Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Na przekór

Piątek, 2 grudnia 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
1 122 908
Data
2 grudnia 2016
Pt. 13:54 16:53
Rower
Ridley X-Bow
1 48 80
Kalorie
1665kcal
Czas
2:49:17
71
452
0:41 0:32 1:13
Dystans
73.51km
73
456
14.95 15.75
Prędkość
26.06km/h
107
680
21.8 29.4 57.2
Kadencja
87rpm
118
Tętno
142bpm
157
Przewyższenia
535m
71
370
       362
Nachylenie
+ 3.6% - 3.5%
+ 9.4 - 10.2
Temperatura
1.9°C
1.0 2.0

Byłem głodny jazdy, bo ostatnio znów dopadło mnie jakieś przeziębienie, które choć lekkie w swoim przebiegu, skutecznie powstrzymywało mnie przed wyjściem w „otwartą przestrzeń kosmiczną”. Pracowałem więc w domu, nie łykając żadnych farmaceutyków, pokonując dziadostwo jedynie naturalną siłą organizmu. Takich drobnych przeszkód miałem zresztą sporo ostatnimi czasy, co wcale mnie nie dziwi, bo kilka miesięcy temu podjąłem najważniejszą decyzję w moim życiu, której skutkiem w najbliższą niedzielę będzie… chrzest – taki prawdziwy, chrześcijański, przez pełne zanurzenie w wodzie, a nie poprzez polanie wodą główki nieświadomego niczego dziecka. Jest więc taka siła, której wyraźnie się to nie podoba i robi, co może, aby mi przeszkodzić. Postanowiłem pokazać, że jestem zdrów jak ryba. Po krótkich przygotowaniach wsiadłem więc na rower i pojechałem…

Nie miałem sprecyzowanych planów, co często mi się zdarza. Zacząłem od Kosocic, a potem zjechałem do Wieliczki. Chcąc sprawdzić, jak zachowuje się mój organizm po kilku dniach przymusowego wypoczynku, skierowałem się do Sierczy. To oczywiście oznaczało wspinaczkę, ale ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, szło mi wyjątkowo sprawnie i nawet nie musiałem odchylać kominiarki, aby łapczywie uzupełniać braki tchu. Rozochocony pojechałem do Rożnowej, aby za swój upór odebrać nagrodę na długim i szybkim zjeździe do Wieliczki. Dalsza część trasy była już bardziej tradycyjna. Węgrzce Wielkie, Grabie, Brzegi i ponownie Kraków. Trasa rowerowa wzdłuż Wisły, przejazd Mostem Zwierzynieckim na drugi brzeg i powrót. Kilka kilometrów przed domem dopadły mnie opady śniegu z deszczem. Płatki śniegu i krople deszczu smagały mnie po twarzy tak mocno, że nie byłem w stanie cały czas patrzeć się na drogę przede mną. Ruch na szczęście był niewielki, więc w miarę bezpiecznie zbliżałem się do domu, pozwalając sobie nawet na delikatne wydłużenie trasy.

Kto wie, być może uda mi się pokonać sześćset kilometrów, które dzielą mnie od osobistego rekordu rocznego przebiegu? To jednak ma drugorzędne znaczenie. Teraz żyję tym, co wydarzy się w niedzielę…


Oblicze grudniowego popołudnia
Oblicze grudniowego popołudnia



Pokonać granicę mgły

Sobota, 26 listopada 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
10 121 907
Data
26 listopada 2016
Sob. 10:50 14:16
Rower
Ridley X-Bow
10 47 79
Kalorie
1915kcal
Czas
3:16:21
58
336
1:02 0:45 0:00
Dystans
90.41km
57
329
24.78 23.66
Prędkość
27.63km/h
60
423
23.9 31.3 55.9
Kadencja
88rpm
115
Tętno
140bpm
159
Przewyższenia
829m
35
158
       373
Nachylenie
+ 3.3% - 3.6%
+ 11.0 - 12.4
Temperatura
2.4°C
1.0 4.0

Sobota. Czekałem na nią z nadzieją, że nareszcie będę mógł wyruszyć na trasę za dnia. Miałem już dość monotonnego przemierzania tych samych dróg spowitych ciemnością wieczoru. Sobota jednak nie przywitała mnie piękną pogodą. I nawet nie chodzi o to, że było chłodno, bo pod koniec listopada ma prawo być zimno, ale o to, że Kraków pogrążony był we mgle i w smogu. Jasność była więc wyłącznie pozorna, sprawiając, że widok za oknem był raczej alegorią depresji niż pozytywnego nastawienia do rzeczywistości. A ja tymczasem byłem nastawiony na maksa pozytywnie, więc nie zastanawiając się długo, ani nie narzekając, wyszedłem z domu i tuż przed jedenastą wyruszyłem przed siebie.

Początek był spokojny, rutynowy i… mglisty. Przejechałem przez Węgrzce-Wielkie, Zakrzów, Szarów i dotarłem do Targowiska. Potem przejechałem przez most na Rabie i skręciłem na południe. Cały czas jechałem we mgle i było coraz chłodniej. Nie traciłem jednak nadziei i w końcu moja wiara została nagrodzona. Za Nieszkowicami wyjechałem z mgły i znalazłem się w zupełnie innym, pogodnym, przejrzystym, pozbawionym smogu, cieplejszym świecie. Widok ten dodał mi energii. Przejechałem przez Kamyk, a w Ubrzeziu skręciłem w stronę Łapanowa. Tam skierowałem się na północ, dobrowolnie godząc się na zaliczenie pierwszego od wielu dni, sensownego podjazdu. Szło mi nadspodziewanie sprawnie i nawet nie zauważyłem, kiedy zaliczyłem sto pięćdziesiąt metrów przewyższenia. Zjechałem do Marszowic, żałując nieco, że na wąskiej, krętej i miejscami mokrej drodze, nie puściłem nieco ułańskiej fantazji.

W okolicach Niegowici znów zanurzyłem się we mgle. Wkrótce zameldowałem się w Brzeziu, gdzie zamierzałem wjechać na drogę 94. Musiałem jednak nadłożyć kilka kilometrów, bo wjazd był zablokowany przez koparkę, która – koparki tak już mają – robiła dziurę w ziemi. Potem nie było już żadnych niespodzianek. Bezpiecznie jechałem poboczem, z rzadka wyprzedzany przez nieliczne samochody. Moja „rowerowa” sobota powoli kończyła się. Od poniedziałku znów będę musiał przestawić się na „ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę”.


Okolice Woli Wieruszyckiej
Okolice Woli Wieruszyckiej



Wyławianie z ciemności

Środa, 23 listopada 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
9 120 906
Data
23 listopada 2016
Śr. 15:53 18:08
Rower
Ridley X-Bow
9 46 78
Kalorie
1118kcal
Czas
2:07:04
109
859
0:18 0:19 2:15
Dystans
55.05km
112
816
8.13 7.39
Prędkość
25.99km/h
111
693
25.8 23.0 39.4
Kadencja
86rpm
112
Tętno
134bpm
160
Przewyższenia
227m
128
1023
       237
Nachylenie
+ 2.8% - 3.2%
+ 6.2 - 5.4
Temperatura
6.7°C
4.0 10.0

Jeszcze listopad się nie skończył, jeszcze zima się nie zaczęła, a ja już tęsknię za dłuższymi trasami, słońcem, błękitnym niebem i ciepłem. Wiem, że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Wiem, że nie ma złej pogody i jest tylko złe ubranie. Ale jak mam się cieszyć jazdą, gdy ledwie wyruszę sprzed domu, zapada zmierzch i wkrótce muszę wyławiać z ciemności nawet najbliższe otoczenie, bo to dalsze jest zakryte czarnym całunem nocy. Czekam z utęsknieniem na sobotę, licząc, że nareszcie wyrwę się nieco dalej poza pogrążone w smogu miasto.



Listopadowe ciepło

Poniedziałek, 21 listopada 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
8 119 905
Data
21 listopada 2016
Pon. 15:44 17:57
Rower
Ridley X-Bow
8 45 77
Kalorie
1104kcal
Czas
2:03:36
111
903
0:28 0:24 2:08
Dystans
55.16km
111
812
11.44 11.93
Prędkość
26.78km/h
93
561
23.9 29.5 49.4
Kadencja
87rpm
130
Tętno
135bpm
157
Przewyższenia
388m
106
609
       327
Nachylenie
+ 3.4% - 3.3%
+ 10.7 - 7.4
Temperatura
11.4°C
9.0 13.0

Nieprzewidywalność pogody zawsze mnie fascynowała. Ledwie kilka dni temu zaliczyłem pierwszą przejażdżkę, podczas której temperatura spadła poniżej zera, natomiast dzisiaj cieszyłem się niemalże wiosenną aurą. Było na tyle ciepło, iż mogłem założyć ocieplaną bluzę, która zdecydowanie lepiej pasuje do mojego ciała niż zimowa kurtka, którą nabyłem w czasach, gdy ważyłem kilkanaście kilogramów więcej niż obecnie. Już kilka razy wkładałem nową kurtkę do wirtualnego koszyka, a potem – widząc cenę - rozmyślałem się. Mam wrażenie, iż producenci doszli do wniosku, że zimą na rowerze jeżdżą wyłącznie majętni obywatele tego świata.

Przejażdżkę rozpocząłem od rozgrzewki – jakże by inaczej – w Kosocicach. Potem zjechałem do Wieliczki, a tam z nieukrywanym przerażeniem stwierdziłem, że przednie oświetlenie prawie odmówiło posługi. Prawie, bo coś tam nieregularnie i słabo mrugało. Zdarzyło się to nie pierwszy raz i nie tylko w tym egzemplarzu, a więc mam uzasadnione podejrzenie, że Sigma Quadro X ma po prostu jakąś wadę konstrukcyjną. Wyciągnąłem pojemnik na baterie, poruszałem tymi ostatnimi, złożyłem wszystko do kupy i… zadziałało. Pojechałem więc dalej z myślą, że jednak trzeba będzie sięgnąć do sakiewki.

Z Wieliczki pojechałem do Brzegów, z Brzegów wróciłem do Krakowa i dotarłem do ścieżki rowerowej biegnącej wzdłuż Wisły. Dojechałem nią do Mostu Zwierzynieckiego, przejechałem na drugą stronę i po niedługim czasie pojawiłem się na Zabłociu. Dalej było już dość schematycznie, czyli kładka w Płaszowie, ulice Wielicka, Bieżanowska, Mała Góra i byłem prawie w domu. Nadal było ciepło. I mogłoby już tak pozostać…



Plan minimum wykonany

Piątek, 18 listopada 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
7 118 904
Data
18 listopada 2016
Pt. 15:34 18:06
Rower
Ridley X-Bow
7 44 76
Kalorie
1171kcal
Czas
2:25:49
83
623
0:28 0:26 2:13
Dystans
64.02km
89
602
11.44 11.58
Prędkość
26.34km/h
104
637
23.8 26.6 51.6
Kadencja
87rpm
111
Tętno
132bpm
157
Przewyższenia
389m
105
608
       260
Nachylenie
+ 3.4% - 3.4%
+ 7.8 - 12.4
Temperatura
8.7°C
5.0 11.0

I tak oto, osiemnastego dnia miesiąca listopada roku Pańskiego 2016, przekroczyłem granicę dziesięciu tysięcy kilometrów. To o ponad tydzień wcześniej niż rok temu. Teoretycznie wciąż mam więc szansę na pobicie osobistego rekordu przebiegu rocznego, ale podchodzę do tego wyjątkowo spokojnie. Jak się uda, to będzie super, jak się nie uda, to też będzie dobrze.

I to byłoby na tyle. Dzisiaj jakoś nie chce mi się napisać niczego więcej.



Środa pod chmurami

Środa, 16 listopada 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
6 117 903
Data
16 listopada 2016
Śr. 14:47 17:25
Rower
Ridley X-Bow
6 43 75
Kalorie
1333kcal
Czas
2:15:56
95
746
0:36 0:25 1:30
Dystans
60.66km
95
685
13.84 12.60
Prędkość
26.78km/h
94
562
22.9 29.2 55.3
Kadencja
88rpm
127
Tętno
138bpm
163
Przewyższenia
484m
80
432
       329
Nachylenie
+ 3.5% - 3.9%
+ 8.5 - 13.8
Temperatura
4.4°C
4.0 6.0

Dzięki dobrodziejstwu, jakim jest praca zdalna, mogłem sobie pozwolić na nieco wcześniejszą przejażdżkę. Dzięki temu przez prawie godzinę cieszyłem się dniem, o ile pochmurne niebo może być powodem radości. Deszcz co prawda nie padał, nie licząc mżawko-podobnego, krótkiego epizodu, ale miejscami było mokro. Na tyle mokro, że pożegnałem się z wizerunkiem czystego roweru.

Zaliczyłem dość ciekawą trasę, starając się, aby przez żaden odcinek, z wyjątkiem najbliższego otoczenia domu, nie przejechać dwukrotnie, ani nie skrzyżować się z już przejechanym fragmentem. Ot, takie „zboczenie”, które ostatnio dość trudno mi się realizuje. Najpierw pojechałem do Kosocic, potem do Lusiny, następnie do Libertowa, aby w końcu pojawić się w Skawinie. Tam wpadłem na pomysł, aby do całości dorzucić kilka kilometrów. Skierowałem się więc do Radziszowa, przejechałem przez most na Skawince i drugą stroną wróciłem do Skawiny. Potem było już dość rutynowo, czyli Tyniec, wały wiślane, Zabłocie, Płaszów, ulica Bieżanowska i… gorąca, moja ulubiona herbata Earl Grey.



Krakowska gra kolorów wieczoru
Krakowska gra kolorów wieczoru



Pierwszy mróz tej jesieni

Poniedziałek, 14 listopada 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
5 116 902
Data
14 listopada 2016
Pon. 15:50 18:15
Rower
Ridley X-Bow
5 42 74
Kalorie
1129kcal
Czas
2:13:41
100
774
0:24 0:24 2:17
Dystans
55.67km
107
791
10.13 9.38
Prędkość
24.99km/h
125
869
25.3 23.4 40.7
Kadencja
84rpm
114
Tętno
134bpm
157
Przewyższenia
276m
119
888
       237
Nachylenie
+ 2.7% - 3.0%
+ 5.8 - 7.1
Temperatura
1.0°C
- 2.0 2.0

To była pierwsza przejażdżka tej jesieni, podczas której temperatura spadła poniżej zera. Można więc powiedzieć, że był to mroźny debiut Ridleya X-Bow po niedawnym przeglądzie. Jeździło się całkiem fajnie, a mogło być jeszcze lepiej, gdybym zamiast rękawiczek na chłodne dni, założył rękawiczki na mroźne dni. Niewielka z pozoru różnica sprawiła, że ostatnie kilkanaście kilometrów spędziłem głównie na mniej lub bardziej skutecznych próbach rozgrzania palców. Trasa nie była specjalnie ekscytująca, co niestety staje się powoli jesienno-zimową normą. Jeździłem przeważnie po mieście, ochoczo korzystając z dróg dla rowerów, co nabiera szczególnego znaczenia podczas popołudniowych godzin szczytu. Samochody stoją, a ja jadę i dobrze mi z tym. Na chwilę tylko uciekłem w mniej zaludnione okolice ulic Tynieckiej i Winnickiej, a potem znów powróciłem na bezpieczne rowerowe szlaki. I tak minęło popołudnie i część wieczoru pierwszego dnia nowego tygodnia.



Listopadowa refleksja

Piątek, 11 listopada 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
4 115 901
Data
11 listopada 2016
Pt. 10:46 13:42
Rower
Ridley X-Bow
4 41 73
Kalorie
1613kcal
Czas
2:46:02
72
476
0:47 0:35 0:00
Dystans
75.02km
71
439
19.21 16.98
Prędkość
27.11km/h
80
498
24.1 29.1 59.3
Kadencja
88rpm
121
Tętno
141bpm
159
Przewyższenia
583m
65
317
       285
Nachylenie
+ 3.0% - 3.5%
+ 10.3 - 10.0
Temperatura
5.8°C
5.0 7.0

Pustka pojawiła się w mojej głowie, gdy siadłem wieczorem przed komputerem, aby opisać moją dzisiejszą wycieczkę. A przecież wydawać by się mogło, że kiedy jak kiedy, ale dzisiaj tematów braknąć nie powinno. Wszakże to Dzień Niepodległości, a patrząc na historię mojego bloga, to już piąty Dzień Niepodległości, który spędziłem aktywnie na rowerowym siodełku. I nawet był pogodny, co warte jest podkreślenia, bo nie każdy naród ma takie „specyficzne” szczęście, iż jedno z najbardziej radosnych świąt obchodzi w najbardziej szarym miesiącu.

Czy jest dla mnie niepodległość? Tak, cieszę się, że żyję w wolnym kraju. Tak, jestem dumny, że mówię po polsku. Tak, jestem wdzięczny przodkom, że los swojego życia rzucili na stos. Jednak wcale nie podoba mi się, że narodowe symbole plugawi się ksenofobią, rasizmem, nienawiścią, nietolerancją, homofobią, szowinizmem, antysemityzmem. Jeszcze bardziej nie podoba mi się, że głoszący te hasła wmawiają mi, jakoby po ich stronie stał Bóg. Mylicie się! Gdybyście czytali Biblię, ale przecież nie czytacie, wiedzielibyście, że Bóg nigdy nie staje po stronie nienawiści, bo On jest Miłością. Gdybyście czytali Biblię, ale przecież nie czytacie, wiedzielibyście, że On wyłącznie sobie dał prawo osądzania innych. Gdybyście czytali Biblię, ale przecież nie czytacie, może dotarłoby do was, że ten bliźni, którego macie kochać, wcale nie musi być Polakiem, katolikiem, wyborcą tej samej partii…


Jeszcze jeden obraz późnej jesieni…
Jeszcze jeden obraz późnej jesieni…



Dziewięćsetny raz

Wtorek, 8 listopada 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
3 114 900
Data
8 listopada 2016
Wt. 15:22 18:05
Rower
Ridley X-Bow
3 40 72
Kalorie
1396kcal
Czas
2:38:13
74
522
0:33 0:27 1:59
Dystans
70.52km
79
512
13.53 11.83
Prędkość
26.74km/h
97
571
24.5 26.1 51.8
Kadencja
87rpm
123
Tętno
139bpm
157
Przewyższenia
413m
95
549
       255
Nachylenie
+ 3.1% - 3.6%
+ 11.6 - 9.7
Temperatura
3.7°C
2.0 5.0

Średnio się jeździ „ciemkiem” – tak, zamiast „po ciemku”, mówiły onegdaj moje dzieci. Wyboru jednak nie miałem, „gdyż ponieważ” zmrok zapada mniej więcej godzinę po tym, jak wracam z pracy do domu. A jechać bardzo chciałem, bo rzuciwszy okiem na statystyki zauważyłem, iż zaliczyłem już 899 rowerowych wypraw, a więc ta miała być dziewięćsetna.

Z takiej okazji powinienem się wybrać w jakieś niesamowicie interesujące miejsce, ale pora roku i ciemność sprawiły, iż liczba osiągalnych niesamowicie interesujących miejsc zdecydowanie się zmniejszyła. Okrągłą eskapadę postanowiłem zatem uczcić jedynie nieco większą liczbą przejechanych kilometrów, niż to ostatnio mam w zwyczaju. Opis trasy pominę milczeniem, bo „ciemkiem” niewiele widać, więc skupiłem się na czerpaniu radości z samej jazdy, a nie z mijanych krajobrazów.



System uszczelniony

Sobota, 5 listopada 2016 • Komentarze: 0

Aktywność
2 113 899
Data
5 listopada 2016
Sob. 15:10 17:13
Rower
Ridley X-Bow
2 39 71
Kalorie
943kcal
Czas
1:52:27
121
1050
0:25 0:18 1:03
Dystans
50.36km
118
971
10.28 8.87
Prędkość
26.87km/h
89
544
24.6 28.2 47.0
Kadencja
88rpm
116
Tętno
127bpm
146
Przewyższenia
303m
114
820
       254
Nachylenie
+ 3.0% - 3.4%
+ 9.0 - 9.8
Temperatura
8.3°C
7.0 12.0

Zazwyczaj nie jeżdżę dzień po dniu, ale tym razem złamałem tę niepisaną zasadę. Owszem, onegdaj zdarzało się, że jeździłem każdego dnia, ale były to czasy, gdy niczego nie widziałem poza rowerem, co wcale nie było takie dobre, jak poniektórym mogłoby się wydawać. Potem przeszeregowałem nieco moje priorytety, a całkiem niedawno przeszedłem kolejną dobrą rewolucję w moim życiu, która sprawiła, iż wszystko ustawiło się na właściwym miejscu i we właściwych proporcjach.

Dzisiaj kolejny raz wyjechałem na drugim rowerze, czyli tym z założenia gorszym, tańszym i lepiej przystosowanym do zimowej katorgi. Zimy oczywiście jeszcze nie ma, co wcale mnie nie martwi, ale panuje już mokrość wszelaka, tu i ówdzie błotem okraszona, więc czas użyć takiego roweru, którego żywiołem jest krajobraz niepogodny. Wczoraj napisałem słów kilka o nowych hamulcach, a dzisiaj wspomnę o kolejnej zmianie w zimowym rowerze, którą była wymiana wszystkich linek i pancerzy na całkowicie uszczelniony system Jagwire Road Elite Sealed. Jego cechą charakterystyczną jest to, że linki na całej swojej długości prowadzone są w specjalnej osłonie, a na jej zakończeniu znajduje się dodatkowe uszczelnienie. To sprawia, że praktycznie nic nie ma prawa dostać się do środka, a więc zmiana przełożeń powinna być tak samo perfekcyjna w każdych warunkach, bez względu na to, czy będę przemierzał śnieżne zaspy, błotne ścieżki, zalane wodą drogi lub piaszczyste dukty. Tyle teorii. Test praktyczny zbliża się wraz z każdym chłodnym i mokrym dniem.

Trasa wycieczki była dość banalna. Brzegi, Grabie, Niepołomice, Staniątki. Potem powrót do Krakowa przez Węgrzce Wielkie. Ot, rutyna, ale radość i odprężenie jak zwykle. Tutaj nic się nie zmieniło.