Najlepsze bibsy świata?

Poniedziałek, 5 sierpnia 2019 • Komentarze: 0

Moja jedenastoletnia „przyjaźń” z kolarstwem jest w pewnym sensie historią poszukiwania komfortu dla części ciała, która powszechnie uważana jest za mało szlachetną. Problem w zasadzie nie istniał, dopóki pokonywałem dystanse rzędu 30 – 40 kilometrów. Kłopoty zaczęły się przy dłuższych trasach i zdawały się narastać wprost proporcjonalnie do kwadratu przejechanych kilometrów. Naturalną koleją rzeczy było więc znalezienie idealnie dopasowanego siodełka. Sam nie pamiętam, ileż to razy ogłaszałem wszem i wobec, że oto znalazłem siodło idealne, a potem okazywało się, że wcale nie jest tak wygodne, jak się wydawało i cała zabawa rozpoczynała się od początku. Ta wkładka okazała się rewelacyjna.
Ta wkładka okazała się rewelacyjna.
Poszukiwania ideału były kosztowne, ale w końcu udało mi się znaleźć siodełko, które w pełni mi odpowiada. Wydawać by się mogło, że nareszcie osiągnąłem swój cel i wszelki dyskomfort odszedł w zapomnienie. No niestety nie. Jak to często w życiu bywa, rozwiązanie jednego problemu zrodziło, a w zasadzie ujawniło problem kolejny. Okazało się, że goniąc za siodełkowym absolutem zupełnie pominąłem temat warstwy pośredniej, czyli spodenek.

Jak mniemam, nie jestem jedynym, który miał wątpliwą przyjemność bliższych spotkań III stopnia z „atrakcjami” w postaci odparzeń, potówek lub cyst. Podobnie jak ból spowodowany niewłaściwie dobranym siodełkiem, potrafią odebrać całą radość, zamieniając jazdę w bolesną walkę o przetrwanie. Z odparzeniami i potówkami poradziłem sobie dość łatwo za pomocą rewelacyjnego kremu Assos Chamois Creme. Cysty okazały się większym problemem. Prawdę mówiąc, nie pamiętam nawet, kiedy pojawiły się pierwszy raz. Zauważyłem jednak, że ich umiejscowienie jest zależne od modelu spodenek, a konkretnie od rodzaju wkładki. Zacząłem kolejne poszukiwania ideału, które niestety zakończyły się totalnym fiaskiem. Żadne spodenki, ani tanie, ani drogie, ani „nołnejmy”, ani markowe nie okazały się wystarczająco dobre. Nie miało żadnego znaczenia, czy były dedykowane na dwie godziny czy na siedem godzin jazdy. Jeździłem więc i cierpiałem, używając od czasu do czasu jakichś opatrunków żelowych, które choć dobrze spełniały swoją rolę, to z racji umiejscowienia  były dość kłopotliwe podczas wykonywania tzw. czynności fizjologicznych.

Byłoby tak do dzisiaj, gdybym pewnego dnia nie przeczytał artykułu „Dajże rzyci żyć” na blogu Przemka Zawady. Autor miał podobne problemy i postanowił rozwiązać je w sposób radykalny. Zamiast wydawać pieniądze na szukanie idealnych spodenek, postanowił zlecić ich uszycie. Skromne opakowanie świetnego produktu.
Skromne opakowanie świetnego produktu.
Wybrał najlepszą ze znanych sobie wkładek, opracował fason i inne szczegóły. Ale najważniejsze jest to, że postanowił rozpocząć produkcję spodenek na większą skalę, dzięki czemu każdy może je kupić.

Wahałem się. Spodenki nie są tanie i nie miałem żadnej gwarancji, że sprawdzą się w moim przypadku. Liczba pozytywnych opinii była jednak tak duża, a ja tak zdesperowany, że postanowiłem zaryzykować i zamówiłem. Paczka dotarła do mnie już następnego dnia. Niewielkie, gustowne opakowanie zawierało „cudowne” spodenki – miłe, przyjemne w dotyku, ascetyczne w wyglądzie. Czy jednak okażą się wygodne? Na odpowiedź musiałem poczekać nieco ponad 3 godziny i przejechać przynajmniej 100 kilometrów.

No i?

I o to właśnie chodziło! Nic mnie nie bolało, nic mi się nie odparzyło, żadna cysta nie zakłóciła krajobrazu moich czterech liter. Ktoś powie, że jedna przejażdżka to zbyt mało. Wiem o tym. Po kolejnej jeździe nadal nic mnie nie bolało. Po następnej też. I tak jest do dzisiaj. Mógłbym zacytować starą reklamę Always – zawsze sucho, zawsze czysto, zawsze pewnie.

Na koniec odsyłam wszystkich zainteresowanych, a zwłaszcza tych cierpiących i obolałych po dłuższej rowerowej wyprawie, na blog Przemka Zawady:

 

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)