Aliexpress’owa naprawa Garmina

Środa, 3 lipca 2019 • Komentarze: 0

Na pierwszy rzut oka chiński produkt (po lewej) nie różni się od oryginału.
Na pierwszy rzut oka chiński produkt (po lewej) nie różni się od oryginału.
Dwa miesiące temu opisywałem moją naprawę przycisku zasilania komputerka rowerowego Garmin Edge 1000. Powodem było ukruszenie się  materiału, z którego wykonano przycisk. Początkowo próbowałem zdobyć oryginalną dolną część obudowy, ale okazało się to niemożliwe. Garmin zaoferował pogwarancyjną wymianę komputerka na nowy za jedyne… 1000 złotych. Nie mając wyjścia, zdecydowałem się na chałupniczą i nieco „partyzancką” naprawę, która miała jedną zaletę – była skuteczna.

Nie lubię prowizorek. Pomimo tego, że przycisk działał, nadal szukałem innego rozwiązania. Nie mogąc zdobyć oryginalnej części i nie chcąc kupować używanej, postanowiłem zaryzykować i zamówić dolną część obudowy tam, gdzie prawie każda oferta okraszona jest słowem „original”, czyli na Aliexpress. Dość długo przeglądałem propozycje, decydując się w końcu na wydanie równowartości 48 banknotów z wizerunkiem Jerzego Waszyngtona. Drogo? Drogo, ale zdecydowanie taniej niż wymiana urządzenia za tysiąc złotych. Należy pamiętać także o tym, że dolna część obudowy nie jest wyłącznie kawałkiem plastiku, ale ma wbudowane gniazdo karty Micro SD, port USB oraz miniaturowy głośniczek piezoelektryczny.   

Jednak bliższe oględziny pokazują różnice jakości wykonania.
Jednak bliższe oględziny pokazują różnice jakości wykonania.
Na przesyłkę, której koszt wliczony był w cenę, czekałem równe dwa tygodnie. Przed montażem postanowiłem porównać amerykański oryginał z jego chińskim odpowiednikiem i muszę przyznać, że byłem zaskoczony jakością wykonania. Gdybym miał przed sobą dwa nowe produkty, jeden oryginalny, a drugi „oryginalny”, mógłbym mieć problem z rozróżnieniem. Na dobrą sprawę tylko jeden element wyraźnie się różnił. Mam na myśli mocowanie głośnika piezoelektrycznego. W oryginalnej obudowie jest starannie przyklejony (i uszczelniony) grubą warstwą silikonu. Chiński producent zrobił to wyraźnie gorzej – po prostu byle jak.

Sam montaż nie był trudny, ale nie można powiedzieć, że był banalny. Najwięcej zabawy miałem z wyciągnięciem przewodów od głośnika z miniaturowej wtyczki, a następnie wciśnięcie na ich miejsce nowych przewodów. Oprócz tego musiałem odkleić baterię, która standardowo zamocowana jest za pomocą dwustronnej taśmy i przykleić ją do nowej obudowy.

Nadeszła chwila prawdy. Włączyłem Garmina i okazało się, że… działa. Karta pamięci jest czytana, port USB funkcjonuje poprawnie, a głośniczek radośnie sobie „piska”.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)