90
494
       254
Nachylenie
+ 3.2% - 3.4%
+ 7.0 - 9.3
Temperatura
22.3°C
18.0 25.0

Dzisiaj było płasko, a nawet bardzo płasko. Brak sensownych przewyższeń sprawił, że było także dość szybko. Szybko jest oczywiście pojęciem względnym, bo znam wielu amatorów, dla których średnia nieco powyżej trzydziestu na godzinę oznacza wyjątkowo ślimacze tempo, ale znam też takich, dla których byłaby drugą prędkością kosmiczną. Dla mnie jest w sam raz.

Wszyscy śledzący moje – raz lepsze, raz gorsze – próby beletrystyczno-dokumentalistyczne na tym blogu wiedzą, że w moim przypadku jazda po płaskim oznacza, iż mogłem wybrać jeden i tylko jeden kierunek eksploracji małopolskiej krainy. Słusznie. Tak właśnie było. Pojechałem w kierunku Niepołomic. A gdy już przejechałem przez to miasto, skierowałem się w stronę Uścia Solnego i pojechałem aż do Niedarów. Tam skręciłem na południe i poruszając się wśród pól „malowanych zbożem rozmaitem” (wybaczcie tę mickiewiczowską wrzutkę – w rzeczywistości jest już po żniwach), dotarłem do Mikluszowic. Dystans był już zacny, więc biorąc pod uwagę nadchodzącą porę zmierzchu, wjechałem w zaciszną gęstwinę Puszczy Niepołomickiej, którą pożegnałem dopiero siedemnaście kilometrów dalej. I znów na krótko zawitałem do Niepołomic. A potem Grabie, a potem Brzegi i Kokotów, i niewielki podjazd w Czarnochowicach. Do domu miałem już z górki. Zarówno w przenośni, jak i dosłownie.



Alwernia

Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
5 86 872
Data
15 sierpnia 2016
Pon. 11:01 15:03
Rower
Ridley Fenix
5 49 194
Kalorie
2194kcal
Czas
3:40:06
23
166
1:08 0:51 0:00
Dystans
108.27km
21
116
30.04 27.39
Prędkość
29.51km/h
22
162
26.2 32.2 59.2
Kadencja
91rpm
148
Tętno
139bpm
159
Moc
198W
24
137
161 186 812
TSS
259
17
71
Przewyższenia
924m
26
119
       322
Nachylenie
+ 3.1% - 3.4%
+ 9.9 - 13.3
Temperatura
23.0°C
20.0 29.0

Bezpieczny przejazd rowerem ulicami Wielicką, Kamieńskiego, Konopnickiej i przez Most Dębnicki aż do Jubilata? Czy to możliwe? Możliwe, ale tylko w dzień świąteczny. I to nie w taki byle jaki, ale taki, gdy zamknięte są wszystkie sklepy. Statystyczny Polak jest wówczas zagubiony, nie ma co z sobą począć i siedzi w domu, a ulice są puste, bezpieczne, przyjazne. Tak właśnie zaczęła się moja dzisiejsza aktywność rowerowa. Było tak spokojnie, że przez te pierwsze dziewięć kilometrów, mogłem spokojnie zastanowić się, dokąd pojechać. Padło na Alwernię…

A tak w ogóle, to powielałem fragmenty niedawnych tras. Początek był prawie taki sam, jak trzy tygodnie temu gdy jechałem do Strzelec Opolskich. Przejechałem przez Piekary i Liszki, gdzie skręciłem na drogę 780. Wtedy nie mogłem się odprężyć, bo po pierwsze, padał deszcz, a po drugie, był to dzień powszedni, a więc ruch panował spory. Dzisiaj było zupełnie inaczej. Mogłem spokojnie przyjrzeć się okolicy, cieszyć się jazdą lub nawet „wyłączyć” i przynajmniej częściowo uciec w świat własnych myśli. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, bo jednak od czasu do czasu mijały mnie rozpędzone samochody. Droga 780 zaprowadziła mnie prosto do Alwerni. Miałem już więc zaliczony główny punkt trasy i tutaj historia mogłaby się zakończyć, ale postanowiłem, że urozmaicę sobie jazdę i nie wybiorę najkrótszej lub też najbardziej oczywistej drogi powrotnej. Pojechałem na północ, przejechałem nad autostradą A4 i leśnym, ale asfaltowym duktem, skierowałem się na wschód w stronę Rudna. Owa droga niestety miała fragmenty nie asfaltowe, więc mogłem przypomnieć sobie moje niedawne podboje dróg gruntowych w okolicach Sobótki. Jednak tym razem nie musiałem zawracać i wkrótce dotarłem w okolice futurystycznych kopuł Alwernia Studios. Potem zjechałem do Tenczynka, w którym widziano mnie trzy dni temu. Tym razem nie zamierzałem jechać drogą 79, ale po dotarciu do Krzeszowic, pojechałem jeszcze kawałek na północ i dopiero później skręciłem na wschód, aby krętą, malowniczą, obfitującą w krótkie podjazdy i zjazdy drogą, przez Siedlec, Pisary, Rudawę, Brzezinkę, Więckowice i Brzezie, dotrzeć do zachodnich granic Krakowa. A później wystarczyło już tylko przejechać przez pogrążone w świątecznym letargu miasto, by wrócić do punktu wyjścia i cieszyć się kolejnym dobrym dniem.



Zielona Alwernia
Zielona Alwernia

Uśpiona Alwernia
Uśpiona Alwernia

Cicha Alwernia
Cicha Alwernia



Warunki idealne

Piątek, 12 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
4 85 871
Data
12 sierpnia 2016
Pt. 14:25 18:11
Rower
Ridley Fenix
4 48 193
Kalorie
2310kcal
Czas
3:37:33
28
182
0:58 0:42 0:00
Dystans
111.05km
12
93
26.68 23.47
Prędkość
30.63km/h
6
41
27.5 33.0 54.7
Kadencja
89rpm
123
Tętno
141bpm
164
Moc
205W
13
78
169 200 902
TSS
277
9
43
Przewyższenia
780m
43
186
       358
Nachylenie
+ 2.9% - 3.4%
+ 8.5 - 11.2
Temperatura
19.3°C
17.0 21.0

Czy to zasługa trzech dni odpoczynku? Albo kwestia idealnej pogody? A może jedno i drugie? Nie wiem, ale faktem jest, że dzisiaj jechało mi się wyjątkowo lekko. Niestraszne były podjazdy, niestraszny przeciwny wiatr. Po prostu czułem moc i niewzruszenie parłem do przodu. Nie zafundowałem sobie ani chwili odpoczynku, nie licząc oczywiście momentów, gdy zatrzymywała mnie sygnalizacja świetlna, bądź musiałem ustąpić pierwszeństwa przejazdu. Jechałem i jechałem i miałem wrażenie, że mogę tak robić w nieskończoność.

A wszystko zaczęło się od podstawowego dylematu: dokąd jechać? Ponieważ nie doszedłem do porozumienia z samym sobą, znów miał zdecydować przypadek. Ów przypadek najpierw banalnie zaprowadził mnie do Tyńca. Stamtąd wróciłem do Krakowa, przejechałem przez Dębniki i na Rondzie Grunwaldzkim skręciłem w stronę Mostu Dębnickiego. Potem znów skierowałem się na zachód, przejechałem ulicą Królowej Jadwigi, a gdy na dużej tarczy spokojnie zaliczyłem cały podjazd na ulicach Staropolskiej i Jodłowej, zrozumiałem, że dzisiaj moc jest ze mną. Ulicą Księcia Józefa pojechałem do Kryspinowa, skręciłem w stronę Balic, ale już po chwili wpadłem na pomysł, aby zapuścić się jeszcze dalej w kierunku zachodnim. W ten sposób narodził się ostateczny pomysł na dzisiejszą przejażdżkę. Zaliczyłem Cholerzyn, a od Mnikowa przez Czułów do Sanki jechałem cały czas pod górę. Tam osiągnąłem najwyższy punkt trasy i zadowolony z sobie zjechałem do Tenczynka, za którym skręciłem na wschód. W Krzeszowicach wjechałem na ruchliwą drogę 79. Jazda po niej w piątkowe popołudnie na progu długiego weekendu była szczególnie trudna. Mogłem zapomnieć o odprężeniu i wyluzowaniu, całkowicie skupiając się na analizie tysięcy sygnałów docierających do moich zmysłów. To męczące, ale dzisiaj byłem przecież w formie, więc relatywnie szybko dotarłem do Zabierzowa, gdzie uciekłem z zatłoczonej drogi i pojechałem w stronę Rząski. Tak na marginesie muszę wspomnieć, że za Krzeszowicami wyprzedził mnie Jaguar XK 06-09. To raczej dość szybkie auto, ale latać nie potrafi. W Zabierzowie, czyli ładnych kilka kilometrów dalej, to ja go wyprzedzałem, gdy toczył się z prędkością kulawego żółwia w szeregu innych samochodów. Ot, taka scenka rodzajowa…

Na koniec pozostał mi już tylko przejazd przez całe miasto. Zbliżał się wieczór, niebo było zachmurzone, a temperatura raczej wczesno jesienna, aniżeli letnia. Tak, to były idealne warunki do jazdy.



Bez entuzjazmu

Poniedziałek, 8 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
3 84 870
Data
8 sierpnia 2016
Pon. 17:25 20:03
Rower
Ridley Fenix
3 47 192
Kalorie
1419kcal
Czas
2:24:07
87
647
0:30 0:26 0:00
Dystans
70.53km
78
511
13.73 13.46
Prędkość
29.36km/h
25
179
26.9 30.5 51.6
Kadencja
87rpm
145
Tętno
137bpm
161
Moc
200W
20
122
156 181 801
TSS
174
49
239
Przewyższenia
428m
93
525
       324
Nachylenie
+ 3.1% - 3.3%
+ 8.9 - 6.7
Temperatura
25.6°C
22.0 28.0

No proszę. Pierwszy dzień po urlopie, pierwsze niewyspanie, pierwsza popołudniowa senność. To oraz inne przyczyny sprawiły, że postanowiłem wybrać się na zdecydowanie krótszą przejażdżkę. Po raz pierwszy od dawien dawna poruszałem się głównie po Krakowie, co zazwyczaj oznacza, że jedzie się wolno i nerwowo. Tym razem było inaczej – ruch samochodowy niewielki, zielone światła zdarzały mi się nadzwyczaj często, a więc i jazda była płynna, sprawna, komfortowa. Z racji krótszego dystansu i skromnych przewyższeń nie musiałem dbać o rozłożenie sił, bo nawet gdyby te ostatnie mnie opuściły, do domu miałem relatywnie niedaleko. Gdy tylko cienie stały się kuriozalnie długie, jednoznacznie informując świat, że zachód słońca jest blisko, spadła temperatura, poprawiając jeszcze bardziej warunki jazdy. Wkrótce zatrzymywałem się pod domem. Nieco zmęczony, tym razem bez uśmiechu i bez entuzjazmu wyłączałem elektroniczne gadżety, wracając do przestrzeni analogowej ciszy, ograniczonej płaszczyznami ścian.



Rajbrot

Czwartek, 4 sierpnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
2 83 869
Data
4 sierpnia 2016
Czw. 10:12 15:58
Rower
Ridley Fenix
2 46 191
Kalorie
2577kcal
Czas
4:54:58
5
27
1:51 1:09 0:00
Dystans
128.12km
5
27
38.95 36.80
Prędkość
26.06km/h
106
677
21.0 31.8 59.0
Kadencja
86rpm
148
Tętno
130bpm
152
Moc
182W
46
373
140 176 1076
TSS
288
6
29
Przewyższenia
1390m
4
23
       414
Nachylenie
+ 3.6% - 3.8%
+ 11.4 - 12.9
Temperatura
31.1°C
27.0 45.0

Nie przestraszyłem się prognozy pogody, która wieszczyła upały i zdecydowałem się na wyjazd w górzyste rejony mojej małej ojczyzny. Celem była wioska Rajbrot, położona w dolinie Uszwicy pomiędzy Żegociną a Lipnicą Murowaną. Mglisty wizerunek tego miejsca pozostał w okruchach mej pamięci, ponieważ często znajdowało się na szlaku rajdów harcerskich, w których namiętnie brałem udział w latach młodości. Czasem jednak tak się zdarza, że…

… już od początku nic nie idzie tak, jak iść powinno. Po pierwsze, zaspałem i na trasę wyruszyłem godzinę później niż planowałem, a więc upał doskwierał mi niemalże od samego początku. Po drugie, z nieznanych mi powodów GPS informował mnie, że mam do przejechania ponad sto kilometrów więcej, niż przejechać powinienem. To mnie bardziej irytowało niż przeszkadzało, bo trasę znałem. Po trzecie, dzień wcześniej wymieniałem łańcuch i pomimo tego, że wydłużenie nie przekroczyło nawet 0,4%, nowy łańcuch przeskakiwał na kilku tylnych zębatkach. To się zdarza i z reguły mija po przejechaniu kilkunastu – kilkudziesięciu kilometrów, ale niemiłosiernie wkurza. Po czwarte, okazało się, że za mostem na Rabie w Marszowicach kładziony jest nowy asfalt i miły pan poinformował mnie, że lepiej nie jechać po lepkiej nawierzchni. Musiałem więc zawrócić i nadłożyć kilkanaście dodatkowych kilometrów. Najgorsze jest to, że przy wjeździe do Marszowic stał gość, którego jedynym zadaniem było informowanie o remoncie, ale widząc rowerzystę, nie zrobił tego. No i wreszcie po piąte, gdy już byłem na właściwym kursie i ścieżce, gdy kończyłem pokonywać dość wymagający podjazd do Brzezowej, poczułem, że rower jest podejrzanie „miękki”. Spojrzałem na tylne koło – kapeć. Nie było wyjścia. Zatrzymałem się, aby naprawić lub wymienić dętkę. Bezskutecznie szukałem zacienionego miejsca i koniec końców pracowałem w pełnym słońcu. Nie znalazłem uszkodzenia, więc zamiast łatać, wymieniłem dętkę. Po dwudziestu minutach ruszyłem w dalszą drogę, wyczerpując limit pecha na dzisiaj.

Miałem przed sobą najpiękniejszą, ale jednocześnie najbardziej wymagającą część trasy. Czekała na mnie niepowtarzalność krajobrazów, unikalne piękno otaczającej mnie przyrody, magia zielonych wzgórz, szum potoków, śpiew ptaków, złoto pszenicznych pól. Ale jednocześnie musiałem zmagać się z gorącym słońcem, żar którego sprawiał, że często musiałem sięgać po bidony. Nieliczne zacienione miejsca nie dawały szans na złapanie oddechu. Z minuty na minutę, epicka wyprawa do krainy zapamiętanej z młodości, zamieniała się w walkę o przetrwanie. Nie było mowy o utrzymaniu dobrej prędkości średniej, a kluczem do przetrwania stało się właściwe rozłożenie sił. Podjazdy pokonywałem więc bardzo miękko, odpoczywałem na zjazdach i starałem się kryć w cieniu licznych lasów.

Rajbrotu nie poznałem. Minęło zbyt wiele czasu, a i czasy są inne. Uboga małopolska wioska zmieniła się nie do poznania. Kolejny raz pomyślałem sobie, czy ci skończeni idioci, obwiniający Unię Europejską o całe zło świata, kiedykolwiek odwiedzili takie miejsca i zobaczyli, jaka zaszła w nich zmiana? Szkoda, że nie miałem czasu, aby dokładniej zwiedzić wiejskie zaułki. Będę musiał wrócić w to miejsce – postanowiłem i ruszyłem w drogę powrotną. Była łatwiejsza niż ta, którą do tej pory pokonałem i nie towarzyszyły jej już żadne niemiłe przygody. I tylko słońce grzało wciąż mocniej i mocniej, sprawiając, że każdy kilometr stawał się wyzwaniem. Cierpliwie i wytrwale jechałem przed siebie i nawet GPS od dłuższego czasu pokazywał właściwy dystans, a tylne zębatki już dawno „dostroiły” się do nowego łańcucha. I tylko energii brakowało, aby w pełni cieszyć się jazdą.


XVI-to wieczny drewniany kościół w Rajbrocie.
XVI-to wieczny drewniany kościół w Rajbrocie.
Malownicze okolice Rajbrotu.
Malownicze okolice Rajbrotu.
Droga za Rajbrotem.
Droga za Rajbrotem.