Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Mało czasu

Wtorek, 28 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
10 101 1019
Data
28 listopada 2017
Wt. 15:24 17:00
Rower
Ridley X-Bow
10 34 124
Kalorie
930kcal
Czas
1:31:55
94
1204
0:15 0:14 1:17
Dystans
42.03km
92
1144
6.22 6.79
Prędkość
27.43km/h
57
448
24.7 28.8 50.4
Kadencja
85rpm
114
Tętno
133bpm
157
Przewyższenia
201m
104
1096
       253
Nachylenie
+ 3.2% - 3.1%
+ 6.1 - 9.8
Temperatura
4.6°C
4.0 6.0

Zbliża się koniec roku i tradycyjnie mam więcej pracy w… pracy. Terminy przysłowiowo gonią, a człowiek ma wrażenie, że jest przytłoczony przez tysiące spraw i nie wiadomo, w co ręce włożyć. Nerwowo jest, a tego nie lubię. Jako człek „techniczny” staram się podchodzić do tego w sposób usystematyzowany, czyli po prostu „odhaczam” kolejne zadania. Dzięki temu ogarniam chaos i mam poczucie panowania nad całością. Jednak zadania same się nie rozwiążą, więc jednym ze skutków ubocznych jest brak czasu na przyjemności, a więc także na rower. Gdzież podziały się te chwile, gdy mogłem wyskoczyć przed siebie na kilka godzin, zaliczyć ponad setkę kilometrów i pełen energii wrócić do domu? Inna sprawa, że pora roku też jest inna i kilku godzin jazdy w ciemności raczej nie zaliczyłbym do szczególnie ekscytujących doznań. Tak więc, moja dzisiejsza przejażdżka była krótka i mało romantyczna. Początkowo poruszałem się po drogach i ulicach, ale gdy zmierzch zapadł na dobre, dotarłem akurat do miejsca, gdzie zaczynała się droga dla rowerów i dalszą eskapadę kontynuowałem właśnie po tego typu szlakach. Te półtorej godziny trochę mnie odprężyło i mogłem potem znów wrócić do pracy, aby – teraz zapachnie PRL’em – Polska rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej…



Jakby mniej

Sobota, 25 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
9 100 1018
Data
25 listopada 2017
Sob. 10:06 12:41
Rower
Ridley X-Bow
9 33 123
Kalorie
1489kcal
Czas
2:16:21
57
736
0:31 0:30 0:00
Dystans
60.82km
61
676
13.89 13.68
Prędkość
26.76km/h
77
565
26.1 26.8 46.8
Kadencja
88rpm
126
Tętno
143bpm
163
Przewyższenia
399m
67
586
       273
Nachylenie
+ 2.9% - 2.9%
+ 6.0 - 7.3
Temperatura
10.3°C
7.0 14.0

Nareszcie mogłem uciec z miasta. Za dnia, w pełnym słońcu, w lekkim wietrze, niezbyt daleko, ale wystarczająco, aby zanurzyć się w świecie późnojesiennej przyrody. Jest coś fascynującego w obserwowaniu zamierającego świata, pogrążającego się z wolna w zimnym śnie, zrzucającym bogate kolory i przyoblekającym się w monochromatyczne obrazy pustki i ciszy. Wiem, że za kilka miesięcy eksploduje życie, odrodzą się barwy, zapachy i dźwięki. Ale wiem też, że ten czas będzie się dłużył. Czasem żałuję, że nie mieszkam gdzieś na południu Europy, ciesząc się przychylnością aury przez cały rok. Ale tylko czasem. Przecież na co dzień kocham moją Małopolskę, moje podkrakowskie pagórki i wzgórza, lasy i strumienie. Nawet Kraków kocham, chociaż jakby mniej, bo „dla serca nieszczególne tu powietrze”, jak śpiewali Grzegorz T. i Andrzej S…


Przedpołudniowe mgły w Zabierzowie.
Przedpołudniowe mgły w Zabierzowie.
W drodze…
W drodze…



W poszukiwaniu zachodu

Czwartek, 23 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
8 99 1017
Data
23 listopada 2017
Czw. 14:29 16:41
Rower
Ridley X-Bow
8 32 122
Kalorie
1303kcal
Czas
2:00:19
66
938
0:25 0:22 0:54
Dystans
53.68km
66
851
10.43 10.31
Prędkość
26.77km/h
75
563
24.3 27.1 43.2
Kadencja
88rpm
120
Tętno
140bpm
164
Przewyższenia
342m
78
715
       264
Nachylenie
+ 3.3% - 3.4%
+ 10.6 - 9.2
Temperatura
7.8°C
5.0 10.0

Cierpię na deficyt pięknych zachodów słońca. Kiedyś było inaczej. Prawie każda wieczorna jazda przynosiła wspaniałe obrazy kończącego się dnia, namalowane czerwienią. Teraz jest jakby inaczej i nie każdy zachód wart jest uwiecznienia. A może to dobrze, bo intensywność barwy zależy od pyłu zawieszonego w powietrzu. Im go więcej, tym mocniejszy kolor. Czyżby krakowskie powietrze nagle stało się czyste? Nie sądzę…

Dzisiejszą jazdę rozpocząłem od Wieliczki. Na wielickim rynku uwieczniłem potężną „dziurę”, która została tam… wymalowana. Uświadomiłem sobie wtedy, że chociaż tak często pojawiam się w stolicy polskiej soli, to jeszcze nigdy nie zrobiłem tam zdjęcia.

A potem pojechałem na poszukiwanie zachodu słońca, tematu dość banalnego, ale jednak symbolizującego romantyczne piękno świata. Nie szukałem zbyt długo, bo pora była już odpowiednia. Zatrzymałem się na wale przeciwpowodziowym przy ulicy Golikówka i skierowałem obiektyw ku słońcu. Bywało lepiej, ale tym razem ten widok musiał mi wystarczyć. Później jechałem przed siebie w zapadającej powoli ciemności, ciesząc się pogodnym dniem.


„Wyłom” na wielickim rynku.
„Wyłom” na wielickim rynku.
Płoną góry, płoną lasy w przedwieczornej mgle…
Płoną góry, płoną lasy w przedwieczornej mgle…



Niedziela barw głębokich

Niedziela, 19 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
7 98 1016
Data
19 listopada 2017
Niedz. 14:03 15:47
Rower
Ridley X-Bow
7 31 121
Kalorie
1014kcal
Czas
1:30:46
96
1209
0:21 0:21 0:00
Dystans
41.13km
94
1168
8.99 9.65
Prędkość
27.19km/h
64
485
24.6 26.9 43.2
Kadencja
88rpm
117
Tętno
142bpm
165
Przewyższenia
308m
84
804
       257
Nachylenie
+ 3.4% - 3.2%
+ 7.8 - 11.9
Temperatura
4.4°C
3.0 6.0

Wiele dzieje się ostatnio w moim życiu, a dzień do dnia jest niepodobny. Cieszę się i chodzę uśmiechnięty, bo chociaż czasem są to trudne sprawy, to nie ma chyba nic gorszego od monotonii, nieustannej powtarzalności i przewidywalności zdarzeń. A poza tym, albo raczej przede wszystkim, jest ze mną mój Bóg. Ale nie taki, którego obraz wepchnięto w sztywne ramy religii, usiłując wmówić ludziom, że są Go niegodni i że muszą sobie zasłużyć. Mój Bóg jest żywy i prawdziwy i jest ze mną zawsze. Także wtedy, gdy znajduję czas na moją rowerową pasję…

Dzisiejsza przejażdżka nie była długa, ale za to udało mi się ją rozpocząć i zakończyć przed zachodem słońca. Łapałem więc ostatnie jego promienie, bo prognoza na najbliższe dni znów nie jest łaskawa. Trasa była dość banalna, ale pojawił się na niej fragment, którego od dawien dawna nie przejeżdżałem. To gruntowa droga przez las pomiędzy ulicami Podgórki Tynieckie i Obrońców Tyńca. Rowerem szosowym raczej trudno tamtędy przejechać, ale na przełajowym nie ma problemu. Nieco większym wyzwaniem był zjazd z kładki rowerowej nad Wisłą do ulicy Mirowskiej, bo choć lata mijają, ten krótki odcinek wciąż nie jest utwardzony i wystarczy niewielki deszcz, aby pokrył się szerokimi rozlewiskami głębokich kałuż. To zawsze dreszczyk emocji, bo nigdy nie wiadomo, co kryje się pod powierzchnią i jak głęboka jest kałuża, ale sporo piszę te słowa, to znaczy, że pokonałem i to wyzwanie bez strat w ludziach i sprzęcie. Nagrodą za trudy był powrót do miasta z wiatrem i piękne widoki w głębokich i soczystych barwach zachodzącego listopadowego słońca.


Droga przez las.
Droga przez las.
Ridley X-Bow w żółtych płomieniach liści.
Ridley X-Bow w żółtych płomieniach liści.
Listopadowy Wawel.
Listopadowy Wawel.



Niestety po mieście

Wtorek, 14 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
6 97 1015
Data
14 listopada 2017
Wt. 15:33 17:36
Rower
Ridley X-Bow
6 30 120
Kalorie
1083kcal
Czas
1:47:21
83
1108
0:25 0:21 1:39
Dystans
43.51km
89
1105
9.61 8.44
Prędkość
24.32km/h
107
982
22.5 23.1 39.6
Kadencja
82rpm
117
Tętno
136bpm
163
Przewyższenia
322m
82
766
       293
Nachylenie
+ 3.4% - 3.8%
+ 10.3 - 15.7
Temperatura
3.6°C
2.0 5.0

Czy po Krakowie się jeździ? Nie. Po Krakowie się stoi. To problem, który dotyczy chyba wszystkich większych miast. Patrząc na kierowców, dziwię się, że wytrzymują to nerwowo. Na pewno nie wszyscy z nich muszą dojeżdżać samochodem do pracy, a jedynym wytłumaczeniem, dlaczego to robią, jest wygoda. Stoją więc w korkach i narzekają. No i łudzą się, że ten stan rzeczy ulegnie kiedyś zmianie. Mam dla nich złe wieści. Nie ulegnie. Bo choćby nie wiem jak wiele dróg budowano, nowych budynków, osiedli, biurowców, sklepów jest coraz więcej, a więc liczba samochodów będzie wzrastać szybciej niż ilość nowego asfaltu. Już kilka lat temu zrezygnowałem z samochodu, jako środka komunikacji, którym dojeżdżam do pracy. Po pierwsze, zauważyłem, że średnia prędkość poruszania się sukcesywnie spadała. Po drugie, wprowadzenie płatnych stref parkingowych sprawiło, że to zwyczajnie przestało się opłacać. Przesiadłem się więc na… nie, nie na rower, ale do komunikacji miejskiej. Teraz jeżdżę szybciej niż samochodem osobowym, nie wydaję pieniędzy na benzynę i parkingi, nie muszę się denerwować. Wady? Cóż… Czasem jeżdżę na stojąco, czasem jest zimno, innym razem gorąco, no i zdarza się, że atmosfera w autobusie lub tramwaju nie przypomina perfumerii.

Mógłbym oczywiście korzystać z roweru, ale te naście kilometrów, które mam do pracy, to zbyt mały dystans. Wolę dłuższe trasy, pokonywane w wolnym czasie, na spokojnie. A zresztą jazda rowerem po mieście, jakkolwiek najszybsza ze wszystkich środków komunikacji, wcale nie jest łatwa. Chociaż sukcesywnie przybywa dróg dla rowerów, to wciąż jest ich o wiele za mało, a te, które są, nierzadko wybudowano bez sensu. Trzeba więc mieć przysłowiowe oczy dookoła głowy i uzbroić się w cierpliwość.

Dzisiaj kolejny raz poniosło mnie w miasto. Mam wrażenie, że więcej stałem niż jechałem i stąd właśnie wziął się ten wpis…



Trochę inaczej

Czwartek, 9 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
5 96 1014
Data
9 listopada 2017
Czw. 14:33 16:25
Rower
Ridley X-Bow
5 29 119
Kalorie
1082kcal
Czas
1:42:51
86
1142
0:16 0:17 0:20
Dystans
46.06km
86
1056
6.76 7.88
Prędkość
26.87km/h
73
540
24.1 26.7 39.6
Kadencja
87rpm
111
Tętno
136bpm
157
Przewyższenia
241m
95
983
       242
Nachylenie
+ 3.6% - 3.2%
+ 9.8 - 6.4
Temperatura
6.8°C
6.0 8.0

Dzisiaj nie popełniłem wczorajszego błędu i nie pojechałem do centrum miasta, ale uciekłem na wschód. I chociaż wyjechałem znacznie wcześniej, nie miało to specjalnego znaczenia, bo wszechobecna szarość, o której jakże często ostatnio wspominam, towarzyszyła mi od samego początku. Trasa nie była trudna, więc nieco ją urozmaiciłem poprzez dodanie kilku fragmentów złożonych z dróg gruntowych. W końcu posiadanie roweru crossowego do czegoś zobowiązuje. Było zatem ciekawie i trochę inaczej niż zwykle.


Szarość w Brzegach.
Szarość w Brzegach.



Popołudniu

Środa, 8 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
4 95 1013
Data
8 listopada 2017
Śr. 15:30 17:23
Rower
Ridley X-Bow
4 28 118
Kalorie
995kcal
Czas
1:38:59
90
1167
0:32 0:26 1:17
Dystans
41.44km
93
1157
12.99 12.18
Prędkość
25.12km/h
100
842
23.9 27.6 57.6
Kadencja
83rpm
113
Tętno
136bpm
162
Przewyższenia
417m
61
543
       331
Nachylenie
+ 3.2% - 3.4%
+ 8.4 - 9.5
Temperatura
5.0°C
4.0 6.0

Dzisiaj znów towarzyszyła mi najpierw szarość, a wkrótce potem ciemność. Jazdę rozpocząłem od krótkiej rozgrzewki w okolicach domu, a potem zaliczyłem podjazd na ulicy Hallera. Pamiętam, że kiedyś stanowił dla mnie nieliche wyzwanie i pojawiałem się tam od święta, nieco z zazdrością patrząc na bardziej doświadczonych kolarzy, którzy bez wyraźnego wysiłku pięli się w górę. Ten krótki odcinek był wtedy moim prywatnym Mont Ventoux, prawdziwym wyzwaniem, po pokonaniu którego czułem olbrzymią satysfakcję. Nie wiedziałem, że kiedyś przyjdzie taki czas, w którym te tysiąc kilkaset metrów stanie się rutyną. Zresztą nie tylko ten podjazd stał się jakby mniejszy i łatwiejszy. Lata jeżdżenia na rowerze, kilkadziesiąt tysięcy przejechanych kilometrów i kilkanaście zrzuconych kilogramów zrobiły swoje. Teraz już nie muszę omijać trudnych miejsc, tylko po prostu pokonuję je. Swoją drogą byłem ciekaw, jak poradzę sobie na podjeździe, jadąc rowerem, który jest prawie trzy kilogramy cięższy od mojego podstawowego Cube’a i z pewnością ma wyższe opory toczenia. Prawdę mówiąc, nie zauważyłem wielkiej różnicy. Owszem, było nieco ciężej, ale nie tyle, abym musiał wrócić do wspomnianej praktyki omijania bardziej wymagających tras. Dalsza część trasy była już o wiele łatwiejsza i wiodła przez miasto, więc daruję sobie jej opis.



Wieczorna łatwizna

Poniedziałek, 6 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
3 94 1012
Data
6 listopada 2017
Pon. 15:30 17:34
Rower
Ridley X-Bow
3 27 117
Kalorie
1167kcal
Czas
1:58:11
72
975
0:16 0:16 1:25
Dystans
52.41km
67
890
7.06 6.52
Prędkość
26.61km/h
81
593
26.3 24.2 39.6
Kadencja
87rpm
124
Tętno
135bpm
157
Przewyższenia
215m
101
1054
       236
Nachylenie
+ 3.1% - 3.3%
+ 6.0 - 5.5
Temperatura
8.2°C
5.0 11.0

Zaczynam pracę o szóstej rano. Mógłbym rozpocząć później, a w zasadzie o dowolnej porze, ale im wcześniej zacznę, tym prędzej skończę i jeszcze przez jakiś czas zdążę załapać się na ostatnie promienie popołudniowego słońca. Jazda w ciemności ma swoje plusy, ale nie oszukujmy się – do specjalnie ekscytujących nie należy. Świat punktowo wyrwany z ciemności światłem ulicznych latarni nie pociąga mnie swoim urokiem. Czasem można zrobić fajne zdjęcia, a czasem przemyśleć to i owo w trakcie długiego i trochę beznamiętnego pedałowania. Katalog wieczornych tras też jest nieco ograniczony, bo wybierając je, bardzo często kierowałem się wspaniałością widoków, których teraz jestem pozbawiony. Dlatego dzisiaj po raz kolejny wybrałem dramatyczną łatwiznę. Najpierw dojechałem na Zabłocie, tam wjechałem na nadwiślańską ścieżkę rowerową, którą dotarłem do Stopnia Wodnego Kościuszko. Przejechałem na drugi brzeg i jadąc wzdłuż Wisły, podążałem w stronę miasta. Dojechałem na Dąbie, gdzie wjechałem na totalnie zakorkowany most. Na szczęście korki mnie nie dotyczą. Lawirując pomiędzy samochodami, uciekłem stamtąd i przez Rybitwy wróciłem do domu. I to już koniec historii tego wieczoru.



Kolory puszczy

Sobota, 4 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
2 93 1011
Data
4 listopada 2017
Sob. 10:26 13:41
Rower
Ridley X-Bow
2 26 116
Kalorie
1909kcal
Czas
3:03:52
42
373
0:29 0:26 0:00
Dystans
84.02km
43
361
12.42 12.16
Prędkość
27.42km/h
59
452
25.1 27.8 46.8
Kadencja
87rpm
119
Tętno
143bpm
167
Przewyższenia
404m
65
567
       248
Nachylenie
+ 3.3% - 3.4%
+ 7.5 - 10.8
Temperatura
12.8°C
10.0 15.0

Jeśli szukać kolorów jesieni, to tylko w… Puszczy Niepołomickiej. To właśnie tam pojechałem dzisiaj. Pozornie to nic szczególnego, bo byłem tam tak wiele razy, że nawet nie potrafię tego zliczyć. Ale puszcza za każdym razem jest inna, inaczej wygląda, inaczej pachnie. I ptaki śpiewają inaczej, i wiatr wieje inaczej. Bo puszcza żyje. Nie jest statycznym obrazem na płótnie zamkniętym pomiędzy ramami. Nie jest tworem migawki zapisanym na karcie pamięci. Jest cudem Boskiego stworzenia, organizmem, królestwem życia, oazą spokoju. Bywam w niej regularnie. Patrzę na jej kolory. Oddycham jej powietrzem. Po prostu żyję…


W drodze do Puszczy Niepołomickiej.
W drodze do Puszczy Niepołomickiej.
W drodze do Puszczy Niepołomickiej.
W drodze do Puszczy Niepołomickiej.
W Puszczy Niepołomickiej.
W Puszczy Niepołomickiej.
W Puszczy Niepołomickiej.
W Puszczy Niepołomickiej.



Plusy dodatnie, plusy ujemne

Środa, 1 listopada 2017 • Komentarze: 0

Aktywność
1 92 1010
Data
1 listopada 2017
Śr. 9:52 12:15
Rower
Ridley X-Bow
1 25 115
Kalorie
1543kcal
Czas
2:12:33
61
793
0:17 0:19 0:00
Dystans
61.16km
60
662
7.30 8.99
Prędkość
27.68km/h
51
415
25.7 27.4 43.2
Kadencja
86rpm
130
Tętno
146bpm
165
Przewyższenia
260m
92
929
       236
Nachylenie
+ 3.6% - 2.9%
+ 6.6 - 6.3
Temperatura
8.5°C
8.0 9.0

Wraz ze zmianą czasu na zimowy, symbolicznie skończył się dla mnie także czas roweru szosowego, a rozpoczął sezon przełajowy. Zgodnie z prawidłami, przesiadłem się więc na adekwatny do nowych wyzwań sprzęt, czyli na rower przełajowy. Myliłby się jednak ten, kto myślałby, że oto zaraz zapuszczę się w dziewiczy teren, znaczony błotem, żwirem, piachem, kamieniami i plątaniną polnych dróg. To nigdy nie był mój świat – nawet w czasach, gdy poruszałem się wyłącznie rowerem MTB. Może czasem ucieknę gdzieś pomiędzy drzewa, by napawać się ciszą i spokojem, ale pewnie będą to sporadyczne przypadki. Moim żywiołem nadal pozostanie asfalt, który jesienią i zimą często jest mokry, śliski, zaśnieżony. No i jeszcze obficie posypany solą. Rower przełajowy jest w tych warunkach niezastąpiony. Szersze opony zdecydowanie lepiej sprawdzą się na śliskiej nawierzchni i na śniegu. A jeśli będzie potrzeba, to zmieszczą się jeszcze szersze z głębszym bieżnikiem. Przed solą nie ucieknę, ale ewentualne zniszczenia w rowerze przełajowym są mniej bolesne finansowo niż w wypasionej szosówce.

Czy lubię ten czas chłodu, deszczu i śniegu? I tak i nie. Tak, bo jest po prostu inaczej i drogi, które znam z lata na tle pełnych zieleni krajobrazów, wyglądają teraz całkowicie odmiennie – szaro, smutno, ale mimo to ekscytująco. Nie, bo dzień jest krótki i popołudniowe przejażdżki po pracy są równoznaczne z jazdą w ciemności. Tak, ponieważ mogę jechać po drogach, które zazwyczaj omijam, bo mają gorszą nawierzchnię, albo są to po prostu ścieżki rowerowe, po których jakoś nie przystoi poruszać się rowerem szosowym. Nie, bo jest zimno i przejechanie większego dystansu w tych warunkach jest o wiele trudniejsze. Są więc, jak powiedziałby klasyk, plusy dodatnie i plusy ujemne.

Dzisiaj miałem zaledwie przedsmak tego, co czeka mnie w nadchodzących miesiącach. Kilka stopni powyżej zera i silny zachodni wiatr nie stanowiły specjalnego wyzwania. Zwłaszcza, że było sucho. Cieszyłem się więc jazdą, tym bardziej, że była to pierwsza okazja do przekonania się, czy Ridley X-Bow, któremu zafundowałem niedawno gruntowny przegląd, jest w pełni gotowy do nowych jesienno-zimowych wyzwań. Jest gotowy. Ja też. Czyli, jak powiedziałby inny klasyk, alleluja i do przodu…


Nad Wisłą.
Nad Wisłą.
Już nadszedł czas roweru „zimowego”.
Już nadszedł czas roweru „zimowego”.