Counter

Focus Raven

Dobra dętka nie jest zła

Czwartek, 7 lutego 2013 • Komentarze: 0

Przez trzy ostatnie sezony używałem opon bezdętkowych. W tym roku już nie zamierzam, czego wyraźnym znakiem było zbudowanie tradycyjnych kół. Dlaczego? Może zacznę od zalet systemu UST. Nie takich powtarzanych na forach internetowych, ale takich, które sam zauważyłem przez te kilka lat. A więc po pierwsze, całkowite wyeliminowanie problemu „snake bite”. Nie ma dętki, a więc nie ma czego dobić do obręczy. Można więc jeździć z mniejszym ciśnieniem w oponie, ale ja akurat z tej możliwości nie korzystałem. Po drugie… No właśnie. Czy jest jakieś „po drugie”? Miałem zamiar napisać w tym miejscu, że korzystając z uszczelniacza, nie musimy się bać o ewentualne przebicia, ale przecież do zwykłej dętki uszczelniacz też można zaaplikować i do woli (według reklamy) hulać po gwoździach. Z przykrością muszę zatem stwierdzić, że trzy lata doświadczeń przekonały mnie, że w przypadku opon bezdętkowych, „po drugie” nie istnieje.

Przejdę zatem do wad, przypominając jednocześnie, iż opinia moja subiektywną jest. Po pierwsze, waga. Ktoś mógłby pomyśleć, że brak dętki, to spora oszczędność wagi. Nic bardziej mylnego. Opony UST są ciężkie niczym sztanga mistrza świata w podnoszeniu ciężarów. Zbudowane są z mieszanki gumy, która musi być bardziej odporna na przebicia od zwykłej opony i oczywiście szczelna. To, co zyskujemy na wyeliminowaniu dętki, tracimy na oponie. Po drugie, szczelność. Wbrew pozorom, opony UST nie są idealnie szczelne. Czy to kwestia składu mieszanki, czy uszczelnienia na obręczy? Nie wiem. Wiem, że nawet korzystając z uszczelniacza, stosunkowo często dopompowywałem koła. A tak na marginesie, uszczelniacz też trochę waży. Po trzecie, koszty obsługi. Dopóki nic się nie działo, system UST nic mnie nie kosztował. Ale w końcu trafiłem kołem na rozbitą przez jakiegoś kmiota, butelkę po wódce i przebiłem oponę. Uszczelniacz zadziałał, więc spokojnie wróciłem do domu. Nie zamierzałem jeździć dalej z dziurą tymczasowo załataną, więc zabrałem się za naprawę. A to oznaczało wylanie do zlewu starego uszczelniacza, zaklejenie dziury i wlanie nowej porcji płynu. A on tani nie jest. Po czwarte, naprawy w terenie. To jest praktycznie niemożliwe. O ile ściągnięcie opony, naklejenie łatki i ponowne jej założenie jest jeszcze w miarę łatwe, to napompowanie koła małą, ręczną pompką jest praktycznie niemożliwa. Podobno da się to zrobić, ale mnie się nie udało.

Pożegnałem więc system UST i wróciłem do bardziej tradycyjnych rozwiązań, co nie oznacza, że nie zamierzam eksperymentować. Zaszalałem i zainwestowałem w dętki Panaracer R'Air. Są lżejsze od tradycyjnych, podobno bardziej wytrzymałe i mogą być naprawiane za pomocą standardowych łatek. Wcześniej zamierzałem użyć dętek lateksowych, ale kiepsko trzymają powietrze i trzeba ja często dopompowywać, no i nie można ich naprawiać zwykłymi łatkami.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)