Przebiłem Tubolito

Wtorek, 13 sierpnia 2019 • Komentarze: 0

Stało się! Po przejechaniu prawie trzech tysięcy kilometrów wreszcie przebiłem dętkę Tubolito! Jakkolwiek radość z tego powodu może budzić pewne podejrzenia co do stanu mojej psychiki, to jednak ma uzasadnienie. Jakże bowiem można cokolwiek przetestować rzetelnie i obiektywnie, jeśli nie doświadczy się zachowania testowanego produktu w sytuacji ekstremalnej?

Całe zdarzenie miało miejsce na podjeździe do wsi Jastrzębia, chociaż powinienem raczej napisać, że dopiero tam zauważyłem, iż moja tylna opona jest podejrzanie miękka. Zanim ściągnąłem oponę, dokładnie obejrzałem ją z zewnątrz i nie znalazłem żadnego widocznego uszkodzenia, żadnego gwoździa, drutu, wkrętu, czy czegokolwiek innego. Spuściłem resztkę powietrza, ściągnąłem jeden brzeg opony z obręczy, wyciągnąłem dętkę. Dokładnie obejrzałem wnętrze opony, przejechałem palcami po jej powierzchni i również nie znalazłem niczego podejrzanego. Wstępne oględziny dętki także nie przyniosły rezultatów. To oznaczało, że uszkodzenie nie jest wielkie. Jedyną szansą na jego odkrycie było napompowanie dętki, co też niezwłocznie uczyniłem. Niestety, pomimo dokładnego obejrzenia, pomimo przykładania dętki do ucha, nosa, ust, a nawet oka, aby poczuć choćby najmniejszy powiew uciekającego powietrza, niczego nie znalazłem. W zasięgu mojego wzroku nie było żadnego wiadra z wodą, więc nie mając wyboru, założyłem zwykłą butylową dętkę i kontynuowałem jazdę.

Do właściwej naprawy przystąpiłem w domu. Napompowałem uszkodzoną dętkę i włożyłem ją do wody. Natychmiast odkryłem nieszczelność. Dziurka była zlokalizowana na bocznej powierzchni dętki i była tak mała, że praktycznie niewidoczna. Nie było szans dostrzec ją wzrokiem. Ponadto, napompowanie dętki wcale nie gwarantowało odkrycia uszkodzenia, ponieważ przy niskim ciśnieniu powietrze uchodziło tak wolno, że było to niewyczuwalne w żaden inny sposób niż poprzez włożenie dętki do wody.

Zanim zabrałem się za naprawę, znając położenie przebicia, jeszcze raz obejrzałem oponę. Bingo! W najsłabszym miejscu opony, czyli na jej boku, znalazłem mikroskopijny ślad uszkodzenia. Prawdopodobnie uderzyłem bokiem opony w coś ostrego i bardzo cienkiego. Wszystko wskazuje także na to, że przejechałem kilka kilometrów, zanim w ogóle zorientowałem się, że przebiłem oponę. Fakt, że znalazłem przyczynę uszkodzenia był bardzo ważny, bo ostatecznie dowodził, że dętka nie uszkodziła się sama z siebie.  

Naprawa okazała się banalnie łatwa. Oznaczyłem miejsce uszkodzenia, dokładnie przemyłem je alkoholem izopropylowym i nakleiłem jedną ze specjalnych łatek z zestawu naprawczego „Flix Kit”. Na wszelki wypadek nakleiłem także zwykłą łatkę na wewnętrzną stronę opony w miejscu przebicia. Potem założyłem dętkę, napompowałem koło i gotowe. Oczywiście pojawia się pytanie, czy gdybym był w stanie znaleźć uszkodzenie, równie łatwo poszłoby mi na trasie, pod gołym niebem, w prowizorycznych warunkach? Jestem pewien, że tak. Łatka z zestawu „Flix Kit” naklejona w miejscu uszkodzenia.
Łatka z zestawu „Flix Kit” naklejona w miejscu uszkodzenia.
Przypominam, że zestaw naprawczy zawiera chusteczki nasączone alkoholem izopropylowym, które umożliwiają dokładne oczyszczenie i odtłuszczenie powierzchni w miejscu uszkodzenia. Potem wystarczy nakleić łatkę i poczekać około pięciu minut. To o wiele prostszy i z pewnością o niebo czystszy sposób niż „babranie” się z klejem do kauczuku. Czy taka naprawa jest skuteczna? Tutaj niestety muszę wrzucić pierwszy i jak na razie jedyny kamyczek do ogródka Tubolito…

Początkowo wydawało mi się, że skuteczność naprawy gwarantuje sama fizyka. Dętka po napompowaniu do odpowiedniego ciśnienia mocno przywiera do opony, przy okazji dociskając łatkę, a więc nie ma szans na powstanie nieszczelności. Tyle teoria. Praktyka wygląda tak, że naprawiona dętka szybciej traci ciśnienie. Nie jest to jakiś dramatyczny ubytek, bo zamiast dopompowywać koło co tydzień, muszę to robić mniej więcej co cztery dni, ale w przypadku tak drogiego produktu, mam prawo oczekiwać, że po naprawie będzie sprawował się dokładnie tak samo, jak nowy. Bezskutecznie próbowałem znaleźć przyczynę tego stanu rzeczy. Łatka była naklejona dokładnie według instrukcji, a dętka nie miała żadnego innego uszkodzenia. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to niewystarczająca skuteczność kleju w przypadku wysokich ciśnień (powyżej 7 barów).  

Kilka wniosków końcowych. Po pierwsze, dętki Tubolito da się przebić, ale przecież nikt nie twierdził, że są pancerne. Po drugie, jakkolwiek trudno to obiektywnie stwierdzić, bo „kapeć” „kapciowi” nierówny, w podobnej sytuacji dętka butylowa znacznie szybciej i gwałtowniej pozbywała się powietrza. Po trzecie, w przypadku niewielkich uszkodzeń bardzo trudno jest je znaleźć bez zanurzania dętki w wodzie. Sugerowałbym wtedy nieco mocniejsze napompowanie (ale nie więcej niż 0,5 bara), bo przy zbyt niskim ciśnieniu nie ma szans na zlokalizowanie otworu. Po czwarte, jeśli już znajdziemy nieszczelność, to naprawa dętki Tubolito jest szybka i banalnie łatwa, a przede wszystkim „czysta”. Po piąte, jakkolwiek naprawa jest łatwa, to jednak nie jest w 100% skuteczna. Naprawiona dętka szybciej traci ciśnienie.

Pomimo opisanych kłopotów ze szczelnością naprawionej dętki, moje dotychczasowe doświadczenia są na tyle dobre, że na poważnie rozważam możliwość pozbycia się butylowych dętek, które wożę na zapas w torebce podsiodłowej i zastąpienie ich dętkami Tubolito. Będę się mógł także pozbyć tradycyjnego zestawu naprawczego i zastąpić go poręcznym „Flix Kit”. To być może drogie rozwiązanie z pogranicza fanaberii, ale dzięki niemu zyskam sporo wolnego miejsca w torebce podsiodłowej lub będę mógł ją zastąpić przez coś mniejszego i bardziej poręcznego.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)