Testuję dętki Tubolito

Wtorek, 11 czerwca 2019 • Kategoria: TestyKomentarze: 1

Przyznam się, że nie do końca ufam wynikom testów, które znajduję w prasie rowerowej lub w necie. Wielokrotnie odnosiłem wrażenie, że nie są do końca uczciwe, obiektywne, niezależne. Wygląda, jakby były sponsorowane przez producentów. Weźmy na przykład jeden z wielu testów smarów do łańcucha. Jak to możliwe, że zwycięzcą w kategorii smarów na suche warunki okazał się produkt, który starcza ledwie na kilkadziesiąt kilometrów, bo potem łańcuch już piszczy? Mało tego. Tester twierdził, że łańcuch pozostaje czysty, a ja z doświadczenia wiem, że łapie kurz równie sprawnie, co lep muchy i po jednej przejażdżce cały jest czarny, a wraz z nim cały napęd. Nazwy nie podam, ale wystarczy zerknąć na fora rowerowe. Ich użytkownicy potwierdzają moją opinię.

Dętki Tubolito wraz z zestawem naprawczym.
Dętki Tubolito wraz z zestawem naprawczym.
A skoro już jestem przy listach dyskusyjnych, to do ich ogródka też muszę wrzucić mały kamyczek. Wydawać by się mogło, że skoro testy i opinie tzw. profesjonalistów nie są obiektywne, to może warto posłuchać zwykłych użytkowników. Otóż nie do końca tak jest. Tym razem dam taki przykład. Ktoś kiedyś poprosił o opinię na temat łańcucha X. Odpowiedzi były skrajne. Jeden z forumowiczów napisał: „szmelc, musiałem go wymienić po 500 km, bo zajechał mi napęd”. Drugi za to piał peany: „przejechałem na nim już 10000 km i żadnych śladów zużycia”. Czy takie opinie mają jakąkolwiek wartość? Żadnej. Bo ten pierwszy użytkownik nie wspomniał, że używał łańcucha w ciężkim terenie, podczas ulewy, regularnie zapychał go błotem, w ogóle nie smarował, a ten drugi „zapomniał” napisać, że jeździ dostojnie i niespiesznie, a napęd czyści co 50 km.

Gdyby ktoś nie wierzył. 39,7g!
Gdyby ktoś nie wierzył. 39,7g!
Jest jeszcze jedna rzecz, o której należy pamiętać, szukając prywatnych opinii. Ludzie zdecydowanie częściej dzielą się złymi niż dobrymi informacjami. To z kolei najlepiej widać na wszelkich serwisach opiniujących pracodawców. Ileż żalu, żółci i frustracji wylewają Ci, którzy z różnych względów już nie pracują. Pozytywnych opinii jest za to jak na lekarstwo.

O tym wszystkim piszę dlatego, że od pewnego czasu kusiło mnie, aby coś zrobić z moim rowerem, a konkretnie z oponami i dętkami. Z jednej strony chciałem, aby były lżejsze. Z drugiej strony pragnąłem, aby były wytrzymałe i minimalizowały ryzyko złapania „kapcia”. Oba wymagania w zasadzie się wykluczają, ale nie dałem za wygraną i zacząłem szukać rozwiązania. Co miałem do wyboru? Mogłem przejść na szytki, ale odrzuciłem to rozwiązanie. Po pierwsze, musiałbym babrać się z klejem. Po drugie, to wcale nie jest tak, że o wiele trudniej jest je przebić. A szytka przebita na trasie oznacza dłuuuuugi spacer, albo „telefon do przyjaciela”. Mógłbym zalewać szytki „mlekiem”, ale po przebiciu i tak musiałbym wymienić szytkę na nową, a – po trzecie – dobra szytka kosztuje całkiem sporo. Drugi pomysł, to opony bezdętkowe. Super sprawa. Wlewam „mleko”, pompuję i znikają wszelkie problemy. To też nie do końca jest prawdą. „Bezdętki” mają zalety, ale pancerne nie są. Owszem, jeśli mamy dobry uszczelniacz, to po przebiciu uszczelnią się, ale wysokie ciśnienie sprawi, że najpierw zachlapią wszystko dookoła. Przebitą oponę i tak trzeba będzie naprawić, bo nie utrzyma ciśnienia na poziomie 7 barów. Mogłoby się wydawać, że przynajmniej oszczędzimy na wadze, ale to też może się nie udać. Najnowsze Continental Grand Prix 5000 w wersji Tubeless 25 mm ważą ok. 300 gramów, czyli dokładnie tyle, ile moje 4000S II z dętkami Race Light.

Zawartość opakowania.
Zawartość opakowania.
Nie szytki. Nie opony bezdętkowe. Więc co? Wróciłem do punktu wyjścia. I właśnie wtedy, zupełnie przez przypadek, znalazłem w sieci informację o dętkach Tubolito. Przeczytałem, że zostały zrobione ze specjalnego tworzywa, które jest dwukrotnie wytrzymalsze od butylu, a dętki z niego wykonane są o dwie trzecie lżejsze od tradycyjnych i dłużej utrzymują ciśnienie. Zawartość zestawu naprawczego.
Zawartość zestawu naprawczego.
Terefere – pomyślałem – już nie takie cuda ogłaszano w „internetach”. Na wszelki wypadek sprawdziłem cenę. Zgodnie z podejrzeniem okazała się co najmniej „nieprzyzwoita”. Była jednak dowodem, że produkt faktycznie istnieje. Zacząłem więc szukać testów i opinii użytkowników. Wiele nie znalazłem, a na dodatek były skrajnie różne. Po ich przeczytaniu miałem więcej pytań i wątpliwości niż na początku. Stąd właśnie wziął się przydługi wstęp tego artykułu. Coś, co powinno ułatwić wybór, tylko go utrudniło, jeszcze bardziej gmatwając sprawę. Postanowiłem zaryzykować, „zainwestować” własne, ciężko zarobione pieniądze i osobiście przekonać się, czy Tubolito są jedynie wytworem świetnego marketingu, czy faktycznie są tak dobre, jak twierdzi ich austriacki producent.

Dętki kupiłem w niemieckim sklepie bike-discount.de. Można je kupić na Allegro, ale przyznacie sami, że 22 EUR za sztukę to mniej niż 131 PLN. Tak, tak, nie macie kłopotów ze wzrokiem. Jedna dętka kosztuje prawie stówę! Kaprys? Fanaberia? No jasne, ale jak inaczej mam się przekonać, czy są warte tej ceny? Nie chcę się chwalić, ale dzięki mnie macie szansę oszczędzić pieniądze lub… je wydać. To kwestia wyników testów. Dętek Tubolito nie można naprawiać zwykłymi łatkami, więc zamówiłem także zestaw naprawczy, czyli komplet pięciu specjalnych łatek za 3 euro.

Po trzech dniach kurier zawitał w moje skromne progi, przynosząc niewielką paczkę. Natychmiast przystąpiłem do działania, czyli… zrobiłem zdjęcia oraz zważyłem wytwór austriackiej myśli technicznej. Dętka szosowa 700C, przeznaczona dla opon o szerokości od 18 do 28 mm, z zaworem o długości 60 mm waży 39,7 grama! Słownie: trzydzieści dziewięć i siedem dziesiątych grama. Dla przypomnienia, zwykła dętka Continental Race 28 waży ponad 100 gramów, Race 28 Light około 80 gramów, a Race 28 Supersonic 50 gramów. Tyle tylko, że ta ostatnia do wytrzymałych raczej nie należy. Tymczasem według zapewnień producenta, Tubolito jest dwukrotnie bardziej wytrzymała od dętki o standardowej grubości. Zajrzałem także do zestawu naprawczego. Oprócz łatek znalazłem w nim chusteczki nawilżone alkoholem, służące do oczyszczenia i odtłuszczenia klejonej powierzchni. Plus dla producenta.

Do napompowania musiałem użyć adaptera Presta/Schrader.
Do napompowania musiałem użyć adaptera Presta/Schrader.
Pierwsze wrażenie było więc pozytywne, no może z wyjątkiem koloru. Nie samych dętek, bo tych nie widać, ale pomarańczowy zawór nijak mi nie pasuje. To jednak nieistotny szczegół. Po zważeniu dętek przystąpiłem do montażu. Tak się składa, że jednocześnie z dętkami zacząłem testować najnowsze opony Continental Grand Prix 5000, ale o nich napiszę być może innym razem. Dętki zakłada się identycznie jak standardowe. Wystarczy je lekko napompować (producent przestrzega, że niezałożoną dętkę można napompować maksymalnie do 0,5 bara) i wepchnąć pomiędzy obręcz a oponę. Po włożeniu dętki ostrożnie wsuwamy na miejsce drugą krawędź opony i gotowe. Potem bierzemy pompkę i „nabijamy” do właściwego ciśnienia. I tutaj pojawił się problem. Nie licząc gwintowanej końcówki wentyla, sam wentyl jest gładki i śliski jak teflonowa patelnia. Końcówka mojej bardzo dobrej pompki SKS AirWorx Plus 10.0 nie mogła odpowiednio się zacisnąć i notorycznie się zsuwała. Rozwiązanie było banalne. Użyłem po prostu adaptera Presta/Schrader i napompowałem dętkę za pomocą końcówki Auto. Być może to tylko problem mojej pompki, ale na wszelki wypadek proponuję wozić ze sobą wspomniany adapter, aby na trasie nie zafundować sobie niemiłej niespodzianki.

Gotowe. I tylko ten kolor…
Gotowe. I tylko ten kolor…
I to już wszystko. Dętki założyłem. Koła napompowałem i zamontowałem w rowerze. Teraz wystarczy już tylko jeździć i obserwować, obserwować i jeździć. No i wyciągać wnioski. Prawdziwy test dopiero przede mną. Na razie wiem tylko tyle, że oszczędziłem 40 gramów masy rotującej na każdym kole. Pewnie zupełnie tego nie zauważę, ale jeśli ktoś jest maniakiem lekkości, to ma już pierwszy argument „za”. Nie jestem pewien, czy uda mi się ocenić wytrzymałość dętek Tubolito. Raczej nie zamierzam celowo jeździć po gwoździach. Jednak kilkukrotnie miałem awarie standardowych dętek bez wyraźnej przyczyny – jakby po prostu przetarły się same z siebie. Jeśli więc po dłuższym czasie i odpowiednio długim dystansie nic takiego się nie zdarzy, będę mógł wnioskować, że Tubolito są trwałe. Jeśli zaś złapię „kapcia”, to będę mógł sprawdzić jakość zestawu naprawczego. Znacznie łatwiej przyjdzie mi za to ocenić, czy nowe dętki dłużej trzymają ciśnienie – to przecież można zmierzyć.

Jeśli jest coś, na co jeszcze powinienem zwrócić uwagę podczas testów Tubolito, to dajcie mi znać w komentarzach. Jak by nie patrzeć, to kilku czytelników jednak mam. Może kogoś z nich zainteresuje ten temat.

A tak swoją drogą, to zastanawiam się, czy nie zaistnieć na yt – „obrazki” mają jednak większy zasięg niż słowo pisane.

Komentarze

img
Anonimowy • Wtorek, 11 czerwca 2019, 19:18

Trzeba zaistnieć, będzie konkurencja dla Szajbajka i Rowerowych Porad ! Pozdrawiam, Marcin eS.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)