Dlaczego, czym, jak i gdzie?

Czwartek, 18 kwietnia 2019 • Komentarze: 0

Poruszając się po Krakowie środkami komunikacji zbiorowej, co zresztą jest jedyną obok roweru sensowną opcją, mam okazję zobaczyć typowy obrazek młodzieży z wzrokiem wbitym w ekrany smartfonów. Jednak nie na współczesne obyczaje chcę tutaj zwrócić uwagę, ale na pewną zauważoną prawidłowość. Przynajmniej połowa z tych smartfonów ma popękane szybki wyświetlaczy. Rozumiem, że może się coś przydarzyć, ale żeby skala zjawiska była aż tak olbrzymia? Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, jest jednak prosta. Współczesne pokolenie nie szanuje rzeczy. Zresztą nie tylko rzeczy, ale w ten temat nie będę się zagłębiał. A dlaczego nie szanuje? Bo wszystko co posiada, zostało łatwo zdobyte. A jeśli coś łatwo przychodzi, to tego po prostu nie doceniamy. Ja (niestety) jestem z pokolenia, które dość dobrze pamięta czasy „komuny”, puste półki, średnią miesięczną pensję na poziomie 20 dolarów i „zapach zachodu” w sklepach Pewexu. Jeśli już coś zdobyłem, to rzecz tę zwyczajnie szanowałem. I tak mi już zostało.

Ten przydługawy wstęp miał wyjaśnić, dlaczego po kupieniu nowej ramy nie stawiam jej natychmiast na stojaku montażowym i nie montuję osprzętu. Otóż najpierw muszę ją odpowiednio zabezpieczyć. Rower nie będzie przecież oprawiony w ramki i powieszony na ścianie, chociaż niektórzy wmawiają mi, że najchętniej tak właśnie zrobiłbym. Rower będzie używany. W różnych warunkach. W różnym terenie. Na różnych drogach. Czasem powalczę z deszczem, innym razem z piachem i pyłem, a czasem jakiś kamyczek wyrzucony spod koła trafi w karbonową powierzchnię ramy z siłą wynikającą ze wzoru F = m*V2/r. Ostatnie o czym marzę, to widzieć powolną degradację drogiego sprzętu. Dlatego właśnie nie chodzę na skróty i budowę każdego roweru zaczynam od oklejenia ramy w newralgicznych miejscach. Kilka ram już miałem, trochę doświadczenia zebrałem, więc mogę zapewnić, że to się sprawdza i nie warto żałować czasu na tę żmudną – przyznaję – czynność.

Skoro wyjaśniłem powody, dla których zabezpieczam ramę, pora napisać, czego używam. W necie można znaleźć mnóstwo gotowych zestawów zabezpieczających lub różnego rodzaju folii w cenie od kilkunastu do nawet kilkuset złotych. Zwykłemu śmiertelnikowi mogłoby się wydawać, że ta rozpiętość cenowa jest kuriozalna, bo folia jest tylko folią i jakaż może być różnica pomiędzy tą za dwadzieścia złotych, a tą za złotych dwieście. Różnica jest i to olbrzymia. Najtańsze zestawy są po prostu wyciętymi na ploterze kawałkami zwykłej folii używanej do wyklejania reklam i nie mają praktycznie żadnych właściwości zabezpieczających. Przeważnie dość trudna jest także aplikacja takiego materiału na nierównych powierzchniach. Mała część mojej kolekcji szablonów.Mała część mojej kolekcji szablonów.Produkty droższe są zazwyczaj opracowane specjalnie z myślą o zabezpieczeniu, odpowiednio wytrzymałe, stosunkowo łatwe w naklejaniu i trwałe. Ja próbowałem wielu różnych folii i po latach eksperymentowania z czystym sumieniem mogę polecić produkt francuskiej firmy ClearProtect. Ta folia jest bardzo wytrzymała, lekka, wodoodporna, odporna na działanie promieni UV, nie żółknie i nie rozwarstwia się. Ponadto można ją aplikować na mokro. To oznacza, że naklejając wielki kawał folii, nie mamy tylko jednej szansy poprawnego jej spozycjonowania i nie musimy się martwić o uwięzione pęcherzyki powietrza. Naklejając na mokro, możemy folię dowolnie przesuwać, wygładzać, dopasowywać. Rewelacja. Oklejając rower korzystam z zestawu XL, który jest przeznaczony dla rowerów górskich, ale to nie ma znaczenia, bo poszczególne naklejki wycinam sam, a zestaw XL zawiera wystarczająco duże odcinki folii, aby starczyły na pełne zabezpieczenie przynajmniej trzech ram szosowych. ClearProtect ma oczywiście jedną wadę – jest droga. Wspomniany zestaw XL kosztuje około 170 złotych, ale naprawdę warto, zwłaszcza wtedy, gdy stanowi to jedynie ułamek ceny samej ramy.

Wspomniałem, że nie korzystam z gotowych naklejek, ale wycinam je sam. Robię to w ten sposób, że najpierw przygotowuję sobie szablony. Kluczowe miejsca ramy oklejam taśmą malarską. Następnie rysuję na niej ołówkiem zarys naklejki, jaką chcę potem wykroić. Potem delikatnie odklejam taśmę, przyklejam ją na karton i wycinam. Voilà – szablon gotowy! Jedyne co pozostaje, to odrysować go na spodniej części folii, wyciąć i nakleić na ramę.

Mapa newralgicznych miejsc.Mapa newralgicznych miejsc.Najwyższy czas napisać o tym, które fragmenty ramy zabezpieczam. Prawdę mówiąc, gdy rozpakowałem Helium SLX, pomyślałem, że najlepiej byłoby okleić ją całą… OK, żartowałem. Po latach, metodą prób i błędów (raczej tych drugich), wypracowałem sobie pewien schemat zabezpieczenia ramy roweru szosowego, który przedstawiam na załączonym obrazku:

  1. Zabezpieczenie przed otarciem ramy przez pancerze. Zazwyczaj naklejam go dopiero po wstępnym montażu pancerzy, aby dokładnie poznać wszystkie miejsca kontaktu z ramą przy wszystkich możliwych położeniach kierownicy. Zamiast folii można stosować osłony zakładane na pancerze, ale naklejka jest „pewniejsza”.
     
  2. Dolna rura. Ja oklejam ją tylko na mniej więcej 1/3 długości począwszy od główki ramy. Gdybym miał rower gravelowy, okleiłbym ją na całej długości. W moim przypadku celem tego zabezpieczenia nie jest ochrona przed kamieniami (nie jeżdżę w terenie), ale raczej przed efektem „wypiaskowania” powierzchni znajdującej się najbliżej opony i związanego z tym zmatowienia lakieru (piszę o tym w punkcie 4). Pasek folii nie musi być więc zbyt szeroki. Ja użyłem naklejki o szerokości 25 mm.
     
  3. Dolna część mufy suportowej. W zasadzie nie musiałbym tego robić, ale okleiłem tę część, bo podczas montażu ma bezpośredni kontakt z moim stojakiem serwisowym (TACX Spider Team).
     
  4. Wewnętrzna część tylnego widelca znajdująca się najbliżej opony. To przykład zabezpieczenia, którego stosowania nauczyłem się na własnych błędach. Kiedyś w rowerze Ridley Fenix nie zabezpieczyłem tego fragmentu. Po sezonie okazało się, że popełniłem duży błąd. Piasek i kurz odrywające się od opony, która znajdowała się kilka milimetrów od powierzchni ramy, bardzo mocno zarysowały lakier. Zapewne nie bez znaczenia był fakt, że korzystałem wówczas z opon z bieżnikiem (Continental Grand Prix 4-Seazon), które lepiej niż slicki transportują to, co leży na drodze. Od tej pory dmucham na zimne.
     
  5. Tylna część rury podsiodłowej na długości 10 cm w dół i w górę licząc od miejsca, w którym opona znajduje się najbliżej rury. Powód jest dokładnie taki sam, jak opisany w punkcie 4, aczkolwiek w tym przypadku jest to raczej nadgorliwość.
     
  6. Dolna część mocowania tylnego hamulca. Powód ten sam.
     
  7. Oczywista oczywistość, czyli ochrona rury tylnego trójkąta ramy przed łańcuchem. To najbardziej znane i standardowe zabezpieczenie. Niektórzy producenci standardowo przyklejają w tym miejscu pasek folii, ale prawie zawsze robią to tak oszczędnie, jakby ten mały kawałek poliuretanu był cenniejszy od ochranianego miejsca. Ja tutaj nie żałuję materiału, zakładając najbardziej pesymistyczne scenariusze. Przy okazji zabezpieczam się przed inną niekorzystną sytuacją, którą opisuję poniżej.
     
  8. Zewnętrzna część rur tylnego trójkąta na wysokości pięty obracającego się buta. Wszyscy używający pedałów i butów z blokami SPD SL nie muszą tego robić. Minimalny luz boczny praktycznie wyklucza możliwość zawadzenia piętą o ramę. Co innego w przypadku bloków SPD, a ja właśnie takich używam. Tutaj luz jest zdecydowanie większy i czasem może się zdarzyć, że boczna część buta pozostawi nam wątpliwej urody ślad na ramie.
     
  9. Wewnętrzna część przedniego widelca, znajdująca się najbliżej opony. Bez komentarza – powód opisałem w punkcie 4.

Zaznaczam, że to „mój” schemat, a więc dopasowany do mojego stylu jazdy i terenu, w którym się poruszam. Jeśli ktoś chciałby go skopiować, to musi wziąć to pod uwagę i odpowiednio go zmodyfikować. Na przykład, jeżeli szaleje po szutrach, powinien lepiej zabezpieczyć dolną rurę, jeśli używa bloków SPD SL, nie musi oklejać zewnętrznych części tylnego trójkąta ramy, itp.

Dopiero mając zabezpieczony cały frameset mogę przejść do właściwej fazy budowy roweru, ale to już jest zupełnie inna historia.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)