Counter

Ridley Helium SLX

Rama Ridley Helium SLX – Pierwsze wrażenie

Wtorek, 16 kwietnia 2019 • Komentarze: 1

Jest takie znane powiedzenie, które zresztą wielokrotnie przypominałem na moim blogu. Mówi ono, że rower może być lekki, tani i wytrzymały, ale można wybrać jedynie dwie z tych opcji. Odnosi się to nie tylko do całego roweru, ale również do poszczególnych jego komponentów. Także do ramy. Moje dotychczasowe projekty w mniejszym lub większym stopniu były kompromisem. Tym razem mam możliwość przekonania się, jak wygląda konstrukcja rodem z World-Tour’owego świata profesjonalnych kolarzy. Nie będzie to test w prawdziwym tego słowa znaczeniu, ale raczej dość subiektywna ocena z domieszką obiektywizmu, opartego na moim skromnym doświadczeniu w dziedzinie karbonowych ram szosowych.

Frameset Ridley Helium SLX w pełnej krasie.Frameset Ridley Helium SLX w pełnej krasie.Na początku wyjaśnię, dlaczego Ridley? Przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, Ridley Helium SLX należy do grupy „profesjonalnych” konstrukcji, które można kupić za relatywnie (podkreślam słowo: relatywnie) przyzwoite pieniądze. Nie jest to Pinarello, Specialized, BMC czy Trek, których ceny dla zwykłego śmiertelnika są dość abstrakcyjne. Po drugie, miałem już Ridleya Fenixa, więc wiedziałem, czego się mogę spodziewać po belgijskim producencie rowerów. Po trzecie, jakość obsługi klienta w firmie Bike4Race, kontakt z jej właścicielem, rzetelność i fachowość odpowiedzi na wszelkie pytania zawsze były i są na bardzo wysokim poziomie. Jeśli mówi się, że zadowolony klient wraca, to Bike4Race jest przykładem idealnym. I żeby było jasne – nie dostałem żadnej zniżki za napisanie tej opinii.

Czerwone akcenty są tym, co lubię.Czerwone akcenty są tym, co lubię.Ridley to ciekawa firma. Założona pod koniec ubiegłego wieku przez Jochima Aertsa, swoją nazwę zawdzięcza… Ridleyowi Scottowi. To ulubiony reżyser założyciela. W sumie to dość interesująca koncepcja i gdyby inni producenci przyjęli podobny schemat, to na rynku mielibyśmy Quentiny, Ingmary, Alfredy, Akiry, itd. Ridley od samego początku stawiał na nowoczesność i innowacyjność oraz przywiązywał olbrzymią wagę do jakości wykończenia. Jakkolwiek ramy powstają w dalekowschodnich (czytaj: chińskich) fabrykach, to nie są to znalezione na „alibabie” i przemianowane na Ridley gotowce, ale konstrukcje opracowane w belgijskim biurze projektowym i tylko z wiadomych względów (koszt siły roboczej) wykonane według surowych reżimów produkcyjnych w Państwie Środka. Surowe ramy transportuje się do Belgii i dopiero tam są lakierowane i ostatecznie wykańczane. To odróżnia Ridleya od wielu innych producentów, którzy szukają oszczędności także na tym polu. Mój Cube Agree, a raczej mnóstwo niedociągnięć lakierniczych na jego powierzchni, jest tego doskonałym przykładem. Ridley w tym względzie nie idzie na skróty. W necie można znaleźć filmy prezentujące, jak żmudnym i długotrwałym procesem jest lakierowanie. Praktycznie wszystko odbywa się ręcznie. Za to efekt końcowy jest naprawdę niesamowity. I nie mam na myśli wyłącznie topowych ram. Mój poprzedni Ridley Fenix oraz przełajowy Ridley X-Bow były wykończone z równie wielką starannością.

Wszędzie widoczna jest dbałość o szczegóły.Wszędzie widoczna jest dbałość o szczegóły.Pora napisać o samej ramie. Zacznę od wagi. Nazwa sugeruje, że jest lekka. I to jest fakt. Katalogowo waży niesamowite 730 g (słownie: siedemset trzydzieści gramów) dla rozmiaru S. Dla mojej „eski” waga pokazuje 780 g, ale jest to zgodne z określoną przez producenta tolerancją na poziomie 10%. Można byłoby przypuszczać, że taki wynik jest okupiony małą sztywnością, wytrzymałością lub ekstremalnie obniżoną dopuszczalną wagą zawodnika. Nic z tych rzeczy. Rama jest sztywna i wytrzymała, bo inaczej poszłaby w drzazgi pod naciskiem nóg Tima Wellensa, Thomasa De Gendta czy chociażby naszego Tomasza Marczyńskiego. Maksymalna waga rowerzysty wynosi 95 kg, czyli całkiem niemało. Nie trzeba więc być maksymalnie wycieniowanym, aby cieszyć się jazdą bez obawy o przerwanie ciągłości karbonowych włókien. Ridley zapewnia, że Helium SLX nie jest także kompromisem w dziedzinie komfortu. Jak każdy inny produkt, została przetestowana na belgijskich brukach. Komfort jest pojęciem bardzo względnym w świecie kolarstwa szosowego, ale mam pewność, że jeśli nawet przyjdzie mi jechać po kiepskiej nawierzchni, to plomby pozostaną na swoich miejscach. Połączenie niskiej wagi, wysokiej wytrzymałości, sztywności i względnego komfortu wymagało nie tylko przemyślanej konstrukcji, ale także wykorzystania najnowszych materiałów i technologii. Aby zapewnić te pozornie wykluczające się atrybuty, rama jest zbudowana z trzech rodzajów włókiem węglowych: 60T, 40T i 30T, z których te pierwsze są najbardziej wytrzymałe i najbardziej sztywne. Do scalenia włókien wykorzystano specjalne gatunki żywic, które – jak podaje jeden z portali – zawierają nanorurki. Brzmi mądrze. Widelec bez skróconej rury sterowej waży równe 300 g (mój egzemplarz). Rzeczywista waga mojego framesetu w rozmiarze S wynosi więc 1080 g, czyli mniej więcej tyle, ile waży przeciętna rama szosowa bez widelca. A przecież nie obciąłem jeszcze rury sterowej.

Majestatycznie szeroka dolna rura gwarantuje odpowiednią sztywność.Majestatycznie szeroka dolna rura gwarantuje odpowiednią sztywność.Patrząc na geometrię, Ridley Helium SLX jest klasyczną ramą szosową, dość wszechstronną, ale z racji niskiej wagi, preferującą jednak klimaty górskie i pagórkowate. Zaskoczył mnie fakt, że jej wymiary są praktycznie identyczne, jak we wcześniej używanej przeze mnie ramie Fenix, która jest przecież typu „endurance”. Jestem więc pewien, że na „helu” będzie mi się jeździło równie wygodnie. Główka jest oczywiście „taperowana” (straszne słowo i czy nie lepiej brzmiałoby po prostu „stożkowa”?). Górne łożysko to 1-1/8’’, a dolne 1-1/4’’. Górna rura jest pochyła, czyli mówiąc językiem zrozumiałem przez ludzi z branży, rama ma kilku centymetrowy „sloping”. Ciekawa jest konstrukcja dolnej rury, która w dobie wąskich jak profil żyletki ram „aero”, wygląda muskularnie, potężnie i majestatycznie. Przychodzi mi na myśl porównanie do uda finiszującego Andre Greipela, ale nie wiem, czy jest to przekonujący argument. Dla odmiany, tylne rurki są filigranowe jak pałeczki w chińskiej restauracji i moją pierwszą myślą na ich widok było pytanie – czy to aby na pewno wytrzyma? Dolne rury tylnego trójkąta są lekko asymetryczne, a ich wygląd nie budzi już żadnych wątpliwości – przeżyją wszystko. Dla porządku wypadałoby wspomnieć coś o rurze podsiodłowej. Jest klasyczna, bez żadnych „wodotrysków” i pozwala na zastosowanie sztycy o średnicy 27,2 mm, której zacisk też jest „normalny” – zwykła obejma.

Główka ramy.Główka ramy.Póki co nie jestem fanem hamulców tarczowych w rowerach szosowych. To dobrze, bo Helium SLX pozwala na stosowanie wyłącznie hamulców szczękowych. W dodatku są to hamulce klasyczne, mocowane pojedynczą śrubą, co oznacza dla mnie dodatkowy wydatek, bo nie mogę przełożyć z Cube Agree zacisków typu „Direct Mount”. To jednak nie jest wadą, a jedynie – w moim przypadku – kosztem ubocznym realizowanego projektu.

Rama jest kompatybilna zarówno z mechanicznym jak i elektrycznym osprzętem. Prowadzenie linek hamulców i przerzutek lub przewodów osprzętu elektrycznego jest w pełni wewnętrzne. Tym, co nie do końca mnie przekonuje, jest położenie wejścia linki hamulca tylnego. Otwór jest umieszczony z prawej strony, czyli znajduje po tej samej stronie, co odpowiadająca mu klamkomanetka na kierownicy. To oznacza, że będę musiał dość mocno wygiąć pancerz, który na dodatek najprawdopodobniej będzie dotykał główki ramy, a więc koniecznie trzeba będzie zabezpieczyć ten fragment przez zarysowaniem. Oczywiście wyjście linki hamulca znajduje się już po „właściwej”, czyli po lewej stronie ramy. Ponieważ osprzęt mechaniczny od elektrycznego zdecydowanie się różni, konieczne jest zaślepienie niewykorzystanych otworów. Producent załącza komplet odpowiednich zaślepek, co w sumie dziwić nie powinno, ale ja przypominam sobie, jak musiałem kombinować z ramą Cube Agree, gdy okazało się, że tu i ówdzie są dziury, których nijak nie da się „załatać” za pomocą dostarczonych zaślepek. Tym razem nie będę miał żadnych problemów.

Rzut oka na tylny trójkąt.Rzut oka na tylny trójkąt.Oprócz wspomnianych zaślepek, w zestawie znajdują się stery Deda wraz z ekspanderem oraz kapslem, czyli wszystko to, co jest potrzebne, aby połączyć widelec z ramą. Nie ma natomiast bieżni sterów, ale być nie musi, a nawet nie powinno, bo w pełni karbonowy widelec ma odpowiednio ukształtowaną rurę, co eliminuje konieczność nabijania dodatkowego żelastwa.

Skoro szczegóły konstrukcyjne mamy już za sobą, to pora przejść do opisu wykończenia. Jak już wspomniałem, przywiązywanie olbrzymiej wagi do jakości powłoki lakierniczej jest cechą wyróżniającą Ridleya na tle konkurencji. Nie mam wystarczającego doświadczenia, aby obiektywnie to potwierdzić, ale w porównaniu z innymi rowerami (nie Ridley), z którymi miałem do czynienia, jakość malowania jest bezkonkurencyjna. Pamiętam, że na Cube Agree doliczyłem się przynajmniej kilkunastu miejsc, gdzie jakiś „chiński” pyłek dostał się pod lakier, a na jednej z ram, którą sprowadziłem dla mojego klienta, znalazłem nawet odcisk palca – biały na czarnym tle. Bez komentarza. Powierzchnia ramy Helium SLX jest gładka, pozbawiona jakichkolwiek skaz, nierówności czy niedociągnięć. Po prostu widać niesamowitą dbałość o każdy detal. Wykończenie jest błyszczące, a niektóre kolory są nawet lekko metaliczne. Wiem, że mat jest bardzo popularny i dobrze się prezentuje, ale kiedyś już miałem taką ramę (Ridley Fenix) i wiem, że świetny wygląd ma swoją cenę – usunięcie ewentualnych rys, o które przecież nietrudno, jest praktycznie niemożliwe. Błyszczący lakier daje taką szansę, a w najgorszym razie, uszkodzone miejsce można ponownie polakierować i wypolerować. Reasumując, nie mam absolutnie żadnych uwag do jakości wykończenia – jest idealne.

Czyż to nie jest piękne?Czyż to nie jest piękne?O gustach się nie dyskutuje, więc teraz będzie już zupełnie subiektywnie. Nie ukrywam, że wygląd ma dla mnie duże znaczenie. Oprócz wszelakich zalet techniczno-trakcyjnych, rower musi „wyglądać”. Raczej nie zaakceptowałbym zielonej ramy z czerwonymi napisami i różowymi akcentami. To nie moje kolory. Moimi jest czerń, czerwień, biel, co doskonale widać na przykładzie Cube Agree. Nie lubię też zbyt wielu „dzindzibołów”. Pamiętam, że Ridley Fenix miał szesnaście napisów „Ridley” i mnóstwo różnych ozdobników. Cube Agree był pod tym względem niemalże ascetyczny. A Helium SLX? Muszę przyznać, że urzekł mnie koncepcją graficzną. „Ridleyów” jest co prawda aż (tylko) osiem, ale nie dominują nad całością. Zbędnych ozdobników nie ma prawie żadnych. Bardzo mi się podoba czerwone wykończenie wewnętrznych powierzchni widelca i tylnego trójkąta. Rewelacyjna (przypominam, że to subiektywna ocena) jest także czerwono-biało-szara grafika na fragmentach rur górnej, dolnej i podsiodłowej – wyraźna, ale jednocześnie bardzo subtelna. Żeby nie utonąć w tym morzu zachwytu, powiem, że jedna rzecz mi się nie podoba – nie przekonuje mnie czarny napis „Helium SLX” na wewnętrznej stronie tylnego trójkąta. Na szczęście to tylko jeden mały szczegół. Cała reszta jest idealna. Dodam jeszcze, że gdyby ktoś odczuwał niepohamowaną ochotę na stworzenie repliki roweru używanego przez grupę Lotto-Soudal, to w zestawie są stosowne naklejki. Ja ich nie użyję, bo nie czuję takiej potrzeby, a ponadto Lotto-Soudal używa osprzętu Campagnolo i między innymi takowe logo znajduje się na wspomnianej naklejce.

Sztyca mocowana jest zwykłą obejmą. I bardzo dobrze.Sztyca mocowana jest zwykłą obejmą. I bardzo dobrze.Rama nie posiada naklejonego żadnego zabezpieczenia przez porysowaniem. Nie ma go na dolnej rurze, nie ma go nawet z tyłu po stronie napędowej. Dla mnie to oczywista zaleta, bo mogę je zrobić po swojemu, tak jak chcę i w tych miejscach, w których chcę. Przygotowanie ramy prawie zawsze zaczynałem od pozbycia się fabrycznych zabezpieczeń, bo były albo zbyt subtelne, albo umieszczone nie tam, gdzie być powinny. Tutaj nie mam tego problemu. Zastanawia mnie tylko brak ochrony przed skutkami „przeorania” zakleszczonym łańcuchem. Takie coś zdarzyło mi się tylko raz w życiu, ale zastanawiam się, czy nie zabezpieczyć wrażliwego miejsca specjalną folią Shelter Effetto Mariposa. Tak na marginesie wspomnę, że do pozostałych zabezpieczeń użyję dość drogiej, ale świetnej folii Clear Protect.

Na zakończenie wspomnę, że wszystkie ramy Ridley są objęte 5-letnią gwarancją producenta pod warunkiem, że dokonamy zakupu u autoryzowanego dealera.

Zasadniczo wypadałoby napisać jakieś podsumowanie, ale myślę, że poczekam z tym do momentu, w którym rama Ridley Helium SLX przeistoczy się w rower o tej samej nazwie. Teoretycznie mogłoby się to stać w jeden wieczór, ale nie zwykłem chodzić na skróty. Przecież idealna rama wymaga idealnej staranności i dokładności montażu całej reszty osprzętu. Czyż nie?

Komentarze

img
xsadusx • Środa, 17 kwietnia 2019, 11:28

Ale super, takie wpisy lubię, a zapowiedź nowego roweru wzbudziła u mnie zazdrość i już rzuciłem okiem na ramy :).

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)