Moje aktywności Outdoor

Tutaj znajdziesz opisy moich aktywności rowerowych na świeżym powietrzu, albo raczej na tzw. „świeżym powietrzu”, bo większość moich tras rowerowych leży nieopodal miejsca, o którym doskonale mówią słowa piosenki: „I odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce, choć dla serca nieszczególne tu powietrze (…)”.

Złe wybory

Środa, 26 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
7 97 1610
Data
26 maja 2021
Śr. 14:22 18:44
Rower
Ridley Helium SLX
7 10 165
Kalorie
2199kcal
Czas
4:02:29
4
89
1:19 1:04 0:00
Dystans
104.04km
5
173
29.15 30.53
Prędkość
25.74km/h
22
732
22.0 28.3 52.9
Kadencja
85rpm
122
Tętno
140bpm
163
Moc
207W
9
65
151 178 887
TSS
321
1
12
Przewyższenia
1020m
4
84
       464
Nachylenie
+ 3.5% - 3.4%
+ 10.9 - 10.4
Temperatura
22.4°C
20.0 26.0

O matko (nawiasem mówiąc, dzisiaj jest Dzień Matki)! Patrząc na prędkość średnią, można byłoby pomyśleć, że oto moja forma drastycznie spadła. Tymczasem był to skutek wyboru złych dróg, zakorkowanych lub remontowanych, na których zwyczajnie nie mogłem jechać szybko. Paradoksalnie te szlaki, których nachylenie zmuszało mnie do solidnego wysiłku, W Zelkowie.
W Zelkowie.
były puste, ciche, spokojne. Podjazdy pokonywałem więc wolno, na płaskim snułem się pomiędzy samochodami i tylko zjazdy poprawiały nieco tę statystyczną katastrofę. No, ale na szczęście nie o statystykę chodzi (chociaż trochę chodzi), ale o radochę z jazdy. A tę na szczęście miałem, ponieważ kolejny raz wybrałem „spontan” zamiast planu. Przypadkowo trafiłem więc na całkiem „zacny”, trzykilometrowy podjazd od Ujazdu do Zelkowa, a potem z nieukrywaną radością zaliczyłem o ponad kilometr dłuższą wspinaczkę gdzieś pomiędzy Wierzchowiem a Czajowicami. O wcześniejszych odwiedzinach na Kopcu Kościuszki nie będę wspominał, bo to żaden wyczyn. Jestem więc zadowolony, bo pomimo wstydliwego faktu, iż nieco przytyłem (skutki wiosny, której nadal nie ma), walka z nieubłaganymi prawami fizyki na podjazdach nie bolała mnie, ani dosłownie, ani w przenośni.



Spontaniczny piątek

Piątek, 21 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
6 96 1609
Data
21 maja 2021
Pt. 11:11 16:01
Rower
Ridley Helium SLX
6 9 164
Kalorie
2491kcal
Czas
4:18:18
2
60
0:58 0:46 0:00
Dystans
122.55km
2
41
22.92 23.16
Prędkość
28.47km/h
15
320
23.5 30.1 52.0
Kadencja
90rpm
127
Tętno
137bpm
157
Moc
194W
31
185
161 205 663
TSS
301
2
17
Przewyższenia
802m
7
173
       372
Nachylenie
+ 3.5% - 3.5%
+ 10.2 - 11.4
Temperatura
23.2°C
21.0 32.0

Niewielki wyłom w historii niepogodnych dni. Dzisiaj byłem tak zdesperowany, że postanowiłem nie pracować, uznając, że w sytuacji, gdy wiosna ma mnie gdzieś, rower jest ważniejszy. Żeby było śmieszniej, nie miałem nawet żadnego planu. Po prostu spojrzałem na prognozowany kierunek wiatru i zgodnie z podstawowymi zasadami rowerowej logiki postanowiłem, że pojadę na zachód, czyli pod wiatr, aby zapewnić sobie późniejszy spokojny i komfortowy powrót. Dystansu nie planowałem, ale głód jazdy był tak silny, że nie spodziewałem się, iż zaliczę mniej niż setkę. No i pojechałem…

Początkowo było standardowo. W końcu ileż dróg może mnie wyprowadzić z mojej okolicy? Znam je wszystkie. Jadąc wzdłuż Wisły szukałem natchnienia i pomysłu na dalszą jazdę. Do głowy przyszło mi, że mogę pojechać do Balic, a po drodze zastanowię się, co dalej. Owo „dalej” zmaterializowało się w postaci długiego podjazdu do Brzoskwini, a ponieważ szło mi nadspodziewanie dobrze, kontynuacja kierunku zachodniego była ze wszech miar słuszna. W ten oto sposób dojechałem do Grojca, skręciłem na południe i zawitałem do Alwerni, co – nawiasem mówiąc – oznaczało, że musiałem zaliczyć niezbyt długie, ale sztywne podjazdy. Zatrzymałem się na pustym ryneczku, który zapewne tonąłby w słonecznym blasku, gdyby nie chronił go cień rozłożystych drzew, pokrytych zielonym listowiem spóźnionej wiosny. Fajnie mi się tam siedziało, ale nie po to wybrałem się na przejażdżkę, aby siedzieć. Po krótkim zastanowieniu się „co dalej”, ruszyłem przed siebie na południe, słusznie rozumując, że wcześniej lub później dojadę do Wisły, a ta wskaże mi kierunek powrotu. I tak też się stało. Do największej polskiej rzeki dotarłem we wsi Podłęże (przynajmniej tak pokazywała mapa). Skręciłem na zachód i rozpocząłem powrót. „Kurka wodna!”. Okazało się, że byłem dość daleko od Krakowa, co nadzwyczaj mnie uradowało, „gdyż ponieważ” gwarantowało, że setkę pokonam ze sporą nawiązką.

Spontaniczność i oryginalność trasy zakończyła się w Rusocicach. Od tego miejsca znałem już przecież każdy kamyczek, każdą dziurkę w asfalcie i każdy krzaczek przy drodze. Mimo to nie nudziłem się, bo fajnie się jedzie, gdy wiatr dodaje ze 20 watów do mocy. Pozostawało jeszcze przejechać przez całe miasto, co nigdy nie jest dobrym pomysłem, a zwłaszcza w piątkowe popołudnie. Z tego powodu przemykałem raczej ścieżkami dla rowerów, zamiast lawirować wśród samochodów.

To był naprawdę udany dzień. Oby więcej, oby częściej, ale jutro znowu ma lać… No ileż można?!

Cicho i spokojnie na ryneczku w Alwerni.
Cicho i spokojnie na ryneczku w Alwerni.
Ridley Helium SLX też odpoczywa.
Ridley Helium SLX też odpoczywa.
Autor w ekstazie!
Autor w ekstazie!



Bez polotu

Sobota, 15 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
5 95 1608
Data
15 maja 2021
Sob. 14:16 16:15
Rower
Ridley Helium SLX
5 8 163
Kalorie
1172kcal
Czas
1:52:23
23
1053
0:30 0:24 0:00
Dystans
54.63km
21
824
12.84 13.83
Prędkość
29.17km/h
11
207
25.0 33.5 58.1
Kadencja
89rpm
116
Tętno
132bpm
154
Moc
218W
1
20
174 175 674
TSS
168
15
246
Przewyższenia
459m
11
466
       308
Nachylenie
+ 3.6% - 3.3%
+ 14.6 - 8.2
Temperatura
22.0°C
20.0 26.0

Kilka zmarnowanych dni, pełnych tęsknych spojrzeń za okno w nadziei, że pogoda nareszcie się zmieni. Niestety póki co, wszystkie moje rowerowe plany są odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Zaprojektowane trasy pokrywa wirtualny kurz, a wiszący na ścianie rower pokrywa się tym rzeczywistym. W międzyczasie muszę się zadowolić krótkimi wypadami, aby podtrzymać w miarę niezłą formę, którą z takim trudem budowałem przez całą zimę. Taką właśnie przejażdżkę zaliczyłem dzisiaj. Dość długo nie mogłem się zdecydować, czy w ogóle warto wyjść na rower, bo raz za razem pojawiały się ciemne chmury, ale w końcu przełamałem się i ruszyłem przed siebie z mocnym postanowieniem, że… zaraz wracam. Niedużo brakowało i faktycznie zaraz wróciłbym, bo już po przejechaniu jednego kilometra zaczął padać deszcz. Nie dałem jednak za wygraną i pomyślałem, że wykręcę choćby jedną pętlę nieopodal domu. Pętlę przejechałem, deszcz przestał padać, więc jechałem dalej. Żeby nie było zbyt łatwo, skierowałem się w stronę nieodległych pagórków, aby moje nogi nie miały czasu na rozleniwienie się. I tak oto z zamierzonych 10-ciu kilometrów, zrobiło się ponad 50. Niestety prognoza pogody na kolejne dni nadal wygląda kiepsko. Szkoda, bo w mojej głowie rodzi się fajny (tak sądzę) plan rowerowych eskapad z dala od Krakowa. O tym jednak innym razem.



Na oparach

Wtorek, 11 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
4 94 1607
Data
11 maja 2021
Wt. 14:38 18:36
Rower
Ridley Helium SLX
4 7 162
Kalorie
1927kcal
Czas
3:43:41
5
140
0:18 0:17 0:00
Dystans
108.61km
3
112
8.25 8.48
Prędkość
29.13km/h
12
215
26.2 28.4 44.3
Kadencja
91rpm
128
Tętno
126bpm
148
Moc
161W
102
588
144 158 734
TSS
186
13
217
Przewyższenia
294m
19
847
       243
Nachylenie
+ 3.6% - 3.5%
+ 5.6 - 4.7
Temperatura
30.3°C
27.0 34.0

Dawno nie byłem w Puszczy Niepołomickiej i wydawało mi się, że ten kierunek będzie w sam raz na dzisiejszą eskapadę. Problem w tym, że czułem się lekko zmęczony. Pomyślałem jednak, że będę jechał spokojnie, raczej się regenerując niż męcząc i nie bacząc na kolejną wietrzną aurę, wyruszyłem w trasę. Szybko okazało się, że faktycznie dzisiaj raczej nie poszaleję. Przez głowę przemknęła mi nawet myśl, że może powinienem ograniczyć się do kilkudziesięciu kilometrów i grzecznie wrócić do domu, ale szybko ją odrzuciłem i jechałem dalej. Przejażdżka miała dwie odsłony. Mniej więcej przez 50% dystansu jechałem pod wiatr, wyczerpując skromne pokłady energii i nadzwyczaj szybko opróżniając bidony. Druga połowa to jazda z wiatrem, ale niestety „na oparach”, co trochę, a nawet bardziej niż trochę, przeszkadzało w czerpaniu pełnej radości. Na szczęście widok odrodzonego po zimowym czasie świata wynagradzał wszystko.

W Puszczy Niepołomickiej.
W Puszczy Niepołomickiej.
Wiosna!
Wiosna!



Wietrzyk zewsząd

Poniedziałek, 10 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
3 93 1606
Data
10 maja 2021
Pon. 14:07 16:22
Rower
Ridley Helium SLX
3 6 161
Kalorie
1315kcal
Czas
2:13:21
19
779
0:26 0:23 0:00
Dystans
65.34km
17
577
11.35 11.95
Prędkość
29.40km/h
7
176
26.1 30.7 53.2
Kadencja
90rpm
116
Tętno
132bpm
155
Moc
198W
17
137
164 155 669
TSS
166
16
250
Przewyższenia
339m
18
724
       257
Nachylenie
+ 3.0% - 2.9%
+ 6.8 - 7.8
Temperatura
31.3°C
30.0 33.0

Od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że pogoda stała się zerojedynkowa. Albo jest zimno, albo gorąco. Żadnych stanów pośrednich. Dzisiaj było tak ciepło, jak wyjeżdżający w lipcu nad polskie morze mogliby tylko pomarzyć. Takiej okazji nie mogłem oczywiście zmarnować i chociaż czułem lekkie zmęczenie po wczorajszym pohasaniu po małopolskich wzgórzach, wyskoczyłem na niewielką przejażdżkę. Niewielką, bo nie miałem zbyt wiele czasu, ale wystarczająco długą, aby cieszyć się pięknym czasem wiosny. Radość psuł mi tylko wiatr. Nie był jakiś ekstremalnie silny, ale odczuwalny, a na dodatek miałem wrażenie, że wieje z każdej strony.



Pourodzinowo

Niedziela, 9 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
2 92 1605
Data
9 maja 2021
Niedz. 13:27 17:09
Rower
Ridley Helium SLX
2 5 160
Kalorie
2137kcal
Czas
3:29:45
6
246
1:12 0:44 0:00
Dystans
103.73km
6
175
30.26 25.58
Prędkość
29.67km/h
5
136
25.1 34.2 71.4
Kadencja
89rpm
116
Tętno
134bpm
158
Moc
211W
5
43
170 207 703
TSS
286
4
31
Przewyższenia
951m
5
108
       389
Nachylenie
+ 3.1% - 3.8%
+ 12.1 - 12.9
Temperatura
26.0°C
23.0 30.0

Wczoraj kolejna karta spadła sennie z wirtualnego kalendarza, przypominając mi, że właśnie rozpoczął się nowy dzień z reszty mojego życia na tym świecie. Brzmi poważnie, co mogłoby sugerować, że oto następuje jakaś mentalna przemiana i odtąd stanę się statecznym obywatelem, ale… nic z tego. Dystans do siebie i do rzeczywistości jest tym, co pozwala mi przetrwać ten trudny czas, gdy metryka stoi w jawnej sprzeczności z duchem.

Zazwyczaj starałem się świętować swoje urodziny na rowerze, ale wczorajsza pogoda była taka sobie, a ja nie chciałem jechać byle jak i byle gdzie. Poczekałem więc jeden dzień i było warto, bo – wierzę w to – wiosna ostatecznie potwierdziła swoje nadejście. To w sumie najwyższy czas, bo kalendarzowo to już prawie połowa tej najpiękniejszej pory roku.

Tym razem trasa była dość wymagająca. Najpierw pojechałem do Świątnik Górnych, a następnie do Dobczyc. Początkowo chciałem stamtąd pojechać do Gdowa, ale pomyślałem, że to będzie zbyt łatwe. Wybrałem zatem „drogę przez mękę”, czyli podjazd przez Kwapinkę do Widomej, a następnie pagórkowatą drogę do Łapanowa. Dopiero tam pozwoliłem sobie na rutynę i ostatnie czterdzieści kilometrów było już relatywnie łatwe i szybkie.

Pozdrowienia z trasy.
Pozdrowienia z trasy.
Rower w… ruinie ;).
Rower w… ruinie ;).



Spoko-luz

Wtorek, 4 maja 2021 • Komentarze: 0

Aktywność
1 91 1604
Data
4 maja 2021
Wt. 14:51 18:29
Rower
Ridley Helium SLX
1 4 159
Kalorie
2205kcal
Czas
3:29:11
7
249
0:45 0:31 0:00
Dystans
102.51km
7
201
19.09 15.98
Prędkość
29.40km/h
6
174
25.4 30.9 61.8
Kadencja
88rpm
120
Tętno
143bpm
163
Moc
205W
10
78
176 188 666
TSS
273
5
46
Przewyższenia
596m
9
300
       319
Nachylenie
+ 3.1% - 3.8%
+ 9.3 - 12.1
Temperatura
20.0°C
17.0 25.0

Pierwsza setka w tym roku. Późno, ale… sorry taki mamy klimat. Tegoroczna wiosna wydaje się być bardzo spóźniona, ale niektóre „mądre głowy” twierdzą, że to jest zupełnie normalne, a nienormalne były poprzednie lata. Z utęsknieniem Pierwsza setka w 2021.
Pierwsza setka w 2021.
wypatrywałem pierwszych oznak ocieplenia, bo powyżej uszu mam już trenażera. To świetny substytut rowerowej aktywności w okresie zimowym i niezastąpione urządzenie treningowe, ale nic nie może się równać z bezpośrednim dotknięciem piękna otaczającego nas świata.

Dzisiejsza trasa to jeden z moich prywatnych klasyków, czyli Skawina – Łączany – Rusocice – Czernichów – Piekary. Nie licząc podjazdu do Libertowa, niezbyt wymagająca, ale jeśli dodam, że mniej więcej 50% dystansu było walką z wiatrem w dosłownym tego słowa znaczeniu, nabiera to innego sensu. W dodatku nie potrafiłem jechać „dostojnie”, delektując się widokiem dopiero co rozkwitającej wiosny, ale starałem się spożytkować efekty zimowych treningów. No i pod tym względem jest całkiem fajnie, chociaż byłoby jeszcze lepiej, gdybym zrzucił jakieś 5-6 kilogramów.

Przede mną znów kilka dni rowerowego „bezrobocia” – pogoda nie zapowiada się dobrze, a na trenażer nie mogę już patrzeć…